Ocena brak

Ochrona przyrody

Autor /Milenka Dodano /31.01.2012

Na całym świecie miliony ludzi wytrwale walczą o zachowanie zagro­żonych gatunków roślin i zwierząt oraz ich środowiska naturalnego.
W alka o ochronę przyrody jest niezwykle trudna, przede wszystkim dlatego, że przeciwnikiem w niej są często potężne, bogate korporacje. Przedsiębiorstwa zajmujące się pozyskiwaniem drewna bogacą się dzięki temu, że ludzie w nich zatrudnieni wycinają olbrzymie poła­cie lasów tropikalnych. Następnie farmerzy wypa­sają na uzyskanych w ten sposób terenach bydło i świnie, z których robi się później przetwory mię­sne przeznaczone głównie na eksport do krajów bogatych. Właściciele kopalni w poszukiwaniu cen­nych minerałów dewastują całe regiony po to, by zapewnić surowiec dla wielkich fabryk i wypro­dukować więcej dóbr konsumpcyjnych.
Cały ten proceder, katastrofalny w skutkach dla środowiska naturalnego, służy jedynie zaspokoje­niu potrzeb stosunkowo niewielkiej w skali świa­ta grupy ludzi zamożnych.
W rzeczywistości jednak sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Wszak farmerzy nie mog­liby gromadzić swych fortun, gdyby ludzie nie jedli produkowanego przez nich mięsa, a wielkie zakła­dy drzewne upadłyby, gdyby ludzie nie kupowali mebli z cennego drewna tropikalnego. Okazuje się więc, że głównym winowajcą dewastacji przyro­dy jest społeczeństwo konsumpcyjne. Wszyscy chcielibyśmy oglądać piękne krajobrazy, przyro­dę w jej naturalnym stanie, a jednocześnie zapominamy, że zniszczenia, jakie się dokonują są kon­sekwencją naszego konsumpcyjnego trybu życia. Musimy sobie uświadomić, że każdy obywatel kraju rozwiniętego gospodarczo musi przyjąć na siebie część odpowiedzialności za zniszczone lasy i zatrute wody.

Niektórzy obrońcy przyrody są przekonani, że sy­tuacja jest na tyle poważna, że niezbędne są natych­miastowe, radykalne działania. Uważają, że nie­zbędne są fundamentalne zmiany nastawienia społeczeństw do konsumpcji. Według nich naj­bardziej szkodliwe jest przekonanie, że życie musi być coraz łatwiejsze i przyjemniejsze.
Aby chronić przyrodę, trzeba ponieść jakieś wy­rzeczenia. Ale kto zrezygnowałby na przykład z samochodu, aby chronić atmosferę ziemską?

Bojownicy ruchów ekologicznych starają się uświa­domić członkom bogatych społeczeństw, jakie kon­sekwencje ich styl życia przynosi krajom biednym i środowisku naturalnemu. Pytają, czy jest sens jedną ręką wydawać pieniądze na wdrażanie do produkcji zbędnych często towarów, a jednocze­śnie druga, ręką płacić za niezwykle kosztowne zabiegi przywrócenia pierwotnego stanu w środo­wisku naturalnym zniszczonym właśnie po to, by wyprodukować jeszcze więcej jedzenia i jeszcze więcej dóbr konsumpcyjnych?
Jednak te głoszone przez radykałów rewolucyj­ne idee nie trafiają do przekonania większości ludzi. Większość jest bowiem przekonana, że aby przy­czynić się do ochrony przyrody, wystarczy od czasu do czasu wziąć udział w jakiejś mniej lub bardziej spektakularnej akcji, w rodzaju „Sprzątania Ziemi" bądź wpłacić jakąś kwotę na rzecz jednego z fun­duszy ochrony środowiska. Na szczęście stopnio­wo uczymy się. w jaki sposób, nie zmieniając dra­stycznie naszych przyzwyczajeń, coraz lepiej chronić środowisko naturalne.

Działania mające na celu ochronę środowiska prze­biegają na wielu poziomach i przybierają najróż­niejsze formy. Na przykład już w szkole dzieci biorą udział w akcjach zbierania makulatury czy sprzątania lasu. Do działań na poziomie globalnym można zaliczyć międzynarodowe konferencje (na przykład takie jak ta zorganizowana w Rio de Janeiro w roku 1992), w których biorą udział głowy najbogatszych państw, najwięksi przemysłowcy i specjaliści w dziedzinie ochrony przyrody. Na takich spotkaniach dyskutuje się o przyszłości całej planety, uzgadnia strategie pozwalające na zacho­wanie jej w jak najlepszym stanie dla przyszłych pokoleń. Niestety, rządy krajów uprzemysłowio­nych niechętnie wcielają w życie postanowienia i wytyczne opracowane na takich konferencjach. Nie pomogły nawet nawoływania uczestników nad­zwyczajnego posiedzenia ONZ w styczniu roku 1997, na którym ponowiono apel o przestrzeganie zapisów porozumienia z Rio de Janeiro.

Powstanie Zielonych.
Liczy się każde działanie, czy na małą, czy na wiel­ką skalę, jeśli tylko dzięki niemu udaje się urato­wać od zagłady choćby niewielką część środowiska naturalnego. Od lat 70. coraz większą popularność i znaczenie zyskiwał ruch obrońców przyrody, tzw. „Zielonych". Wcześniej oczywiście istnieli ludzie zajmujący się ochroną środowiska, jednak były to jednostki, których apele tonęły w zalewie infor­macji i nie docierały do świadomości społecznej. Wprawdzie już społeczeństwa pierwotne korzy­stały z zasobów przyrody, jednak skala zniszczeń była tak niewielka, że natura własnymi siłami była w stanie przywrócić naturalną równowagę. Inaczej jest, kiedy do pracy zabierają się wielkie przedsiębiorstwa, dysponujące różnorodnymi środkami technicznymi. Ogrom zniszczeń przez nie powo­dowanych nie pozwala na samoregenerację eko­systemu. Przykładem takiej właśnie ingerencji i zaburzenia równowagi ekosystemu było wybu­dowanie w latach sześćdziesiątych Wielkiej Tamy Asuańskiej na Nilu. Zapora ta ma na celu groma­dzenie wody potrzebnej do irygacji, a elektrownia wodna dostarcza jedna, czwartą energii dla Egiptu. Dzięki tamie udało się nawodnić i zagospodaro­wać ogromną połać pustyni.

Operacja Noe.
Budowa tamy sprawiła, że zatrzymana woda utwo­rzyła wielki sztuczny zbiornik o długości 480 km - Jezioro Nassera. Podnosząca się woda zalała wiel­kie połacie sawanny. Zagrożone były żyjące tam dzikie zwierzęta, dlatego strażnicy leśni i zoolo­gowie wyłapali tysiące osobników za pomocą sieci i nabojów usypiających. Akcję tę nazwano „Operacją Noe", Schwytane zwierzęta, od gazeli po dzikie koty, zostały następnie przetransporto­wane do miejsc, w których nie było już niebezpie­czeństwa powodzi. Była to jedna z pierwszych zakrojonych na szeroką skalę i nagłośnionych akcji ekologów. Dzięki niej wielu ludzi uświadomiło sobie, jak bardzo zagrożona jest przyroda w kon­frontacji z nieubłaganym postępem cywilizacji.

Chcąc coś zrobić dla naszej planety, należy zacząć od własnego domu. Istotne jest też, by już od naj­młodszych lat rozbudzać świadomość ekologicz­ną. Dzieci wyrastające w środowisku, w którym zwierzęta i cała przyroda postrzegana jest jako coś cennego i wartego zachowania, również w swoim życiu dorosłym będą zwracać baczniejszą uwagę na ekologiczne konsekwencje swojego postępo­wania. Niektórzy przedstawiciele pokolenia, które dojrzewało w latach 40. i 50., zafascynowani roz­wojem technologicznym i dobrobytem z niego wynikającym, mają trudności ze zrozumieniem, dlaczego tak duży nacisk zaczęto kłaść na ochro­nę przyrody. Największy kłopot w tym, że to wła­śnie pokolenie sprawuje dzisiaj władzę, i od jego decyzji zależy, w jakim stanie pozostawimy świat naszym potomkom.

Aby przyczynić się do ratowania środowiska natu­ralnego, wystarczy przyłączyć się do jednego ze stowarzyszeń ekologicznych. Grupy te działają czę­sto w na skalę lokalną. Czasem ich działania pole­gają na uporządkowaniu starego, zarośniętego stawu, innym razem na oczyszczaniu okolicy ze śmieci. Członkowie grupy budują też i rozwiesza­ją budki dla ptaków, zmieniają nieużytki na łąki albo zakładają nowe rezerwaty przyrody i opieku­ją się nimi.

Najczęściej grupy takie mają kilku etatowych pra­cowników, którzy zajmują się organizacją wszyst­kich działań. Często też w zespole znaleźć można eksperta, który udziela ochotnikom rad, w jaki spo­sób mają działać, by ich wysiłek był jak najbar­dziej efektywny. Czasami kilka takich grup nad­zorowanych jest przez regionalnego koordynatora, czuwającego nad harmonogramem większych przedsięwzięć, wyznaczającego długofalowe cele istotne dla całego podległego mu regionu. Na przy­kład mijałoby się z celem zakładanie stawu, jeśli w okolicy jest ich już wystarczająca ilość. To wła­śnie regionalny koordynator czuwa nad tym, żeby w takim wypadku zaproponować inny sposób spo­żytkowania energii ekologów.
„Siłą roboczą" takich grup są zwykle ochotnicy. Najczęściej są to osoby aktywne, czerpiące satys­fakcję z faktu, że mogą zrobić coś pożytecznego. Ten rodzaj ludzi lubi pracę fizyczną, sprawia im satysfakcję, kiedy po kilku miesiącach czy nawet latach widzą efekty swojego wysiłku.

Inną formą działalności grup ekologów są różne formy protestu przeciwko zagrożeniom naturalne­go środowiska. Czasami dotyczą one drobnych spraw, takich jak obrona skrawka zieleni przed bu­dującymi autostradę buldożerami. Ekolodzy roz­wieszają transparenty, plakaty, zbierają podpisy pod petycjami, piszą listy do polityków i innych wpływowych ludzi.
Niektórzy bardziej radykalnie nastawieni obroń­cy przyrody nie zadowalają się takimi łagodnymi formami protestu. Uważają, że aby być skutecz­nym, trzeba sięgnąć po środki bardziej drastyczne. Do takich należą: strajki okupacyjne, barykady albo wręcz blokowanie własnym ciałem wjazdu buldo­żerom i ciężarówkom. Tego typu akcje zwykle balansują na krawędzi prawa, dlatego też często w szeregach ekologów znajduje się prawnik, który podpowiada protestującym, jak daleko mogą się posunąć, by nie złamać przepisów. On też prowadzi negocjacje z policją i ewentualnie broni przed sądem uczestników manifestacji oskarżonych o zakłócanie porządku publicznego.

Mniej znanym i niewątpliwie mniej spektaku­larnym aspektem działań obrońców przyrody jest prowadzona w zaciszu biur „papierkowa robota" - każdą akcję trzeba uprzednio zaplanować: zapro­jektować i wydrukować plakaty oraz ulotki, roz­dzielić zadania. Co jakiś czas liderzy spotykają się, by wyznaczyć nowe cele i wypracować nowe meto­dy działania.
Bardzo przydaje się w tej pracy przychylność mediów, które od pewnego czasu bardzo chętnie publikują wszelkie doniesienia o zagrożeniach, jakie stwarza cywilizacja.
Aby wzbudzić zainteresowanie opinii społecz­nej problemami ochrony przyrody, organizacje eko­logiczne sięgają po pomoc zawodowych publicy­stów i twórców reklamy. Czasami udaje się odnieść duży sukces propagandowy, tak jak było to w przy­padku słynnego plakatu przedstawiającego kobietę w futrze zostawiającą na chodniku krwawy ślad. Napis pod spodem brzmiał; „Czterdzieści bez­bronnych zwierząt musi umrzeć, aby jedno więk­sze miało się w co ubrać".

Koszty małych akcji ekologów o lokalnym zasię­gu są zwykle niewielkie i do ich przeprowadzenia wystarczają często datki zbierane wśród okolicz­nych mieszkańców. Jednak długotrwałe operacje, podobnie jak te o większej skali wymagają już poważniejszych nakładów. Ekolodzy wystawiają skrzynki na datki w miejscach publicznych, orga­nizują loterie, zawody, imprezy plenerowe jak rów­nież wprowadzają obowiązkowe składki dla członków organizacji. Zdobytych w ten sposób pieniędzy wciąż jednak jest za mało, dlatego niezwykle istot­ne jest pozyskiwanie bogatych sponsorów ze świa­ta biznesu. Biznesmeni, najczęściej występujący w imieniu zakładów przemysłowych, czasem wspierają ruch Zielonych, dzięki temu bowiem mogą poprawić swój wizerunek w mediach. Zazwyczaj ich pomoc polega na finansowaniu określonych przedsięwzięć, na przykład budo­wy punktu skupu surowców wtórnych czy rato­waniu konkretnego lasu albo jeziora.

Inną, mniej spektakularną, ale równie ważną dzie­dziną działalności organizacji ekologicznych jest pozyskiwanie wpływowych sojuszników. Metody działania obrońców przyrody niewiele się tu róż­nią od tych stosowanych w wielkim biznesie - dys­kretne poparcie wysoko postawionego urzędnika może być bardzo przydatne, czy nam się to podo­ba, czy nie. Odrobina pragmatyzmu i dyskretna dyplomacja przynoszą czasem więcej korzyści niż nagłośnione przez media akcje protestacyjne.

Rzetelna informacja.
Nie należy jednak zapominać, że sprawą decydu­jącą o skuteczności działań ekologów jest dobra, rzetelna informacja. Ludzie, którzy dotychczas nie uświadamiali sobie, w jak wielkim niebezpie­czeństwie znalazła się przyroda, zadają zwykle kilka podstawowych pytań.
• Czy to naprawdę jest tak poważny problem?
• Jeśli on rzeczywiście jest tak poważny, to czy działania na lokalną skalę mogą w istotny sposób przyczynić się do jego rozwiązania?
• Jakie mamy gwarancje, że zaangażowawszy własny czas i pieniądze nie zmarnujemy ich, nic w zamian nie osiągając?
Te pytania są bardzo istotne i jeśli chce się uzy­skać wsparcie niezrzeszonych i przekonywać nie­zdecydowanych, należy na nie odpowiadać jak najszczerzej i najpełniej. Szczegółowe informacje i ich powszechna dostępność są dla ekologów wa­runkiem koniecznym do osiągnięcia sukcesu.
Czasami w prasie można spotkać listę najrzad­szych lub najbardziej zagrożonych ssaków, pta­ków, owadów i roślin na świecie. Ktoś musiał te informacje zebrać, sprawdzić i udostępnić. Zrobili to właśnie ekolodzy, dbając o to, by przedstawio­ne informacje były prawdziwe, każda bowiem pomyłka zostałaby wychwycona przez licznych niestety przeciwników ruchów ochrony przyrody.

Najpierw zawsze trzeba zdecydować, jakie infor­macje są potrzebne. Następnie opracowuje się spo­sób ich zbierania i porządkowania. Wszystkie te prace wymagają pieniędzy, których zwykle brakuje, dlatego trzeba starannie zaplanować wydatki.
Kolejnym krokiem w tym procesie jest samo zbieranie informacji. Zajmują się tym różni ludzie, od miłośników kwiatów liczących rzadkie okazy roślin w okolicy po zawodowych przyrodników przemierzających z narażeniem życia dzikie ostę­py tropikalnej dżungli.
Do tej pory udało się zgromadzić tak wielką ilość danych, że nie zmieściłyby się one nawet na dysku największego komputera. Dlatego też trze­ba korzystać z pomocy specjalistów w dziedzinie zarządzania danymi, którzy podpowiadają, które informacje należy przechowywać, gdzie je umiesz­czać oraz na jak długo.

Systematycznie zbierane informacje pozwalają na wyciąganie zaskakujących wniosków. Na przykład w ciągu kilku ostatnich lat w Wielkiej Brytanii eko­lodzy otrzymywali doniesienia o przesunięciu ter­minu wiosennego kwitnienia niektórych kwiatów oraz o wcześniejszym rozpoczęciu okresu godo­wego przez ptaki i owady.
Powstało pytanie, czy jest to jedynie lokalna anomalia, czy też część większego, powszechnego zjawiska? Być może jest to rezultat podnoszenia się temperatury atmosfery w wyniku globalnego ocieplenia? Większość naukowców raczej unika odpowiedzi na tak postawione pytania, twierdząc, że aby poznać prawdę, trzeba zgromadzić więcej danych i obserwować zjawisko przez dłuższy czas.
Wydawane przez ekologów publikacje często sta­wiają takie pytania, które następnie są szeroko dys­kutowane w książkach, prasie i w internecie.

Wszystkie formy działań ekologów na świecie, od planowania poprzez zbieranie funduszy, akcje pro­testacyjne, działalność organizacyjną i propagan­dową, aż po zbieranie danych w terenie, zaczyna­ją się od małych lokalnych grup, które z czasem łączą się w sieci i organizacje o krajowym i mię­dzynarodowym zasięgu.
Przykładem takiej właśnie organizacji o glo­balnym zasięgu jest IUCN - Międzynarodowa Unia Obrońców Przyrody. Centrala tej organizacji mie­ści się w Zurichu w Szwajcarii.
IUCN koordynuje akcję zbierania informacji na całym świecie, a następnie analizuje je i publiku­je w periodyku Red Data Book. Czerwona Księga zawiera spisy roślin, zwierząt i innych organizmów, których istnienie jest zagrożone.

Informacje przepływają od szczebla lokalnego poprzez regionalny, krajowy aż do międzynarodo­wego. Na każdym etapie są one analizowane i sy­stematyzowane. Ostateczne dane dostarczane są do analizy najlepszym światowym ekspertom, następnie opracowane przez nich raporty udostęp­niane są przedstawicielom rządów wszystkich kra­jów na takich spotkaniach jak na przykład konfe­rencje w Rio de Janeiro w 1992 i 1997 roku.

Obszary pod ochroną.
Większość krajów na świecie posiada obecnie sieć parków narodowych, rezerwatów i innych obję­tych ochroną prawną pomników przyrody. Na tych terenach nie wolno budować fabryk, osiedli miesz­kalnych, ani w jakikolwiek sposób ingerować w życie ich mieszkańców. Pierwszym parkiem naro­dowym na świecie w obecnym tego słowa zna­czeniu był założony w 1872 roku park Yellowstone w Stanach Zjednoczonych.
Tereny parków narodowych i rezerwatów zwy­kle udostępniane są turystom, jednak wraz z rosną­cą popularnością turystyki władze wielu rezerwa­tów rozważają możliwość ograniczenia liczby przyjmowanych gości, zwłaszcza w szczycie sezo­nu turystycznego.

Ekoturystyka.
Coraz więcej krajów zaczyna doceniać korzyści, które może dawać upowszechnię tzw. ekoturysty­ki. Dzięki niej w słabo rozwiniętych gospodarczo regionach powstają nowe miejsca pracy, a kasy lokalnych samorządów zapełniają się dzięki więk­szej ilości wpływających do nich podatków. Wielu bogatych turystów przyjeżdża na przykład do Ruandy, by podziwiać goryle, również Kenia oferuje turystom coraz więcej atrakcji na łonie natury. Tu­ryści latają balonem nad afrykańską sawanną i nur­kują w wodach Wielkiej Rafy Koralowej u wybrze­ży Australii.
Jednak nawet taka forma turystyki może być niebezpieczna dla środowiska naturalnego. Obec­ność tłumów ludzi, choćby nawet starających się uczynić jak najmniej szkód, nie pozostaje bez wpły­wu na życie zamieszkujących te rejony zwierząt i roślin. Zwierzęta nie mogą normalnie żyć, jeśli przez cały czas otoczone są przez grupy podeks­cytowanych ich widokiem wycieczkowiczów. Wielka Rafa Koralowa również niszczeje wskutek ciągłego ruchu łodzi turystycznych, których kotwi­ce ranią koralowce, a płetwonurkowie zakłócają spokój tamtejszej fauny.
Największym lęgowiskiem żółwi śródziemno­morskich jest plaża Laganas na greckiej wyspie Zakynthos. Jednocześnie jednak plaża ta stalą się bardzo popularna wśród poszukujących słońca tu­rystów. Obrońcy przyrody toczą tam nieustające batalie o przyszłość żółwi z żądnymi zysków przedsiębiorcami, jednak wygląda na to, że ci ostat­ni zwyciężą, a żółwie będą musiały poszukać sobie innej plaży.

Ogrody zoologiczne.
Ostatnio wiele uwagi poświęca się też roli ogro­dów zoologicznych i tzw. parków safari (czyli miejsc, w których zza szyby samochodu można po­dziwiać dzikie zwierzęta w ich naturalnym środo­wisku). W ogrodach zoologicznych prowadzi się badania nad rzadkimi gatunkami zwierząt, możliwościami ich rozmnażania w niewoli i adaptacji urodzonych w niewoli zwierząt do życia na wol­ności. Jednocześnie zoo spełnia funkcje edukacyj­ne i stanowi doskonałe miejsce rekreacji. Wielu zarządców ogrodów zoologicznych w odpowiedzi na zarzuty przeciwników trzymania zwierząt w nie­woli podkreśla fakt, iż to dzięki ich wysiłkom udało się odtworzyć populację kilku gatunków zwierząt, na przykład oryksa.
Kiedy już mowa o ochronie przyrody, to na pier­wsze strony gazet trafiają najczęściej duże, egzo­tyczne zwierzęta. Bohaterami artykułów o giną­cych gatunkach są najczęściej słonie, tygrysy, nosorożce, pandy czy kondory. Te zwierzęta są powszechnie lubiane, pozostawiając w cieniu inne zagrożone gatunki.
Żyjące na wyspach Pacyfiku ślimaki rzadko wzbudzają sympatię, jednak stanowią one dosko­nały materiał do badań nad ewolucją. Niestety ich liczba maleje w zastraszającym tempie, głównie za sprawą drapieżników, w tym również przy­wiezionych na wyspy przez ludzi. Ślimak nie jest w stanie przykuć uwagi przeciętnego czytelnika czy telewidza, więc media niechętnie publikują jakiekolwiek wzmianki o nim. Losy ślimaków inte­resują więc jedynie biologów, natomiast opinia publiczna pozostaje głucha na wezwania ekologów o ratunek dla ginącego gatunku.
Wielki rekin, żarłacz ludojad - bohater filmów grozy budzi w wielu ludziach jedynie strach i od­razę. Być może to właśnie dzięki takiej opinii ga­tunek ten jest bezlitośnie tępiony przez rybaków i obecnie grozi mu całkowite wyginięcie.. Na jego przykładzie widać, jaki wpływ na szanse prze­trwania danego gatunku może mieć opinia, jaką ma on u ludzi.
Łatwo jest zwrócić uwagę opinii publicznej na tragiczny los pandy wielkiej czy zwinnej kozicy, jednak trzeba pamiętać, że przyroda stanowi po­wiązany ze sobą system i aby ją chronić, musimy pamiętać o każdym, nawet najmniejszym jej elemencie. Według specjalistów z dziedziny eko­logii jedynie ochrona całych ekosystemów może przynieść w przyszłości pożądane rezultaty.

Niektóre akcje Zielonych zakończyły się sukce­sem. Do największych osiągnięć zaliczyć można ograniczenie połowu wielorybów, akcję przeciw­ko stosowaniu dryfujących sieci, w których dusi­ły się delfiny czy szereg kampanii, w wyniku któ­rych zmniejszono emisję zanieczyszczeń w wielu zakładach przemysłowych.
Czasami bywa jednak tak, że rezultaty prze­chodzą najśmielsze oczekiwania i stwarzają nie­spodziewane problemy. Przykładem takiej właśnie nadspodziewanie udanej akcji była rozpoczęta w 1986 r. kampania na rzecz ratowania ginącego gatunku małży na Pacyfiku. Pomysłodawcą i koor­dynatorem działań był Uniwersytet Jamesa Cooka. W akcję zaangażowało się 8 krajów. Udało się roz­mnożyć w basenach hodowlanych i przetranspor­tować na Wielką Rafę Koralową i pobliskie wyspy tysiące małży. Wkrótce jednak okazało się, że w pobliżu Wyspy Orfeusza małże rozmnożyły się aż za bardzo i zakłóciły naturalną równowagę eko­systemu. Trzeba było znowu interweniować. Wez­wano na pomoc marynarkę wojenną Australii, która na swoich statkach przetransportowała tysiące małży w rejony, gdzie wciąż były rzadkością.
Reasumując, sukces działań obrońców przyro­dy zależy przede wszystkim od tego, czy ekolo­gom uda się przekonać do swoich poglądów opi­nię publiczną. Niektóre akcje kończą się sukcesem, wiele jednak nie przynosi spodziewanych efektów. W skali globalnej jednak nawoływania ekologów wciąż zdają się być zagłuszane przez ludzi utrzy­mujących, że ludzkość ma wiele innych, znacznie poważniejszych problemów ekonomiczno-społecznych do rozwiązania i że to właśnie im przede wszystkim poświęcić trzeba maksimum uwagi. I rzeczywiście, trudno się dziwić, że wiele bied­nych krajów, w których ludzie często żyją w skraj­nej nędzy dewastuje swoje środowisko naturalne, byle tylko móc spłacić gigantyczne długi zaciągnię­te w krajach wysoko uprzemysłowionych. Władze owych krajów najpierw muszą zapewnić przy­zwoity poziom życia swoim obywatelom, a dopie­ro potem zaczną być może troszczyć się o zamiesz­kujące je zwierzęta.

Podobne prace

Do góry