Ocena brak

Tożsamość katolicka

Autor /Romekppp Dodano /02.05.2013

Trudna kwestia tożsamości katolickiej pojawia się często w dzisiejszym Kościele wewszelkiego rodzaju instytucjach, od college’ów po uniwersytety, a nawet szpitale. Cosprawia, że dana instytucja jest „katolicka"? Historia, dziedzictwo, sama nazwa, aprobatabiskupa, samookreślenie? To nie są pytania o marginalnym znaczeniu i w wielu przypadkachta kwestia wywołała długie dyskusje, choć nie wymagała właściwie debaty. Co robić, jeśliinstytucje katolickie, takie jak uniwersytety, szpitale czy organizacje społeczne, nie stosująsię do norm Kościoła? Co robić, jeśli określają się jako katolickie, a inni (Watykan, biskupiczy część ludu katolickiego) nie zgadzają się z tym? Kto ustala, jakie instytucje mogąnazywać się katolickimi, a jakie nie, przy świadomości faktu, że nawet Stolica Apostolska ibiskupi wiedzą, że istnieje pewna przestrzeń na uzasadnione rozbieżności?

W tym momencie znaczna liczba amerykańskich instytucji katolickich uczestniczy wdyskusji na temat tożsamości katolickiej. Znaczący przykład to katolickie college iuniwersytety. To instytucje złożone, pod wieloma względami użyteczne w kulturzeamerykańskiej i Kościele, a przede wszystkim to instytucje oferujące wyższe wykształcenie,tak więc edukacja jest ich podstawową misją. Edukacja to przedsięwzięcie wielowymiarowe,które implikuje nauczanie i uczenie się, ale ponad klasyfikacją rodzajową istniejeskomplikowana gradacja odcieni. Kto może uczyć i jakie są oczekiwania wobec tego, czegouczy? To pytanie mogłoby się wydawać banalne, jeśli pomyśli się na przykład o takimprzedmiocie jak fizyka. Uniwersytety są zobowiązane, żeby przyjmować wykładowców,którzy mogą pochwalić się pewną wiedzą w określonej dziedzinie, którzy są w stanieprzekazać tę wiedzę w stali wykładowej oraz rozwijać badania. Ci, którzy zawodzą najednym z dwóch ostatnich pól, zwykle nie zostają przyjęci.

Ale co zrobić z biologiem, który współpracuje ze szkołą lekarską na kampusie katolickimalbo pracuje dla niej? Czy można mu pozwolić, by uczył o biologicznych implikacjach metodaborcji albo tego, w jaki sposób można najbezpieczniej przeprowadzić aborcję? Czy możnapozwolić temu naukowcowi, aby prowadził jakiekolwiek badania związane z aborcją? I cozrobić z wykorzystywaniem komórek płodowych do eksperymentów? A jeśli biolog nie jestkatolikiem ani człowiekiem wierzącym, ale jednym z najbardziej poważanych naukowców wtej dziedzinie? Czy uniwersytet jest zobowiązany, aby z góry zdecydować o odrzuceniu jegokandydatury, żeby następnie znaleźć katolika albo przynajmniej kogoś, kto zgodzi się napracę w ograniczeniach narzucanych przez nauczanie katolickie? Co robić, jeśli to wpływa napowstanie wydziałów, które nie umacniają akademickiej reputacji uniwersytetu? Czyuniwersytet jest może zobowiązany, by poświęcić swe własne badania naukowe parexcellance na rzecz sprawy katolickiej? Co robić, jeśli w wyniku tego zmniejsza się ilośćzapisów uzdolnionych kandydatów, ponieważ potencjalni studenci przedkładają najwyższąjakość programów edukacyjnych nad wartości katolickie i tożsamość katolicką? Ten dylematjest tak samo skomplikowany w przypadku przedmiotów humanistycznych.

Czy na wydzialefilozofii może pracować zdolny ateista? Czy wydziały związane z wykładaniem naukpolitycznych mogą zatrudniać profesorów, którzy są przeciwnikami działań podejmowanychprzez Kościół w zakresie polityki publicznej? Czy na wydziale ekonomii w katolickimcollegeu jest miejsce dla ludzi, którzy przeciwstawiają się nauczaniu biskupa w zakresiedoktryny ekonomicznej Kościoła? Czy teologowie w swoich wykładach bądź swoichpublikacjach mogą przedstawiać inne wizje w zakresie kontroli narodzin, chrystologii czynieomylności papieża? Czy członkowie wydziału psychologii mogą pozwolić sobie na to, byprzeciwstawiać się pozycji Kościoła w kwestii zachowania homoseksualnego?

Jeszcze bardziej skomplikowane jest zagadnienie, kto może określać tożsamość katolickąi kto stanowi, że dana instytucja nie reprezentuje już katolicyzmu we właściwy sposób.Trzeba pamiętać, że sama kwestia tego, czym jest katolicyzm, pod pewnymi względamipozostaje niejasna. Jeśli bycie katolikiem oznacza ścisłe przestrzeganie, w każdej kwestii,nauki i zaleceń Stolicy Apostolskiej oraz biskupów, to większość amerykańskich katolikównie jest katolikami, zważywszy na fakt, że nie zgadzają się z wieloma naukami i wielomataktykami.W sierpniu 1990 r. Kościół rzymski opublikował dokument zatytułowany Ex cordeEcclesiae (Z serca Kościoła), poświęcony właśnie temu zagadnieniu.

Tekst analizował stosunkipomiędzy Kościołem a uniwersytetami katolickimi i był wynikiem wielu lat dialogupomiędzy samymi środowiskami katolickimi, a także pomiędzy nimi a przedstawicielamiKurii rzymskiej28. W ciągu XIX i XX w. amerykańskie collegee oraz uniwersytety licznie sięrozmnożyły, wspomagane przez zakony religijne, aby pomóc katolickiej ludności napływoweji nadać własnym kongregacjom znaczącą rolę w edukacji wyższego stopnia.W przemówieniu na uniwersytecie w Seton Hall o. Theodore Hesburgh, ówcześnie rektorUniwersytetu Notre-Dame, w taki sposób opisywał rolę katolickich uniwersytetów:

Ze względu na swój specyficzny charakter uniwersytety są dziś wystawione na szerokągamę postaw intelektualnych: agnostycyzm, scjentywizm, relatywizm, subiektywizm, zewszystkimi ich wariantami, zbyt licznymi, by mocje tutaj wymienić. Chciałbympodkreślić, że mogę współistnieć z wszystkimi tymi postawami, gdy są obrane w sposóbwolny i przyjęte szczerze, przede wszystkim dlatego, że każda z nich ogranicza się dotego czy innego sposobu poznawania, podczas gdy nasze zaangażowanie dotyczywszystkich sposobów poznawania: nauki, teologii, intuicji poetyckiej i artystycznej, hipotezy i analizy, wszelkiego rodzaju syntezy - ale każdego posiadającego swojąswobodę i swoje ograniczenia.

Kontekst, w jakim działają amerykańskie uniwersytety katolickie, odróżnia je od europejskichodpowiedników, zwykle zakładanych przez państwo i działających w ramachkonkordatu z Rzymem w zakresie nominacji profesorów teologii. Amerykańskie uniwersytetyotrzymują akredytacje od niezależnych agencji, które monitorują jakość ich ofertyedukacyjnej zgodnie ze standardami akademickimi, niemającymi żadnego związku z religijnąmisją danej instytucji. Korzyści z tego typu kontroli są jednocześnie materialne i niematerialne.Przede wszystkim uniwersytety katolickie są oceniane według takich samych standardów jak inne amerykańskie instytucje kształcenia wyższego, publiczne czy prywatne;po drugie, skutkiem tego jest powszechnie uznawana akredytacja, która przydaje publicznejwartości zdobytym dyplomom; po trzecie, pozwala uniwersytetom katolickim ubiegać się natych samych warunkach o subwencje i o środki na fundusze stypendialne.

Podobnie jak uniwersytety europejskie, również uczelnie amerykańskie otrzymująsubwencje rządowe, ale bardzo szeroka jest skala tych środków, od dotacji na badania popomoc dla studentów przyznawaną przez władze federalne. Udzielając pomocy, rządjednocześnie sprawuje kontrolę i wymaga pewnych zobowiązań prawnych. Amerykańskieuczelnie katolickie muszą działać w obrębie norm prawnych obowiązujących w StanachZjednoczonych. Z jednej strony wynika to z delikatnej równowagi w relacjach pomiędzypaństwem a Kościołem, a z drugiej strony z lokalnej (czy federalnej) pomocy udzielanejwyższej edukacji (wliczając w to instytucje katolickie). Oznacza to, że katolickie college’e iuniwersytety muszą czasem pozwalać na powstawanie grup i istnienie praktykdysponujących swobodą głosu.

Na przykład na niektórych uczelniach katolickich powstałygrupy działające na rzecz praw gejów, które otwarcie wspierają homoseksualny styl życia, igrupy „prawa wyboru", które uznają prawo kobiet do dokonywania aborcji. To wszystko jestmożliwe również na uniwersytetach katolickich, ponieważ prawo nie pozwala nadyskryminację takich grup.Niektórzy obawiają się, że katolickie college’e i uniwersytety, jeśli w zbyt liberalnysposób zinterpretują dokument Ex corde Ecclesiae, wkrótce pójdą w ślad za wielomauczelniami pierwotnie protestanckimi, które porzuciły swój charakter religijny (na przykładmetodystyczny, prezbiteriański czy luterański) i które tylko historycznie identyfikują się ztymi Kościołami. Princeton, Harvard, Yale mają korzenie protestanckie, od których jużdawno odeszły. Duke i Siracuse w niewielkim stopniu ukazują swoje metodystycznefundamenty.

Niemniej wszystkie te uczelnie utrzymują szkoły teologiczne i wydziałystudiów religijnych.Ważny fragment układanki, która tworzy obraz katolickich uniwersytetów oraz ich misji,mieści się w 812. kanonie kodeksu prawa kanonicznego. Głosi on: „Konieczne jest, żeby ci,którzy w jakiejkolwiek szkole wyższej nauczają dyscyplin związanych z teologią, posiadalizezwolenie kompetentnych władz kościelnych". Jeśli dokument Ex corde Ecclesiae powierzakatolickim collegebm i uniwersytetom zadanie nauczania teologii, to również „gwarantujeswobodę akademicką dla ich pracowników, pod warunkiem, że prawa człowieka i społeczności są dochowywane w granicach prawdy i wspólnego dobra".

Delikatna równowaga pomiędzy nadzorem ze strony biskupów, swobodą, akademicką - definiowaną jako taka nie przez władze kościelne, ale organizacjenarodowe typu American Association of University Professors czy świeckie, regionalnekomisje akredytacyjne - oraz autonomią instytucjonalną wymaga uważnej gradacji odcieni.Niezaprzeczalne jest, że Kościół w oczywisty sposób jest zainteresowany nauczaniem,badaniami, dyskusjami i konkluzjami naukowców, którzy pracują w poszczególnychinstytucjach zapewniających wyższe wykształcenie. Jednocześnie Kościół cieszy się prawemdo korzystania z tych idei bez żadnych ograniczeń i byłoby rzeczą nierozsądną utrudnianiebadań, które zasadniczo sprawiają, że wiedza postępuje naprzód.Przez ironię losu college’e oraz uniwersytety założone w tym celu, by dawać katolikommożliwość rozwoju intelektualnego, społecznego i ekonomicznego, nie są już takimmiejscem azylu dla imigrantów, jak to się działo w przeszłości. Obecnie imigranci latynoscy,azjatyccy, afrykańscy i inni zasadniczo nie mogą sobie pozwolić na to, by płacić bardzowysokie czesne uniwersyteckie w prywatnych college’ach katolickich. Teraz najbardziejprestiżowe spośród tych uniwersytetów odzwierciedlają siłę rynku i żądają za kształceniemniej więcej tyle samo ile szkoły należące do Ivy League.

Natomiast te mniejsze i mniejkonkurencyjne nie są w stanie przetrwać bez nakładania czesnego sięgającego dziesiątkówtysięcy dolarów rocznie.Wzrost czesnego to zagrożenie również dla misji college’ów katolickich, by edukować ikształtować zróżnicowaną grupę przywódców dla najbliższego pokolenia. Pomimo wszelkichwysiłków podejmowanych przez instytucje i administratorów, ukierunkowanych na zdobyciestypendiów i pomocy finansowej, studenci z najniższej, a nawet średniej warstwyekonomicznej, często nie mogą sobie pozwolić na uczęszczanie do katolickich instytucjikształcenia wyższego.

Na wielu obszarach kraju wiele rodzin nie jest w stanie zapewnićswoim dzieciom nawet średniego wykształcenia katolickiego. Okazuje się zatem, że Kościółedukuje elity ekonomiczne.Szpitale katolickie budzą takie same obawy, jakie stają się jeszcze bardziej rzeczywiste wprzypadku instytucji związanych z uniwersytetami w zakresie nauczania i badań. Wszystkiestruktury sanitarne stanęły przed tym samym problemem wraz z narodzinami agencjimedycznych. Wraz z powstaniem Health Maintenance Organizations (HMO), które ustalajątabele wynagrodzeń, szpitalom jest coraz trudniej utrzymać stabilną sytuację finansową.Szpitale katolickie są czasem w gorszej pozycji, ponieważ nie oferują pełnej gamy usług naoddziałach położniczych i ginekologicznych (np. usług z zakresu kontroli narodzin czyaborcji). Dostawcy usług medycznych są zobowiązani, żeby informować swoich klientów otych ograniczeniach, które mogą wywoływać odpływ pacjentów ze struktur katolickich,należących do Health Maintenance Organizations.

Zmniejszenie bazy usługobiorców przekłada się na spadek zysków, na co strukturymedyczne nie mogą sobie pozwolić w bardzo konkurencyjnym środowisku. Jeśli czasemniektórzy pacjenci wybierają szpital katolicki ze względu na swą tożsamość religijną i jegowalory etyczne, wielu preferuje szpitale cieszące się większą sławą z medycznego punktu widzenia (bez względu na ich postawę etyczną) i robią tak, żeby się wyleczyć, ponadwszelkimi rozważaniami etycznymi.

Kościół istotnie musi działać w społeczeństwie złożonym, jednakże Kościół również cośsobą reprezentuje, czasem więc nie może robić tego, co jest bardziej korzystne zekonomicznego punktu widzenia, ani akceptować tego, co w danym momencie jestrozwiązaniem bardziej popularnym. Znajduje się w trudnej sytuacji, w której grozi mu to, żedla jednych może stać się nierelewantny, dla innych - nieprzekonujący, poczynając odproponowanych wyborów w licznych i skomplikowanych decyzjach etycznych.

Podobne prace

Do góry