Ocena brak

PLATH Sylvia (1932 - 1963)

Autor /Wincenta Dodano /21.11.2012

Potrwać w nicości

Amerykańska poetka. Pisaniem wierszy zajęła się na poważnie w szesnastym
roku życia. Wyszła za mąż za słynnego poetę Teda Hugesa, z którym miała dwoje
dzieci - w 1969 roku urodziła się córka Frieda, dwa lata później zaś, a na rok przed
śmiercią poetki - syn Nicolas. Za życia Sylvii ukazał się drukiem zaledwie jeden tomik
jej poezji i jedyna napisana przez nią powieść Szklany klosz (wydała ją pod
pseudonimem Yictorii Lucas).

Sylvia Plath próbowała odebrać sobie życie trzykrotnie. Po raz pierwszy, gdy
miała dziesięć lat, po śmierci ojca, wybitnego biologa ("Pierwszy raz miałam dziesięć
lat/ Był to traf). Po raz drugi, gdy miała lat dwadzieścia, po powrocie do rodzinnego
Wellesley z Nowego Jorku, gdzie spędziła lato jako stypendystka miesięcznika
"Mademoiselle" ("Za drugim chciałam nie wrócić/ Potrwać w nicości/ Kołysałam się/
Zamknięta w sobie jak muszla/ Musieli wołać i wołać"). Po tej nieudanej próbie przez
pół roku przebywała w klinice psychiatrycznej leczona m.in. elektrowstrząsami z
powodu trwałej depresji. Po raz trzeci targnęła się na życie 11 lutego 1963 roku w
Londynie, tym razem skutecznie, odkręcając gaz w swoim mieszkaniu. Kilka dni
przed śmiercią w wierszu pt. Lady Łazarz, będącym wstrząsającym przypomnieniem
j ej poprzednich prób samobójczych i zapowiedzi ą tej ostatniej, pisała:

Znów to zrobiłam,

Co dziesięć lat

Udaje mi się (...)

Umieranie

Jest sztuką tak jak wszystko.

Jestem w niej mistrzem.

Umiem robić to tak, że boli

Że wydaje się diablo rzeczywiste.

Można by to nazwać powołaniem.

Wielokrotnie analizowano jej samobójstwo. Z jednej strony jej wiersze pisane w
ostatnich dniach przed śmiercią wyrażają nastrój rezygnacji i pogodzenia się z
unicestwieniem. Z drugiej, na co dzień wykazywała się niebywałym hartem ducha i
wolą życia. List wysłany do matki na tydzień przed tragicznym dniem pełen był
planów na przyszłość i wiary w to, co się zdarzy. Być może rację miał Alfred Alvarez,
który w szkicu poświęconym psychologicznym aspektom samobójczej śmierci
wybitnych poetów sugerował, że nie chodziło o odebranie sobie życia, ale o
szczególny rodzaj rytuału, obrzędu, pozwalającego odrodzić się moralnie i ponownie
włączyć w nurt życia. Dwa razy się udawało, za trzecim samobójstwo okazało się
doskonale, bo skuteczne. Szukając przyczyn, wskazywano na ogólną nadwrażliwość
psychiczną! jej skłonność do depresji. Na to nałożyły się konkretne wydarzenia z
życia osobistego. Cztery miesiące przed śmiercią rozstała się z mężem, którego
przyłapała na niewierności. Przez ostatnie miesiące żyła w ciężkich warunkach
materialnych, bezradna wobec problemów bytowych, jakich dostarczała wyjątkowo
ciężka zima. "Nie wiadomo jednak, jaki wewnętrzny ciężar złamał ostatecznie tę jej
wspaniałą dzielność" - pisała Adriana Szymańska we wstępie do zbiorku jej wierszy.
Być może górę wziął strach przed owym, opisanym przez nią kiedyś "szklanym
kloszem" - światem widzianym w sposób niepełny, zdeformowany psychiczną skazą.

Nowe fakty, rzucające dodatkowe światło na śmierć poetki, ujawnione zostały w
sierpniu 2001 roku. Otóż Biblioteka Narodowa w Londynie otrzymała zbiór ponad stu
czterdziestu nigdy niepublikowanych listów Teda Hugesa (zmarł w 1998 roku) do
przyjaciela Keitha Sagara. W jednym z nich mąż Sylvii Plath sugeruje, iż przyczyną
jej samobójstwa mogły być leki antydepresyjne nieświadomie zapisane poetce przez
lekarza niedługo przed śmiercią. Otóż były to te same specyfiki, które w 1956 roku
nasiliły u niej skłonności samobójcze.

Podobne prace

Do góry