Ocena brak

Philip STANSFIELD

Autor /Benigna Dodano /07.01.2013

Historia, którą teraz opiszemy, wydarzyła się w 1687 roku i stanowi doskonałą ilustracjęumysłowości tamtych czasów. W zachowanych aktach sądowych, obok szczegółów zbrodni iśledztwa, znajdujemy zanotowane z równą powagą wiadomości o wydarzeniachnadprzyrodzonych, jakie towarzyszyły sprawie. Przedstawiamy je tu wiernie, gdyż onewłaśnie decydują o tym, że zbrodnia dokonana przez Philipa Stansfielda dziś jeszcze możebudzić zainteresowanie.

Philip Stansfield był starszym synem Sir Jamesa Stansfielda, którego posiadłośćznajdowała się w New Milns (dziś miejscowość ta nosi nazwę Amisfield). Jako pierworodny,Philip miał odziedziczyć cały majątek po śmierci ojca. Tak by się zapewne stało, gdyby nie przykra skłonność młodego panicza do alkoholu i – jak to określono w aktach – rozwiązłegożycia. Ojcowie na ogół niechętnie patrzą na tego typu wybryki synów, zwłaszcza jeśli rzeczdzieje się wśród staroangielskiej arystokracji. Należy sądzić, że Sir James próbował różnychsposobów nawrócenia syna na drogę cnoty, a gdy wszystko zawiodło, zdecydował się na krokostateczny. Spełnił mianowicie wielokrotnie powtarzaną w gniewie groźbę, której młodyPhilip nigdy zapewne nie traktował zbyt serio – wydziedziczył swego pierworodnego,zapisując wszystko młodszemu synowi. Pamiętajmy przy tym, że spadek obejmował nie tylkomajątek, ale i tytuł szlachecki, który zgodnie z prawem dziedziczył tylko najstarszy syn.

Jak się można było spodziewać, ukarany w ten sposób Philip bynajmniej nie zmieniłswego postępowania, by odzyskać ojcowską przychylność. Uznawszy widać, że i tak nie masię już o co starać, hulał dalej ze zdwojoną energią, okrywając hańbą całą rodzinę. Sir Jamesstracił zaś ostatnią broń przeciwko synowi i prawdopodobnie zaczął się go obawiać.Philip dawał mu po temu wyraźne powody: kilkakrotnie słyszano, jak przeklinał ojca iwróżył mu straszny koniec (była to w owych czasach rzecz niesłychana i dowód najwyższegolekceważenia rodzica), a gdy patrzył na ojca, po plecach starego lorda przebiegał dreszcz.Dlatego też Sir James starał się unikać spotkań z synem sam na sam, a ilekroć miał spędzić znim noc pod jednym dachem – zwłaszcza gdy młodszy brat Philipa był nieobecny – starał sięzapewnić sobie towarzystwo, a przez to i ochronę.

W wigilię tragedii, 21 listopada 1687 roku, Sir James wrócił późno do domu. Przyczynastaje się jasna, gdy dowiemy się, że tej nocy w posiadłości – poza służącymi miał być tylkoPhilip Stansfield i jego nieszczęsny ojciec. Sir James przeciągał więc chwilę powrotu. Zdołałteż namówić pewnego pastora, nazwiskiem John Bell, by spędził noc w jego posiadłości.Nieszczęsny Sir James czuł się zapewne nieco bezpieczniej wiedząc, że w pobliżu śpipastor, który w razie niebezpieczeństwa pomoże mu lub pomoc sprowadzi. Niestety, jak sięmiało wkrótce okazać, duchowny zupełnie nie nadawał się do roli obrońcy.W środku nocy wielebnego pastora obudził hałas i kilka rozpaczliwych krzyków. Zamiastjednak biec na ratunek wołającemu, Bell pospiesznie zaryglował drzwi swego pokoju.

Tłumaczył później władzom, że był przekonany, iż po domu grasują złe duchy. Nie potrafiłjednakże wyjaśnić, w jaki sposób najlepiej nawet zaryglowane drzwi miałyby go uchronićprzed owymi duchami, które jak wiadomo, przenikają nawet przez ściany... Nie sposób dziśustalić, czy wielebny Bell był aż tak naiwny, czy też po prostu stchórzył. Wkrótce hałasyucichły i nic już nie mąciło snu pastorowi.Następnego ranka do drzwi pokoju Bella rozległo się pukanie. Ponieważ było już jasno,pastor odważył się otworzyć i ujrzał Philipa Stansfielda. Poszukiwał on – jak twierdził – ojcaw ważnej sprawie. Sypialnia Sir Jamesa była pusta, Philip więc sądził, że jest on w pokojuBella. Gdy Bell oświadczył, że nie widział pana domu od poprzedniego wieczoru, Philipwycofał się przepraszając za najście. Wspomniał jeszcze, że szukał ojca „nad wodą”.

Ciało Sir Jamesa znaleziono wkrótce w sadzawce na terenie parku, przez co ta ostatniauwaga Philipa nabiera szczególnego znaczenia. Usłyszawszy o strasznym odkryciu, wielebnyBell znów zamknął się w swoim pokoju drżąc na całym ciele. Zachowane dokumenty niewspominają, w jaki sposób zdołano go stamtąd wywabić. Wyrażał później wielokrotnieopinię, że zbrodni dokonały owe złe duchy, które tak hałasowały w nocy.Philip doprowadził do szybkiego pogrzebu ojca, nie pozwalając nikomu na zbadanieciała. Po okolicy krążyły jednak widocznie różne plotki (wiele osób wiedziało o niechęci, jakąpierworodny syn Sir Jamesa żywił do swego ojca), bowiem władze postanowiły dokonaćekshumacji zwłok.

Ówczesna wiedza medyczna nie stała jeszcze na zbyt wysokim poziomie,zdołano jednak bez trudu stwierdzić, że Sir James bynajmniej nie utonął, wpadającprzypadkiem do sadzawki podczas nocnego spaceru po parku. Wyraźne ślady na szyidowodziły niezbicie, że stary lord został uduszony.Chociaż podejrzenia kierowały się przede wszystkim ku Philipowi, traktowano go ciąglejako okrytego żałobą i złamanego nieszczęściem kochającego syna zmarłego. Dlatego też – abyła to moralna powinność pierworodnego – poproszono go o pomoc przy ponownymwkładaniu zwłok ojca do trumny. Czytając ten fragment akt, nie wierzymy własnym oczom:oto, w chwili, gdy Philip dotknął ciała ojca, ze zwłok nagle popłynęła żywa, czerwona krew...

Przerażony syn uciekł z pokoju. Władze nie miały już teraz wątpliwości co do winy Philipa.Jak stwierdzono później w wyroku, to, czego świadkami byli urzędnicy umieszczający ciałow trumnie, było „zwykłym sposobem, w jaki Bóg ujawnia mordercę”. Philip został zatemzatrzymany pod strażą.Trzeba pamiętać, że lordowska rodzina stanowiła w owych czasach najwyższą władzę dlaokolicznej ludności i nikt nie odważyłby się podejrzewać żadnego z jej członków. Dopieroaresztowanie Philipa ośmieliło nieco służbę i mieszkańców pobliskiej wioski.Okazało się, że Philip nie działał sam. Informatorami władz było dwoje małychpastuszków mieszkających w chatce niejakiego Thompsona, który służył u Sir Jamesa jakojeden z „dochodzących” ogrodników. Dzieci, chłopiec i dziewczynka w wieku około 10 lat,leżały już na swych posłaniach, gdy nagle do chaty przybył niezwykły gość, Philip Stansfield.

Było to na kilka godzin przed śmiercią Sir Jamesa. Jak należy sądzić, na widok tak możnegopana dzieci skuliły się jeszcze bardziej ze strachu pod derką i nikt jakoś nie zwrócił uwagi, żenie śpią. Dzięki temu były w stanie opowiedzieć treść rozmowy Philipa z Thompsonem iobecną tam również Janet Johnston, określoną później w aktach jako „kobieta lekkiegoprowadzenia”.Philip skarżył się na złe traktowanie i szykany ze strony ojca, po czym szybko przeszedłdo rzeczy. Zaproponował Thompsonowi i Janet Johnston sporą sumę za pomoc wzamordowaniu starszego pana. Propozycja została przyjęta bardzo chętnie, jeśli nie zentuzjazmem, ale też oferowana suma musiała im wydawać się majątkiem. Następnie Philipwraz ze wspólnikami opuścił chatkę. Dzieci tak były przerażone, że nie mogły zasnąć, dzięki czemu po pewnym czasie usłyszały jeszcze komentarz Thompsona, gdy ten powrócił z JanetJohnston: „dzieło dokonane”. Z ich dalszej rozmowy dzieci wywnioskowały, że Philip stał nastraży przed drzwiami pokoju Sir Jamesa, gdy oni mordowali starego lorda. Thompson i JanetJohnston również zostali zatrzymani, lecz sądzeni byli osobno. Oboje zostali skazani naśmierć.Philip miał pecha, bo rozprawie przewodniczył Sir George Mackenzie, który jużwcześniej zdobył przydomek „wieszającego sędziego”. Wygłosił on płomienne przemówieniepodsumowujące, skierowane do sędziów przysięgłych, uniesiony retoryką wzywał dopostawienia ich samych przed sądem, jeśli uznają oskarżonego za niewinnego.

Przysięgli i takprawdopodobnie nie mieli wątpliwości co do winy Philipa Stansfielda, a wyrok wydany przezsędziego Mackenzie łatwy był do przewidzenia: kara śmierci przez powieszenie. Sędzia uznałjednak za stosowne orzec pewne kary dodatkowe, które raz jeszcze przypomną nam, że rzeczdziała się w XVII wieku. Philipa skazano również na wycięcie języka za namawianiesłużących do przeklinania króla oraz za przeklinanie własnego ojca. Kara ta, rzecz jasna,miała zostać wykonana przed powieszeniem. (Tej samej „operacji” poddano również przedśmiercią Janet Johnston i Thompsona.) Sędzia orzekł również konfiskatę wszystkich ziem imajątków należących do oskarżonego (spadek po Sir Jamesie przypadł jego młodszemusynowi na mocy testamentu).

Na tym jednak nie kończy się jeszcze sprawa Philipa Stansfielda. Mamy bowiem dodyspozycji dokładny opis przebiegu egzekucji, który współczesnym posłużył jako jeszczejeden dowód winy skazańca. Otóż podczas egzekucji pętla na jego szyi rozwiązała się i Philipopadł na kolana na szafocie. W przeciwieństwie do późniejszego prawa amerykańskiego, wmyśl którego w takich przypadkach ułaskawiano skazanego, w Anglii wyrok byłnieodwołalny. Kat udusił zatem Philipa Stansfielda własnymi rękami, co kronikarze uznalinatychmiast za znak boży, że oto zbrodniarza spotkał ten sam los, co jego ofiarę. Zapewne poto, by jeszcze bardziej poszerzyć tę analogię, ktoś zabrał ciało Philipa i wrzucił je dopobliskiej sadzawki.

Podobne prace

Do góry