Ocena brak

Mikołaj Rej - Krótka rozprawa miedzy trzemi osobami: panem, wójtem a plebanem, którzy i swe, i innych ludzi przygody wyczytają, a takież i zbytki, i pożytki dzisiejszego świata

Autor /Saleta Dodano /20.09.2012

Krótka rozprawa miedzy trzemi osobami: panem, wójtem a plebanem, którzy i swe, i innych ludzi przygody wyczytają, a takież i zbytki, i pożytki dzisiejszego świata (1543) to najlepsza satyra polska XVI wieku. Trzy rozmawiające z sobą osoby: pan, wójt i pleban, są przedstawicielami trzech warstw społecznych: szlachty, chłopów i duchowieństwa. Pan i wójt sarkają na próżniactwo, a zwłaszcza na chciwość księży obdzierających parafian; pleban broni się, jak może,, po czym płacąc pięknym za nadobne suchej nitki nie pozostawia na szlachcie, bez ogródki wytykając sędziom i urzędnikom zdzierstwo i łapownictwo, posłom i senatorom -prywatę, wszystkim - chciwość bogactw. Wójt skarży się na marny los chłopa, którego wszystko, co żyje w Polsce, zdziera i uciska tak bardzo, że nie żal mu umierać! Skarży się i pan, że jemu także ciężko na świecie, bo rujnują go sądy prze-dajne i służba wojskowa. Wreszcie pan na spółkę z wójtem wymyśla na zbytki szlachty, która tyle pieniędzy trwoni na wymyślne potrawy, trunki i stroje, która hula i poluje zamiast gospodarstwa pilnować itd. Jednym słowem. Krótka rozprawa to satyra na księży i szlachtę.

Pan

Miły wójcie, cóż sie dzieje!

Aboć sie ten ksiądz z nas śmieje?

Mało śpiewa, wszytko dzwoni, Msza nie bywa, jako łoni;

Na naszym dobrym nieszporze

Już więc tam swą każdy porze:

Jeden wrzeszczy, drugi śpiewa;

A też jednak rzadko bywa.

Jutrzniej - tej nigdy nie słychać:

Podobno musi zasypiać; «

Odśpiewa ją czasem sowa,

Bo więc księdzu cięży głowa.

A wżdy przedsię jednak łają,

Chocia mało nauczają.

Ano wie Bóg, za tą sprawą

Obrócim-li sie na prawą:

Bychmy jedno na lewicy

I z księdzem nie byli wszytcy!

Wójt

Miły panie, my, prostacy,

A cóż wiemy, nieboracy?

To mamy za wszytko zdrowie,

Co on nam w kazanie powie:

Iż gdy wydam dziesięcinę,

Bych był nagorszy, nie zginę;

A dam-li dobrą kolędę,

Że z nogami w niebie będę.

Abo gdy w obiad przybieży,

A kukła na stole leży

To ją wnet z stołu ogoli,

A mnie kęs posypie soli...

Potem mnie pokropi wodą -

To już z Bogiem idę zgodą...

Pan

Bo sie już więc tam łomi chrust,

Kiedy sie zejdą na odpust:

Ksiądz w kościele woła, wrzeszczy,

Na cmyntarzu beczka trzeszczy,

Jeden potrząsa kobiałką,

Drugi bębnem a piszczałką,

Trzeci, wyciągając szyje,

Woła, do kantora pije;

Kury wrzeszczą, świnie kwiczą,

Na ołtarzu jajca liczą.

Wieręśmy odpust zyskali,

Iżechmy sie napiskali.

Pleban

Tkniż jedno świeckich urzędów:

Jestli tam nie więcej błędów?...

A ze sta was jeden siędzie

Takim kształtem na urzędzie,

Aby jedno prawdę mnożył,

A swe pożytki odłożył...

Ale gdyby nie pamiętne,

I sędzić też nic niechętne;

Ale więc nie szkoda prącej,

Kiedy już kto pewien płacej.

Bo uźrzysz ony proroki,

Kiedy już odsądzą roki -

Sporo im więc młyny m ielą,

Kiedy sie pamiętnem dzielą.

A to barzo łowne pole:

Sporzej młócić niż w stodole!

Choć sieć leda jako stanie,

Jednak w żdy co padnie na nię:

Sarna, zając, soból, liszka

I kima, jej towarzyszka -

Chocia żądny pies nie goni,

Przedsię jej być jednak w toni.

Wierę, snadź z sejmu naszego

Nie słychamy nic dobrego:

Już to kiełka niedziel bają,

A w niwczym sie nie zgadzają.

Podobno, jako i łoni, Każdy na swe skrzydło goni:

Pewnie pospolitej rzeczy

Żądny tam nie ma na pieczy;

Boć i owi z pustą głową,

Co je rzkomo posły zową,

Więcej też sobie folgują,

A to, co jem trzeba, kują.

Wójt

Ksiądz pana wini, pan księdza,

A nam, prostym, zewsząd nędza!...

Urzędnik, wójt, sołtys, pleban -

Z tych każdy chce być nad nim pan;

Temu daj gęś, temu kokosz,

Zać więc z nimi mała rozkosz!

A przedsię na tłokę robić -

Czasem proszą, czasem chcą bić.

Sprawnie ją nazwali tłoką:

Bo tam czasem i grzbiet stłuką!

Bo znowu nastanie nędza, Kiedy czas przydzie na księdza, Gdy chodząc snopki przewraca, A co tłustszej kopy maca... Wnet masz urzędnika z niego, Choć tobie nie trzeba tego! Natknięć wieszką kopę w rogu: «Nie mnie to dasz, synku - Bogu!» Acz nie wiem, wie-li Bóg o tem, Aż to zrozumiemy potem; To wiem, iż żyta nie jada, Bo w stodole nierad siada. Więc ci jeszcze będzie grozić, Że mu dusznie musisz zwozić; Mało jeszcze, iż nań robią: Muszą wieźć, a w łeb sie skrobią: «Małom sie panu nawoził? Bo ten jeszcze barziej groził!»... A tak ten swój ubogi stan Tak rad noszę, jako i pan, I w tym doczesnym żywocie Snadź o mniejszym wiem kłopocie. Siedzę jako człowiek prawy, Nie bodą mnie cudze sprawy.

Acz mie trochę nędza gniecie, To też odcierpię na świecie, A gdy sie każą prowadzić, A co mi więc ma zawadzić? Mało mi żal z tej pociechy: Wylecę jako wróbl z strzechy!...

Podobne prace

Do góry