Ocena brak

O leniwych poddanych - Satyra na leniwych chłopów

Autor /Odillo Dodano /04.06.2013

Wprowadzenie krótkiego tekstu z połowy wieku XV, nazwanego Satyrą na leniwych chłopów, do programu lektur obowiązkowych podyktowane zostało dwoma względami. Po pierwsze jest to jeden z bardzo wczesnych utworów świeckich, powstałych poza oddziaływaniem Kościoła, a więc bez „urzędowego polecenia” ideologii rządzącej feudalnym ustrojem, przy czym jest to tekst napisany w języku ojczystym. Po drugie zaś utwór ten, napisany bez żadnej wątpliwości w interesie szlachcica bezsilnego wobec chłopskiej chytrości, odtwarza sprzeczność interesów obydwu klas, różny stosunek do pracy tego, kto pracuje, i tego, dla kogo się pracuje. Utwór ten wprowadza nas zatem ną swój sposób w dialektykę okre-su, odtwarza niejako pocfeątek, źródło historycznego antagonizmu pomiędzy szlachcicem i chłopem.

W wyżej przedstawionym ujęciu utwór daje się łatwo zrozumieć i wyjaśnić. Szlachcic się skarży na chłopów, że zamiast przykładnie pracować i przysparzać mu plonów, wynaleźć umieją dziesiątki powodów dla przestojów, opóźnień, braków czy wręcz lenistwa.

Chytrze bydlą [tzn. żyją] z pany kmiecie,

Wiele się w jich siercu [tzn. sercu] plecie.

Tak się zaczyna ten utwór, sugerujący od pierwszej linijki, że chłopska natura jest bogata; serce, czyli świadomość ma chłop pojemną i przepaścistą, a całe to bogactwo natury wykorzystywane jest przede wszystkim dla jednego celu: chytrego ułożenia sobie stosunków z panem. Potem następuje obszerny zbiór przykładów, na czym mianowicie ta pomysłowość chłopska polega i jakie nie-przeczuwane subtelności w postępowaniu chłopa kształci owo dążenie do pracy jak najmniej wydajnej, do pracy bez trudu, lekceważącej sobie tak interes pana, jak i sam produkt. Przytoczmy jeszcze jeden fragment, w którym słychać jakiś znajomy ton:

Stoi na roli — w lemiesz klekce:

Rzekomoć mu pług orać nie chce;

Namysłem potraci kliny

Bieży do chrosta [tzn. do chrustu] po jiny;

Szedw do chrosta — za krzem [tzn. za krzakiem] leży,

Nierychło zasię wy bieży.

I to kapitalne zakończenie świadczące, jak umiał się ów chłop maskować, udając potulnego i pracowitego, chociaż w istocie rzeczy obijał się:

Mnimać każdy człowiek prawie,

By był prostak na postawie,

Boć się zda jako prawy wołek,

Alić jest chytry pachołek.

Czyli każdy będzie o nim myślał, że jest prostoduszny, czy nawet niezbyt rozgarnięty, a to — okazuje się — doświadczony w chy-trości pracownik.

Gdzie tu dyskusja, może ktoś zapytać, skoro wszystko jasne i oczywiste? Zwróćmy jednak uwagę, że pewien istotny moment całej sprawy został tu całkowicie przemilczany: co mianowicie będzie ów prawy wołek miał za rzetelną pracę? Dlaczego właściwie ma być pracowity? O żadnym zarobku nie ma mowy, jest tylko uwaga, że chodzi tu o dzień roboty na pańskim („gdy dzień panu robić mają”), a zatem najprawdopodobniej o dzień pracy pańszczyźnianej, z mocy panującego prawa nie wynagradzanej doraźnie, której ekwiwalentem była jednak zależność feudalna. Tzn. pan miał jakieś zobowiązania wobec chłopa, zabezpieczał mu przecież obronę przed wrogiem, jakiś ogólny porządek prawny, miał w opiece całość interesów gospodarczych okolicy (handel, komunikacja), łożył zapewne jakieś koszty w wypadku klęsk żywiołowych. Pan nie był i nie mógł być wyzyskiwaczem bezmyślnym choćby dlatego, że panu, jak każdemu właścicielowi, zależało na wysokich plonach, a wysokie plony uzależnione były od kultury rolnej w ogóle, od zdrowia^ poddanych, od ich sytości i ogólnego zadowolenia. Każdy, kto ma tylko konia, wie, że koń musi zjeść i odpocząć, stajnię musi mieć ciepłą, a wodę czystą. A ćóź dopiero poddany, choćby nawet w sensie prawnym traktowany był jako istota drugiej kategorii.

W Satyrze na leniwych chłopów o tym wszystkim mo\#y nie ma. Autor wiersza uznaje za oczywiste, że chłop ma wyjść do roboty, pracować dobrze dlatego, że taki jest porządek świata. Żąda przyzwoitej pracy, nie wyjaśniając bliżej, dlaczego czuje się w prawie jej żądać, a napomyka przecież o takim prawie pośrednio, tzn. czuje za sobą jakąś poważną sankcję, jakąś słuszność, jakąś nie budzącą wątpliwości (jego wątpliwości) rację prawną, a zatem i moralną. Chłop tej racji nie czuje zupełnie. Tzn. straty pana — wynikającej z własnego niedbalstwa — nie łączy w żadnej mierze ze swoją stratą. I w tym miejscu właśnie błahy na pozór wierszyk nabiera nieoczekiwanego dramatycznego sensu.

Czy my, dzisiaj, świadomi cywilizacyjnej wartości pracy, mamy tę chytrość chłopską bez zastrzeżeń aprobować? Uznać pracę pańszczyźnianą za pracę sprzeczną z interesem społecznym w ogóle, czyli uznać moralne prawo chłopów do lenistwa (jak uznajemy takie prawo np. w warunkach obozu koncentracyjnego)? Czy też powinniśmy rozumieć krótkowzroczność chłopskiej kalkulacji, widzieć zwykłe nieróbstwo osłonięte racjami klasowego (a więc politycznego) interesu? Racje klasowe pana były boz wątpienia egoistyczne. A racje chłopa, który obijał się, psuł narzędzia („namysłem potraci kliny”), niszczył rolę — czyż nie są racjami egoistycznymi? Czyż egoistycznej krótkowzroczności tych racji nie doświadczamy później przez długie wieki, a w innym sensie nawet i dzisiaj ?

W tym na pozór tylko błahym wierszyku o lenistwie, które przystraja się w jakieś inne racje („bo umyślnie na to godzi, iż się panu źle urodzi”), zawarty został potężny ładunek informacji o psychologii zbiorowej kształtowanej przez niewolnicze warunki życia. Nie pracowało się dla pana, nie pracowało się dla właściciela, nie pracowało się dla zaborcy, nie pracowało się dla okupanta. Nie pracowało się dla nikogo. I zawsze znaleźć umiano odpowiednio mocne racje polityczne lub moralne. Żeby nie pracować.

Czytając ten wiersz, powinniśmy zastanowić się nie tylko nad ograniczonością pana, który myśli, że praca nie wynagradzana może być pracą dobrze wykonaną. Głupota pana na tym bowiem polega, że traktuje pracę jako czysty obowiązek prawny. Do głowy mu nie przychodzi, że praca jest wartością ekonomiczną i nikt jej za darmo nikomu nie ofiaruje nawet wtedy, kiedy zażąda tego prawo. Należy zastanowić się także nad tym, że chłop, doskonalący sposoby uchylania się od pracy, nie może być w żadnej mierze wzorem postępowania. Jadowita jest nauka tego wiersza, nieświadomie jadowita — i to powinno zostać zrozumiane. Racje są tu obustronnie sprzeczne: swoją żałosną słuszność ma chłop leniwiący się, swoją skomplikowaną słuszność ma pan domagający się rzetelnej pracy. I głupi jest pan, który myśli, że niewolnik będzie rzetelnie pracował, i głupi jest chłop, który myśli, że strata pana wyjdzie mu na korzyść.

Zabawna jest chytrość chłopska przedstawiona w tym wierszu. Panu jednak wcale nieśmieszno, za jego narzekaniem czuje się rosnącą bezradność. Zastanówmy się nad motywami, które nas tu bawią. Nie zapominajmy, że pole tak obrobione rodziło złe plony przez całe wieki. Nie do śmiechu nam będzie, kiedy to zrozumiemy. 

Podobne prace

Do góry