Ocena brak

Ochrona ssaków morskich

Autor /Danysz Dodano /31.01.2012

Ochrona ssaków morskich jest kwestią nie cierpiącą zwłoki; za­pewne dlatego tak często pisze się o niej w prasie. Aby skutecznie chronić te zwierzęta, należy uczynić o wiele więcej, niż robi się obecnie.
Pojęcie „ssak morski" odnosi się nie tylko do tych gatunków ssaków, które żyją w wodzie morskiej, ale także do tych, które są blisko związane z morzem. Polowania i połowy, zanie­czyszczenie środowiska oraz choroby znacznie zmniejszyły liczebność ssaków morskich na całym świecie, dlatego konieczne są działania mające na celu ocalenie wielu ich gatunków.

Wydry morskie i krowy morskie
Wydry morskie występują wśród podwodnych łąk glonowych północnego Pacyfiku. Żywią się skoru­piakami, których twarde powłoki rozbijają o poło­żony na brzuchu kamień, pływając na grzbiecie.
Do momentu pojawienia się Europejczyków w rejonach ich występowania wydry morskie były pospolitymi zwierzętami. Potem przez 200 lat in­tensywnie na nie polowano w celu pozyskania gru­bych, ciepłych futer, tak więc na początku nasze­go stulecia stały się one gatunkiem zagrożonym wyginięciem. W 1911 roku zabroniono handlu skó­rami wydr morskich, a dalsze akty prawne, które wprowadzono w Stanach Zjednoczonych w roku 1973, wzięły pod ochronę wszystkie ssaki morskie. W rezultacie nastąpił wzrost liczebności wydr mor­skich na całym zachodnim wybrzeżu Ameryki Północnej, od Alaski po Kalifornię. Obecnie wydry morskie padają ofiarą zanieczyszczenia morza.
Syreny - diugonie i manaty - są dużymi, podob­nymi do lwów morskich stworzeniami, które całe życie spędzają w wodzie. Mięso manata stosunko­wo długo nie ulega rozkładowi i z tego powodu w XVII wieku setki tysięcy tych ssaków zostało zabitych przez żeglarzy, a ich mięso wysłane do Europy na sprzedaż. Ten proceder zanikł, gdyż manaty stały się zwierzętami rzadkimi i trudnymi do złowienia, jednakże na mniejszą skalę nadal się na nie poluje. Obecnie diugonie i manaty są wszę­dzie gatunkami zagrożonymi wyginięciem. Na Florydzie większość manatów nosi na ciele blizny będące pamiątkami po kolizjach z łodziami i ich silnikami. Zderzenia z łodziami są przyczyną jed­nej czwartej wszystkich udokumentowanych zgo­nów manatów.
Wycieki ropy naftowej, do których doszło w ro­ku 1991 w czasie wojny w Zatoce Perskiej, zagrozi­ły istnieniu ostatnich dużych skupisk diugoni. Ropa naftowa, która rozlała się na tym obszarze, przez długi okres zatruwała diugonie i trawy morskie, będące jedynym źródłem pokarmu tych ssaków.

Niedźwiedź polarny
W latach sześćdziesiątych naszego stulecia, pod auspicjami Międzynarodowej Unii Ochrony Przy­rody (IUCN), władze pięciu krajów, w których gra­nicach znajdują się tereny arktyczne - USA, Kana­dy, ZSRR, Norwegii i Grenlandii - uzgodniły plan ochrony niedźwiedzia polarnego. Gatunkowi temu nie zagrażają już polowania, jednak jego populacja obniża się z powodu ocieplenia klimatu, które po­woduje pękanie pokrywy lodowej Arktyki. W wy­niku tego niedźwiedzie nie mogą migrować i czę­sto muszą żyć na wyspach, takich jak rezerwat przyrody na Wyspie Wrangla, gdzie czasami jest dla nich zbyt mało pożywienia.

Foki
W ostatnich latach populacje fok były atakowane przez wirusa, który jest podobny do wirusa nosów­ki u psów. Foka pospolita, zwana inaczej psem morskim, która występuje u zachodnich wybrze­ży Europy, została przez niego najbardziej dotknię­ta. Rosyjscy naukowcy badający fokę bajkalską (gatunek słodkowodny) twierdzą, że na podobną chorobę zapadają też przedstawiciele tego gatun­ku. Dania i Szwecja utraciły 60-70% procent popu­lacji swoich fok, a na Morzu Weddella znajdowa­no więcej ciał fok, niż wynosiły wcześniejsze szacunki liczebności populacji. Foki szare na Bałtyku i Morzu Północnym nie ucierpiały tak bar­dzo jak ich krewniaczki. Wirus ma wpływ na układ odpornościowy zwierząt i przez to są one bardziej narażone na takie infekcje, jak chociażby zapale­nie płuc.
W okresie największego nasilenia epidemii ośrodki, w których ratowano foki, zbierały chore ssaki z plaż, aby zbadać przyczynę choroby i wy­pracować środki zaradcze. Niestety większość fok padła, a te, które przeżyły, często były ślepe i spa­raliżowane. Na wolność wypuszczono możliwie dużą liczbę osobników i od tego czasu populacja wydaje się być odporna na działanie wirusa.
Intensywne polowania spowodowały spadek liczebności nerpy, której bałtycka populacja ucier­piała dodatkowo w wyniku zatrucia wywołanego przez zawierające chlor dwufenyle, znajdujące się w odpadach chemicznych. Związki te wbudowują się w tkanki i powodują nieprawidłowe funkcjo­nowanie układu rozrodczego. Zagrożone wyginię­ciem są także bardzo płochliwe mniszki. Jeżeli samicom przeszkodzi się w karmieniu młodych, mogą one porzucić swe potomstwo i tym samym skazać je na śmierć głodową. Na większości plaż pojawiają się turyści, tak więc ciężarne samice są zmuszone do odbywania porodów w miejscach, które nie gwarantują im bezpieczeństwa.
Pomimo ochrony populacja mniszki hawajskiej nadal jest mała, a populacja mniszki śródziemnomorskiej ma znikome szanse na powiększenie liczebności, gdyż większość miejsc rozrodu i od­poczynku tego gatunku została zajęta przez czło­wieka. Najrzadszy gatunek foki - foka saimaa z Finlandii jest zagrożona przez budowę domków letniskowych i nieprzemyślane działania człowie­ka na terenach jej rozrodu.
Rosyjscy handlarze futrami odkryli w połowie osiemnastego wieku na północnym Pacyfiku ist­nienie kotików zwyczajnych. Do 1834 roku popu­lacja z Wysp Pribyłowa dwukrotnie znalazła się na krawędzi wymarcia, tak więc Rosjanie wprowa­dzili uregulowania prawne zapewniające ochronę samic tego gatunku. Niestety, kiedy USA nabyły Alaskę, polowania, tym razem prowadzone przez amerykańskich myśliwych, ponownie sprawiły, że gatunkowi temu zaczęło grozić wyginięcie . Także na obszarze wód międzynarodowych zabijano dużo osobników, tak więc w 1911 r. Stany Zjednoczo­ne, Wielka Brytania (w imieniu Kanady), Japonia i carska Rosja doszły do porozumienia, które zabra­niało zabijania kotików na morzu w zamian za spra­wiedliwy rozdział futer osobników zabitych na lądzie, gdzie liczba przedstawicieli tych ssaków może być policzona i poddana stałej kontroli. Było to pierwsze na świecie międzynarodowe porozu­mienie dotyczące ochrony przyrody. W USA za­przestano zabijania fok w 1985 roku, w Rosji po­zyskuje się rocznie około 9000 osobników.

Walenie
Walenie są ssakami, które bardzo odczuwają skut­ki nadmiernej eksploatacji zasobów mórz przez człowieka. W przeszłości polowano na nie bez jakichkolwiek ograniczeń i doprowadzono do obec­nego stanu, kiedy to są na skraju wyginięcia. Duże walenie w czasach nam współczesnych są chro­nione przez moratorium z 1986 roku, ustanowione przez Międzynarodową Komisję Wielorybniczą (IWC). W rezultacie liczebność populacji niektó­rych dużych waleni wykazuje pewne tendencje wzrostowe. Jednak gatunki takie jak płetwal błę­kitny i humbak są tak rzadkie, że mogą wyginąć z przyczyn naturalnych lub z powodu zanieczysz­czenia mórz.
IWC jest organizacją zrzeszającą kraje zajmu­jące się wielorybnictwem, które zamierzają utrzy­mać liczebność stad wielorybów na ustabilizowa­nym poziomie, aby móc je eksploatować na skalę przemysłową. Zamiarem tego konsorcjum nie była więc bezinteresowna ochrona wielorybów, jed­nakże w ostatnich latach ICW słucha opinii publicz­nej i przyjmuje do wiadomości dane naukowe, które wskazują na zastraszająco niską liczebność wielu gatunków wielorybów.
Działacze ochrony przyrody podkreślają, że podziwianie wielkich waleni staje się obecnie celem coraz liczniejszych wypraw turystycznych, które co roku przynoszą 185 milionów funtów w skali światowej. Argumentuje się tym sposobem, że kraje polujące na wieloryby nie powinny przy­czyniać się do strat w gospodarce krajów takich jak Australia, Nowa Zelandia, Wyspy Kanaryjskie, Hawaje i Irlandia, dokąd turyści z całego świata przybywają podziwiać wieloryby.
Chociaż większość krajów zgadza się, że wiel­kie walenie powinny być chronione, to jednak ga­tunki o mniejszych rozmiarach, na przykład del­finy, praktycznie nie korzystają z ochrony, gdyż nie mają „wartości rynkowej" i nie podlegają umo­wom IWC. Na całym świecie morświny i delfiny są chwytane przez rybaków i zabijane dla mięsa. Na Wyspach Owczych, podczas tradycyjnego święta o nazwie grindabod, dokonuje się „dla sportu" rze­zi setek grindwali.

Wielorybie sanktuaria
Członkowie IWC postanowili założyć pewną licz­bę „wielorybich sanktuariów", aby móc chronić zagrożone gatunki waleni. Obszarem chronionym jest więc cały obszar Oceanu Indyjskiego, a Fran­cuzi zaproponowali, żeby wielorybim sanktuarium był także rejon całej Antarktyki. Propozycję tę zawetowali przedstawiciele niektórych krajów z Wysp Zawietrznych, które właśnie co otrzymały duże „wsparcie gospodarcze" od Japonii.
Morza dookoła Irlandii są już rezerwatem mor­skim i obecnie toczy się dyskusja na temat objęcia ochroną Morza Śródziemnego, północnego Atlan­tyku i Bałtyku. Ponieważ IWC nie jest w stanie równocześnie chronić waleni i zaspokoić ekono­micznych potrzeb swoich państw członkowskich, ustanowienie wielorybich sanktuariów jest nie­zwykle istotne dla ochrony waleni.

Sieci włókowe
Ponad 100000 małych waleni ginie corocznie w sieciach zastawianych przez kutry rybackie. Większość tych wypadków ma charakter przypad­kowy, jednak rybacy ze wschodnich rejonów Pacy­fiku celowo zastawiają sieciami stada delfinów, gdyż wiedzą, że pod nimi pływają ławice tuńczy­ków, którymi ssaki te się żywią. Po wpadnięciu w sieci delfiny oplątują się i duszą. Połowy tuń­czyków są bardzo dochodowe i prowadzone na dużą skalę. Do odnajdywania delfinów wykorzy­stuje się helikoptery i szybkie motorówki, które przepędzając stada tych ssaków, doprowadzają je do stanu wycieńczenia. Czasami, aby skupić ssaki, zanim zostanie zarzucona na nie sieć, rybacy posłu­gują się dynamitem.
Wydany w USA w 1972 roku Akt Ochrony Ssa­ków Morskich zabrania zabijania delfinów. Jednak­że przyjmuje się, że w pewnych wypadkach nie sposób uniknąć zabicia ssaków morskich i dlate­go określany jest możliwy do zaakceptowania po­ziom. Niestety, wiele statków amerykańskich jest zarejestrowanych pod banderami innych państw, w ten sposób omijając zakazy chroniące walenie. Największą flotę kutrów z sieciami włókowymi posiada Meksyk.

Sieci dryfujące
Strefa brzegowa krajów Morza Śródziemnego ma szerokość 19 km (w przypadku większości świa­towych wybrzeży jest to 320 km), dlatego możli­wości ochrony ssaków tego basenu są bardzo ogra­niczone. Operują tam liczne floty rybackie z Japonii i Korei, zastawiające sieci na głowonogi, w które wpadają także ssaki morskie. W 1992 roku trzy statki koreańskie zabijały dziennie na Morzu Śród­ziemnym około 200 delfinów.
Odłowy za pomocą dryfujących sieci polegają na tym, że spuszczonym na wodę sieciom pozwa­la się pływać po powierzchni i dryfować tysiące mil. W te „ściany śmierci" wpada wszystko, co znajdzie się na ich drodze. Nie są one wybiórcze i dlatego co roku ponosi w nich śmierć ogromna liczba delfinów. Skala zniszczeń dokonywanych , przez sieci pływające jest tak duża, że niektóre kraje - na przykład Nowa Zelandia - wprowadziły prawo zabraniające kutrom (głównie japońskim) wpły­wania na swoje wody terytorialne. Nawet sama Japonia nie zezwala na rozkładanie sieci dryfujących na dużą skalę w swojej strefie ekonomicznej. Ostatnie porozumienia pomiędzy Japonią a Stanami Zjednoczonymi ograniczają długość sieci dryfu­jących do 2,5 km.
Obecnie niektórzy producenci konserw rybnych zamieszczają na puszkach notkę informującą, w jaki sposób złowione zostały sprzedawane przez nich tuńczyki, a określenie „dolphin friendly" (przyjazny delfinom) coraz częściej pojawia się na takich etykietach.

Porozumienia międzynarodowe
Ssaki morskie są często zwierzętami odbywający­mi daleki wędrówki, w czasie których przekracza­ją granice terytorialne wielu państw. Na przykład wiele gatunków waleni rozmnaża się na wodach tropikalnych, a zdobywa pokarm w zimnych prą­dach Arktyki i Antarktyki. Niedźwiedzie polarne wędrują po zamarzniętym Morzu Arktycznym, po­ruszając się po obszarze pomiędzy Rosją a Kanadą i Alaską, gdzie obowiązują różne prawa dotyczą­ce ochrony zwierząt.
Gdyby działania obrońców przyrody każdego państwa nie były skoordynowane, ich skuteczność byłaby znikoma. Po to, aby zabezpieczyć ssaki morskie przed wyginięciem, należy wiedzieć, ile ich jest, którędy i dokąd wędrują i jakie są tego przyczyny. Ponadto byłoby dobrze odpowiedzieć sobie na pytanie: w istocie do kogo należą dane zwierzęta? Białuchy z północnego Atlantyku spę­dzają swój czas pomiędzy przybrzeżnymi wodami Kanady i zachodnim wybrzeżem Grenlandii, co może mylić kontrolujących ich liczebność naukow­ców, których ustalenia będą dwukrotnie zawyżone. Niestety porozumienia międzynarodowe mają tę wadę, że ich osiągnięcie trwa bardzo długo, wyma­gają bowiem zgromadzenia odpowiedniego mate­riału, ustalenia miejsca oraz czasu negocjacji i wielu innych procedur.
Pomimo tych trudności trwają prace zmierzają­ce do osiągnięcia porozumień dotyczących ochro­ny wielu unikalnych środowisk na całym świecie.

Przybliżona liczebność gatunków:

Płetwal błękitny (Balaenoptera musculus): 7000
Finwal (B. physalus): 100000
Humbak (Megaptera novaeangliae): 7000
Kotik z Juan Fernandez (Arctocephalus philippii): około 200
Kotik z Gwadelupy (Arctocephalus townsendi): 500-1000
Mniszka śródziemnomorska (Monachus monachue): 500
Mniszka Hawajska (M. schauinslandi): 1500
Foka saimaa (Phoca hispida saimaa): 120

MORZA ANTARKTYKI
W wodach antarktycznych podstawowym pokarmem większości ssaków morskich jest drobny skorupiak zwany krylem. Żywi się nim siedem gatunków wielorybów, inne małe walenie, a także pingwiny i foki. Nad­mierne połowy kryla w wodach Antarktyki mogą doprowadzić do katastrofy ekolo­gicznej. W 1982 r. weszła w życie Konwen­cja Ochrony Morskich Żywych Zasobów Antarktyki, która ocenia wpływ rybołów­stwa na stan liczebności zagrożonych wyginięciem zwierząt. Zgodnie z konwen­cją działalność rybacka powinna podlegać ciągłej kontroli. Teoretycznie żadna ryba nie powinna zostać wyłowiona przed uprzednim zbadaniem jej znaczenia dla życia innych gatunków zwierząt.

Podobne prace

Do góry