Ocena brak

Stanisław Lem

Autor /lolekbocian Dodano /17.04.2012

„ Jedni widzą w nim pierwszej wielkości gwiazdę, innym myli się z księżycowym pojazdem, ja zaś sądzę, że to fantazja - ze Lema po prostu nie ma" - tymi słowami rozpoczyna się jedna z książek poświęconych twórczości Stanisława Lema.

O tym, że zjawisko „Lem" rzeczywiście budzi wiele emocji, świadczy choćby spiskowa teorii stworzona przez znanego autora powieści science fiction - Philipa K. Dicka. Otóż pod koniec swojego życia Dick był przekonany o tym, że jedną z prześladujących go agend spisku KGB i CIA jest... Stanisław Lem. Opublikował więc słynny manifest, w którym przytaczał wszystkie argumenty przemawiające za tym, że żaden człowiek o takim nazwisku nie istnieje i że w rzeczywistości Stanisław Lem to kryptonim dużej komórki dezinformacyjno-wywiadowczej.

Jak w przypadku każdej paranoi argumenty Dicka były logiczne i przekonujące. Po pierwsze, Lem nie jest ani typowo polskim, ani nawet typowo słowiańskim nazwiskiem - bardzo za to przypomina akronimy, takie jak KGB, FBI, czy CIA. Rzekomy Lem zna zbyt wiele języków i faktów naukowych jak na jedną osobę - oczywiste wydaje się, że jego prozę tworzy sztab specjalistów.

O olbrzymiej popularności autora Astronautów na całym świecie świadczy fakt, że jego dzieła przetłumaczono na ponad 25 języków. Lem należy do grona tych pisarzy science-fiction, po których dzieła sięgnęli nie tylko twórcy filmowi, ale i teatralni. W roku 1997 polonista, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego Andrzej Zawada zaadaptował na potrzeby sceny Śledztwo (1959). Przedstawienie w reżyserii Waldemara Krzystka zostało uznane przez krytyków za najlepszy spektakl sezonu.

Mimo to Stanisław Lem należy do outsiderów polskiej literatury. O dziwo, pisarz ten nie doczekał się jeszcze żadnej zwięzłej monografii, a rodzima krytyka nie potrafi przyznać mu określonego miejsca w literaturze. W jednym z wywiadów Lem gorzko stwierdził: „Rozmawiałem niedawno z «dziekanem polskiej krytyki literackiej» — Janem Błońskim, który właśnie pisał większe ujęcie twórczości ostatnich dekad i powiedział mi szczerze, że nie umieścił mnie w tym omówieniu, bo nigdzie mu nie pasowałem. Rzekł: «Nie mam dla ciebie uchwytu. Jako o człowieku mogę, jako o pisarzu nie» - dodał potem. Krytyk musi mieć po prostu jakiś system, musi wprowadzić taksonomię. Nie może więc tam pojawić się facet, który w połowie jest szafą, w połowie samochodem, a na dodatek wykazuje cechy maszyny do szycia. I jeszcze jest to rodzaj zwierzęcia".

Naukowiec - samotnik

Stanisław Lem urodził się 12 września 1921 roku we Lwowie. Jego ojciec był lekarzem laryngologiem, a matka nie miała właściwie żadnego fachu. „Matka (...) cerowała moje skarpetki, zajmowała się mną, ale też nigdy nie stała się moim powiernikiem. Był nim raczej ojciec - wspomina Lem po latach. - Matka pochodziła z bardzo ubogiej rodziny z Przemyśla i małżeństwo to w rodzinie mojego ojca uchodziło za wręcz morganatyczne. Rodzina ojca nieraz dawała mojej matce w różny sposób do zrozumienia, że jest w tym fakcie coś niewłaściwego".

Już jako mały chłopiec, zamiast strzelać z procy, Lem kupował różne druciki, motorki, urządzenia elektrostatyczne, induktory i tworzył z nich przedziwne konstrukcje. Był naturą raczej samotniczą: „Nie miałem ani bardzo bliskich, ani nawet bliskich przyjaciół - powie potem - Ubiegałem się o nich, ale nawet w latach chłopięcych, kiedy nietrudno o powierników do wszystkiego, nie zawarłem żadnej przyjaźni".

W roku 1939 Lem ukończył II Państwowe Gimnazjum im. Karola Szajnochy (okres dzieciństwa i młodości opisze po latach w autobiografii Wysoki Zamek (1966). Po maturze - zgodnie z rodzinną tradycją rozpoczął studia we lwowskim Instytucie Medycznym, które przerwał wybuch wojny niemiecko- radzieckiej. Lem - nie mając co ze sobą zrobić - podjął pracę w niemieckiej firmie Rohst-offerfassung, zajmującej się odzyskiwaniem surowców. W lipcu 1944 roku po zajęciu Lwowa przez Armię Radziecką zgłosił się na studia, by kontynuować nauki medyczne. Niestety - jak wszyscy Polacy - rodzina Lemów została niedługo potem postawiona przed wyborem: przyjąć radziecki paszport albo wyjechać do Polski. Zdecydowali się opuścić Lwów i osiedli w Krakowie. Tutaj Lem ukończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie w 1948 roku uzyskał absolutorium. Nigdy jednak nie zdał końcowych egzaminów i nie otrzymał dyplomu lekarskiego. Olbrzymi wpływ na życie pisarza miał filozof i psycholog, założyciel Konserwatorium Naukoznawczego przy UJ i przyjaciel Witkacego - dr Mieczysław Choynowski. „(...) Po przeczytaniu mojej pracy powiedział mi [Choynowski], że to jest bez żadnej wartości, a wszystko, co tam napisałem, to jedna wielka brednia. Ale widocznie uznał, że coś tam we mnie jest, gdyż stał się moim preceptorem naukowym, zaczął mi pożyczać książki ze swojej biblioteki, określał, co mam czytać, i tak się rozpoczęła moja domowa, chałupnicza edukacja" - wspomni Lem po latach. Dzięki Choynowskiemu pisarz intensywnie przyłożył się do nauki języka angielskiego, co umożliwiło mu dostęp do najnowszych informacji naukowych (znał już niemiecki, francuski i rosyjski). W latach 1946-1948 publikował w założonym przez Choynowskiego miesięczniku Życie Nauki, zajmując się m.in. przeglądem prasy naukowej i recenzowaniem książek. Mniej więcej w tym czasie Stanisław Lem pisał wiersze. Chodził z nimi do różnych wydawnictw, i - jak sam twierdzi - do dziś jest wdzięczny Karolowi Kurylukowi z Odrodzenia, że wyrzucał go z ową „twórczością" z redakcji. Jednocześnie jego proza ukazywała się w Tygodniku Powszechnym, Kuźnicy i Odrze.

Debiut

Stanisław Lem debiutował w katowickim tygodniku Nowy Świat Przygód powieścią Człowiek z Marsa (1946). Za debiut książkowy pisarza uważa się powieść Astronauci (1951), gdyż napisana w latach 1948-1950 trzytomowa powieść o tematyce współczesnej - Czas nieutracony - ukazała się dopiero w 1955 roku. Lem miał olbrzymie kłopoty z jej wydaniem. „Pisałem w niezliczonych wersjach - były to same koszmary. - wspomina -Ponieważ Szpital Przemienienia (pierwsza część trylogii) był uznany za chybiony ideologicznie, więc wyduszano ze mnie dalsze części dla „kompozycyjnego" zrównoważenia. (...) To jest taktyka salami! Jak autor napisał już drugi tom, to napisze i trzeci. (...) Kiedy po latach odnalazłem te sterty pokreślonych maszynopisów, wszystko to wyrzuciłem i spaliłem".

Osobną historią było powstanie Astronautów. Jak się okazuję - Lem napisał tę książkę... na zamówienie Spółdzielni Wydawniczej Czytelnik. „W 1950 roku w Domu Literatów w Zakopanem spotkałem się z takim grubym panem, z którym poszliśmy na spacer do Czarnego Stawu. Był to Jerzy Pański - prezes Spółdzielni Wydawniczej Czytelnik. W trakcie naszych górskich rozmów poruszaliśmy temat nieobecności polskiej fantastyki. Wynikało z nich , że lubowałem się - już jako chłopiec - w powieściach Grabińskiego, Umińskiego, Verne'a i Wellsa. Tyle razy tę wersję powtarzałem, że być może stworzyłem jej jakąś sztampową kliszę, ale jest coś na rzeczy w tym, iż on zapytał, czy gdybym dostał umowę wydawniczą, podjąłbym się wykonania takiej pracy. (...) Odpowiedziałem, że tak. Po jakimś czasie, ku mojemu zdziwieniu, otrzymałem rzeczywiście umowę. Nie wiedząc jeszcze, co to będzie, napisałem tytuł Astronauci... i w stosunkowo krótkim czasie napisałem książkę. I to był mój debiut".

W latach pięćdziesiątych pisarz zmienił również stan cywilny. „Po dwóch lub trzech latach oblężenia" Barbara Leśniak - z zawodu lekarz medycyny - zgodziła się zostać jego żoną (1953). „Nie mieliśmy wtedy mieszkania, gdyż ja miałem maleńki pokoik z grzybem, zaś żona, kończąca medycynę, mieszkała razem z siostrą na ulicy Sarego, toteż stałem się dojeżdżającym mężem -powiedział pisarz o tamtym okresie swojego życia. - Jeździło się naturalnie tramwajem, bo żyłem ciągle nad wyraz skromnie i do dzisiejszego dnia pamiętam nader luksusową okoliczność, gdy odwiozłem ją do domu taksówką, co wydawało się wówczas nieomal finansowym wyuzdaniem".

Rok później ukazał się tom Sezam i inne opowiadania. W 1955 roku Lem otrzymał Złoty Krzyż Zasługi, a następnie Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (1959). Był już wówczas laureatem nagrody literackiej miasta Krakowa za całokształt twórczości, ze szczególnym uwzględnieniem Czasu nieutraeonego (1957). Rok 1961 przyniósł polskiej literaturze kolejne powieści Lema: Powrót z gwiazd, Pamiętnik znaleziony w wannie, Księgę robotów i Solaris. W roku 1962 pisarz nawiązał współpracę z Litieraturną Gazietą.

W ZSRR książki Lema osiągały nieprawdopodobne nakłady, a sam autor przyjmowany był i czczony niemal jak bóstwo. Interesowało się nim nie tylko środowisko studentów, ale przede wszystkim naukowców i kosmonautów. W trakcie każdej wizyty w tym kraju pisarz przeżywał niezwykłe chwile: „Przez dwa tygodnie praktycznie nie widywałem się z kolegami, gdyż byłem na Uniwersytecie imienia Lenina, w elektrowni atomowej, w Instytucie Wysokich Temperatur, bądź wieziono mnie do Charkowa. Uczeni doprowadżili do tego, że osłupiała tym naporem ambasada polska zor- -ganizowała rodzaj koktajlu, na którym pojawiła się prawdziwa elita nauki radzieckiej, aby mnie uczcić. To były obłąkane tygodnie, kiedy sekretariat ambasady stał się moim sekretariatem, tak niezliczona ilość zaproszeń nadchodziła ze wszystkich stron".

Kiedy laureat Nagrody Nobla, fizyk radziecki Frank przyjechał do Krakowa, pierwszą rzeczą, jaką uczynił było skontaktowanie się ze Stanisławem Lemem. Przez długi czas dom pisarza był miejscem pielgrzymek wielu znakomitych i utytułowanych naukowców.

Książę wyobraźni

Ogromny sukces czytelniczy zawdzięcza fantastyka Lema różnym czynnikom: z jednej strony okolicznością sprzyjającą było niewątpliwie społeczne zapotrzebowanie na utwory science fiction, z drugiej - zaproponowana przez twórcę wersja fantastyki zawierała elementy nowatorskie, dotychczas w Science fiction nieobecne, zarazem zaś takie, które ten - uznawany dotąd za mało ambitny - gatunek wprowadziły w krąg literatury akceptowanej przez krytyków.

Krytycy jednak nie do końca doceniali prozę Lema. Pisarz czuł się w dużej mierze skazany przez nich na literacką banicję. „(...) W kraju rzadko spotykałem się z aprobatą. Nawet kiedy jeszcze jako członek Koła Młodych przy ZLP przy ulicy Krupniczej 22 przedstawiałem swoje teksty wraz z kolegami, to słyszałem o różnych nadziejach polskiej literatury. Jako pierwszego Wyka odkrył tam Macha. Tymczasem ja byłem szarym gąsiątkiem. Nikt nie uważał, że może coś ze mnie wyrosnąć".

Po latach wielu krytyków wciąż nie potrafi zmierzyć się z prozą Lema. Wynika to przede wszystkim z ich rażącego braku kompetencji. Ogromna wiedza pisarza z zakresu kosmologii, astrofizyki, astronomii, planetologii, cybernetyki, fizyki, matematyki, medycyny i filozofii jest dla większości polonistycznych sław po prostu nieosiągalna, a więc niemożliwa do ocenienia. Rozległa erudycja i silne poparcie ys studiach naukowych i filozoficznych pozwalają Lemowi rozszerzać stopniowo pole dociekań, a niezwykła, w wielu tekstach olśniewająca wyobraźnia, staje się w coraz większym stopniu pretekstem dla formułowania zagadnień humanistycznych i pytań o istotę tego, co ludzkie. Tematem zainteresowań Lema jest nauka, poznanie naukowe, możliwości nauki oraz jej przyszłość. Problemem, który najsilniej porusza wyobraźnię pisarza jest starcie rozumu ze światem materii. Fantastyka naukowa stała się więc dla niego polem, na którym zagadnienia tego rodzaju mogą być wzbogacane i rozwijane. Stanisław Lem uprawia gatunki stylizowane na bajkową alegorię, epos rycerski, powiastkę filozoficzną (cykle opowiadań Dzienniki gwiazdowe, Księga robotów, Bajki robotów, Cyberiada, Opowieści o pilocie Pirxie). Obok form powieściowych i nowelistycznych pisze także prozę dyskursy wną - Dialogi (1957), Wejście na orbitę (1962), Summa techno-logiae (1964). Równocześnie w przekorny, żartobliwy sposób tworzy dzieła fikcyjne - zbiory pastiszów i parodii - Doskonała próżnia (1971), Wielkość urojona (1973) - jako omówienia książek, które nigdy nie zostały napisane, ale istnieją jako racjonalna możliwość.

Książki Stanisława Lema nie należą do najłatwiejszych, jeśli chodzi o adaptację filmową, bądź teatralną. Sam autor niechętnie zgadza się na tego typu eksperymenty. W roku 1973 powstała wersja filmowa powieści Solaris w reżyserii Andrieja Tarkowskiego. Z tej ekranizacji pisarz był wyjątkowo niezadowolony, podobnie jak ze Szpitala Przemienienia, reżyserowanego przez E. Zebrowskiego. Główny bohater książki - Sekułowski -wzorowany był na postaci niezwykłej w polskiej literaturze i sztuce - Stanisławie Ignacym Witkiewiczu. Lem nie mógł przeżyć sposobu, w jaki reżyser „powyginał" pierwowzór: „Zebrowski nie dość, że połamał w tym filmie wiele postaci, to jeszcze złamał słowo, gdyż obiecał mi pokazać scenariusz, a ja go w ogóle nie widziałem na oczy. Dopiero po roku obejrzałem film. (...) Kiedy ujrzałem Sekułow-skiego, to aż mi dech odebrało. Witkacy nie był nigdy błaznem. Owszem, błaznował, ale jest dość duża różnica pomiędzy filozofem-błaznem, a cyrkowym clownem. Sekułowskiemu została obcięta w tym filmie cała filozoficzna strona jego osobowości i niezwykła aura, którą roztaczał, a pozostały z tego jakieś dziwaczne, chorobliwe odruchy. (...) A przy tym trudno nie wspomnieć o narkomanii bohatera. (...) Elementarne sprawy zostały postawione na głowie. Nie wspominam już o tym, że Witkacy doskonale potrafił kontrolować swoje dawki. Konsultował je zdaje się nawet z zaprzyjaźnionymi lekarzami. On eksperymentował na sobie, ale nie zaprawiał się jak świnia. W tym filmie są bardzo tanie efekty. Na przykład Żebrowskiemu nie wystarczy, aby Sekułowski normalnie popełnił samobójstwo i po ludzku łyknął cyjanek, ale każe mu jeszcze zlizywać truciznę z dywanu".

Wszystkie doświadczenia z filmowcami mocno pisarza rozczarowały i przyniosły mu sporo przykrości. Do jednego z niewielu wyjątków należy Przekładaniec w reżyserii Andrzeja Wajdy, z Bogusławem Kobielą w roli głównej. Tym razem Lem był współtwórcą scenariusza. W roku 1969 otrzymał za niego nagrodę Komitetu do spraw Radia i Telewizji. Do realizacji niektórych filmów opartych na twórczości autora Cyberiady nigdy nie doszło. „Wspólnie ze Szczepańskim napisaliśmy scenariusz na podstawie Powrotu z gwiazd dla Forda, który liczył, że znajdzie zagranicznych koproducentów z ogromnymi workami pieniędzy. Nie znalazł nikogo. Przeciwnie, wszyscy chcieli, aby filmował to w kraju. A że było to technicznie niemożliwe, więc nic z tego nie wyszło". Na półki poszedł również scenariusz według Lemowego Pamiętnika znalezionego w wannie. Pisarz stał się niejako czarnym prorokiem wszelkich filmowych wizji swoich powieści. „Kiedy ostatnio, parę lat temu, wyraziłem zgodę na produkcję w telewizji niemieckiej widowiska, opartego na Wyprawie Profesora Tarantogi, wówczas zażądałem bardzo wysokiego honorarium. Było ono tak ogromne, iż oni protestowali, wyjaśniając mi, że nie ma w ogóle takiej stawki. Odpowiedziałem im wtedy, że to nie jest żadna stawka, tylko nawiązka za ból, bo wiedziałem, że potwornie to sknocą".

Ostatnią adaptację Śledztwa (1997) na potrzeby teatru Stanisław Lem zaakceptował bez większych zastrzeżeń. Może dlatego, że zarówno reżyser (Waldemar Krzystek) jak i autor adaptacji (Andrzej Zawada) starali się jak najmniej „poprawiać" autora, nie odchodząc w ten sposób od oryginału. Obydwaj twórcy otrzymali za to przedstawienie nagrodę ministra kultury i sztuki w dziedzinie twórczości teatralnej i filmowej.

Stanisław Lem zgromadził na swoim koncie wiele prestiżowych nagród, między innymi nagrodę literacką miasta Krakowa (1957), Miesięcznika Literackiego (1971), ministra kultury i sztuki II stopnia (1965), i I stopnia (1973), oraz nagrodę państwową I stopnia (1976). W 1971 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Ogromnym wyróżnieniem dla pisarza było nadanie mu honorowego tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego (1998). Lem od 1972 roku jest członkiem Komisji PAN „Polska 2000", a także członkiem stowarzyszeń amerykańskich: Science Fiction Research Association i Science Fiction Writers of America. Nadal mieszka i pracuje w Krakowie, nie znosi twórczości Samuela Becketta i niezmiennie uwielbia malarstwo Boscha. Jego pojawienie się w literaturze na zawsze zmieniło oblicze światowej fantastyki. Ale mimo to Lem powiada: „Nigdy nie przyszło mi do głowy, że pojawiłem się na ziemi, aby zbawić ten gatunek".

Podobne prace

Do góry