Ocena brak

Piotr Abèlard

Autor /yotulblvogyj Dodano /16.11.2005

W XV-XVI wieku, średniowiecze uznawane było przez humanistów za okres mroku dzielący czasy im współczesne od świetności epoki starożytnej, która rodziła tak genialne umysły jak Arystoteles, Platon czy Epikur. W epoce „średnich wieków” widzieli zacofanie, barbarzyństwo i winę za unicestwienie tradycji antyku. We współczesnej nauce epokę średniowiecza umieszcza się między wiekiem V (upadek Cesarstwa Zachodniego) a wiekiem XV (upadek Konstantynopola, odkrycie Ameryki). W ciągu tych wieków na terenach Europy należących dawniej do Cesarstwa Zachodniego, ukształtowała się kultura nosząca znamię wspólnoty, mająca korzenie w starożytności grecko-rzymskiej oraz tradycji chrześcijaństwa. Nurt poantyczny i judeochrześcijański, mimo dzielących je różnic połączyły się w całość, i na ich podłożu miały uformować się kultury poszczególnych narodów.

Z okresem średniowiecza, nierozerwalnie złączone jest chrześcijaństwo.
Kościół w znacznym stopniu miał wpływ na kształtowanie ówczesnej kultury. Formy kultu oraz podstawowe założenia teologii, kształtowały się jeszcze w okresie starożytnym. W ciągu kolejnych wieków Kościół przechodził liczne załamania i przemiany, jednak pomimo tego stawał się wielką potęgą polityczną i ekonomiczną walczącą o sfery wpływów z Cesarstwem. Nawet okres wielkiej schizmy, liczne ruchy heretyckie, niewola awiniońska papieży nie naruszył w znacznym stopniu potęgi Kościoła, który ratował swoją pozycje, przeprowadzaniem reform, napraw i realizacją działań misyjnych. Chrześcijaństwo było elementem, który spajał i jednoczył kulturę duchową średniowiecza.
Główną opoką i źródłem światopoglądu było Pismo Święte, uznawane za tekst natchniony pochodzący od Boga. Jednak Biblia nie zawierała i nie przedstawiała żadnego spójnego systemu filozoficznego (choć egzegeza biblijna, prowadzona przez m.in. Filona z Aleksandrii, wniosła do interpretacji Starego Testamentu elementy filozofii neoplatońskiej i stoickiej) a raczej przekazywała zasady moralne oraz podstawowe prawdy wiary.

Wieki średnie, początkowo czerpały poglądy z fragmentów filozoficznych i nauki starożytnej, ustanawiając je tym samym podłożem do późniejszego rozwoju światopoglądu filozoficznego i naukowego średniowiecza. Fascynacja antykiem a zwłaszcza niektórymi dziełami Arystotelesa, Platona i innych pisarzy greckich wzmogła się od końca XI, osiągając szczyt w XII i jeszcze XIII stuleciu. Jednak fakt posiadania nielicznych tekstów greckich uczonych i znajomość języka greckiego będąca rzadkością, utrudniał zrozumienie i przyswajanie prawd głoszonych przez wielkich okresu antyku. We wczesnym średniowieczu, Arystotelesa uznawano za autorytet w dziedzinie logiki, natomiast dopiero w XII w. zaczęto badać i poznawać jego prace przyrodnicze i metafizyczne. W działach filozofii dotyczących kosmologii i teologii prym wiódł Platon. W okresie wczesnej scholastyki znano jedynie trzy podstawowe doktryny: perypatetycką, Platońską i neoplatońską. Dopiero w wieku XII zostały udostępnione pisma Lukrecjusza, Sekstusa Empiryka i innych. Za informatorów i sprawozdawców o poglądach i obyczajach starożytnych uznawano Cycerona, Senekę lub też Kasjodora oraz Chalcidiusa, których uważano za łączników między starożytnością a średniowieczem. Jednak najważniejszym z nich był Boecjusz, od którego brano definicje, zasady rozumowania i różne zagadnienia. Obok źródeł starożytnych filozofów drugim źródłem z którego czerpano prawdy filozoficzne były prace pisarzy chrześcijańskich doby patrystycznej. Podobnie jak z dziełami greckich filozofów, prawdy greckiej patrystyki stały się dostępne Zachodowi w XII wieku. Myśl chrześcijańska rozwinęła się już w starożytności na podłożu Pisma świętego, wspierana tradycją filozofii greckiej, początkowo w nurcie platońskim i neoplatońskim. Apologeci zachodni tworzący w III i IV wieku (inaczej niż wschodni) odrzucali nauki głoszone przez filozofów greckich uznając za jedyne prawdy przekazane przez Pismo Święte. Jednak ich postawa nie utrzymała się długo, gdyż Zachodni Ojcowie Kościoła odwołali się do filozoficznej tradycji greckiej. Św. Augustyn w dziełach: Confessiones, De Trinitate i De civitate Dei zawarł swoje poglądy wynikające z radykalnego dualizmu Boga i świata. Skrajny teocentryzm, egzemplaryzm metafizyczny, przekonanie o możliwości znalezienia przez człowieka prawdy we własnym wnętrzu, a nie otaczającym go świecie, powiązanie pojęcia wolności z koncepcją predestancji, pojmowanie dziejów jako walki dobra ze złem te założenia Augustyna wywarły olbrzymi wpływ na myśl chrześcijańską średniowiecza w jej nurcie neoplatońskim dominującym przed przełomem XII i XIII wieku.

Pierwsze stulecia średniowiecza płynęły pod znakiem konserwowania poglądów dawnej nauki, natomiast nie rozwijała się nauka doby średniowiecza. Dopiero przełom VII i IX wieku przyniósł poruszenie i powstawanie kultury umysłowej średniowiecza. Niewątpliwie wpływ na to miało poparcie jakie udzielał Karol Wielki dla nauki i wiedzy gromadząc na swoim dworze uczonych oraz zakładając szkoły. Jednym z przywódców ówczesnego rozwoju umysłowego był Alkuin (doradca Karola Wielkiego w sprawach nauki i wychowania; rozpowszechnił nowy typ pisma, tzw. minuskułę karolińską; autor podręczników 7 sztuk wyzwolonych, etyki, psychologii, komentarzy biblijnych, opracowania Pisma Świętego, zw. Biblią Alkuina, zbiorów dzieł liturgicznych, żywotów świętych oraz pism dogmatycznych), za którym szli inni uczeni i kontynuatorzy tacy jak Hraban Maur, Servatus Lupus, Gottschalk. Niestety w połowie IX wieku nastąpił zastój w działaniach Karola Wielkiego. Kolejne odrodzenie i ożywienie, nauka i życie teologiczno-filozoficzne przeżywało pod koniec XI wieku za Grzegorza VII. Wiek XII rodził tak znane i wybitne osoby jak Bernard z Clairvaux (święty; teolog i mistyk cysterski; w klasztorach kładł nacisk na kontemplacje; zwany „niekoronowanym władcą Europy”; koncepcję teologiczną oparł na Listach św. Jana, poglądach Cycerona, monastycznej tradycji benedyktyńskiej oraz na patrystyce augustyńskiej), Hugon od św. Wiktora (sformułował pierwszą z sum teologicznych, skoncentrowanych wokół prawd o stworzeniu i odbudowie po grzechu; zalecał powiązanie wiedzy z kontemplacją mistyczną, do której dochodzi się przez ćwiczenia, takie jak: czytanie, rozmyślanie, modlitwa i działanie), Abelard, Gilbert de la Porrèe (francuski filozof i teolog; głosił oryginalne poglądy w metafizyce i w teologii; jego nauka o Trójcy Świętej spotkała się ze sprzeciwem Bernarda z Clairvaux i była przedmiotem sporu na synodzie w Reims (1148); w sporze o uniwersalia łączył stanowisko platońskie, arystotelesowskie i poglądy Boecjusza) i Piotr Lombard (teolog, wykładowca teologii w Paryżu; autor dzieła Sententiarum libri quattuor, w którym zebrał teksty patrystyczne (gł. autorstwa św. Augustyna) dotyczące prawd wiary katolickiej. Jego dzieło charakteryzujące się powiązaniem poglądów autorytetów biblijnych i patrystycznych ze spekulatywną dialektyką, w średniowieczu było traktowane na uniwersytecie w Paryżu i Oksfordzie jako podręcznik teologii).

W szkołach, które należały i były zarządzane przez duchownych, tok nauczania przedstawiał się w dwóch stopniach: stopień niższy (nauki świeckie) oraz stopień wyższy (teologia). Nauki świeckie nosiły nazwę „sztuk”, w szkołach uczono siedmiu „sztuk wyzwolonych” ( program i wykaz pozostał po chrześcijańskich pisarzach z ostatniej epoki rzymskiej), które dzieliły się na „grupę trzech sztuk humanistycznych”(gramatyka, retoryka, dialektyka) i „grupę czterech sztuk matematyczno-przyrodniczych, realnych” (arytmetyka, geometria, astronomia, muzyka).
Filozofia od IX wieku zaczynała odzyskiwać dawne znaczenie i właściwe tematy: logiczne, kosmologiczne, psychologiczne przestając być tylko ogólnym i podstawowym poznaniem rzeczy ludzkich i boskich. W różnorodnych kierunkach filozoficznych, wczesnego średniowiecza, jako pierwsze wyodrębniły się kierunek panteistyczny i kierunek oparty o dualizm Boga i stworzenia. Pierwszy z tych kierunków czerpał wzory ze starożytnej filozofii, został uznany za heterodoksalny i niezgodny z nauką kościoła natomiast drugi kierunek został dziełem filozofii ortodoksalnej, rozwijającej się na scholastyce i mistyce.

Dojrzałe średniowiecze to czas feudalizmu, formowania państw i narodów, krucjat oraz sporów odrodzonego Cesarstwa Rzymskiego z papiestwem o władze nad światem chrześcijańskim. To czas wzmocnienia duchowej jedności a także kultury powstałej i odpowiednio przekształconej z zespolenia źródeł starożytnych z tradycją chrześcijańską.

Piotr Abèlard był niewątpliwie człowiekiem wielkim, prześcigającym swoimi poglądami czasy wieków średnich. W epoce oświecenia uznawany był za człowieka walczącego z Kościołem, a jego postawa filozoficzna i intelektualna miała wyraz antyreligijny. Nic bardziej mylnego. Dziś wiemy, iż te wyobrażenia są niczym innym niż błędnym rozumieniem oraz niewielką znajomością epoki średniowiecza. W pozostawionym przez niego liście „Historia moich niedoli” możemy się doszukiwać zarówno jego biografii, ważnych informacji dotyczących epoki jak również charakterystyki orientacji filozoficznych. Z kolei listy Abèlarda i Heloizy, ukazywały jak ich losy były ukształtowane przez założenia moralne i religijne panujące w czasach im współczesnych.
Abèlard urodził się w 1079 roku w Palais w zachodniej Francji. Ok. 1095 przybył do Chartres gdzie studiował matematykę. Nauki i pierwsze doświadczenia związane z dialektyką zdobywał w Loches koło Vannes (1095-1099) słuchając wykładów Roscelina z Compiègne (należał do grupy XII-wiecznych dialektyków; poglądy Roscelina są znane głównie ze streszczeń polemistów; w sporze o uniwersalia miał głosić pogląd, że pojęcia są słowami będącymi pewnymi odgłosami; krytykował realizm pojęciowy św. Anzelma z Canterbury).
Jego działalność nauczycielska przypada na pierwszą połowę XII wieku (wiek odrodzenia i rozwoju zarówno ekonomicznego, gospodarczego jak i kulturowego; kontakty ze wschodem umożliwiały sprowadzenie greckich rękopisów). Uczył dialektyki w szkołach na prowincji następnie w Paryżu w szkole katedralnej i w szkole na Górze św. Genowefy. Studiował teologię pod Anzelmem z Laon, którego potem ostro skrytykował określając go jako starca, który „swoje wielkie imię zawdzięczał więcej rutynie, nabytej przez długie lata, aniżeli swoim umysłowym walorom”. Podobnie opisuje jego naukę: „był wprost zdumiewającym zjawiskiem, gdy na sali przemawiał do słuchaczy, a kompletnym zerem, gdy mu stawiano pytania. Godne podziwu było bogactwo jego mowy, ale za tym kryła się pożałowania godna pustka myśli” (opinia Abèlarda może jedynie świadczyć o stanie i poziomie ówczesnej teologii).
Sam również wykładał teologię, najpierw w Laon a od 1113 roku w Paryżu otrzymując stanowisko kierownika w katedralnej szkole Notre-Dame (jednym z jego uczniów był przyszły papież Celestyn II). Wtedy też był na szczycie powodzeń jednak zmieniło się to w 1118 roku gdy przez miłość do Heloizy (siostra kanonika katedralnego Fulberta; piękna a zarazem mądra, znająca łacinę i grekę, czytywała dzieła poetów rzymskich), został zmuszony do porzucenia stanowiska i ucieczki. Został pozbawiony prawa do nauczania, sam wstąpił do klasztoru zaś Heloiza znalazła schronienie w klasztorze Argenteuil.

W latach 1136-1140 powrócił do czynnego życia, nauczając znów na Górze św. Genowefy nie podlegającej jurysdykcji kościelnej. Był to okres, w którym Piotr stał się jednym z najsławniejszych nauczycieli w Paryżu. Jego osoba ściągała do Paryża tysiące żaków. Przeor Fulkon z Deuil w liście skierowanym do Abèlarda, pisze: „ani odległość krajów, ani wyżyny gór, ani niziny dolin, ani trudy i niebezpieczeństwa grożące od zbójców w podróży nie mogły powstrzymać fali napływających do ciebie uczniów. Daleka Brytania wysłała swych barbarzyńców, byś ich oświecił, młodzież Andegawenii tłumiła swoje dzikie instynkty i przychodziła, aby ci służyć, mieszkańcy Poitou, Gaskonii, Hiszpanii, Normandii i Flandrii, Teutoni i Szwedzi starali się usilnie, aby skorzystać z twego talentu i bezustannie głosili sławę twego imienia.”
Piotr pomimo sławy i uznania jego talentu filozofa, nauczyciela został dwukrotnie potępiony przez Kościół w 1121 roku na synodzie Soissons (jego pierwsza rozprawa teologiczna „O Trójcy Świętej” skazana na spalenie; został zmuszony do przebywania w klasztorze św. Medarda, z którego uciekł i ok. 1123 roku założył na pustyni Quincey klasztor pod wezwaniem Parakleta) i w 1141 roku na synodzie w Sens (zwołany za namową Bernarda z Clairvaux).

Do ostatnich chwil swojego życia prześladowany przez hierarchię kościelną zmarł, u swojego przyjaciela Piotra Czcigodnego w opactwie Cluny, 21 kwietnia 1142 roku.
Działalność pisarską rozpoczął w 1118 roku „de unitate et trinitate divina” oraz pierwszą redakcją „dialektyki”. Abèlard swoje poglądy filozoficzne przedstawił w „Dialectika”, „Introductiones parvulorum”, „Ethica sen Scito te ipsum”, „Dialogus inter Philosophum”, „Judaeum et Christianum”. W dorobku piśmienniczym tego filozofa znane są jego listy biograficzne „Historia calamitatum”. W kwestjach teologicznych wypowiedział się w takich dziełach jak „Sic et non”, „Theologia christiana”, „Introductio ad theologiam”. Dialektykę jest zawarta w „Glassae in Porphirium” oraz „Glossulae super Porphirium.

Przechodząc do omawiania poglądów tego filozofa chciałbym zwrócić uwagę na dwie ważne sprawy, bez których prawdopodobnie dalsze omawianie nie miało by większego sensu. Pierwsza z nich to DIALEKTYKA. W filozofii starożytnej terminu dialektyka używano na określenie sztuki dyskutowania, zwłaszcza umiejętności dochodzenia do prawdy przez ujawnianie i przezwyciężanie sprzeczności w rozumowaniu przeciwnika (sofiści, Platon, Arystoteles) lub na oznaczenie logiki (stoicy). Rozwinęły się zalążki dialektyki jako ogólnej teorii bytu, która akcentowała wieczny ruch, zmienność rzeczywistości, jej rozwój poprzez wewnętrzne przeciwieństwa (jońska filozofia przyrody; Heraklit z Efezu, zwany ojcem dialektyki). Koncepcje dialektycznego bytu rozwinął neoplatonizm.

W filozofii średniowiecznej przeważało rozumienie dialektyki jako logiki i czysto rozumowego sposobu dochodzenia do prawdy. Abèlard był świetnym dialektykiem. W pracy „Sic et non” umieścił sprzeczne ze sobą wypowiedzi z Biblii i Ojców Kościoła wykazując, że teksty autorytetów nie mogą być traktowane dosłownie. Poruszając zależność między prawdą i autorytetem naraził się na niepochlebne opinie Kościoła. Ułożył te wypowiedzi według pewnych zagadnień, które dopiero teraz ukazały sprzeczności jakie istnieją w pismach, nawet tych samych autorów.
Uważał, że najważniejsze kwestie powinien poznawać i rozwiązywać rozum. Wątpienie zaś kieruje człowieka ku poznawaniu prawdy („wątpiąc rozpoczynamy badanie i dzięki badaniu właśnie dochodzimy do prawdy”). Podczas badań, należy do problemu podchodzić w sposób racjonalny a nie emocjonalny, a źródło nauk dopiero po głębokiej analizie możemy uznać za nośnik prawdy lub nie.
Był zwolennikiem wprowadzenia dialektyki do teologii, co miało ułatwić przyjmowanie tajemnic wiary i uniemożliwiać ataki ze strony heretyków oraz filozofów. Uważał, że filozofia nie jest służebnicą teologii a raczej może (i powinna) funkcjonować jako samodzielna dyscyplina. Powołując się na autorytet apostoła Pawła (w liście do Koryntian potępia naukę w obcych językach), mówi że wiara powinna być zrozumiała.
Druga sprawa to SPÓR O UNIWERSALIA. W starożytności zrodził się spór, którego źródło leżało w filozofii Platońsko-Arystotelesowskiej. Podstawowym problemem było „czy rzeczywistość składa się z samych przedmiotów jednostkowych, konkretnych, czy też jeszcze i z innych, ogólnych i abstrakcyjnych”.

Platon uważał, że świat, który jest spostrzegany zmysłami, jest tylko odbiciem i niedokładną kopią świata idei. Idee według Platona są realne, niezależne od rzeczy ale rzeczy są zależne od nich. Idee to jakby matryce i niezmienne pierwowzory, które istnieją wyłącznie w świecie rzeczy. Jednak rodzi się pytanie skąd znamy idee skoro spostrzegamy tylko nieudolne kopie. Platon odpowiada, że te wzory rzeczywiście nie jesteśmy w stanie poznać zmysłami, ale możemy je sobie pomyśleć i uobecnić rozumem. Czym dla zmysłów obecne obrazy, stworzenia i rzeczy, tym dla rozumu są idee tych rzeczy. Jednak rozum nie wytwarza idei tylko je odtwarza ponieważ zanim dusza związała się z ciałem, rozum oglądał te idee.

Z rozważań Platona można wywnioskować że, istnieją dwa światy: zmysłowy i ideowy a jeden żyje oddzielnie od drugiego. Podobne stanowisko zajął jego uczeń Arystoteles. Też twierdził, że istnieją dwa światy, jednak nie oddzielone od siebie a przenikające się. Idee zaś nie istnieją w zaświatach lecz zawarte są w rzeczach. Oba poglądy nazywają się realizmem. Oba poglądy uważają idee za coś co istnieje i jest realne. Jednak oba poglądy różnią się od siebie i jeden z nich nazywa się realizmem skrajnym (Platon) natomiast drugi realizmem umiarkowanym (Arystoteles).
Wieki średnie, nauki i rozważania dotyczące uniwersaliów, przejęły nie od autorów, lecz za pośrednictwem opracowań i pism chociażby Porfiriusza. I tak Boecjusz w swoim komentarzu do „Wstępu” Porfiriusza stwierdza, że może istnieć zupełnie inna droga rozważań. Mianowicie twierdzi, że idee nie istnieją jako byt realny rzeczywistego a jedynie rzeczy konkretne i jednostkowe posiadają byt rzeczywisty. Idea jest więc tylko wspólną nazwą dla większej ilości rzeczy lub jestestw do siebie podobnych.
Przeciwnym kierunkiem do realizmu był nominalizm zakładający, że istnieją tylko jednostki z tym, że nominalizm wyciągnął znacznie odmienną konsekwencję (gatunki, które nie są realnymi rzeczami, są tylko wytworami mowy). Spór między tymi dwoma poglądami gdzie jeden z nich uznawał istnienie świata idei a drugi zaprzeczł teorie tego świata uznając tylko rzeczywistość rzeczy konkretnych, jednostkowych nosi nazwę „sporu o uniwersalia”.

Ostrzejsze starcie owych doktryn nastąpiło w XII wieku a głównym przedstawicielem nominalizmu był Roscelin. Był pierwszym nominalistą, który sformułował teorie ruchu, który reprezentował. Doszedł on do pewnej doktryny (triteizmu), która głosiła przekonanie, że skoro są trzy osoby boskie to nie są one jedną istotą a raczej istnieją trzej bogowie, naraził się tym samym Kościołowi a jego poglądy zostały uznane za herezje.
Przez dalsze lata wieków średnich, filozofowie próbowali znaleźć rozwiązanie pośrednie między realizmem a nominalizmem. Piotr Abèlard zajął dość poważne miejsce w odnalezieniu stanowiska pośredniego. Abèlard był uczniem Roscelina, początkowo stojąc po jego stronie lecz z biegiem czasu odrzucił jego poglądy twierdząc, że żaden z kierunków sporu nie ma racji, a uniwersaliom nie można przyznawać rzeczywistego bytu ani odmawiać wszelkiego bytu. Uświadomił sobie, że istnieje coś pośredniego miedzy bytem rzeczywistym a niebytem. Jest to byt pomyślany. Jak już twierdził Roscelin byt posiadają rzeczy konkretne. Jednak umysł ludzki analizując i rozważając je, oprócz tego, że obdarza wspólnymi nazwami podobne do siebie rzeczy to jeszcze wytwarza pojęcia ogólne (są nabyte a nie wrodzone), którymi obejmuje podobne do siebie rzeczy konkretne.

Etyka była jeszcze inną gałęzią zainteresowań Abèlarda. Jego prace w tej dziedzinie to „Dialog między Żydem, filozofem i chrześcijaninem” oraz „Etyka czyli poznaj samego siebie”. W owych pismach można zauważyć wiele aspektów teologicznych, ale głównie należy zwrócić uwagę na zagadnienia tolerancji i wolnej woli. Zdaniem Piotra nie należy szykanować żadnej z religii ponieważ każda z nich (żydzi, mahometanie) nie jest na tyle fałszywa, aby nie zawierała jakichś prawd- „żadna doktryna nie jest tak fałszywa, aby nie zawierała jakiejś domieszki prawdy”- pisał. To dzieło stanowi swoistą próbę pogodzenia wiary opartej na Piśmie św. z wiarą opartą na prawie naturalnym, wrodzonym naturze ludzkiej.
Według niego nie zależnie od różnic teologiczno-filozoficznych, działanie moralnie słusznie ma takie samo znaczenie. Możemy również zauważyć jak stara się, powołując na pisma starożytnych wykazać ich prawdy moralnie dobre mimo tego, że nie mieli oni styczności z etyką chrześcijańską. Abelard wyrażając podziw dla filozofów greckich pisał: „grecy naukę ewangeliczną i apostolską podali na piśmie, a później u nich odbyły się wielkie sobory i stamtąd ta nauka wyruszyła na podbój całego świata i stłumiła wszelkie herezje”.
Twierdził, że każdy człowiek odpowiada za swoje czyny a działanie samo w sobie jest moralnie obojętne, a staje się „dobre lub złe” dopiero przez intencje działającego. Z takiego twierdzenia można wywnioskować, że dobro moralne jest zasługą człowieka a nie jak nauczał Augustyn łaski bożej.
Abèlard za normę czynów ludzkich uznaje sumienie, czyli wartość czynu wynika ze zgodności postępowania z sumieniem. Jeśli człowiek postępuje dobrze to tym samym postępuje zgodnie z myślą Boga. Sumienie jest wspierane takimi cnotami jak: roztropność, umiarkowanie, sprawiedliwość, które są wrodzone i mają skłaniać człowieka do dobra. Natura człowieka, według niego, choć posiada liczne wady i skażenia, to człowiek jest w stanie z nimi walczyć, odrzuca natomiast przekonanie, które mówi o ułomności natury ludzkiej powodującej czynienie zła i potrzebującej pomocy Boga w czynieniu dobra.
ABLARD był wykładowcą licznych szkół, znajdujących się między innymi w Paryżu. Wśród jego uczniów znajdowali się tacy ludzie jak Celestyn II, Celestyn III, czy głoszący idee ubogiego Kościoła Arnold z Brescii. Do historii literatury przeszła jego miłość do uczennicy Heloizy (chociażby w dziełach ROUSSEAU).
W dziejach filozofii znamy go przede wszystkim z zajęcia stanowiska umiarkowanego nominalizmu w sporze o uniwersalia, głosił sermonizm (uznanie powszechniaków za wypowiedzi posiadające znaczenie). Na polu teologii jego celem było wyjaśnienie treści wiary za pomocą rozumowania, usuwając sprzeczności przez analizę semantyczną i krytykę tekstów lub odwołanie się do autorytetu autora (stosowanie dialektyki do tajemnic wiary), natomiast w etyce uznał intencję za kryterium moralnej oceny czynów. Do jego zasług należy też rozwój i usamodzielnienie filozofii.

Jestem zwolennikiem teorii, że każdy człowiek ma wolną wolę i on sam jest odpowiedzialny za swoje czyny. Z moich obserwacji wynika, że ludzie często czynią dobro, nie z potrzeby wyższego celu czy chęci pomocy bliźniemu, tylko z myślą „ja komuś to ten ktoś musi dla mnie”. Nie widzę działań, które płynęłyby z czystej bezinteresowności, widzę natomiast działania, które mają na celu zdobycie korzyści. Stawiam więc pytanie: czy lepiej być człowiekiem działającym dobrze z pobudek czysto moralnych czy człowiekiem działającym dobrze, ale z pobudek egoistycznych?
Moim zdaniem właśnie intencje świadczą o tym jakimi jesteśmy ludźmi. Nasze prawdy moralne są od dawien dawna niezmienne. Dobrze wiemy co jest „dobre a co złe” i nic nie jest w stanie nas zmusić do zmiany tego wyobrażenia. Za „grzechy” popełniane przez ludzi nie jest odpowiedzialny ustrój polityczny, status materialny, gry wideo ani telewizja. Każdy człowiek jest na tyle silny, że może i potrafi walczyć ze swoimi słabościami. Sami decydujemy jakimi mamy być ludźmi. Po to mamy właśnie wolną wolę i sumienie, abyśmy mogli decydować o swoich wyborach, odróżniając dobro od zła.
Co do tolerancji, też jestem jej gorącym zwolennikiem. Myślę, że nie powinniśmy narzucać innym narodom naszej wiary ani potępiać i zabraniać kultywowania innych wiar. Dlaczego mamy zakładać, że człowiek wyznający inną wiarę jest od nas gorszy a jego poglądy nie mogą mieć prawa bytu? Czy ateista postępujący według praw przyjętych przez katolików jest złym i niegodnym człowiekiem?
Wiele religii naszego świata mają w sobie zawarte te same wątki dotyczące prawd moralnych, kanonów postępowania itd. Moim zdaniem powinniśmy prowadzić do kompromisów oraz powinniśmy prowadzić wymianę doświadczeń i nauk. Niestety obawiam się, iż ludzie są zbyt zapatrzeni w siebie, leniwi i bojący się zmian, aby angażować się w tego rodzaju przedsięwzięcia.
Kolejną kwestią, którą chciałbym poruszyć to poszukiwanie prawdy, którą tak Abèlard wielbił. W dzisiejszych czasach jesteśmy skazani na pewne modele nauczania. Uczy się ludzi suchych faktów, wpajając im pewne prawdy i doktryny, nie zwracając uwagi na potrzebę szukania nowych metod. Edward de Bono twierdzi: „ Jeśli istnieje znany i skuteczny lek na daną chorobę, człowiek, którego ona dotknęła, woli, by jego lekarz zastosował ten właśnie lek, nie zaś szukał lepszego medykamentu. Jednak mogłyby przecież powstać leki znacznie lepsze od istniejącego. Jak może dojść do ich stworzenia, skoro zwykle w każdym stadium kuracji wybiera się metody tradycyjne? Zastanawia nieco, dlaczego typowy dla ubiegłego tysiąclecia tryb oceniania ogranicza nas w ważnych kwestiach dotyczących osiągnięć przeszłości. Tworzenie jest procesem co najmniej ryzykownym, lecz bez niego nie ma postępu”. Tak jak twierdził Abèlard, wątpienie prowadzi do poznania prawdy lub tworzenia nowych rozwiązań. Nie można przyjmować podawanych nam informacji i nauk jako „szarej papki”, powinniśmy zagłębiać się w tajniki i drążyć w poszukiwaniu prawdy bo tylko prawda pozwoli poznać życie.

Moim zdaniem Piotr Abèlard jest znakomitym nauczycielem, który pomimo szykanowania ze strony Kościoła nie zatracił i nie wyrzekł się prawd, do których dochodził całe swoje, zapewne bolesne, życie.

Bibliografia:
Władysław Tatarkiewicz „Historia filozofii”;
Ryszard Palacz „Klasycy filozofii”;
„Powszechna Encyklopedia Filozofii”;
Teresa Michałowska „Średniowiecze”.

Podobne prace

Do góry