Ocena brak

Pierwsze drukowane książki polskie - Literatura polska od początku wieku XVI aż do roku 1543

Autor /Saleta Dodano /19.09.2012

Do druku dostała się mowa polska po raz pierwszy już w wieku XV: w wydanej roku 1475 we Wrocławiu łacińskiej księdze kościelnej wydrukowano po polsku Ojcze nasz, Zdrowaś i Wierzę. Modlitwę Pańską wydrukowano, jak następuje:

Otcze nasz genz gsi nanyebesach oswyentcze gmye twe budź twa tf uola yako na nebi tako na zemy. Chleb nass wssedny day nam dissa odpusscz nam nasse wynny yako my odpusstiame nassim wynowatczom. Ee newodyz nas na-pokuschenya ale zbaw nas od zleho. Amen.

W wieku XVI arcybiskup gnieźnieński Jan Łaski, wydając w roku 1506 w Krakowie zbiór praw polskich (po łacinie), wydrukował na ich czele pieśń Bogurodzica, z dodatkiem, że jest to «najświątobliwsza pieśń i jakoby wyrocznia królestwa polskie-go». W wydanej w Krakowie roku 1514 łacińskiej księdze kościelnej wydrukowano po polsku średniowieczną Powieść o papieżu Urbanie. Oto najstarsze druki polskie, ale jeszcze nie książki.

Niebawem przyszła kolej na całe książki. Wydawali je księgarze krakowscy, z pochodzenia Niemcy, ale spolszczeni, którzy doskonale rozumiejąc potrzeby ogółu, pragnącego czytać po polsku, zamawiali u bakałarzy Akademii Krakowskiej przekłady polskie różnorodnych pism łacińskich (powieści, modlitewników, żywotów świętych itd.) i drukowali je, szerząc tym sposobem wśród społeczeństwa czytelnictwo w języku ojczystym i torując drogę literaturze narodowej. Bardzo ciekawe są przedmowy księgarzy krakowskich do tych książek, świadczą bowiem, jak trudno było pokonać uprzedzenia Polaków względem mowy rodzinnej. Oto na przykład, co pisał księgarz Hieronim Wietor (jeszcze w roku 1542): «Będąc ja wmieszkanym, a nie urodzonym Polakiem, nie mogę sie temu wydziwić, gdyż wszelki inny naród język swój miłuje, szyrzy, krasi i poleruje, czemu sam polski naród swym gardzi i brząka, który mógłby iście, jako ja słyszę, obfitością i krasomową z każdym innym porównać; ile ja rozumieć mogę z ludzi, z którymi czasem o tym mawiam, nie jest inna przyczyna tego, jedno przyrodzenie polskie, które ku obcym a postronnym obyczajom, sprawam, ludziom i językom skłonniejsze jest niźli ku swym własnymi

Otóż wielką jest zasługą bakałarzy krakowskich, którzy książki polskie pisali, i księgarzy krakowskich, którzy je wydawali, że zwalczyli uprzedzenie przeciwko językowi polskiemu jako literackiemu i wpoili w społeczeństwo przekonanie, że się może rozwijać literatura nie tylko po łacinie, ale i po polsku. Jedni i drudzy, zarówno bakałarze, jak księgarze byli mieszczanami: nie szlachcie więc, tylko mieszczanom zawdzięczamy pierwsze książki polskie.

Pierwsza książka polska ukazała się w Krakowie - kiedy, dokładnie nie wiadomo, wiadomo jednak, że nie później niż w roku 1514 i nie wcześniej niż w roku 1511. Wydał ją drukarz osiadły w Krakowie, Florian Ungler, który też później, w roku 1534, mówił o sobie: «Mogę sie i ja w tym u was pochełpić, gdym to obaczył, nie tak pożytku swego szukając, jako tego wielmi lutując, pracem się tej naprzód i przed innymi podjął, żem księgi polskie nigdy niebywałymi buksztaby drukował; potem inni ze mnie przykład brali.» Człowiekiem zaś, który tę książkę napisał, zaskarbiając sobie przez to wiekopomną zasługę w historii literatury i w ogóle kultury polskiej, jest mieszczanin Biernat z Lublina, uczony teolog i lekarz, pierwszy nasz autor świecki piszący po polsku (bo Ostroróg pisał jeszcze po łacinie). Książka, z której się dochowało do naszych czasów zaledwie osiem kartek, miała tytuł: Raj duszny, był to bowiem zbiór pieśni i modlitw, które duszom pobożnym zapewniały niebo. Modlitwy wziął Biernat z Lublina w drobnej części z jakiegoś modlitewnika polskiego XV wieku, a w głównej części sam je przełożył z modlitw łacińskich. Oto jeden urywek z pierwszej naszej książki:

MODLITWA PRZECIW SOKOM I CHYTROŚCIAM NIEPRZYJACIELSKIM. Nye raczi nas karać! Alye ti, namyloscywssi, od nyena-wyscy gych y od uwlaczanya nyeposromocone wirwy a potargay sydla dyabelskye y wszitkych nyeprzyacyol nassich, wydomich y nyewydomich, ktorimy nas chcą polowyc, sdradzyc y posromocyc, abismi nye upadły przed oblycznoscyą nyeprzyacyol nassich, bi syę nad namy nye weselely a nam nye urągały. Panye, ktori rosipuyesz radi poganskye a odmyatass misly lyudskye y wsgardzass uradzenye xiąząt, yakos rosipal radę Achy-tofelya, złom' a rosrzuc przes Twoye mylosyerdzye wssitkę nyenawisc y wssitky chitroscy, zle radi, przewrotnoscy wssitkych nyeprzyacyol nassich, boć nye wyemi, kędi syę ucyec, yedno do cyebye, boże nass, yen ziwyess y krolyuyess na wyeky wyekow. Amen.

W lat kilka po Raju dusznym, coś około roku 1522, wydał Biernat z Lublina, także w Krakowie, inne swoje, ze wszystkich najważniejsze dzieło, dzięki któremu jest pierwszym bajkopisarzem polskim: Żywot Ezopa Fryga, mędrca obyczajnego z przypowieściami jego, z niektórymi też inych sławnych mędrców przykłady osobliwymi a barzo śmiesznymi i też krotochwilnymi. Jest to zbiór bajek wierszem, poprzedzony przetłumaczonym z łaciny, także wierszem, średniowiecznym życiorysem Ezopa. Bajki greckie, przypisywane Frygijczykowi Ezopowi (postaci legendowej), obiegły w przekładach łacińskich całą Europę średniowieczną; znano je u nas już w wiekach średnich, ale dopiero Biernat z Lublina opracował je wierszem polskim i uzupełnił innymi bajkami, rzymskimi i średniowiecznymi. Każda bajka kończy się nauką moralną.

KTO PILI, NIE ZMYLI

Zając się niegdy z żółwia śmiał, Jakoby nierychło biegał. Rzekł mu żółw: «Możesz skosztować, Chceszłi ze mną w zawód biegać.»

Rzekł mu zając: «Żółwiu-bracie! Nierad bych ja swojej stracie: Alboś podobno nie słychał, Iżebych ja dobrze biegał ?»

Żółw mu rzekł: «Cóż wiele mówić! Chcewa się na liszkę zwolić: 

Niechaj ta kresę zamierzy, Patrząc, jako który bieży.»

Liszka kresę zamierzyła, Bo w tych rzeczach biegła była; Dała czas, aby biegali, Swych rozumów pokuszali.

Zając kresy niepilen był, Żółwia sobie lekko ważył, A iż barzo w nogi dufał, Siadszy sobie, takoż zaspał.

A żółw zasię, nie mieszkając, Szedł sobie w drogę, skakając, I drzewiej6 nie odpoczynął, Aże więc na kresie stanął.

Zając potem się ocucił, Ku biegu się prędko rzucił, Natychmiast ono przebieżał, A na kresie żółwia zastał.

Więc liszka tak wywołała, A żółwiowi zakład dała, Rzekąc: «Zającu! tyś stracił, Żeś swej rzeczy niepilen był.»

Nie ci tylko rzecz konają, Którzy wielkie siły mają: Barzoć lepszy dzielca pilny, A gdy k temu nieomylny.

W KOŻDEJ RZECZY KOŃCA PATRZAJ

Liszka z kozłem pewnej chwili Przyszli k studni, aby pili,

A chciwie się tam wpuścili, Występu nie opatrzyli.

Potem zasię, gdy zeń chcieli, A żadnych stopniów nie mieli, Stroskał się kozieł ubogi, Spuścił uszy, strząsnął rogi.

Liszka k niemu przemówiła: «Jużem drogę wymyślna, Jako już stąd wynidziewa, Jeśli sobie pomożewa:

Wespni się na swoje nogi, Stań prosto, ściągnąwszy rogi, A jak się tak wyprowadzę, Potem o tobie poradzę.»

On uczynił, co radziła; Liszka po nim wyskoczyła, A nad studnią przebiegała I z kozła się naśmiewała.

Kozieł wołał: «Wszakś ślubiła, Aby mię stąd wyzwoliła: Pomożyż mi, gdyś w świebodzie, Bych nie ostał w tej to wodzie.»

Liszka rzekła: «Koźle miły! Rozumy cię omyliły, Których w brodzie mało masz, Chocia się w niej barzo kochasz;

Bowiem by ty był rozum miał, W studnią by był nie wstępował, Ażeby pierwej opatrzył, Kędy by zasię wyskoczył.»

Wszelki mądry, kto ma działo, Aby się mu mądrze zstało, Koniec przejźrzy, niż co poczniesz, A tak w szkodę nie upadniesz.

Bajki Biernata z Lublina są nie tylko pierwszymi bajkami polskimi, ale nadto pierwszym zbiorem przysłów polskich; przytacza je autor bądi w tytule, bądź też w samym toku bajek, na przykład: «Szkoda krasy, gdy rozumu nie masz»; «Kto rad szczebiece, wszytko wymiece»; «Zięciem być lwowi źle myszurowi»; «Kędy chcesz, tu się wierć, wżdy ciebie najdzie śmierć»; «Kto dobrze broi, śmierci się nie boi»; «Gdzie rozumu nie, czas pomoże»; «Lepsza trocha dobrego niż wiele złego»; «Kto miecz trzyma, pokój miewa».

2Po pierwszej książce polskiej zaczęły się, jak z rogu obfitości, sypać inne. Do najwcześniejszych i najpoczytniejszych należy obszerny życiorys Pana Jezusa, po raz pierwszy wydany w Krakowie w roku 1515 albo następnym (to pierwsze wydanie zaginęło); natomiast z roku 1522 znamy nie jedno, ale aż dwa wydania krakowskie, a potem wydawano je w Polsce jeszcze prawie czterdzieści razy-dla ludu wiejskiego (wydanie ostatnie wyszło w Poznaniu w roku 1884!). Autorem jest bakałarz krakowski Baltazar Opeć, który się około prozy polskiej nie mniej zasłużył jak Biernat z Lublina około poezji. Tytuł brzmi tak: Żywot Pana Jezu Krysta, Stworzyciela i Zbawiciela rodzaju ludzkiego, wedle ewanielistów świętych, z rozmyślanim nabożnym doktorów Pisma świętego krótko zebrany. Nie jest to dosłowne tłumaczenie oryginału łacińskiego (to jest dzieła świętego Bonawentury), tylko jego przeróbka, uzupełniona innymi źródłami; pomiędzy innymi zasilał się Opeć polskim Rozmyślaniem przemyskim, tak że dzieło jego posiada w niemałej mierze charakter apokryficzny. Oprócż obszernej, szczegółowej, a pełnej prostoty i serdeczności opowieści o życiu Zbawiciela są w tej książce pobożne rozmyślania, modlitwy i pieśni.

UCIECZKA Z EGIPTU. Anioł boży ukazał się we spaniu Józefowi rzekąc: «Wstań a weźmi Dziecię i Matkę Jego, a wydzi do Egiptu, a bądź tam, dokąd nie powim tobie: bo ma być, aby Herod szukał Dziecięcia ku zagubieniu Jego...» Józef, powstawszy, hnetki objawił to Pannie. O! ciężko się Jej serce zasmuciło z te nowiny, a przeto, chcąc zachować żywot namilejszego Synaczka swego, natychmiast chciała ić i poszła z Józefem. Któryż powstawszy wziął jest Dziecię i Matkę Jego a odszedł do Egiptu... Tu rozmyślają jaką żałością Dzieciątko budzi śpiące, a polutuj Matki i Syna, i Józefa świętego... Uciekał tedy Król niebieski przed sługą, Matuchna też, panna młodziutka, nosiła Go na swych rączkach, Józef też stary prowadził Ją przez puszcze, lasy, bory i też kamieniste góry; gdzie by odpoczywali, nie mieli, bo domów tam nie było, a tak często na noc w puszczy, w boru, w lesie, w polu odpoczywali. Pożałujcie onego rozkosznego i ślicznego Dzieciątka młodego, bo skoro dwa miesiące miało, a już za nas prześladowanie cirpiało!...

Lecz nie tylko Nowy, ale i Stary Testament był pobudką do układania apokryfów. Oto na przykład mieszczanin krakowski Krzysztof Pussman, opierając się na średniowiecznym apokryfie łacińskim o życiu Adama i Ewy (Vita Adae et Evae), napisał w roku 1543 książeczkę pt. Historyja barzo cudna o stworzeniu nieba i ziemie. Opowiada tu nasamprzód o stworzeniu świata, potem o stworzeniu Jadama i Jewy, o ich upadku, wygnaniu z raju, pokucie i dalszym życiu, wreszcie-o ich śmierci. Tu i owdzie autor dosłownie powtarza tekst biblijny, jednak nie tylko szczegóły, ale i całe rozdziały nic wspólnego nie mające ze Starym Testamentem, na wskróś apokryficzne. Jewa na przykład, żeby odpokutować grzech popełniony V raju, włazi za namową Jadama do rzeki Tigris i obiecuje, że przez dni trzydzieści będzie cierpliwie stała zanurzona po samo gardło; ale cóż, diabeł nie spał: «...przemieniwszy się w własność angielską, i szedł do rzeki Tigris do Jewy, gdzie pokutowała, i znalazł ją płaczącą; tedy on szatan, użałowawszy sie jej, rzekł: „O Jewo, Jewo! wynidź z tej wody, abowiem Pan Bóg usłyszał twój płacz i żałowanie twe za grzech i Jadama, męża twego, i przyjął pokutę waszę, i wszyscy aniołowie boży modlili sie za grzechy wasze"... To usłyszawszy, Jewa uwierzyła i wyszła z wody, a ciało jej było jako ziele z zimności wody, a gdy wyszła, dla wielkiej mdłości upadła na ziemię; i podniósł ją diabeł, i przywiódł do Jadama. A gdy ją ujrzał Jadam i diabła z nią, wielkim płaczem zawołał i rzekł: „O Jewo, Jewo! gdzie jest pokuta twoja ? jakoś sie po wtóre dała zwieść diabłu, przez którego jesteśmy wygnani z raju i z wesela dusznego?" A gdy to Jewa usłyszała, iże był diabeł, upadła na oblicze swoje na ziemię, a tam się rozmnożył więtszy smutek, płacz i boleść jej.» Dowiadujemy się dalej z Historii, że Jadam i Jewa mieli trzech synów: Kaina, Abla i Seta, a potem jeszcze trzydziestu synów i trzydzieści «dziewek». Z tych dzieci doczekał się Jadam licznego potomstwa, tak że kiedy umierał w dziewięćset trzydziestym roku życia, stanęło przed nim «piętnaście tysięcy mężów samych krom niewiast i dzieci». Jest także w Historii opowieść o różdżce, którą anioł dał Setowi, a którą ten zasadził na grobie Jadama; «po niemałym czasie urosła owa różdżka... wielkim drzewem». «A potem było ono drzewo naleziono od łowców abo myśliwców króla Salamona, a tam było wzięte do rzeki przed jego dwór. Potem przyszła niektóra królowa z granic od wschodu słońca słuchać i widzieć mądrość Salamonowę, który był barzo mądry, która prorokowała, iże przez to drzewo miały być popsowane wszytkie królestwa żydowskie... Co gdy usłyszał król Salamon, rozkazał, aby to drzewo było wrzucone i wpuszczone w sadzawkę, nawiązawszy kamienia u niego, aby utonęło, i kazał je pogrążyć. Gdzie potem, gdy już było ono drzewo w onę sadzawkę wrzucono, tedy anioł zstępował a ruszał onę wodę, gdzie owo drzewo było. I wiele chorych, którzy zstępowali w onę wodę... z rozmaitych niemocy byli uzdrowieni przez Pana Chrystusa, który potem na onym drzewie był zawieszon, i na końcu drzewa tego była głowa Jego położona.»

 Oprócz apokryfów drukowano w Krakowie żywoty świętych, mianowicie św. Aleksego (1529), św. Eustachiusza (1529) i św. Anny (około roku 1532); wszystkie trzy są przekładami z łaciny, dokonanymi przez bakałarza krakowskiego Jana z Koszyczek.

Lecz. od tych legend tłumaczonych nierównie ciekawsza jest legenda ułożona w Polsce na podstawie kroniki Długosza-o klasztorze łysogórskim, nieznanego autora. Wydrukowano ją około roku 1540 pt. Powieść rzeczy istej o założeniu klasztoru na Łysej Górze braciej zakonu Św. Benedykta i też o tym, jako drzewo św. Krzyża na tę górę jest przyniesiono. Niegdyś - opowiada legenda -stała na Łysej Górze świątynia pogańska; lecz pobożna Dąbrówka kazała ją zburzyć i wystawiła na górze kościół Św. Trójcy i klasztor, w którym osadziła sześciu mnichów zakonu Św. Benedykta. Zdarzyło się raz, że syn św. Stefana, króla węgierskiego, Emerykus, żonaty z córką Bolesława Chrobrego, wybrał się w pobożną pielgrzymkę do grobu św. Wojciecha, wziąwszy z sobą drzewo,Krzyża świętego, które papież Benedyktus podarował św. Stefanowi («pięć cząstek Krzyża świętego złamanych, a w srebro oprawionych»). Po drodze zatrzymał się w Polsce, gdzie go Bolesław gościnnie przyjmował. «Czasu jednego, gdy na łowię byli król z zięciem swym, zstało sie z bożego zrządzenia, iż Emerykus, odłączywszy sie od dwo-rzanów, ścigał w puszczą jelenia wielkiego; a gdy jeleń na wielką górę wbieżał, a za nim też Emerykus, ścigając go, tedy natychmiast jeleń z skały skoczywszy uciekł. Emerykus to widżąc, a sam zostawszy, zatroskał sie. Któremu anioł boży ukazał sie i rzekł do niego: „Nie bój sie, Emeryku, ale pódź za mną, ukażę^a tobie, co masz uczynić." I wywiódł go z puszczy aż ku klasztorowi Łysej Góry, a groźno jemu tak począł mówić: „Wiedz, iż na górze Golgota (która się wykłada Łysa Góra) Zbawiciel ucirpiał, a Krzyż Jego krwią tam jest skropion i poświęcon, ten, który ty na piersiach swych nosisz; przeto mocą bożą tobie rozkazuję, aby to drzewo Krzyża świętego dał do klasztora na Łysą Górę; nie uczyniszli tego, wiedz, iż pomstą wielką od Boga skaran będziesz; a nie wynidziesz z tej ziemie, aż moje rozkazanie wypełnisz."» Tym to sposobem dostało się na Łysą Górę drzewo Krzyża świętego, mad który skarb Polska nie może mieć nic milszego ani droższego». W roku 1254 unieśli z sobą drzewo cudowne Tatarzy; «carz tatarski» dowiedziawszy się, że to dla Polaków-świętość, «w rzucił je w rzekę, które nie utonęło, ale pływało ze srebrem po wodzie», potem «wrzucił je w ogień wielki, które tam leżąc pełną godzinę, potem całe wyskoczyło»; co więcej, «grom z nieba rozproszył» niewiernych Tatarów, «iż Krzyża bożego nie uczcili», «tak iż jedni byli oślepieni, drudzy opętani od czarta, drudzy zasię, od strachu oszalawszy, w rzece się topili». Uląkł się «carz tatarski» i odesłał relikwię do Polski. Po latach przybył do Polski Jagiełło, jeszcze zanim się ochrzcił, i zwiedzając klasztor łysogórski bardzo się dziwił na widok czci oddawanej świętemu drzewu; «chciał ono wziąć z ręku kapłanowi, mówiąc rzeczą swą: „Szto to jest?"; natychmiast jemu ręka uschnęła, a tak on, wielką boleść cirpiąc, począł wołać: „Wierzę ja, iż Pan Jezus Chrystus na tym drzewie ukrzyżowani" A jak skoro złotą bryłę ofiarował na oprawienie Krzyża świętego, natychmiast zdrowiu pierwszemu był przywrócon i okrzcił sie na wiarę.»

 

Do góry