Ocena brak

Literatura polska od początku wieku XVI aż do roku 1543 - przekłady powieści średniowiecznych

Autor /Saleta Dodano /19.09.2012

Osobny dział prozy stanowią przekłady różnych powieści średniowiecznych.

W roku 1521 ukazała się w Krakowie nakładem Hieronima Wietora książeczka, która dawniej, zanim znaleziono Raj duszny Biernata z Lublina, uchodziła za najstarszą drukowaną książkę polską: Rozmowy, które miał król Salomon mądry z Marchołtem grubym a sprośnym, a wszakoży jako o nim powiedają, barzo zwymownym, z figurami i z gadkami śmiesznymi. Autorem przekładu (z oryginału łacińskiego) jest znowu Jan z Koszyczek, który na równi z Opeciem położył około wyrobienia prozy polskiej wielkie zasługi.

Z przekładu tego ocalał tylko urywek, stanowiący mniej więcej trzecią część całości. Treścią jest rozmowa króla Salomona z rubasznym a chytrym wieśniakiem Marchołtem, który zamiast na pytania Salomona odpowiadać wprost, sprytnie i bezczelnie wykręca się sianem, tak że ostatecznie w kozi róg zapędza mądrego króla. Myślą przewodnią powieści jest właśnie to, że prosty chłopski rozsądek jest lepszy od rozumu nabytego drogą wykształcenia.

Przekład Jana z Koszyczek odznacza się bogatym, a mocno dosadnym językiem: tłumacz zasilał się wyraźnie gwarą ludową. Oto na przykład rodowód Marchołta: «Chłoptas porodził Gruczoła, Gruczoł porodził Rudka, Rudek porodził Rzygulęa»; idą dalej: Kudmiej, Mózgowiec, Łyp', Potyrała, Kuchta, Trzęsiogon, Opiołka, Warchoł, którego synem jest Marchołt. A oto jeszcze kilka urywków z tej książeczki:

Gdy Salomon był na stolcu ojca swego Dawida, pełen mądrości i bogactw, uźrzał niektórego człowieka imieniem Marchołta, przychodzącego od wschodu słońca,na obliczu żadnego i grubego, ale barzo wymownego... A wzrost Marchołtów był krótki, mały a miąższy, głowę miał wielką, czoło szyrokie, czyrwone a zmarszczone, uszy kosmate a zwieszone do pół lica, oczy miąższe a płynące... brodę smrodliwą a kosmatą, jak u kozła, ręce jakoby klocki, palce krótkie a miąższe, nogi okrągłe, nos miąższy a garbaty, wargi wielkie a miąższe, oblicze jakoby u osła, włosy jakoby na koźle; obuw nóg jego była chłopska a barzo gruba, skóra jego kosmata a błotna, suknia jego krótka - telko do lędźwi, nogawice jego fałdowane, odzienie jego farby barzo grubej... Salomon rzekł. Słyszałem, iżeś wielomówny a chytry, aczkolwiek chłop a gruby, przeto gadajwa sie: ja ciebie będę pytał, a ty mi odpowiadaj. - Marchołt odpowiedział. Ten ci pirwej rad poczyna, który żadnie i źle śpiewa. - Salomon odpowiedział. Jeśli mi na wszytko będziesz odpowiedał, tedy cie wielkimi bogactwy ubogacę, a będziesz znamienity w moim królestwie. - Marchołt. Obiecuje zdrowie lekarz, gdy nie ma mocy, a w tym jest łgarz. - Salomon. Cudna rzecz jest biały czepiec na głowie niewieściej.-Marchołt odpowiedział. Pisano jest: Nie są takie rękawy, jako kożuch cały; często pod białym czepcem bywa mól niemały. - Salomon. Dobrzeć-em rozsądził między dwiema swowolnymi niewiastoma, które w jednym domu udawiły dziecię. - Marchołt. Gdzie są sprawy, tam bywa słuchanie; gdzie są niewiasty, tam bywa swarzenie... - Salomon. Kiedy mocniejszy zwycięża mdlejszego, tedy bierze wszytko imienie jego. - Marchołt. Z tym kot rad mieszka we zgodzie, kto mu sie da lizać po brodzie... - Salomon. Każdy człowiek ma być miłowan dla Boga. - Marchołt. Jeśli tego miłujesz, kto cie nie miłuje, ty swą miłość tracisz, a onz ciebie błaznuje... - Salomon. Jużememsie teraz umęczył, odpoczniemy.-Marchołt. Jać jeszcze przez długi czas nie odpuszczę gadania, aza u ciebie nabędę imienia. - Salomon, Jać już teraz dalej nic mogę. - Marchołt. Jeśli, królu, sie nie możesz już ze mną rozgadać, tedyś już zwyciężon, a coś ty mi obiecał, toż daj.

Powieść o Salomonie i Marchołcie była w dawnej Polsce bardzo poczytna: wydawano ją niejednokrotnie; wyrażenie «Marchołtowe drzewo» weszło nawet w przysłowie - znaczyło tyle, co wykręty.

Lecz nierównie poczytniejszą była powieść o Sowizdrzale, która się w przekładzie polskim Jana z Koszyczek (z czeskiego) ukazała po raz pierwszy coś pomiędzy rokiem 1530 a 1540, a którą później przedrukowywano nieskończoną ilość razy nie tylko w XVI, ale także w XVII i jeszcze w XVIII, a nawet w XIX wieku: Sowiźrzał krotofilny i śmieszny, urodzenie, żywot, postępki i dokonanie jegć dziwne. Powieść ta powstała w Niemczech, w narzeczu dolnoniemieckim; jej przekład łaciński obiegł całą Europę zachodnią - tłumaczono go na język francuski, flamandzki, angielski, a nawet na żargon żydowski. Treść stanowią różne psoty i figle syna chłopskiego, nazwiskiem Ulenspiegel (czyli, w narzeczu górnoniemieckim, Eulen-spiegel). Czech przetłumaczył to imię dosłownie na Sovnozrcśdlko, a Polak przekręcił na Sownociardłko, zamiast którego w późniejszych wydaniach powieści jest już Sowiźrzał. Jeździ on sobie po całych Niemczech od miasta do miasta, od wsi do wsi (raz zabłądził nawet do Polski na dwór Kazimierza Wielkiego), a wszędzie płata ludziom figle, na przykład:

JAKO SOWIŹRZAŁ, W ERFORCIE BĘDĄC, OSŁA CZYTAĆ UCZYŁ NA STARYM PSAŁTERZU. Przyszedszy do Erfortu miasta... tam swoje listy rozbił, a zwłaszcza na kollegijum, aby o nim wiedzieli. Kollegijaci, słysząc dawno o jego przewrotnej chytrości, radzili, jako by sie z nim obchodzić mieli... I zmówili sie wespół, że Sowiźrzałowi osła na naukę dać mieli, bo tam osłów starych i młodych było dosyć. Obesłali Sowiźrzała, mówiąc mu: «Mistrzu! znamienite listy przybite świadczą, że wszelkie stworzenie czytać i pisać uczyć możecie w krótkim czasie; więc chcą wam dać panowie akademicy osła młodego na naukę; chcecieli go uczyć ?» Rzekł Sowiźrzał: «Dobra, tylko że mi czasu długiego na to trzeba, z tej przyczyny, że niewymowne i nierozumne zwierzę jest.» I dali mu czas do dwudziestu lat. Sowiźrzał pomyśli! sobie: «Nas w to wchodzi troje; umrzeli rektor, tom wolen; umręli ja, kto mi sie będzie upominał? zdechnieli mój dyscypuł, tedy prace pozbędę.» I na tym przystał, bo szło o pięćset kup starych groszy, a wprzód mu na to nieco pieniędzy zadali. Wziął tedy onego osła Sowiźrzał na swoje staranie, starał sie potem o gospodę; trafił na gospodarza jednego i najął sobie u niego stajnią, aby tam jego żak stał, i dostał starego psałterza, który mu do żłobu włożył, a miedzy karty owsa nasuł. Osieł, szukając owsa, przewracał karty tam i sam, aż wszystek owies wyjadł. A gdy już nie miał co jeść, zawołał: ia, ia. Obaczywszy to Sowiźrzał po ośle, szedł do rektora, mówiąc tak: «Panie mistrzu! pójdźcie a obaczcie, co mój żak czyni.» Rektor go spytał: «Miły mistrzu! ma-li sie co do nauki ?» Rzekł Sowiźrzał: «Jest barzo niedowcipnego zmysłu i złej pamięci, trudno go barzo uczyć; jednakem go z wielką pilnością i pracą do tego przywiódł, że już niektóre słowa, a zwłaszcza vocales zna i wymawia; chcecieli doświadczyć, pójdźcież ze mną, a doznacie tego sami.» Tak tedy ubogi żak przez ten czas pościć musiał aż do trzeciego dnia. Przyszedszy Sowiźrzał z rektorem i niektórymi mistrzami do stajnie, położył przed żaka swego nowe księgi. Obaczywszy je w żłobie, przewracał karty tam i sam, szukając owsa, którego nie było; tu głosem okrutnym ryknął: ia, ia. Wnet Sowiźrzał rzekł: «Widzicie, mili panowie, jako to dwie słowie umie wymawiać: ia; spodziewam sie, że jeszcze więcej będzie umiał.» Potem niedługo był żyw rektor, a Sowiźrzał swego ucznia wypuściwszy, opuścił, potem sam poszedł w drogę z onymi pieniędzmi.

JAKO SOWIŹRZAŁ DOKAZAŁ, IŻE JEDNA NIEWIASTA SWOJE GARNCE POTŁUKŁA. Wykonawszy Sowiźrzał wszystkę swoję niecnotę, jechał zaś do Bremu, do biskupa, który na Sowiźrzała łaskaw był... Zmówił sie na drodze z jedną garncarką, która przy drodze garnce przedawała, i co ich tylko było, wszystkie zapłacił; i tak sie z nią zmówił: «Kiedy na cię kiwnę albo ci znak jaki ukażę, abyś garnce swoje kijem tłukła.» Potem przyszedł do biskupa... rzekł...: «Miłościwy panie, pójdźcie ze mną w rynek, tam stoi niewiasta jedna z garncami; założę sie z wami, że żadnego słowa ku niej nie przemówię ani oczyma na nią nie mrugnę, ale ją przywiodę, że sama wstanie, kij weźmie i swoje garnce potłucze.» Biskup rzekł: «Rad bym na to patrzał.» I założył sie z nim o trzydzieści złotych. Niewiasta czekała, ażby jej jaki znak dał. I szedł z biskupem Sowiźrzał na targ; ukazując onę niewiastę, tam Sowiźrzał dał znak... żeby tak uczyniła, jako powiedał; krzyknął na garncarkę, ona wstawszy kij wzięła i wszystkie garnce potłukła. Wróciwszy sie biskup do swego dworu, wziął go na stronę, mówiąc mu, aby go tego kunsztu nauczył, jako być mogło, że ona sama sobie szkodę uczyniła. Sowiźrzał rzekł: < temu dosyć uczynił, a ja też tobie obietnicę wypełnię.» I darował mu wołu do tego. Sowiźrzał podziękował panu za dar. Potem biskup zwołał wszystkich i rzekł: «Słuchajcie, bo wam ten kunszt powiem.» I powiedział, jako Sowiźrzał przedtem z niewiastą sie zmówił, zapłaciwszy jej pierwej garnce, i dał znaki takie: «Kiedy pójdę z biskupem, żebyś ty wzięła kij i potłukła garnce.» Usłyszawszy to, a widząc, że byli oszukani, żaden z nich przeciw panu namniej nie śmiał mówić; zadrapali sie w głowę, bo kn wołów było żal, jednak po sobie znać nie dali dla utracenia pańskiej łaski, tym sie tylko cieszyli, że pana na się łaskawego mieli i krotofile użyli, aczkolwiek niektórym niemiło było, że one swoje woły przez błazna utracili, co swojej głupości przyznali. A Sowiźrzał, że wołu jednego dostał, z nim dalej powędrował. 

Tymi różnymi figlami Sowizdrzała zasilała się nieraz polska literatura humorystyczna XVI, a nade wszystko XVII wieku; nazwisko tego psotnika stało się u nas, jak wiadomo, imieniem pospolitym.

Oprócz powieści o Salomonie i Marchołcie przełożył Jan z Koszyczek (z łaciny) jeszcze dwa średniowieczne utwory powieściowe: Historie rzymskie i do dziś dnia sprzedawaną na jarmarkach i odpustach Historię o siedmiu mędrcach.

Na tak zwane Historie rzymskie (fiesta Romanorum) nie mające nic wspólnego z historią Rzymu, a które - jak się zdaje - powstały w Anglii w XIII wieku, składają się różne powiastki alegoryczne, legendy i żywoty świętych, do których później dołączono czasem odpowiednie, a czasem nie bardzo odpowiednie nauki moralne. Obficie korzystali z tego zbioru kaznodzieje; a powieściopisarze i poeci nieraz brali z niego tematy do swoich utworów (ńa przykład Szekspir). W całej Europie przez trzy wieki wydawano te Historie w przekładach na języki narodowe. Najwcześniejszy znany nam dzisiaj przekład polski ukazał się w roku 1543: Historyje rozmaite z rzymskich i z innych dziejów wybrane z wykłady ich obyczajnymi ludzi ku rozmiłowaniu mądrości i też innych cnót przywodzące.

PRZYKŁAD, ABYŚMY SIE ŁAKOMSTWA NIEMIŁOŚCIWEGO WIAROWALI. Kowal niektóry był barzo bogaty nad morzem w niektórym mieście, barzo łakomy i zły; a ten zebrał wiele pieniędzy. A wsypawszy je w wielki kloc, i zaszpuntował je; i położył ten kloc u ognia, aby wszyscy nań patrzali, aby żądny domniemania nie miał, iżeby tam pieniądze były. I przydało sie czasu jednego, gdyż wszytcy zesnęli, że morze wylało aż w dom, tak iż on kloc pływał z pieniądzmi, a wypłynąwszy na morze, i przypłynął przez kilkadziesiąt mil do jednego miasta, w którym był jeden człowiek, u którego była pospolita gospoda wszytkim ubogim. Tedy on człowiek, wstawszy rano, i ujźrzał on kloc pływający po morzu, i wywiódł ji na brzeg, mnimając, by nic inego nie było, jedno drzewo od niekogo w morze wrzucone. Ten człowiek był ubogim i pątnikom barzo szczodrobliwy. I przygodziło sie dnia jednego, że pielgrzymowie nocowali w jego domu, a było zimno. Tedy on gospodarz szczepał on kloc, a gdyż czterykroć weń uderzył, usłyszał dźwięk, a rozszczepiwsźy nalazł wiele pieniędzy, i uradował sie barzo, i schował ony pieniądze, chcąc je wrócić, jeśliby sie kto ozwał. Potem on kowal chodził od miasta do miasta szukając swych pieniędzy. I przyszedł do onego miasta w dom tego gospodarza, który był kloc nalazł. A gdyż ten kowal czynił wspominanie o klocu straconym, usłyszawszy to gospodarz porozumiał, że jego pieniądze były, i myślił sam w sobie, rzekąc: «Już doświadczę, jeśli wola boża, abych mu ty pieniądze wrócił.» I kazał on gospodarz uczynić trzy krepie; a w pirwy kazał nakłaść ziemie, we wtóry - kości umarłych, w trzeci - pieniędzy, które nalazł z onym klocem. A gdy ty krepie uczyniono, rzekł gospodarz onemu kowalowi: «Chceszli, zjedzmy ty trzy krepie, a którykolwiek wybierzesz, w tym dosyć mieć będziesz.» Tedy on kowal podniósł jednego po drugim, potem wziął krepel ciężki, który był napełnion ziemie, a położywszy rękę na drugim kreplu, który był napełnion kości umarłych, i rzekł ku gospodarzowi: «Będęli więcej potrzebował, tedy ten wtóry sobie wybieram, a ty trzeci krepel sobie miej.» Ujźrzawszy to gospodarz myślił w swym sercu, rzekąc: «Już jawnie baczę, że nie jest wola boża, abych ja temu nędznemu człowiekowi jego pieniądze wrócił.» A wnetki wezwawszy ubogich, niedostatecznych, ślepych i kulawych, a przed onym kowalem rozłomił on krepel i rzekł: «Oto, nędzny człowiecze, pieniądze twe, którem był dał w ręce twoje, a tyś wolał obrać krepie pełne ziemie i kości umarłych, a prawie, bo nie jest wola boża, aby pieniądze swe miał.» Tedy on gospodarz przed oczyma jego ony pieniądze ubogim rozdał, a kowal z hańbą zasię odszedł.

WYKŁAD OBYCZAJNY. Namilejszy bracia! Ten kowal może być rze-czon każdy człowiek świecki, który zawżdy woli światu służyć niżli swemu Stworzycielowi. Przez ten kloc zaszpuntowany zewsząd rozumie sie serce każdego łakomego człowieka, które jest zawżdy zawarte od niebieskich rzeczy. Przez pieniądze zaszpuntowane rozumieją się niektóre uczynki za-płatne, które niegdy człowiek czyni z bojaźni bożej. Morze, które wylewa i coś opada, jest ci ten świat, który chyta serca ludzkie łakome, czyni niegdy co dobrego - nie tylko cnoty, które na krzcie przyjął, ale i dobre myśli serdeczne, jak pisze św. Mateusz w 6 kapitulum: «Gdzie jest skarb twój, tam jest serce twe.» Gospodarz, który kloc nalazł, jest dobry spowiednik, który powinien mieć pilność o grzesznych ludziech a badać serc i uczynków, aby mogli ku drodze prawej przyść. A dlatego człowiek ma naśladować drogi, przez którą by mógł zbawienie odzierżeć, to jest ma przykazanie boże chować. Tedy spowiednik ma jemu ukazać trzy krepie, aby jeden wybrał z nich, przez który by mógł głód grzechu uśmierzyć. Pirwy krepel był pełny ziemie, a znamionuje świat, który wybierzeli człowiek świecki w tym to żywocie, nic inego nie najdzie, jeno szczerą ziemię, to jest grób, ledwy na siedm' stóp długość mając; bo wszytko, co na świecie jest, abo jest pycha żywota, abo żądość oczu, abo żądość ciała, i owszem, wszytek świat położony jest we złości. Przetoż biada owym, którzy świeckie rzeczy wybierają, a dlatego ma człowiek pamiętać, że proch jest i ziemia, a w ziemię się obróci. Wtóry krepel jest pełny kości umarłych, a znamionuje ciało, to jest ludzi cielesne, jaką są obżarci smyślnicy, którzy z wszytką pilnością chcą służyć ciału. Przeciw takpwym pisze Apostoł, rzekąc: «Będziecieli żyć wedle ciała, zemrzecie, tedy najdziecie uczynki wasze jakoby kości suche, które ninacz sie inego nie godzą, jedno aby były spalony.» A przetoż biada tym, którzy ten krepel, to jest cielesne żądości, wybierają. Trzeci krepel był pełen srebra i złota czystego, a to znamionuje niebo, w którym jest skarb niewymowny; ale mało takowych, którzy by rękę kładli na ten krepel. A przetoż mówi Mateusz w 7 kapitulum: <<Szeroka jest droga, która wiedzie do piekła, ale ciasna, która wiedzie do nieba, a mało ich, którzy tą drogą chodzą.» Przetoż mamy wezwać ubogich i niedostatecznych, to jest sprawiedliwych i świętych, Którzy tą drogą przez smutki wielkie dla Boga chodzili, wielkie udręczenia cierpieli; takowym będzie rzeczono ono pismo Mateusza w 25 kapitulum: «Pódźcież, pożegnani, a otrzymacie królestwo Ojca mego, nagotowane wam od początku świata.»

Historia o siedmiu mędrcach powstała na wschodzie, mianowicie w Indiach; znali ją Persowie, Arabi, Żydzi, Grecy, Turcy. W wiekach średnich opracowano ją po łacinie, a z łaciny tłumaczono na nowsze języki europejskie. Przekład Jana z Koszyczek wyszedł po raz pierwszy w roku 1528: Poncyjan, który ma w sobie rozmaite powieści miłe barzo ku czcieniu, wzięte z «Rzymskich dziejów)). Późniejsze wydania (a było ich całe mnóstwo) ukazywały się pod tytułem: Historyja piękna z przykłady nadobnymi o Poncyjanie, cesarzu rzymskim, jako syna swego Diokłecyjana dał w naukę i ku wychowaniu siedmi mędrcom. Na utwór ten składa się cały szereg powiastek, ale oprawionych w jedną ramę. Oto cesarz rzymski Poncjan wysyła Nyna swego Dioklecjana na naukę do siedmiu mędrców (nic wspólnego nie mających z siedmiu mędrcami greckimi); zła macocha Dioklecjana umyśliła sobie, żc gdyby się tak pozbyć pasierba, «a ja bych syna miała, tedyby syn mój był dziedzicem Więc «prosiła cesarza, iżeby swe posły posłał po swego syna». Zezwolił Poncjan. Mędrcy jednak wyczytali w gwiazdach, że jeśli cesarzewicz powróciwszy do domu piśnie choć jedno słówko, to «złą śmiercią» umrze; dowiedziawszy się o tym, Dioklecjan także zaczął czytać w gwiazdach i wyczytał, «iże, by przez siedm dni żadnego słowa nie mówił, tedyby został przy zdrowiu, aczkolwiekby na kożdy dzień był wiedziori na szubienicę, a też, aczkolwiekby z wielką trudnością, miał być wybawion». I tak się stało. Wraca Dioklecjan do domu wraz z siedmiu mędrcami i milczy jak grób. Oszkalowała go macocha (podobnie jak żona Putyfara oczerniła Józefa) i opowiedziała cesarzowi taką powiastkę, że ten skazał syna na śmierć. Już wyrok miał być wykonany, kiedy pierwszy mędrzec opowiedział cesarzowi taką powiastkę, że ten wykonanie wyroku odłożył. I tak się wszystko powtarzało jeszcze przez sześć dni: cesarzowa codziennie opowiada mężowi powiastkę o przewrotności i chytrości mężczyzn, a mędrcy (od drugiego do siódmego) -o chytrości i przewrotności niewiast; cesarz ponawia wyrok - i odwołuje. A Dioklecjan ciągle milczy. Wreszcie, kiedy ostatni mędrzec skończył powiastkę, cesarzewicz przemówił: «Bądź pozdrowion, oćcze i panie nałaskawszy.» «A gdy to ociec usłyszał, dla wielkiego wesela padł na ziemię», ale wkrótce zmysły odzyskał. Wszystko się wydało i cesarz skazał cesarzową na śmierć. Po czym Dioklecjan opowiedział ojcu «powieść barzo cudną» i bardzo długą, w której go przekonał, że wbrew temu, co mówiła macocha, on nie myśli nawet o uszczupleniu jego władzy. Cesarzową, «związawszy ją koniowi u ogona, ciągniono... na śmierć... potem rychło cesarz umarł, a Dioklecjan syn na miestcu jego królował, a mistrze swoje wszytkiego czasu z sobą miał. A tak państwo rządził, iże wszytcy barzo jego mądrość chwalili i barzo miłowali. A potem w pokoju dokonał żywota swojego dobrze.»

WTÓRA POWIEŚĆ CESARZOWEJ: O PASTERZU, KTÓRY DZIKIEGO WIEPRZA ZABIŁ. Był niektóry król, który miał wielki las, w którym był dziki wieprz tako barzo okrutny, iże wszytki przychodzące zabijał. Król sie z tego barzo smucił i kazał woźnemu wołać po wszytkim królestwie, iże jestliby kto tego wieprza zabił, tedy miał mu dać dziewkę swoję i wszytko królestwo po jego śmierci miał mieć. A gdy to tak wdano, żądny nie był, który by sie tego podjął. Był tego czasu niektóry chłop, pasterz owczy. Który sobie tak myślił: «Bych tego wieprza zabił, nie telko bych sam przyszedł ku wysokiemu stanowi, ale też i wszytcy moi krewni i przyjaciele.» A wziąwszy kij, i szedł do łasa. Którego gdy uźrzał on wieprz, z wielką nawałnością bieżał k niemu. On pasterz, widząc gniew onego wieprza, wbieżał na drzewo. Tedy wieprz począł pod nim gryźć drzewo tak barzo, iż sie widziało pasterzowi, jakoby juże upaść miało. Ale na onym drzewie był owoc. Pasterz, rwąc owoc, miotał jemu. On wieprz onego owocu tako sie najadł, aże legł na ziemi pod onym drzewem. Widząc to pasterz, pomału zlazł, a jedną ręką wieprza czosał, a drugą sie drzewa dzierżał, iże jestliby sie wieprz chciał nań rzucić, iżeby natychmiast wbieżał na drzewo. A gdy tak onego wieprza czosał, wieprz usnął. Pasterz widząc, iż wieprz usnął, wyjąwszy kord zabił go. Potem dziewka królewska była mu dana i królestwo po śmierci królewskiej. Tedy rzekła cesarzowa: «Panie, rozumieliście, com wam powiedała?» Rzekł cesarz: «Rozumiał.» Rzekła cesarzowa: «Wyłożę wam tę powieść. Wieprz ten tako mocny znamionuje waszą moc, naprzeciw której nie może sie żądny przeciwić. Pasterz ten znamionuje waszego syna przeklętego, który kijem swojej nauki poczyna was nagrawać. Bowiem jako pasterz drapiący wieprza uczynił, iże usnął, dlatego iżby go zabił, tak mistrzowie syna twego przeklętego cieszą wąs swymi przypowieściami fałszywymi, aż syn wasz zabije was, iżeby mógł królewać.» Rzekł cesarz: «Boże, tego nie daj, iżby mnie syn mój tak miał uczynić, jako ten pasterz wieprzowi! Powiadam ci, iże dziś umrze natychmiast.» Gdy ona to usłyszała, rzekła: «Miły panie, jestli to uczynicie, tedy mądrze uczynicie.» Tedy cesarz przykazał, iżby czeladź wiodła syna jego na śmierć.

Tłumaczono na język polski i drukowano także już w pierwszej połowie XVI wieku średniowieczne powieści historyczne albo raczej pseudohistoryczne, to jest powieści oparte na podaniach i dziejach starożytnych, które jednak fantazja średniowieczna znacznie przekształcała i uzupełniała pomysłami fantastycznymi. A więc na przykład przełożono na nowo (z języka łacińskiego) romans o Aleksandrze Macedońskim, tłumaczony na język polski raz w XV, a drugi raz na początku XVI wieku, i wydrukowano go w roku 1550: Historyja o żywocie i znamienitych sprawach Aleksandra Wielkiego, króla macedońskiego, która w sobie wiele cudnych przykładów zamyka, każdemu rycerskiemu stanu człowieku ku czytaniu użyteczna, teraz nowo przełożona. I ta również powieść cieszyła się u nas ogromną poczytnością w ciągu dwóch wieków z górą.

Mniej poczytną, ale daleko lepiej przetłumaczoną (także z łaciny) była inna powieść pseudohistoryczna, którą drukowano już około roku 1520, ale którą znamy dopiero z wydania roku 1563: Historyja barzo piękna, ucieszna i każdemu stanu, tak rycerskiemu, jako też i inszemu pospolitemu iście pożyteczna, gdyż w sobie osobliwych przykładów ma barzo wiele, o zburzeniu a zniszczeniu onego sławnego a znamienitego miasta i państwa trojańskiego, które dla jednej białejgłowy Heleny, którą był Aleksander, syn Priamusa, króla trojańskiego, uniosły Grekowie naonczas z wielkim krwie z obu stron rozlaniem uczynili. Teraz nowo drukowana. Na treść tej powieści składają się podania o królu tessalońskim Peliasie i jego bratanku Jazonie, O wyprawie Argonautów jako «przyczynie pirwszej walki trojańskiej; dalej - porwanie Hezjony, córki króla trojańskiego Laomedonta przez Herkulesa, poselstwo Antenora do Grecji, porwanie żony Menelausa Heleny przez Aleksandra (Parysa), bezskuteczne poselstwo Palamedesa, Ulissesa i Menelausa do Troi po Helenę i ich odprawa; wreszcie - wojna trojańska, «jako historykowie powiadają... trwała przez dziesięć lat i sześć miesięcy a sześć dni» i w której «Greków poginęło ośmset ośmdziesiąt i sześć tysięcy, a z Trojanów - sześćset siedmdziesiąt i sześć tysięcy». W tę opowieść autor wplata często moralizacje, z których najważniejszą, stanowiącą myśl przewodnią całej powieści jest, że za winy panujących ponoszą karę ich państwa i narody: «Przypatrzże sie tedy, czytelniku łaskawy... jakie to było skaranie boże, iż tak pokarać chciał dziwnym sposobem Priamusa, króla trojańskiego, który swej wolej dopuścił synowi swemu, gdy cudzą żonę uniósł. Z czego iż go Priamus nie karał, boże skaranie nań przyszło, tak iż dla grzechu a złości musiał zginąć i sam, i dzieci jego, i wszytko państwo jego. Co ma byc wielkim przykładem inszym, gdyż to szczęśliwy człowiek, co sie cudzą przygodą karze, a zwłaszcza tym, którzy sie do cudzego przysiadają, którzy jeśliby sprawy Priamusowej naśladować chcieli, niechaj to wiedzą, iż to, co Priamusa potkało, to ich też nie minie. Dosyć mądremu!»

Lecz nie tylko do literatury pięknej - do poezji religijnej i świeckiej, do apokryfów i powieści - wtargnął już w pierwszej połowie XVI wieku język ojczysty, wypierając po trosze łacinę: wydawano w języku polskim także różne książki do użytku praktycznego, a więc przede wszystkim kalendarze z przepowiedniami astrologicznymi, dotyczącymi nie tylko pogody, urodzajów, ale także wypadków politycznych. Tak na przykład kalendarz krakowski wydany w roku 1529 zapowiadał, że w roku następnym panować będzie światu głównie Wenera, że przeto urodzaje będą dobre, ale ludzie będą mieli wiele przykrości w życiu małżeńskim, że «dnia Zwiastowania Panny Maryje chmurno - a deszcz zimny a krupny, a śnieżny przez trzy dni potrwa», że «naszym krainam polskim i inym królestwom polskiemu przyległym dosyć pokojny rok niebo obiecuje», «a ine królestwa wzburzą sie ku walczeniu, ale rycerstwo samo siebie spólnie będzie sie strachować a pokoju żądać. Takie kalendarze (czyli jak wówczas mawiano, «wieszczby» albo wysłowienia znaków niebieskich») przeznaczano, podobnie jak utwory literatury pięknej, nade wszystko dla nie umiejących po łacinie a ciekawych kobiet (albo raczej dla białychgłów, czyli niewiast, wyraz bowiem «kobieta» był wówczas i długo jeszcze później wyrazem pogardliwym): «Matka Ewa to im po sobie zostawiła, żeby każda z nich wiedzieć tajemności chciwa była, a to, co wie, aby żadnym obyczajem nie zataiła. Być była Ewa słów węża przed Adamem nie powiedziała, byłaby jego nie zwiodła.»

Dla celów praktycznych wydawano także tak zwane Ogrody zdrowia, to jest książki zawierające w sobie różne rady lekarskie, wskazówki higieniczne, jak się ma człowiek zachowywać w każdej porze roku i w każdym miesiącu, na przykład kiedy ma sobie krew puszczać itp.; nie zapominano także o pouczaniu czytelnika, jaki wpływ na życie ludzkie wywierają planety. Oto przykłady: «Wódka anyżowa odtwiera zatkanie w żyłach i zachowawa każdego, kto ją pije na czczo, od koliki, rzygania oddala, barzo jest użyteczna mamkom, ból w krzyżach uspokaja.» «Mięso kotowe jest ciepłe i suche, pomaga na boleści nerek i grzbieta.» «Indyjski agatek rzeczy jadowite odpędza; kto nań będzie patrzył, tedy widzenie wspomaga, a gdy ji kto w uściech trzyma, pragnienie uśmierza, walczącemu dawa zwycięstwom «Włosy czarne uczynić: krucze jaje zbić, a ogoliwszy głowę pomazuj, ale póki nie uschnie, miej oliwę w uściech, by zęby nie sczerniały, nie umywaj sie do trzeciego dnia, a czyń to w cieniu!» «Pamięć twierdzi ząb słoniowy tarty, czwartą część łuta daj pić w wodzie miodowej; albo tył olejkiem ceglanym nacieraj, to pamięć przywodzi.» «Popiół z kości głowy psa wściekłego, gdy z niej mięso dobrze ogniło, z oliwą go rozmieszawszy, w ucho nalać, po której stronie ząb boli.» «Wrześniać2 zdrowszy owoc stały, z kozim mlekiem jedz chleb biały, warz pokrzywy, wodę z nich pij, żyłę zatni, cieplej się miej!» Kto się urodzi pod znakiem Wenery, ten «bywa rozkoszny a towarzystwo miłujący, miłosierny, na panny rad patrzy; a jestli sie panna urodzi pod tą planetą, tedy (acz nic, ale aby weźrzenim) miłuje rada». Autorem jednego z takich «ogrodów zdrowia» jest Biernat z Lublina.

W bliskim pokrewieństwie z tego rodzaju książkami są wydane w roku 1535 Problemata Aristotelis, gadki z pisma wielkiego filozofa Aristotela i też inszych mędrców tak przyrodzonej i jako i lekarskiej nauki z pilnością wybrane, pytanie rozmaite o skladności człowieczych członków rozwiązujące, ku biegłości rozmowy ludzkiej tak rozkoszne, jako i pożyteczne. Są tutaj wiadomości z dziedziny fizjologii, biologii, higieny, medycyny i fizjognomiki, na przykład: «Przecz niewiastam broda nie obrasta ? Odpowiedź: iż wszytka ona materyja, z której takowa broda pochodzi, wstępuje w głowę, a tak włosy gęstsze czyni i dłuższe niż u otroka, a nie na brodzie.» «Czemu około ust są wargi? Odpowiedź: dla zakrycia zębów, aby człowiek zębami nie świecił, bowiemby to było szpetnie; też dlatego, iż zęby są zimnego przyrodzenia, aby ich wiatr nie tak rychło mógł obrazić przed wargami, też dla dostatecznej mowy, gdyż niektóre słowa wargami zamykamy; albo też, aby one, usta zatwarzając, powścięgały człowieka od zbytniej mowy.» «Czemu człowiek nie ma kopyt jako insze bydło? Odpowiedź: kopyta dany bydłu ku obronie, ale człowiek ma ręce, którymi sie broni, przeto kopyt nie potrzebuje ani też paznogtów długich dla drapania w obronie, gdyż to jemu nie przyrodzono.» «Czemu po rybach zdrowo jeść orzechy?... Odpowiedź: bowiem ryby czasem jad w sobie mają... a orzechy, zwłaszcza włoskie, mają naturę odmiękczającą jadowitości, a tak i rybam jad odejmują.» «Twarz mała a okrągła znamionuje człowieka prostego, nieśmiałego, mdłego przyrodzenia, złej pamięci, wszakoż pobożnego.» «Komu sie brwi ku dołu skrzywiają, gdy z kim mówi albo patrzy na kogo, znamionują człowieka złośnego, matacza, fałszerza, ślepca, milczącego, zdradnego a swej myśli.» «Nos kończysty zawsze gniew znamionuje, a im więtsza w nim będzie ostrość, tym więtszą ukazuje gniewliwość, jakoby osa.»

Oprócz tytułu książka ta nie ma nic wspólnego z Arystotelesem: jest to owoc mądrości średniowiecznej; tłumaczem (z łaciny) jest Andrzej Glaber z Kobylina. W ogóle na prozę naszą XVI wieku przed rokiem 1543 składają się prawie wyłącznie przekłady; jedynie najważniejszy utwór poezji tych czasów (to jest Ezop Biernata z Lublina) oraz pieśni religijne to nie przekłady," tylko przeróbki z łaciny. Pomimo to wszystkie te utwory - zarówno wiersze, jak proza, zarówno religijne, jak świeckie - zajmują bardzo ważne stanowisko w historii literatury: one to przyczyniły się bardzo wydatnie nie tylko do wyrobienia języka literackiego, ale nadto do zwalczania przesądu średniowiecznego, że językiem literackim może być tylko łacina.

Do góry