Ocena brak

Teatr rewiowy w Anglii

Autor /kacper007 Dodano /13.04.2012

 Daleko bardziej niż melodramat, od czci i wiary został odsądzony, również niezwykle popularny w XIX wieku, teatr rewiowy. Zła reputacja towarzyszyła rewii od samego początku, gdyż za miejsce narodzin tego typu rozrywki uważa się domy publiczne oraz marynarskie tawerny, gdzie bardzo często zbierało się „szemrane" towarzystwo. Już na samym początku rządów propagującej surowe zasady etyczno-moralne królowej Wiktorii, właściciele domów publicznych zaczęli rozbudowywać swe przybytki, również dlatego, by stworzyć lepsze warunki dla występujących w nich tancerzy i śpiewaków.

Okazało się, że nie było w Londynie lepszej rozrywki dla biedaków, którzy z rozkoszą zapominali tam o ciężarach i bolączkach dnia codzien nego. W teatrach rewiowych aktorzy bawili się wraz z widzami. Wspólnie śpiewano, tańczono, publiczność śmiała się ze skeczy parodiujących ceremonię ślubu, pogrzebu, pompatyczne życie wyższych sfer, bądź po prostu codzienne kłopoty, na które narażony jest żonaty mężczyzna lub zamężna kobieta.

Najwięcej teatrów rewiowych w Londynie funkcjonowało w East Endzie, niedaleko portowych doków, w dzielnicy zamieszkałej przez ubogich imigrantów. Wiele rewii powstało w miastach przemysłowych Wielkiej Brytanii, np. w Liverpoolu, Newcastle, Glasgow i w Manchesterze.

Sekretu popularności teatru rewiowego należy upatrywać w jego szczególnej atmosferze. W trakcie przedstawienia w teatrze panowało pewnego rodzaju porozumienie aktorów z widownią. Nazwiska gwiazd rewii przeszły do historii. Każdy Anglik doskonale wie kim byli Marie Lloyd, Vesta Tilley, Eugene Stratton, czy George Robey.

Marie Lloyd znana była jako osoba wielkiego serca i stała się symbolem teatru rewiowego sprzed I wojny światowej. Popularność zyskała sobie, wykonując pełne wdzięku i niewinności dziewczęce piosenki. W późniejszych latach podbijała serca widzów nie tylko śpiewem, lecz również przekonującą grą aktorską. Jeden z krytyków pisał o niej - „ta młoda osóbka wydaje się wiedzieć o życiu więcej niż ktokolwiek inny; jednocześnie należy podziwiać jej pewność siebie i umiejętność brania z życia tego, co najlepsze".

W teatrach rewiowych największym powodzeniem cieszyły się wszelkie rodzaje parodii ludzi związanych z władzą, których powszechnie postrzegano jako pełnych powagi z jednej strony i hipokryzji z drugiej. Pewna piosenka opisuje na przykład spotkanie pijanego przechodnia z przekupnym policjantem:

Na górze są gwiazdy, pod nimi jest noc.

W niej są zapachy i czarów trwa moc.

Pod barem zaś - ja - ciężki od piwa

Idę zygzakiem, bo w piwie tym pływam.

Nagle - stop. Gliniarz mnie łapie,

Wytężam wzrok, z Wysiłku aż sapię,

Wokół nikogo, sami we dwóch:

Ja, i ten mundurowy zuch.

Chór: Sami we dwóch, a noc taka ciemna;

Niebieski mundur i pijacka gęba.

Puścił mój kołnierz, gdy w dłoni swej znalazł

Półdołarówkę - schował ją zaraz.

Już go nie było. Ja dalej z mozołem

Przez kręte ulice wędrówkę zacząłem.

Ulubionym tematem rewii był opis przygód młodego człowieka, który nieopatrznie wpadł w ręce kobiet lekkich obyczajów. W piosence Piękne panny z Londynu T.W. Barret wspomina, jak został potraktowany przez panienki z West Endu. Aby dodać pikanterii samej piosence, numer ten wykonywał w księżowskiej sutannie:

Chór: Piękny jest Londyn, piękne dziewczęta,

Będę tę noc tak długo pamiętał.

Ograbiły, rozebrały - od kołnierza aż do

pięt -

Damy z West End.


Gdy całując na pożegnanie,

Rzekła Maudie: „Pa, kochanie!"

Zmieszałem się ociupinkę.

Wystarczył moment; Skradła mi. spinkę!

Flo - kolejna pieszczoszka -

Wmawiała mi: „Kocham cię troszkę". To „troszkę" starczyło całkiem,

By pierścień zniknął mi z palca.

W rewiach pojawiał się też często zapożyczony z melodramatów motyw rodziny, jednak nie w wydaniu sentymentalnym, lecz w formie pastiszu. Głównym tematem było oczywiście zmaganie się z biedą. Albert Chevalier, w piosence zatytułowanej Jane z niebieską kokardą, czuje się wybitnie rozczarowany faktem, iż jego młoda żona zbyt dużo je:

Najpierw był talerz. Na nim ślimaki

Potem dwa jabłka. Lody - dwa smaki.

Daktyli kilo, kokosów rzeka,

Czekoladowy parowóz wjechał.

W wagonach steki, solone śledzie,

W następnych kawior czerwony jedzie.

Gdy wyszeptałem: „Mój barwny Śnie,

Czy to już koniec?" odparła - „Nie!"

W innym słynnym utworze Arthur Lloyd wylicza niepokojąco rozrastającą się liczbę osób, które ma na utrzymaniu:

Jest braciszek i siostrusia,

Ciotuleńka, jest mamusia,

  Jej kuzynek, jest też wujek,

Głodnych krewnych nie brakuje!

Zupełnie inaczej wyglądały kłopoty rodzinne z punktu widzenia kobiet, choć i tu nierzadko pojawiały się elementy czarnego humoru. Autor piosenki Nie ma jak w domu, Harry Randall, opisuje rozczarowanie żony, która musi pogodzić się z faktem, iż jej mąż wszystkie pieniądze przepuszcza na piwo. Kobieta skarży się, że dach cieknie, schody zostały zużyte na opal, a „ostatnio odcięli nam wodę". Po chwili jednak zapewnia, iż stara się tym nie przejmować, gdyż na świecie są większe nieszczęścia.

Stare dobre czasy

Publiczność reagowała na piosenki rewiowe bardzo żywo. Wytłumaczenie tego zjawiska jest stosunkowo proste - podobnie jak w przypadku melodramatu, ludzie szukali ucieczki od trudnej do zniesienia rzeczywistości dnia powszedniego. Szukali wytchnienia, równie często od przytłaczającej biedy, co od presji sztywnych purytańskich norm życia społecznego.

Po I wojnie światowej zarówno melodramat, jak i musical przegrały w konkurencji z radiem, a później telewizją. W latach dwudziestych i trzydziestych pojawiły się nowe formy popularnej rozrywki, choć w ludziach wciąż drzemie nostalgia do „starych dobrych czasów", kiedy na deskach teatrów królowały melodramat i rewia.

Podobne prace

Do góry