Ocena brak

Stanisław Staszic - Ród Ludzki

Autor /Saleta Dodano /16.10.2012

Od wczesnych lat rozmyślał Staszic nad historią całej ludzkości i zaczął, jak mówi w swej autobiografii, «szukać przyczyny źródłowej... pokrzywdzenia i zbo­czenia towarzystw ludzkich z drogi szczęścia». Pobudką do tych rozmyślań był widok niesprawiedliwości względem mieszczan i chłopów we własnej ojczyźnie: skąd poszło, że jedna warstwa społeczna jest na górze, a inna na dole? Silniej je­szcze zaczęły się narzucać Staszicowi myśli o dziwnych i zmiennych kolejach ludz­kości, kiedy się powstanie Kościuszki skończyło klęską: jak to może być, żeby cały jeden naród poszedł pod but trzech zbrodniarzy ? Myśli te dręczyły i szarpały Sta­szicowi duszę; uspokojenie znalazł dopiero w samotnych wędrówkach «wpośród wielkich opusczałych borów» zwierzynieckich (pod Zamościem):

Jak tu dobrze!... w tej dzikiei kniei, w borów środku,
Jaka spokoiność w moim czuciu i myśleniu!
Zda mi się, żem tu więcei zbliżon do natury!
Trafiłem moim życiem na niesczesne czasy,
W których swobodne - tylko te dzicze bezludne,
Gdzie materyi rozumu nie tknęły się władze.
Tu natura nietkniętą jescze. W pusczach lasu
Znaiduię niewzruszone mieszkanie pokoiu.

I oto w borach zwierzynieckich wykołysał Staszic pomysł olbrzymiego po­ematu, obejmującego przeszło siedemnaście tysięcy wierszy i uzupełnionego je­szcze licznymi i olbrzymimi przypiskami prozą, pt. Ród ludzki, poema dydaktycznie. Długo pracował nad nim: dopiero w roku 1819 wydał tom pierwszy, a w następnym - drugi i trzeci. Wartości artystycznej utwór ten nie ma, bo jest pisany nie prozą, tylko wierszem, a Staszicowi, chociaż mu w duszy grała poezja (czego dowodem są niektóre ustępy jego pism politycznych), «Bóg... odmówił tej anielskiej miary, bez której ludziom nie zda się poeta»; że nie umiał i nie mógł się zdobyć na piękny wiersz, o tym świadczy aż nadto wymownie jego przekład Iliady (1815). Wręcz śmieszne wrażenie sprawia często trzynastozgłoskowy wiersz Rodu ludzkiego, nie dlatego że zamiast rymów są asonanse (na przykład: ciemności - ludzi, wszystko -niebo), ale dlatego że jest pozbawiony rytmiki i w ogóle dźwięczności. A do tego ortografia i język pełne są dziwactw, jakie opętały Staszica na starość i z których przy całej czci dla niego śmiano się w Warszawie. Krążył na przykład po mieście wierszyk: «A znasz ty księdza Staszica, - co z ojca zrobił oica?», bo za nic w świecie nie chciał on pisać «j» w środku i przy końcu wyrazów, upierając się przy «i»; upie­rał się także pisać pus cza (zamiast: puszcza), niesczesny (zamiast: nieszczęsny), brzenk (zamiast: brzęk), rucać (zamiast: rzucać), smysł (zamiast: zmysł) itd. A w języku są takie nowotwory, jak cherchł (rzężenie rżniętych bydląt), ta dzierż (własność), ten dzierż (władca), jednodzierż, zabobondawca, obrzydność, bratyństwo (pobratymstwo) itd. Pomimo to wszystko nie wolno w historii lite­ratury niepodległej Polski pomijać tego poematu milczeniem, i to nie tylko dla­tego, że wyszedł spod pióra Stanisława Staszica, ale nade wszystko dlatego, że cho­ciaż napisany i wydany dopiero w Polsce porozbiorowej, treścią swoją i duchem należy do ostatniej epoki literatury Polski niepodległej i że doskonale charakte­ryzuje umysłowość tej epoki.
Treścią poematu są rozważania nad historią rodu ludzkiego: jakimi drogami kroczyła ludzkość od pierwotnej dzikości do dzisiejszej cywilizacji? co było w tym rozwoju czynnikiem pożytecznym, a co szkodliwym?- czy z tego rozwoju dadzą sję wysnuć jakieś stałe kierujące nim prawa? czy jest on owocem jedynie wolnej woli człowieka i wrodzonego mu dążenia do możliwie największego szczęścia, czy też jakiejś konieczności, to jest woli bożej ? co będzie z rodem ludzkim w przyszłości? Te i inne jeszcze zagadnienia nurtowały w myślącej głowie i w szlachetnym sercu Staszica nie tylko pod wpływem tego, co się za jego czasów działo na świecie (zwła­szcza rewolucji francuskiej i upadku Polski), ale także pod wpływem wielu prze­czytanych książek. Bo trzeba wiedzieć, że właśnie w wieku XVIII powstała nauka, która się zajmuje tymi wszystkimi zagadnieniami, a której właściwym twórcą jest znakomity myśliciel włoski Vico jako autor dzieła Podstawy nowej wiedzy o wspól­ną naturze narodów. «Filozofia historii» nazwał tę naukę Wolter - i on to niemało przyczynił się do tego, że w drugiej połowię XVIII wieku jak z rogu obfitości sy­pały się w Europie zachodniej rozprawy i książki o rozwoju rodu ludzkiego. Do najznakomitszych badań w tej dziedzinie należy wielkie dzieło myśliciela niemiec­kiego Herdera (1744-1803) Pomysły do filozofii dziejów rodzaju ludzkiego (1791). A nie tylko filozofowie i historycy, ale także poeci zastanawiali się często nad dzie­jami ludzkości; tak na przykład jeszcze w pierwszej połowie XVIII wieku najznako­mitszy klasyk angielski, Pope, napisał wierszem niewielki poemat filozoficzny O człowieku (1734), a znacznie później pisarz francuski Volney napisał (bardzo po­czytny w Polsce) poemat prozą pt. Ruiny, czyli rozmyślania o rewolucjach państwo-wych (1791). Otóż Staszic pochłaniał tego rodzaju książki, które też na jego Rodzie ludzkim wycisnęły wyraźne piętno zarówno na ogólnym pomyśle poematu, jak na niektórych jego szczegółach.
«Historyja rodu ludzkiego - mówi Staszic w jednym z przypisków - jego cywilizacyja, czyli ludzkie społeczeństwa, chociaż na tyle podzielone rozmaitych narodów, różniących się początkiem, krajów strefami, przecież znajduje się wszę­dzie jeden stały systemat, jedne zasady i jednakowe od tych zasad zdarzają się zbo­czenia. » Tak więc dzieje całej ludzkości, bez względu na składające ją narody, wyo­braża sobie Staszic jako coś jednolitego, podobnie jak Vico, który wyimaginował sobie «wieczna idealną ludzkość). I takie właśnie ujęcie przedmiotu jest śmiertel­nym grzechem Rodu ludzkiego; chociaż bowiem nie ulega najmniejszej wątpliwo­ści, że wszystkie narody (bez względu na to, w której części świata mieszkają i w jakiej chwili występują na widownię dziejów powszechnych) są podległe wpły­wom tych samych czynników, na przykład klimatu, gleby, religii, sąsiedztwa z inny­mi narodami itd., to jednak te same czynniki nie są takimi samymi, bo prze­cie klimat klimatowi, gleba glebie, religia religii, sąsiedztwo sąsiedztwu itd. nie równe! Oto dlaczego «ród ludzki» w poemacie Staszica jest raczej ideą, abstra­kcją aniżeli czymś żywym. Tę zaś jego ideę rozwoju ludzkości można by streścić tak:
Zrazu rodzaj ludzki żył jak zwierzęta, to jest nie wiedząc po co i na co. Ale Opatrzność dała człowiekowi rozum, który wciąż się rozwijając, coraz jaśniej uświa­damiał sobie, że najwyższym celem życia na tej ziemi jest szczęście całej ludzkości, którego nie może być bez braterstwa i miłości wszystkich ludzi; zrozumiał ród lu­dzki tę prawdę w miarę uspołeczniania się, to jest tworzenia coraz większych zrze­szeń - od rodziny do państwa. Ale cóż, kiedy na tej drodze ku szczęściu natrafiał na różne przeszkody albo raczej sam je tworzył, a to dzięki takiej, a nie innej danej mu przezOpatrzność naturze, mianowicie naturze swojego umysłu: albowiem z woli Opatrzności «władze rozumu razem władzami są głupstwa; - tym się różnią istot­nie ludzie i zwierzęta: - ostatnie ani głupie, ani są rozumne, - człowiek zarówno pierwszym, jak drugim być może»; nie dosyć na tym: władze rozumu», także z woli Opatrzności, póki jeszcze nie rozwinięte, nieraz wiodą człowieka nie tylko ku do­bremu, ale i ku złemu, a więc na przykład do wojny, do «samodzierzstwa» i «jednodzierzstwa», to jest do despotyzmu, i co za tym idzie, do uciskania ludzi. Do wielu głupstw i wielu objawów złego stworzonych przez rozum ludzki zalicza Staszic «zabobonstwo», to jest religię dającą ludzi pod władzę «zabobondawców», to jest duchowieństwa, wyzyskującego głupi naród dla swych samolubnych celów. Całą w ogóle historię kultury kościelno-religijnej poczytuje Staszic za jeden wiel­ki obłęd ludzkości i za jedno wielkie oszustwo ze strony duchowieństwa; Kościoła katolickiego nie nazywa wprawdzie ani razu po imieniu, ale mówi o nim często pod bardzo przejrzystą obsłonką: to wszystko mianowicie, co mówi o «zabobondawcach», «popach», «metropopach», «derwiszach», «wściekłowiercach», «biesothikach», «raj-furach», «swieciarzach», «trupomaszczarzach» itd., to jeden wielki akt oskarżenia przeciw Kościołowi; rozmyślne ogłupianie ludzi, wyzysk materialny możnych za­równo, jak biednych, «wściekłowiarstwo» (to jest fanatyzm), inkwizycja, haniebny oportunizm, mordowanie prawdziwej moralności - oto pogląd Staszica na rolę kulturalną Kościoła. Najgorszym złem jest w jego oczach przymierze «samodzierz­stwa» i «jednodztèrzstwa» z duchowieństwem, to jest władzy świeckiej z kościelną: ten «zwiazek» jest «w dziejach ludzkich najstraszniejszy)), owocem jego bowiem jest największe ze wszystkich nieszczęść - niewola. Ale Opatrzność, rozumuje Staszic, czuwa nad światem: wprawdzie Pan Bóg stworzywszy świat, a na nim czło­wieka, nie objawia mu przez nikogo swojej woli i nie wdaje się już sam w sprawy ludzkie, ale stworzył świat i człowieka tak, że głupstwa i zbrodnie same się karzą, a czyny mądre i cnoty same się nagradzają, jeśli nie w tym, to w przyszłym życiu, w następnym wcieleniu człowieka (Staszic wierzył w reinkarnację), że co więcej, największe nawet głupstwa i zbrodnie wychodzą ludzkości na dobre^ przyczynia­ją się bowiem przez to, iż je ona prędzej czy później zwalcza, do postępu umysło­wego i co za tym idzie, do postępu moralności zarówno, jak szczęścia. «Zaboboństwo» runie: ludzie sami, bez pomocy duchowieństwa, i stokroć lepiej będą wie­dzieli, jak pełnić wolę bożą; runie także despotyzm: ludzie będą wolni - i nastanie epoka szczęścia; nie będzie wojen - nastanie pokoi, a wszystko to stanie się za powodem rozumu, doskonalącego się ustawicznie dzięki wzrostowi i szerze­niu się oświaty; oświata zaś przestanie być na koniec własnością jedynie warstw «wyższych» i będzie dobytkiem wszystkich: «Doskonalijcie władzę powszechnie rozumu, - zbliżycie się do prawdy, szczęścia i pokoju.»
W nadejście tej epoki Staszic mocno wierzył, a i w to także wierzył, że się w tej epoce urzeczywistni jeden z jego najdroższych ideałów - zrzeszenie się na­rodów, i że do urzeczywistnienia tego ideału jest powołane nade wszystko ple­mię słowiańskie.- Tę swoją wiarę wyraził Staszic, zanim jeszcze skończył Ród ludzki, w rozprawie pt. Myśli o równowadze politycznej Europy (1816), a potem -w przypiskach do Rodu ludzkiego: «Naród Sławian... upornych zetrze, a natura na ich prochach przez Sławian zrzeszenie ludów ziści.» To powołanie, czyli misję plemienia słowiańskiego uzasadnia Staszic tym, że już w przeszłości położyło ono ogromne zasługi około rodu ludzkiego: «Kto Europie większe od narodu Sławian uczynił przysługi?,.. Sławianie byli niezłomnym przedmurzem cywilizującej się za nimi Europy... Kto niezliczone hordy Tatarów, Baszkierów, Kałmuków, Ko­zaków i Turków, niosących miecz i ogień na Europę, stale wstrzymywał i rozbi­jał na brzegach Wisły, Buga, Donu i Dniestru ? Polacy. Kto od bisurmanów jarz­ma oswobodził stolicę europejskich cesarzów? Polacy. Kto zburzył i do szczętu zniszczył siedź dziczy kozackiej i w rządne pułki ją posforzył? Rosyjanie. Kto wiecznie nieprzestępne założył grody w górach Kaukazu przeciw najazdom lu­dów Azyi? Rosyjanie. Kto od jednego z największych wojarzy oswobodził Euro­pę ? Rosyjanie.» Spełnią zaś ludy słowiańskie swoją misję wówczas, kiedy się zrze­szą pod przewodnictwem Rosji: «Połączenie i zrzeszenie Sławian w cesarstwie ro­syjskim sprowadzi zrzeszenie Europy, zniszczy w niej wojny i nada tej części świata stały pokój.»
Kiedy Staszic zaczynał pisać Ród ludzki, nie śniło mu się jeszcze o tym, żeby Rosja mogła stanąć na czele ludów słowiańskich i powieść je do spełnienia wiel­kiej misji; myśl ta powstała w głowach polskich dopiero w XIX wieku, już po zwycięstwie Rosji nad «największym wojarzem» (Napoleonem) i po utworzeniu Królestwa Kongresowego; wiele szlachetnych serc polskich, a w ich liczbie serce Staszica, biło wtedy wiarą w cesarza Aleksandra.
Lecz poza tą jedną myślą jest Ród ludzki odbiciem umysłowości polskiej nie początków XIX wieku, tylko drugiej połowy wieku XVIII, mianowicie epoki oświecenia, i to odbiciem najlepszym, najzupełniejszym, na jakie się literatura nasza zdobyła.

Wszystko się zmienia, wszystko zmieniać będzie,
Tylko ustawy świata są stałe, niezmienne:
Wszystko na świecie w pewnym zmienia się porządku
I postępuje ciągle do swego umiaru;
Nic nie dzieje się ślepo: natura ma cele;
Do nich musi koniecznie dążyć wsze stworzenie.

To znaczy: jest na świecie «porządek fizyczno-moralny», któremu ród ludz­ki, czy chce, czy nie chce, musi podlegać, bo to prawo boże; człowiek z natu­ry swojej musi być mędrszym i lepszym, a przez to coraz szczęśliwszym; wpraw­dzie ta jego natura nieraz ciągnie go do złego, ale w miarę rozwoju rozumu człowiek coraz lepiej zdaje sobie sprawę z tego, co złe, a co dobre, co mądre, a co głupie, i wszys­tko, co złe i głupie, usuwa powoli z drogi wiodącej go ku dobremu i ku szczęściu. I w takim właśnie «porządku fizyczno-moralnym» objawia się najwspanialej Pan Bóg; co więcej, taki właśnie «porządek fizyczno-moralny», taka konieczność przyrodnicza postępu ludzkości jest tkwiącą w świecie Opatrznością bożą, bo przecie nie kto inny, tylko Pan Bóg dał człowiekowi taką naturę. Oto przewodnia myśl Rodu ludzkiego. Mogła się ona w głowach ludzkich zrodzić dopiero w epo­ce oświecenia. Odbiły się także w Rodzie ludzkim inne myśli i uczucia tej epoki, a więc: wpadająca w bałwochwalstwo wiara w nieograniczoną potęgę rozwijają­cego się wciąż rozumu; jednostronny pogląd, że postęp ludzkości zależy jedynie od kultury rozumu; jeszcze ciaśniejszy pogląd, że religia dogmatyczna i Kościół to jakiś obłęd «ludzkich zmysłów»; nienawiść wszelkiego «wyłącznictwa», to jest egoizmu łbów koronowanych i «wyższych» warstw społecznych, egoizmu, który pociąga za sobą niewolę polityczną.i krzywdę społeczną. W żadnym innym utwo­rze literatury naszej w epoce oświecenia walka o święte prawa człowieka nie jest tak gorąca jak w Rodzie ludzkim Staszica; i w żadnym innym jego utworze nie przemówiła, mimo jednostronnego i ciasnego poglądu na kulturę kościelno-religijną, jego żywa i głęboka wiara religijna nie tylko w istnienie Boga i w Jego wszech­moc, ale i w Jego miłość, w to, że «Bóg chce, abyśmy byli wszyscy szczęśliwymi*, i że tak stworzył człowieka, że z czasem szczęście osiągnie.

ZAKOŃCZENIE KSIĘGI OSTATNIEJ

Zmienić stosunki Stwórcy z nami, nasze-z sobą
Sam Bóg nawet niemocen: On jest wykonawcą,
Sądzi ich wypełnienia lub onym sćhybienie,
On nie widzi obrządków czczych ani ich przyjmie,
Ale czyny człowieka wszystkie zna i czuje;
Tych prawość lub nieprawość nagradza lub karze,
Więc nie może Mu daną bywać cześć w obrządkach,
Ale tylko w moralnych, tylko w dobrych czynach.
Taką cześć w narodowe, w dni święte spoczynku
Oddaje .Mu skupiony ród w dobroczyństw domu.
Tam zasiada na czole starszyzna z cnych ojców,
Sam urzędników wybór do tych świąt obrzędów.
Z nich jeden o człowieka mówi powinnościach
Lub o obywateli prawach, obowiązkach,
O krajowych potrzebach, o środkach ratunku;
Potem oddawają cześć religijną Bogu
Przez samych dobroczynnych pełnienie uczynków.
Dopiero naczelniczy, pierwszy z urzędników
Czyta głośno wyryte na wielkim kamieniu
To wyznanie powszechne całego narodu:
«Bóg istota najpierwsza, jestestwo niezmierne,
Istnie od wieków jedne i jest nieśmiertelne,
Nie ma ani początku, ani nie ma końca,
Sprawiedliwe; moc Jego nieustannie działa,
A równie jak niezmierne, tak jest i niezmienne.
Od wieków ma swe pewne, prawa zawsze stałe;
Podług tych praw .być może tylko działającym
I podług nich być wszystko musi Mu podległym.
Od tych praw wiecznych nikt być wyjętym nie może.
Moc ogromna, nad sobą którą wszystko czuje,
Tymi jest odwiecznymi prawami władana.
...........................................
Bóstwo!... na którego niepojętość patrzę.
Lecz którego początku, końca nie pojmuję,
Twą moc wszędzie, ustawnie nad sobą doznawam,
Lecz sobie wyobrazić nigdy Cię nie zdołam.
Mając związki z tym światem i ze mną niezmienne,
Ty czujesz, widzisz moje złe i czyny dobre.
Zgodne z moim stosunkiem z Tobą wynagradzasz,
Sprzeczne karą na mnie, na pokoleniach ścigasz.
Czyny z prawem ludzkości zgodne sąć najmilsze,
Im wyznaczasz nagrody największe, najtrwalsze:
Za czyn, co ród szczęśliwi, dajesz nieśmiertelność;
Najstraszniej karzesz czyny, które gwałcą ludzkość.
Rodzaj człeka jest rodem Twojego wyboru;
Najużyteczniejszy ludziom najmilszy jest Bogu:
Ten, kto ród doskonali, ten, kto go oświeca,
Zwiększa swą nieśmiertelność, zbliża się do bóstwa.
Kto ludzkość zdradził, innym i sobie obrzydły: On w nieszczęściu nad sobą ludzkości nie wzruszy, Życie jego w zgryzotach, w samych tylko grozach, Po śmierci z nim nienawiść, niepokój ma w grobach. Bóstwo! Tyś powinności dało mi niezbędność, Dla ich spełnienia dałoś pewnych praw należność; W tych zachowaniu człeka prawdziwa szczęśliwość, W schybianiu im cierpienie i śmierci przedwczesność. Rozum człeka własnością do poznań stosunków, Do ich rozróżniań od czczych i mniemań, i fałszów. Człek, gdy pojmie rozumem wszech stosunków prawdę, Prawdziwej moralności wtenczas pozna księgę. Za wszelkie przyrodzenia prawd wiecznych przestępstw* Ujrzy swoją, swych dzieci, karę pokolenia. Przekona się, że wszystko, co fałszem, jest znikłe, To tylko, co prawdą, jest stałe, rzeczywiste, Że zły robi dzieło czcze, dzieło oszukania; Gdy już jak cedr Libanu wyniósł się pod niebo, Wtem, ledwo przeszedł mędrzec, już go tam nie było. Wtenczas ujrzą tę grozę zbójec i łupieżca, Co złośliwych ogarnia, wynędznia i zgubią. Jak kto zdradził ojczyznę, już w życiu nędznieje, Plemię jego nieszczęsne niedługo jest trwałe. Ujrzy i syn niewdzięczny swe wszystkie nieszczęścia, Niewdzięczność go ohydza, gubi, dni mu skraca; Fanatyk w sobie, w innych dręcząc przyrodzenie; Rozpustnik pozna bóle, co za życia jeszcze Jego kości wysuszą, jego strupią ciało. Jednodzierż ujrzy strachy wokrom domu swego. Jak sam bez snu, bez mieru sczernieje, a plemię Po nim słabnąć, niepłodnieć i nikczemnieć będzie.
Ponieważ, co raz istnie, to zginąć nie może, Tylko kształt zmienia, znawu innym kształtem istnie, Znawu w prawych stosunkach swoje dobre mienie, A w stosunkach fałszywych nieszczęście znajduje. Nieśmiertelny duch człeka, który złe wyrządzał, Który w narodach prawe stosunki fałszował, W drugim życiu pod inną istnienia postacią Toż złe, będzie doświadczać niewolę tęż samą. Nie mogąc użyć prawdziwych stosunków szczęścia, Będzie cierpiał z fałszywych niedolę strapienia. Dzierż, jednodzierż ucierpią to złe, tę niewolę,
Jaką ludzkie zjarzmili i znędznili plemię.
Zaboboniec, co fałszu ubóstwiał stosunki,
Zaciekły nieprzyjaciel swój własny i ludzi,
On, co mniemał, że wstąpi w światłość, w nieśmiertelność,
Ujrzy się porzuconym wtenczas w wieczną ciemność.»
Uczcież się, ludzie, poznać jestw z wami stosunki,
Byście swe powinności wypełniać umieli!
Doskonali) cie władzę powszechnie rozumu,
Zbliżycie się do prawdy, szczęścia i pokoju.

Podobne prace

Do góry