Ocena brak

Maciej Kazimierz Sarbiewski (1595-1640)

Autor /Saleta Dodano /05.10.2012

Oprócz Szymonowicza poezja pierwszej połowy XVII wieku posiada jednego jeszcze wielkiej miary artystę, o którym w Europie zachodniej było bez porównania  głośniej niż o Szymonowiczu. Artystą tym jest «Horacy sarmacki», jak go nazywano za granicą, jezuita Maciej Kazimierz Sarbiewski z Mazowsza (1595-1640), autor obszernej poetyki (czyli teorii poezji), najznakomitszy ze wszystkich poetów polsko-łacińskich i jeden z najznakomitszych w całej Europie liryków barokowych.   Nie od razu jednak stał się Sarbiewski artystą. W młodości, będąc jeszcze na­uczycielem szkół jezuickich w Krożach i Wilnie, pisywał niesmaczne panegiryki na cześć dobrodziejów swego zakonu, jak na przykład panegiryk łaciński na cześć Jana Karola Chodkiewicza (1619), fundatora szkoły jezuickiej w Krożach. Opowiada poeta, że do Apollona przybiegła Gracja, pytając z wyrzutem, dlaczego nie pomyś­lał jeszcze o unieśmiertelnieniu sławy Chodkiewicza; zawstydzony Apollon pośpie­szył do gryfa, «wodza ptaków pierzastych i zwierząt dzikich» (Chodkiewicz miał gryfa w herbie), z prośbą, aby rozkazał podwładnym sobie ptakom znosić skarby na pomnik dla wielkiego wojownika i dobrodzieja jezuitów; minął tydzień; Apollon, bawiąc w Krożach (!), patrzy i oczom swym nie wierzy: pod wodzą gryfa lecą ptaki, niosąc złoto, srebro, spiż, drogie kamienie, marmur; niebawem przybiega Kaliopa i przy pomocy Czci, Sławy i Odwagi buduje pomnik; słońce bieg wstrzymało, aby na wieczór robota mogła być skończona; jakoż pod wieczór stanęły nie jeden, ale całe trzy pomniki. Takie to dziwaczne utwory pisywał za młodu Sarbiewski!

Lecz na szczęście zaszedł zwrot w jego twórczości: w roku 1623 jezuici wysła­li go na dalszą naukę do Rzymu i tutaj to pod wpływem gorliwych studiów nad poezją starożytną, zarówno grecką, jak rzymską, talent jego nie tylko się rozwinął, ale i wyszlachetniał do niepoznania. Świadczą o tym wymownie trzy księgi ód ła­cińskich, wydane w roku 1625 (w Kolonii); za tym pierwszym wydaniem poszło nie­bawem drugie i trzecie, a już w roku 1631 ukazało się (w Lejdzie) czwarte, znacznie uzupełnione: Lyricorum libri IV, epodon liber unus alterque epigrammatum (Pieśni lirycznych ksiąg czworo, jeszcze jedna księga pieśni i jedna epigramatów). Pieśni te, czyli ody, pisane głównie na wzór Horacego, dały Sarbiewskiemu rozgłos w całej Europie zachodniej i one to właśnie zjednały mu imię Horacjusza polskiego. Tłu­maczono je na różne języki: niemiecki, angielski, flamandzki, włoski, francuski, czes­ki; na język polski przełożył je pięknie, ale niezbyt dokładnie, Syrokomla, o wiele dokładniej - ksiądz Tadeusz Karyłowski.
Treść ód jest różnorodna. Jedne, jak przystało na wiek XVII, są panegiryczne: wielbi na przykład Sarbiewski papieża Urbana VIII, wielkiego znawcę i miłośnika poetów starożytnych, wynosząc pod niebiosa jego rzeczywiste i urojone cnoty, zasługi i poezje oraz wróżąc mu szczęście wiekuiste w niebie.
Dział osobny stanowią ody religijne, wielbiące Najświętszą Pannę, Dzieciąt­ko Jezus i Chrystusa ukrzyżowanego oraz świętych: Marię Magdalenę, Elżbietę (królową portugalską) i Stanisława Kostkę; tu należą także ody, których pomysły zawdzięcza Sarbiewski Salomonowej Pieśni nad Pieśniami. Jedną z najpiękniej­szych pieśni religijnych jest oda Do Dziewicy Matki.

Gdy bez Dzieciny oglądam Cię, Panno,
Dziwię się Twojej urodzie;
Zda mi się, widzę jutrzenkę zaranną 
W różowych falach na wschodzie.

Gdy zasię widzę Matkę i Pacholę,
To księżyc w północnych cieniach,
Co złotolity blask na swoim czole
Bierze w słonecznych promieniach.

Gdy zaś Twe Dziecię, o Matko i Pani,
Tulisz rękami do łona,
Jasnaś jak słońce, co niebom hetmani
W pośrodku gwiazd milijona.

Na szczególną uwagę zasługują ody będące pobudkami wojennymi, za które godzi się nazwać Sarbiewskiego Tyrteuszem chrześcijańskim: jak Tyrteusz bo­wiem zagrzewał Spartan do walki z Meseńczykami, tak Sarbiewski, bolejąc nad nie­wolą narodów chrześcijańskich jęczących pod jarzmem tureckim, nawoływał chrześ­cijan, żeby raz przecie wypędzili Turka z Europy. Tak na przykład w odzie O gnuś­ności wieku wda: «Czyśmy już cześć przodków Tyryjcom przedali? - czyśmy ją posłali w dalekie wygnanie ? - Gdzie silni rycerze ? gdzie męże wspaniali ? - gdzie cnota? gdzie dzielność? Nie pomnim już na nie!... - Umiemy tańczyć na prawo i lewo, - gdy zagrzmią skrzypce. Potrzaskajcie lutnie, - zerwijcie struny: niechaj głupie drzewo - niewieścich dźwięków nie miota rozrzutnie! - Słyszycie? Leci dźwięk surmy ponury - z Dunaju brzegów. Już stromych Alp czoła - zagrzmiały echem, potężne im góry - wtórują włoskie: do broni Mars woła!» Lecz niepilno by­ło książętom i rycerzom chrześcijańskim do walki z Księżycem; toteż wybuchał Sarbiewski pełnym zgryźliwej ironii oburzeniem na zanik ducha rycerskiego i na twarde serca wobec niedoli narodów uciskanych przez Turka, na przykład w odzie Do książąt europejskich: «Na próżno, zimą siadłszy przy kominie, - cieszyć się będziem uczonymi gwary, - że Turczyn padnie, że marnie zaginie, - że zniży k zie­mi swe harde sztandary. - Pójdziemyż walczyć?-ale z jakim mieczem? - Broń nasza - cacko, jeno oczy pieści! - zaiste, karku wrogom nie rozsieczem, - gdy miecz złocony, złoto w rękojeści!... Ozdobny oręż znak to jest złowrogi: - on nic nie zdziała, nic nie zabezpiecza;-nawet gdy chmurą następują wrogi, - rycerz się cofnie, bo... mu szkoda miecza!... Na co nam serca? i na co nam miecze? - Więc je przedajmy: ustroim się pięknie - i weźmiem złoto! Gmin: „Cześć wam!" - wy-rzecze,-bo gmin ma uszy, gdzie złoto zabrzęknie!... Szczerze, serdecznie gmin się nam pokłoni, - padnie na klęczki, kiedy złoto widzi; - lecz zniknie złoto ze spod' lonej dłoni, - a gmin nas popchnie, zelży i zawstydzi!*
Zniewieściałej Europie przeciwstawia Sarbiewski rycerską Polskę, która pier­sią własną broni chrześcijaństwa przed dziczą turecką; bohaterska wojna chociM ska z roku 1621 natchnęła go do napisania ody patriotycznej O znamienitym zwycięstwie Polaków nad Osmanem, cesarzem tureckim: Galezus, rolnik mołdawski, wyorawszy raz na polu chocimskim szyszaki i pancerze, przypomina sobie, że kie­dyś własnymi oczami patrzał tutaj na bitwę straszliwą, i śpiewa o niej pieśń, wiel­biąc nieustraszoną odwagę rycerstwa polskiego. W innej zaś odzie patriotycznej, Do rycerstwa polskiego, gdy Władysław, król polski, pobiwszy Osmana, cesarza ture­ckiego, ściągnął zwycięskie wojsko na leże zimowe, tak woła poeta: «Wierzycie? Chwała! O, wierzcie, potomki,-że złamań Turczyn, szpetnie z naszej ziemi-zbiegł i w rozsypce rzucając bój gromki, - okupił pokój zgony nieszczęsnemi. -Jakiż strach skrzydła poprzypinał wtedy - pohańcom sprośnym, gdy z hufcami spo­łem - Władysław ślepe od trwogi czeredy - gnał, piorunowy miecz wznosząc nad czołem? -Jakiż Tatarów i janczarów roty-ogarnął przestrach, gdy niemal już z dala - zbladł modry Dunaj, rumieńcem sromoty - Bosforu mętna pokryła się fala!*
Rozumie się, że jak Horacy, tak i jego wielbiciel Sarbiewski opiewał nie tyl­ko swoje uczucia, ale i swoje myśli-o świecie, o człowieku, o jego życiu i obowiąz­kach, o cnocie: są to ody refleksyjne, przypominające pieśni refleksyjne Kocha­nowskiego. Ta jednak wielka różnica zachodzi między dwoma poetami, że kiedy Kochanowski, człowiek świecki, nie żywił bynajmniej pogardy do tego świata, nie stronił od wesołego towarzystwa, nie tęsknił do lepszego życia, Sarbiewski, ksiądz i zakonnik, świat ziemski poczytuje za marność, uciech życiowych unika, szukając samotności, aby się móc bez przeszkody oddawać pobożnym rozmyślaniom, i tęs­kni do lepszego, wiekuistego życia; pod tym względem podobny jest do Szarzyń-skiego. Najpiękniej wypowiedział tę swoją tęsknotę w Westchnieniu do ojczyzny nie­bieskiej.

Ojczyzna niebios wzrok mój zachwyca,
Tło firmamentu bogate
I młodociany promień księżyca,
I gwiazdek światło iskrzate.
Światło za światłem miga wesoło,
Kręgiem tanecznym się waży,
Lampa przy lampie stoi wesoło
U świętych niebios na straży.
Przykute oczy moje do nieba
Błądzą jak goście w tym kole.
Długoż mi jeszcze, długo potrzeba
Tułać się w ziemskim padole?
Otwórz się, grobie! otwórz się, głuchy!
Legnę w tobie bez popłochu:
Zrzucę cielesnych kajdan łańcuchy,
Strząsnę proch mojego prochu.
Zbędę się mego brzemienia w ciele,
Zbędę się bólu, zgnilizny
I ducha mego lotem wystrzelę
Do niebios, do swej ojczyzny!

Oprócz tęsknoty do nieba poezję refleksyjną Sarbiewskiego cechuje żywe po­czucie piękna natury, na przykład w odzie Do Pawła Kozłowskiego, w której wzy­wa poeta przyjaciela, aby porzucił <
Jeszcze piękniejszy krajobraz namalował Sarbiewski w odzie Do Pawła Jordana Ursyna* wzywa tutaj poeta przyjaciela, żeby opuścił Rzym, korzystając z wa­kacji sierpniowych, i przyjechał do niego na wieś, do Bracciano pod Rzymem, gdzie się będzie rozkoszował piękną naturą: «Dokoła świecą zaciszne dąbrowy, -wysoko czoła wznoszące w niebiosa, - nad falą wzgórzy, gdzie uśmiech tęczowy -w szerokich błoniach srebrzysta śle rosa... dąb z olchą gada, z topolą zaś jesion, -sosna szmerami tłumaczy coś sośnie, - tak las, wzajemną miłością uniesion, - po­ciechę sobie śle wzajem radośnie... Z wysoka patrzą na fale wąwozy, - wieńcem tra­wiastych wpół spowite tkanin, - tam to, uchodząc ponurych zim grozy, - cieplej­szych szuka zaciszy Rzymianin. - Dalej Cyminus-góra wstrząsa czoło, - ubrane w bujnej dąbrowy liść złoty, - co Boreasza pęd łamie wesoło, - kiedy za bary po­chwyci się z Noty. - Szeroko władnie niwie i upałom, - nadstawia barki północ­ne wytrwale. - Tymczasem cicho obmywa skał załom - jezioro; z falą zmagają się fale: - tak gnuśna Tetys ze sobą trwa w sporze, - grą świateł wodna się mieni głę­bina, - którą raz po raz to szybka łódź porze, - to statek żaglem pędzony przecina.»
Te wszystkie Boreasze, Noty, Tetydy, Neptuny, Diany, Feby stanowią nie M mniej częstą okrasę poezji Sarbiewskiego jak poezji humanistycznej wieku XVI. | Nie ustrzegł się on także ujemnych cech stylu barokowego, na przykład zbyt kun­sztownych antytez, które zalecał w swojej poetyce jako środek do osiągnięcia «zgod-nej niezgody», czyli «niezgodnej zgody». Przeważa jednak w poezji jego to, co jest pięknym i trwałym nabytkiem stylu barokowego, a więc muzykalność wiersza, róż­norodność strof lirycznych, a nade wszystko nie znana przedtem poezji polskiej ma-lowniczość: bogactwo barw, gra świateł i cieni; a i ruchu jest dużo więcej niż w poe­zji wieku XVI.

Wszystkie te piękności zajaśniały w pełnym blasku w utworze pisanym w la­tach 1627-1629, lecz wydanym dopiero przez Naruszewicza w roku 1757: Silviludia (Zabawy leśne). Władysław IV polował raz w lasach pod Birsztanami (w po­wiecie trockim); Sarbiewski, jako kaznodzieja nadworny, towarzyszył królowi w tych «zabawach lesnych» i one to pobudziły go do napisania utworu, który się składa z dziesięciu pieśni. Tu i owdzie mogłoby się zdawać, że jest to panegiryk na cześć bóla: poeta wzywa naturę, by pomagała do polowania królowi i jego dworzanom, zwraca się na przykład do rosy, żeby wskazała obławie ślady zwierząt, do wiatru, żeby orzeźwił skronie królewskie, do jeziora, żeby po całym świecie roznosiło sławę króla, do księżyca, by mu przyświecał, do cieniów leśnych, by go zasłaniały od skwaru.
Nie panegiryzm jednak jest główną nutą tych pieśni, tylko zachwyt nad pię­knością natury: lasów i wód, łąk i kwiatów, jasnego dnia i nocy księżycowej, świa­teł i cieniów, ziemi i nieba; a jest to zachwyt nie tylko estetyczny, ale i religijny -widok pięknej natury daje poecie niewzruszoną pewność uczuciową, że jest Bóg, co więcej, poeta wpada w ekstazę mistyczną, w której uczucie zachwytu nad na­turą zlewa się w nierozłączną całość z miłością Boga i tęsknotą do «ojczyzny nie-bieskiej»: «Kiedyz niebiański płomień - pierś swą spopieli w pył - i z dymu oszo­łomień - Duch-ptaszę, pełen sił, - uleci w tęcz ozdobie - i gniazdo będzie wił, -Miłości wieczna, Tobie?> Na czele Zabaw leśnych można by położyć, jako ich naj­lepszą charakterystykę, trzy wiersze z Przedświtu Krasińskiego: «My podnosim wzrok nasz w górę - i gdy widzim tę naturę, - w niej i za nią czujem... Boga!»
Czasem wyraża Sarbiewski swoje zachwyty nieco sztucznie, mówiąc na przy­kład, że o brzasku dnia kwiaty «bolesnie opłakują pogrzeb nocy» albo że «rankiem wschodzący, a wieczorem zachodzący Febus, niby Feniks niebieski, znajduje ko­łyskę i mogiłę» w przezroczej toni jeziora. Ale nieraz jest w tych zachwytach wdzięcz­na harmonia sztuki z prostotą: «Dhigimi paśmy ścielą się cienie, - jak widma sen­ne w dal płyną... - nad jakąś cichą, polną drożyną - przystanął księżyc, wsłuchan w milczenie... - usnęły gaje w ciszy głębokiej...» «Mroki na światła napadły tłum­nie, - cicho mrą blaski gasnące... - z pobladłą twarzą kładzie się słońce - w głu­chych ciemności ponurej trumnie... - Noc czarną płachtą okrywa pola.»

SILVILUDIUM DRUGIE. DO ROSY (Taniec pasterzy, gdy Władysław przy­był rankiem do Soleczników)

I
Urocza roso poranna,
Którą jasne niebo miecie,
Co, jak manna,
Barwne kwiecie
Brylantów tęczą bogacisz
I pąk każdy, każdy kiełek
W cieniu zacisz
Stroisz w cudnych sznur perełek!

II
Czujna wschodu ogrodniczko,
Co umorusane w pyle
Łąki liczko 
Zwilżasz mile
Koneweczką srebrną co dnia!
Łzo tęczowa, którą zdradnie
Zorza wschodnia
Rumianemu niebu kradnie!

III
Mleko zorzy, która w sadzie
Pierś, strojną w blaski szkarłatów,
Z cicha kładzie
W usta kwiatów!
Wznosząc pąki wonne, duże
Wiotkimi warg barwnych płatki;
Wokół róże
Biorą pokarm z piersi matki!

IV
Gwiazd jasnych świto wesoła,
Skry rozsiane przez niebiosy,
Gwiazdy sioła,
Perły rosy, 
Łezki z kwiatów ócz płynące,
Które żałość nieci szczera,
Gdy na łące
Pierzchająca noc zamiera.
V
Śladów zwierząt świeże piętna,
Których łatwo wzrok nie złowi,
Roso skrzętna,
Zjaw królowi!
W gąszcze, których nie zna gawiedź,
Kędy zwierz się chytrze chowa,
Łowców zawiedź,
Poranna roso perłowa!







 

 

Podobne prace

Do góry