Ocena brak

Samuel Twardowski - poematy historyczne

Autor /Saleta Dodano /06.10.2012

Nie Satyr jednak, nie poezje liryczne i nie wierszydła panegiryczne dały Twar­dowskiemu rozgłos i sławę, tylko trzy poematy historyczne; za nie to właśnie okrzy­knięto go Wirgiliuszem polskim, chociaż przypomina on raczej autora Farsalii -Lukana, ale i jemu nie dorównywa talentem.

Tytuły trzech poematów są takie: Przeważna legacyja Jaśnie Oświeconego Krzysztofa Zbaraskiego, koniuszego koronnego, krzemienieckiego, soleckiego, wiślic­kiego, rubieszowskiego etc, etc. starosty, od Najjaśniejszego Zygmunta III, króla pol­skiego i szwedzkiego, do najpotężniejszego sołtana, cesarza tureckiego Mustafy, w roku 1622, na pięć rozdzielona punktów, z dotknieniem krótko przez ucieszne dygresyje stanu pod ten czas rządów, ceremonij i zwyczajów pogańskich (1633); drugi: Władysław IV, król polski i szwedzki (1649); wreszcie Wojna domowa z Kozaki i Tatary, Moskwą, potem z Szwedami i z Węgry, przez lat dwanaście za panowania Najjaśniejszego Jana Kazimierza, króla polskiego, tocząca się, na cztery podzielona księgi (1681).
Pierwszy poemat obejmuje przeszło 7000 wierszy trzynastozgłoskowych, drugi - przeszło 11 000, trzeci - przeszło 17 000.
Utwory te, różne treścią, mają dwie wspólne cechy. Po pierwsze, są to raczej kroniki rymowane niż poematy: autor, mając przed sobą notatki prozaiczne to wła­sne, to cudze, przetapiał je na wiersz, nie zmieniając prawie ich układu, to znaczy, opisuje zdarzenia historyczne w porządku ściśle chronologicznym, z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, z dnia na dzień, czasem nawet dzieląc jeszcze dzień na ranek, południe i wieczór. Wymysłu poetyckiego, własnej fantazji autora, poematy te nie posiadają prawie zupełnie: «prawdę pisać jest moja intencyja» - mówi Twardow­ski, ale dodaje: «jednak nie bez gracyi i zwyczajnych poetyckich przysad». Otóż te «przysady», czyli dodatki, które, zdaniem autora, nadają «grację» poezji, to druga główna cecha trzech poematów. A jest tych «przysad» całe mnóstwo, na przykład tak zwane inwokacje: wzorem poetów starożytnych zwraca się Twardowski do Muz («panien z Helikonu», (Jowiszowych cór»), by go «duchem napuszyły swoim» albo żeby jego «piersiami poruszyły»; to znów prosi Apollona, żeby mu «boki napuszył». Jakoż poczuł się poeta napuszonym: więc Boga na przykład nazywa «hetmanem empirejskich zastępów>; zamiast powiedzieć «przy blasku księżyca* mówi «pod świe­cącą Lucyną*, zamiast «słońce pogodnie wzeszło»: «Już wdzięcznymi Lucyfer prze­glądał oczoma-i konie faetońskie puchały nozdrzoma - płomień hiperyjoński w karze1 złotokołej, - pogodę i dzień niosąc nadzwyczaj wesoły»; szum wód Dnie­prowych opisuje tak: (Słyszeć tam niezmierny - tumult wód spadających i chra­pliwe Lerny - i Charybdy, i Scylle strasznie bełkocące, - i na dnie Palemony okropnie wyjące» itp. Księcia Zbaraskiego nazywa autor Scypionem, Wiśniowiec-kiego - Achillesem itd. Słowem, owe «przysady» polegają głównie na posługiwaniu się mitologią i historią starożytną.
Z historyków starożytnych upodobał sobie Twardowski nade wszystko Liwiusza, któremu niejedną «przysadę» zawdzięcza; tak na przykład w poemacie Władysław IV mowa Żółkiewskiego do wojska w obozie pod Cecora jest naślado­waniem mowy, którą w Historii Liwiusza wygłasza do swych żołnierzy Lucjusz Korneliusz Scypion (podczas pierwszej wojny punickiej); opisując zaś śmierć Żół­kiewskiego pod Cecora wzorował się Twardowski także na Liwiuszu, mianowicie na opisie śmierci konsula Lucjusza Emiliusza pod Kannami.
Przeważna legacyja zaczyna się od panegiryku na cześć rodu książąt Zbara­skich, których pod niebiosa wynosi Twardowski, sługa księcia Krzysztofa, mówiąc, że się na ocean cnót jego świątobliwych w miałkiej puszcza łodzi; po czym opo­wiada o wojnach z Turkami, mianowicie o bitwie pod Cecora i o wojnie chocim-skiej, po której stanął pokój; ale warunki pokoju muszą być zatwierdzone przez sułtana i w tym to właśnie celu własnym kosztem jedzie do Konstantynopola Krzy­sztof Zbaraski, namówiony przez wesołego Merkuryjusza». Otóż w orszaku ksią­żęcym był i nasz poeta, który notował sobie pilnie wszystko, co widział, a po po­wrocie do domu wierszem ojczystym ilustrował*. Opisuje więc najprzód podróż do Turcji przez Mołdawię i kraje słowiańskie, których bujna natura bardzo mu się podobała, brzegi Dunaju na przykład, «gdzie po wdzięcznej trawie - gęsi i biało-pióre pasą się żurawie, - krzyk i lament łabęci echo w cieniu sporzy... - brzegi bluszcz bujne snuje, z tej i owej strony - smakiem najdoskonalsze żółcą się melo-ny»; nie zapomniał wspomnieć i o obyczajach Bułgarów, o tym na przykład, jak «pośrzód wsi wesołej, ująwszy się społem, - rej corocznych prażników2 pięknym toczą kołem; - ci pląszą, ci w fujary i dzingi brząkają, - a młodzi i dziewoje w takt im napiewają». Nareszcie przybywa poselstwo do Konstantynopola; ze wszelkimi szczegółami opisuje poeta pobyt posłów w stolicy tureckiej, posłuchania u wezyra i sułtana, niegodziwe intrygi wszczęte przez wezyra Dziurdziego, który nie chciał pokoju i godził nawet na życie księcia; ale Bóg, który «z turmy Daniela i co było trudniej, - z odbieżanej Józefa wywindował studni», wybawił z niebezpieczeństwa nabożnego posła polskiego: pokój stanął, za co Zbaraski «tu sławę wieczną, w niebie ma koronę». Równie szczegółowo opisuje Twardowski Konstantynopol, jego oko­lice i obyczaje tureckie; wspaniałe budowle i place; sobór Św. Zofii («sama jakby stała - nie na ziemi machina, filaru nie mając, - a tylko na odległych ścianach się wspierając»); ogród zoologiczny sułtana («w cieniu gdzie chowani - lwi, lamparci, tygryse... - widziem mrówki indyjskie i przy jednym słupie - żółwia afrykań­skiego w niezbitej skorupie, - i czym się Nil chlubi... - ichneumona, który płód krokodylów gubi»); nabożeństwa, obrządki, zabobony, podania (a nawet przy­słowia) tureckie; psy i koty włóczące się po ulicach; wspaniałe brzegi Bosforu; «jeśli ludziom natura w czym dogodzić chciała, - wszystko to, jgko na sznur jeden, tu zebrała»; pomimo to «milsze nam w domu szołdry i ciepłe kominy aniż w raju tutejszym grana i cytryny - itd. Wreszcie - powrót do domu: Zbaraski, okryty chwałą, przybywa do Warszawy, gdzie

  ROZUMIENIE TURKÓW O WINIE

Tak wierzą, że by namniej wina ukusili,
Toż karanie w otchłani za to zasłużyli,
Jakoby o nawięcej: przetoż, gdy skosztują,
Do samego upadu piją i hoczują;
Czym już grzech popełniwszy, tak im snadź o mało,
Jako i wiele cierpieć: to, co się przebrało
Nad miarę i baczenie, za zysk sobie mają,
Że w pijaństwie do woli swym się nakochają.
Jaki by jednak skrupuł, a zwłaszcza przystarszy,
O to mielii dwu widzim: oni, głowy wsparszy,
Ręce sobie załomią i oczy wywrócą,
A swoim obyczajem żałobliwie nucą:
«0 duszo, duszo moja, tyś jak kryształ czysta 
Oto cię czeka ogień i kaźń wiekuista.
Wynidź abo gdzie ustąp w ostatni kąt ciała,
Żebyś się tak napojem brzydkim nie zmazała.
Podobnych tym lamentów jeszcze nie skończeli,
Gdy, na dół się chynąwszy, z drugimi posnęli.

MAHOMET NA WESELU 

Czemu by jednak swoim tak zakazał wina
Bisurmanom Mahomet, mienią - ta przyczyna:
Gdy zmierzał po Arabach ziem i krajów wiele,
Trafił w drodze na jedno przypadkiem wesele,
Gdzie młodzi nowożenie zaproszą go z sobą,
Żeby on ich ozdobił swoją akt osobą.
Idzie rad. Przy obiedzie nie bawi się niczym, Tylko się przypatruje gestom godowniczym... Po trzeźwiu milczą wszyscy; jako jednak w głowie Wino mózgu zagrzeje i wtem się ozowie Muzyka: wnet do lepszej pobudzą się woli, |p Wyprawiwszy co młodszych w tańce i kaproli, Nu, w chęci i ofiary: ten przy tym umiera, On wzajem (gdzie by można) serce mu otwiera; Już z sobą się kumają, już spoinie darują, A rube do dna czary za zdrowie gruntują. Zdadzą się prorokowi one ich zaloty, A co by za przyczyna takiej w nich ochoty, Pyta się. Powiedzą mu, że wino sprawuje, Kogo wdzięczną jagodą swoją zafarbuje. Muszczowi tedy temu hojnie błogosławi, Że tak ludzi jednoczy i z uciechą bawi. Wszakże, jako pod wieczór lepiej się nachylą, Ucieszą go dopiero nową krotofilą: Gdy jeden, zawadziwszy drugiemu, tam trąci, Wnet wszytkim po zastolu5 we łbie się zamąci. Nu, wija do śzarszunów! pełno krwie i trwogi, Że nierząd zobaczywszy, i Mahomet w nogi! Kiedy zaś po wczorajszym trecie8 i igrzysku Przypatrzy się onemu rano poboisku -Ci nosy odbieżane zbierają i zęby, Owi gardła haftują i przecięte gęby -Tedy tej komedyjej widzi gdy nie inną Ansę9 i okazyją, macice klnie winną, Pierwej ją poświęciwszy — że za jej powodem Taka złość między ludzkim dzieje się narodem.
I odtąd wino w Turczech (gdzie inszy warunek Byłby na ich swawolą!) - za przeklęty trunek.

Najbardziej napuszony, lecz nie pozbawiony pięknych ustępów, jest poemat Władysław IV. «Króla powiem wielkiego w wojnie i pokoju, - pióra sarmackiego pociągnąwszy stroju-i Minerwie ojczystej. Precz baśni i owe - nadludzkie w Meończyku chwały Achillowe: - nie stare tu Miceny, nie przyśnione Troje, -ale słońce dzisiejsze tchną wnętrzności moje!... O, zaprawdę, otwiera wielkie mi się morze - do chwał jego niezmiernych! Lecz niż się zapuszczę - w tę to prze­paść głęboką, żagiel na dół spuszczę - i lekkuczko od pierwszej popłynę młodo­ści - aż do portu dzisiejszej jego doźrzałości.» Wychowanie królewicza (które się odbywało przy pomocy Marsa, Bellony, Minerwy i Muz); stosunki i wojny z Mo­skwą (Maryna Mniszchówna, dwaj samozwańcy, oblężenie Smoleńska, bitwa pod. Kłuszynem, obiór Władysława IV na cara itp.) aż do zawarcia rozejmu w Dywilinie (1618); wyprawy mołdawskie (przy sposobności - historia Mołdawii od XIV wieku!) i wojny tureckie (Cecora i Chocim); podróż królewicza po Niemczech, Belgii i Włoszech; wojna z Gustawem Adolfem, zakończona rozejmem w Altmarku (1629); śmierć i pogrzeb Zygmunta III; elekcja i koronacja Władysława; świetne poselstwo Ossolińskiego do papieża z wiadomością o wstąpieniu na tron nowego króla; wreszcie trzy wojny w pierwszych latach panowania Władysława IV: z Mo­skwą, Turkami i Szwedami - oto treść poematu, na który, krótko mówiąc, składa się oprócz panegirycznego życiorysu Władysława IV historia Polski od młodości Władysława aż do pokoju polanowskiego (1634) i rozejmu sztumdorfskiego(1635). A wszystko to opowiedziane bardzo szczegółowo, zwłaszcza bitwy i oblężenia miast oraz rozmaite uroczystości i pompy dworskie, jak na przykład przedstawienie teatralne, dane we Florencji na cześć królewicza, audiencja i uczta u papieża, który przypuścił królewicza do ucałowania swych «nóg błogosławionych), pogrzeb Zy­gmunta III, koronacja Władysława itd. Panegiryzm względem obu królów prze­chodzi wszelką miarę: na pogrzebie Zygmunta III «konie same, - żałośnie pory-żając, nieraz w tych ciężarach - grube łzy z oczu upuszczały»; Władysław IV jest «więtszy nad Aleksandra», szczęśliwszy nad Augusta», «łaskawszy nad Traja-na», «dobrotliwszy nadTyta»; «owo jako na jedne kiedyś się tam beli - nieśmier­telni bogowie Pandorę złożeli, - także jemu, co w sobie kosztownego miała - na­tura, przed inszymi razem wszytko dała». Ale jednocześnie bije z poematu miłość ojczyzny, duma narodowa i radość z odniesionych zwycięstw, zwłaszcza nad Mos­kwą, której autor serdecznie nie lubi, toteż nie pomija żadnej sposobności, aby ją w jak najgorszym świetle przedstawić, zarzucając jej ^przyrodzone obłudy», opisując szczegółowo jej okrutne znęcanie się nad więźniami polskimi itd. Nie cierpi i Szwe­dów, «morskich tych szewluchów śmierdzących śledziami». W ogóle, zdaniem Twardowskiego, wszystkie państwa i narody są «nierównie podlejsze» od Polski: przekonanie to było u nas powszechne w XVII wieku.

 ŚMIERĆ ŻÓŁKIEWSKIEGO POD CECORĄ

Sam Żółkiewski, zginioną widząc rzecz na oko,
Jako zwierz, osaczony w puszczy gdzie głęboko,
Gdy z ostępów zrozumie, że już nie uciecze,
Na wszytkie się naraża żelaza i miecze,
Żeby nie żyć co pręcej: tak i ów przyśpiesza
Sobie fatum, gdy miedzy pułki się zamiesza
I gdzie gniew, gdzie potrzebę1 sarnę widzi walną,
Oną czyni aż dotąd ręką triumfalną,
Póki z bronią pospołu i ta nie ucięta.
A na wiek swój nie pomnąc, tylko to pamięta,
Czym dobrego hetmana kiedyś zalecono,
Że stojąc ma umierać. Aż i postrzelono
Konia pod nim, na stronę kinąwszy którego,
Czeka śmierci. Dodawa żołnierz mu drugiego:
«Hej! Dzień już ostateczny i w ręku poganie
Mają obóz! Ubiegaj, ubiegaj, hetmanie!
I nie dopuść, żeby ten odnieść miała w tobie
Żal ojczyzna!* Na co ów: «Już ty radź o sobie
I uchodź, gdzie rozumiesz: mnie, że tak zrządzieło
Szczęście moje, umrzeć mi na tym placu mięło
Z żołnierzami moimi! Ciebie, jeśli cało
Bóg stąd kiedy wyniesie, co ze mną się stało,
Opowiedz senatowi, żem nad jego rady
Nic nie czynił, chroniąc się z tym pogaństwem zwady
Do ducha ostatniego. A niech Lwów co pręcej
I Kamieniec opatrzą, niż serca tym więcej
Dostanie nieprzyjaciel i, zwycięstwem srogi,
Przez mię dziś zawalone te przestąpi progi!
Ja niech już tu zostawam, a wolę niż w domu
Swej się potem sprawować niewinności komu!»
Wtem, nieznany - z drugimi, końmi porażony
I gradem strzał pogańskich poległ zarzucony...
I ten ci to zabój nasz, ta cecorska beła,
Jaka nigdy, rozprawa  Której dotąd fali
Dałem żagle, bo którzyż by ją opisali
Tak krótko Orfeowie? którzy styl ścieńczony
I jednym wymówieły słowem ją Lakony ?

KORONACJA WŁADYSŁAWA

. . . . Prymas z przedniejszymi
Biskupy i opaty, w uroczyste swoje
Ozdób pontyfikalnych zubierani stroje,
Przychodzą do pałacu, z niezwykłą ochotą,
Gdzie w płaszcz i dalmatykę ubranego złotą,
Albę i rękawicę, i uhaftowaną
Drogo obuw z obiema marszałki zastaną,
Skąd go, błogosławioną pokropiwszy wodą,
Do wielkiego zarazem kościoła powiodą.
Czterej zwłaszcza co wyższy wprzód wojewodowie,
Którzy tych tu klejnotów wieczni są stróżowie,
Niosą sceptrum, jabłko, miecz i szczero koronę
Diamenty błyszczącą..........
Toż przyszedszy przed ołtarz, gdzie owe to złożą Sprzęty drogie, osobę arcybiskup bożą Na się .wziąwszy, gdy i tu oddanej przysięgi Wspomni mu kondycyje, z kosztownej się księgi Modląc nad nim, żeby to skutkiem ziścił samym, Co usty ofiarował, pomaże balsamem Głowę mu uniżoną i ostry do boku Miecz przypasze. Dopiero jakoby w obłoku Niebieskim ochyniony, i postać na sobie Miał nie ludzką. Skronie wtem obłapiwszy obie, Drogą włożył koronę, w prawą rękę przy tym 
Poda sceptrum, a w lewą z jabłkiem złotolitym Wszytkiej świat Sarmacyi. W którym tak ubierze, Przy Naświętszej nie wznosząc z ziemie się Ofierze, Chleb i wino podawał ofiarującemu . . . .
Aż na koniec, który beł po prawej tam stronie Kosztownie podniesiony, usiędzie na tronie, Gdzie już jurysdykcyją wielką swą funduje I mieczem poświęconym kilku ich pasuje, Zasłużonych rycerzów, przy rozliczno-brzmiącej Na trzy chóry muzyce i Bellonie, grzmiącej Ówże triumfalny hymn, że doprowadzony Do pałacu, gdzie obiad, wielkim sporządzony Dostatkiem dla senatu i posłów znaczniejszych, Drogie kurzeł potrawy, a swych dorodniejszych Dobył Bachus tokajów z lestrygońskich dzbanów, Z aplauzy wesołymi pospolitych stanów, Póki dzień, spracowany czyny tak wielkimi, Nie zapadł w Hesperyi z Woźnikami swymi.
Aż jako z oceanu ochynął się znowu, Żeby się tej pociechy wszytkiemu Krakowu Pożądanej dostało, król zjeżdża na rynek Słuchać mieszczan przysięgi. Tu co za uczynek Miasta beł tak zacnego i wylany wszytek Na niezmierne ochoty aż rozrzutny zbytek, Muzo! porusz piersi swych, gdy jako szeroki Ambit jego, usłane bruki i rynsztoki Czerwieniały szkarłatem; triumfalne brony, Nardy i pachnącymi szczero szkordyjony Natknione, zakwitały, a po ich podwojaeh Ogromne Wiktoryje5 w tureckich zawojach, Wieszając się, trąbiły, z tymi zaś zuchwale
Pacholęta marsowe w suremki swe małe
Certowały, dumając, z jakim Osman żalem
Zjeżdżał z pola i co tu z okutym Moskalem
Za igraszkę fortuna pod Warszawą miała,
Kiedy czołgającego z bracią swą widziała
Przed naszym Majestatem, a tam obranemu,
Klęcząc twardo na ziemi, elektowi swemu
Czołem bił Septemtryjon.....

W Wojnie domowej, pisanej stylem znacznie mniej napuszonym, opowie­dział Twardowski dwanaście lat dziejów polskich (1648-1660), od nieszczęśliwej bitwy korsuńskiej aż do pokoju w Oliwie, to jest owe okropne czasy, kiedy usta­wiczne wojny z Kozakami, z Moskwą, ze Szwedami, z Rakoczym ledwie o śmierć nie przyprawiły Rzeczypospolitej - te same czasy, na których tle bujna fantazja Sienkiewicza stworzyła Ogniem i mieczem i Potop. Nigdy jeszcze przed­tem literatura polska nie zdobyła się na utwór, w którym by się współczesne życie polskie (zwłaszcza obozowe) odbiło tak dokładnie jak w tym najdłuższym poemacie Twardowskiego. Zresztą opowiadanie nie jest równomierne: tak na przykład obronie Częstochowy poświęca autor zaledwie kilka wierszy, a «róźne świątobliwe fatygi» rycerzy, oblężonych w Zbarażu, opisuje bardzo szczegółowo; w ogóle naj-szczegółowiej i najżywiej opowiedział wojny kozackie (ponieważ sam w nich wal­czył). Panegiryzmu nie wyzbył się i tutaj, obsypując pochwałami Jana Kazimierza, który «więcej uczynił» niż Herkules, i księcia Jeremiego, który «jakoby się był drugim Anibalem urodził». Na ogół jednak panegiryzmu w Wojnie jest o wiele mniej niż we Władysławie IV i nie panegiryzm stanowi jej cechę wybitną, tylko zupełnie co innego. Oto autor wzorując się na poemacie Lukana (o wojnie domowej pomiędzy Cezarem a Pompejuszem, która się skończyła klęską Pompejusza pod Farsalem w roku 48) raz w raz przerywa swą opowieść o wypadkach historycz­nych i wypowiada swe własne uczucia, uwagi i rozmyślania - najczęściej bardzo niewesołe. Płacze więc nad ojczyzną, że ją wróg pustoszy, że Chmielnicki-kro-kodyl «spólną Matkę nie inaczej, jako pies, podpadszy», «szarpie jej nie tykane po Wisłę wnętrzności»; ale silniej jeszcze boleje, że jej rodzone dzieci nie kochają, skoro żałują pieniędzy na jej obronę; oto na przykład na sejmie roku 1648 pie­niądze jedni, - drudzy srebra i stoły swe ofiarowali, - przecież kiedy do czego, wszyscy nic nie dali»; hańby piławieckiej nie może Twardowski przeboleć, «bowiem tam zginęło-męstwo polskie wrodzone, które więc słynęło - przed inszymi na­rody za Herkulesowe gdzieś Kolumny3)). Najczęściej jednak wyrzeka na pospolite ruszenie, na kłótnie i zbytki w obozie, na niedołęstwo zarządu wojskowego, na niewypłacanie żołdu żołnierzom i w ogóle na brak ładu i karności w wojsku: «doma Aleksandry za stołem bijemy, - a na wojnę bez prochu i lontów idziemy)); duboby święty zstąpił z nieba... i z gruntu ojczyzna wstała - i tuż przed i za nimi gorzeć zewsząd miała, - z obozu się nie ruszą, aż im wprzód zapłacą». A jest takich narzekań tyle, że razem wzięte tworzą obszerną, drobiazgową satyrę na całe życie obozowe. Nie dosyć na tym. Przy zdarzonej sposobności piętnuje Twardowski złotą wolność, mówiąc na przykład, żeśmy wolność tę nieszczęśliwą subtelniej strugali, przestrugali na konieo>; nie zapomina także o napiętnowaniu liberum veto (chociaż nazwiska Sicińskiego nie wymienia). A wobec świadomości grzechów własnej ojczyzny niejednokrotnie przestrzega rodaków, że to nie fatum jakieś, ale własne winy ściągają na Polskę nieszczęścia: «Na karanie z nieba-próżno już narzekamy, które w swej skrytości - lubo psuje, jako mól, nasze w nas wnętrz­ności, - przecież jednak nie wszytko na fata składajmy, - ale sami cokolwiek sobie też przyznajmy, - żeśmy męstwo wyzuli, że się bić nie chcemy  «Nie skarżmy na fata, - bo sami w nie wpadamy, gdy jedna prywata - wszytko w nas prztmoże!» Tak więc Wojna domowa jest nie tylko obrazem dwunastoletnich wojen, ale i od­zwierciedleniem patriotyzmu i zdrowego rozsądku autora.

SZTURM DO ZBARAŻA (1649) 

.......... Dzień był Lipca tedy
Dziewiętnasty, Saturnów, pokażą się kiedy
Nad późnym już wieczorem do szturmu zrządzone
Nowe jakieś machiny, które, wyrobione
Z tramów grubych, na wałkach niskich się toczyły,
A ludźmi i armatą opatrzone były;
Przy nich społem wysokie do wałów drabiny
I cepy, i osęki, i wszelaki ińy
Aparament szturmowy. Więc gdy się dziwują
Nasi tym manijerom, owi je windują,
Czołgiem się podmykając pod same okopy
Niesłychanym uporem. A zaraz w te tropy
Stąd kozacki komonik, stąd uderzy w czoło
Horda srogim nawałem, że wszytek około
Świat zasłonią. Nawet już w pochylonym zmierzchu
Fala i deszcz gwałtowny, rzuciwszy się z wierzchu,
Twarz tę sprawi, jakoby samo się zmówiło Niebo na nich. I znowu źle haniebnie było!
Znowu, radzić nie mogąc takiemu gwałtowi, Wodzowie ryterować chcą się ku zamkowi, Aż wtem z bronią dobytą Wiśniowiecki stanie: «Hej! Kto z miejsca się ruszy, albo tu zostanie, Albo mię wprzód podepce! Przebóg! nie dawajmy Pociechy tym hultajom, a tu umierajmy!)) Za czym, gdzie gniew i śmiałe serce w nim rozbada, Przebrawszy się, z Dymitrem z okopów wypada Na kształt gromu jakiego albo błyskawice, Której dostać nie mogą śmiertelne źrzenice.
Tamże zaraz, niż owe przytoczone szturmy (A niezmierne koło nich nacisną się hurmy Chłopstwa wyuzdanego) pod wałem rozpostrą -On, przypadszy w obłoku, zawinie się z ostrą Po nich szablą i - jako grad niebieski, który Lodami się szczyrymi urywając z góry, Zboże ze pnia wyścina i potopem spławi Pole wszytko - takową ruinę w nich sprawi. A co większa, że który zrazu deszcz przeszkodą, Tenże wnet pożądaną i wielką wygodą Stał się naszym: bo kiedy nie mogą w tym kale Chłopi szturmów ratować, porzucą je cale, Które zaraz durowie, porywając ąłownie I kagańce smolane, zapalą cudownie Ze wszytkich podziwieniem. Skąd dopiero wstanie Sroższa wrzawa, kiedy im w posiełku poganie Nie tylko już z okrzykiem zwykłym przypadają, Ale samiż z Kozaki spół się narażają, Czerń przed sobą parując; i choć ich tak biją, Że trup równo z wałami, przecie, zda się, żyją I że tego howadu nigdy nie ubywa. Za czym też i Podczaszy z Sieniawskim przybywa, Pałaszami błyskając, i drudzy, swych rzeczy Poprawiwszy, dopiero bieżą ku odsieczy, Ale gdy już tę burzę lekko ustawając I książęcia potkają nazad powracając Z wielką sławą i duchem (jeszcze mu gniew z broni I krew żywa pluszczała) - wrócą się i oni, A co jego stanęło męstwo bez wątpienia, Dank przyznają i tedy swego mu zbawienia.

SEJM ROZERWANY (1652) 

.........Jako kto budynek
Stawi wielki, wydając prospekty na rynek
Świetne jego, podniesie altany i banie,
Szczyty, ganki, kopuły, aż kiedy nie stanie
Albo mu materyjej, w krótkim się momencie
Na sztuki i popioły drobne zruinuje:
Także i tu mało co więcej się zbuduje;
Bo wszytek czas na próżnych wymowach strawiwszy
I swarach, i prywatach, a nic nie sprawiwszy,
Kiedy było gotowe w senacie przed panem
Czytać konstytucyje i, kto wżdy hetmanem,
Konkludować na koniec, niźli dzień się schyli,
Przez sektarskie fakcyje na tajemnej Scyli
Rozbita ta machina - tylkoż dla jednego
Posła głosu. O! takli-bez względu żadnego
Na to wszytko, cokolwiek zawierasz w swym łonie,
Zdrowia, fanty, ozdoby i zronione skronie
Wdzięcznym szronem i żywych, i umarłych oraz
Pociechy nieskończone - przepadać masz coraz,
Ojczyzno nieszczęśliwa, że chcąc mieć inaczej,
Rzecze kto: Nie pozwalam? Życzyłbym ci raczej i
(Z żalu-li to mówię) wielkich tych wolności
Nieco skrócić! Za czym byś w swojej dojźrzałości
Rady prędsze i głowę spokojniejszą miała,
Gdybyś ani niewoli zupełnej nie znała,
Ani całej swobody ...........

Podobne prace

Do góry