Ocena brak

KAMPANIA 1815

Autor /Cecylllllll Dodano /12.06.2013

Najkrótsza z wojen prowadzonych przez Napoleona, trwała bowiem tylko cztery dni. Po powrocie 20 III z Elby do Paryża cesarz energicznie zabrał się do rozbudowy armii. Zdawał sobie sprawę, że podjęcie rokowań ze sprzymierzonymi jest na razie niemożliwe i aby doszło do takich negocjacji, musi odnieść kilka przekonywających zwycięstw w polu.

Na stanowiska dowódcze cesarz powołał tylko tych marsz., na których nie ciążyło piętno zdrady z 1814. Byli to: Suchet, Ney, Davout, Soult i Mortier, który jednak rychło musiał z powodu choroby przekazać dow. nad gwardią Drouotowi. Do marsz, dołączył też świeżo mianowany na to stanowisko Grouchy. Dow. korpusów i dyw. byli przede wszystkim weterani wojny w Hiszpanii: Drouet d’Erlon, Reille, Vandamme, Gerard, Mouton, Pa-jol, Exelmans, Kellermann, Milhaud.

Napoleon rozważał początkowo koncepcję uderzenia na sprzymierzonych już w IV 1815. Trzeba jąbyło odrzucić, gdyż armia franc. nie była jeszcze gotowa. Potem myślał o obronie tylko Paryża i Lyonu, ale to mogłoby mieć fatalne skutki psychologiczne, stworzyłoby bowiem wrażenie, że rezygnuje się z części narodowego terytorium. Wybrał trzecie rozwiązanie, jedyne, jakie było możliwe w tych warunkach.

Ponieważ Anglicy i Holendrzy koncentrowali się wokół Brukseli, a Prusacy w rejonie Namur, zdecydował się uderzyć w kierunku Belgii. Nad środ. Renem zbierała się armia ros., a nad górnym Austriacy. Te wojska nie były chwilowo groźne. Sprawą najważniejszą było niedopuszczenie do połączenia Anglików z Prusakami i uprzedzenie ich marszu na Paryż. Cesarz liczył na to, że uda mu się rozbić kolejno wrogie armie. Jego Armia Północy miała tylko 124 tys. żoł. i 370 dział, a więc dwukrotnie mniej niż wojska sprzymierzonych w Belgii.

Armia ang.-holend. znajdowała się pod rozkazami Wellingtona. 1 korpusem dowodził ks. Oranii (dyw. Cooke’a, Altena, Perponchera, Chasse’a, kaw. Collearta). Na czele 2 korpusu stał Hill (dyw. Clintona, Corville’a, kaw. Estorffa, korpus holend. ks. Fryderyka). Kaw. pozostawała pod rozkazami gen. Ltebridge. Łącznie było to 95 tys. żoł. i 186 dział. Armia prus., dowodzona przez Bluchera, składała się z korpusów Ziethena, Pircha, Thielmanna, Biilowa. Łącznie 124 tys. żoł. i 312 dział.

Napoleon oczekiwał ofensywy sprzymierzonych nie wcześniej niż 15 VII. Aby jąuprzedzić, zdecydował się podjąć działania 15 VI. Udało mu się niepostrzeżenie skoncentrować swe wojska na granicy z Belgią. Podzielił je na trzy kolumny. Prawe skrzydło stanowiły 3 i 4 korpus, centrum 6 korpus, rezerwa kaw. i gwardia, lewe skrzydło 1 i 2 korpus. Tegoż dnia wojska franc. przekroczyły Sambrę i znalazły się w Belgii, tworząc dwie awangardy i siły główne. Ney dowodził lewą kolumną, Grouchy - prawą, a cesarz z większością sił pozostawał w tyle. Napoleon zdecydował się uderzyć najpierw na Prusaków, bo oni znajdowali się najbliżej. Aby Anglicy nie mogli im przyjść z pomocą, Ney miał opanować ważne skrzyżowanie dróg w Quatre-Bras.

Wykonując niedokładnie ten rozkaz, Ney ruszył z samym tylko korpusem Reille’a, nie czekając, aż Drouet d’Erlon przeprawi się przez Sambrę. Zatrzymał się zresztąjuż w Frasnes, a więc daleko od Quatre-Bras. Nastąpiła teraz seria błędów i niekorzystnych zbiegów okoliczności, a także oczywistych zdrad. Soult, nieudolny szef sztabu, wysłał zbyt późno rozkaz Grouchymu, by ten ruszył na Prusaków. Dow. jednej z dyw., gen. Bounnont, przeszedł na stronę nieprzyjaciela i ujawnił szczegóły cesarskiego planu. Parę godzin później Wellington, obecny w Brukseli na balu u ks. Richmond, znał już założenia franc. ofensywy. Mógł więc znacznie wcześniej, niż na to liczył Napoleon, podjąć przeciwdziałania.

Wellington, orientując się w zamiarach Napoleona, słusznie uznał, że Francuzi nie pójdą bezpośrednio na Brukselę, ale zaatakują Prusaków. Wydał więc rozkaz Bliicherowi, aby powstrzymał wojska franc. pod Ligny, czekając, aż on sam nadejdzie z armią ang. i uderzy od zach. Z kolei Napoleon musiał stwierdzić 16 VI rano, że jego plan z poprzedniego dnia nie został wykonany. Nieprzyjaciel pospiesznie się skoncentrował i teraz jego wojska nie były już rozrzucone na znacznej przestrzeni. Cesarz wybrał więc atak na Prusaków, rozkazując Grouchy'emu, aby energicznie ścigał Bluchera. Wzmocnił go też częścią gwardii i korpusem Moutona. Ney natomiast, tak jak poprzednio, miał opanować skrzyżowanie dróg w Quatre-Bras i tam zatrzymać Anglików spieszących z pomocą Prusakom.

16 VI doszło do bitew pod Quatre-Bras i Ligny. Ney, dysponując jedynie korpusem Reille’a, nie tylko nie zdołał odrzucić Anglików, ale sam musiał się wycofać kilka km do Frasnes. Co więcej, korpus Droueta d’Erlona spędził ten dzień na marszach i kontrmarszach.

Początkowo spieszył pod Ligny dla wsparcia Grouchy’ego, ale został odwołany pod Quatre-Bras przez Neya i w efekcie w ogóle nie uczestniczył w walkach. Grouchy zdołał wprawdzie pobić Bliichera pod Ligny, ale Prusacy wycofali się we względnym porządku. Wellington, dowiedziawszy się o porażce Bliichera, odszedł z pola bitwy pod Quatre-Bras, maszerując do Mont-Saint-Jean w kierunku Brukseli, aby w ten sposób zbliżyć się do Prusaków. Apatyczny tego dnia Napoleon nie dał Grouchy’emu rozkazu prowadzenia pościgu. Marsz, sam posłał za Bliiche-rem kaw. Pajola, ale ten nie zdołał ustalić, dokąd wycofał się nieprzyjaciel.

Dopiero 17 VI w godzinach przedpołudniowych Napoleon zdecydował, co robić dalej. Nie był pewien, czy Prusacy zostali naprawdę rozbici, chociaż liczył na to, że Blucher wycofa się na wschód z terenu działań operacyjnych. Postanowił więc posłać w ślad za nim całe swoje prawe skrzydło pod rozkazami Grouchy’ego. W tym momencie popełnił fatalny błąd. Oddzielając Grouchy’ego z 30 tys. żoł. od głównej armii, bardzo osłabił swoje siły. Napoleon zdecydował się 17 VI ruszyć z głównymi siłami na Wellingtona. Wieczorem tego dnia odnalazł go pod Mont-Saint-Jean, gdzie Anglicy i Holendrzy zajęli pozycje obronne. I znowu poważny błąd cesarza: już wtedy powinien był wezwać do siebie Grouchy’ego, tak aby wszystkimi siłami uderzyć na Wellingtona.

18 VI doszło do bitwy pod Mont-Saint-Jean (nazywanej tak nieraz przez Francuzów), bardziej znanej jako batalia pod Waterloo. Wellington wzmocnił swoje prawe skrzydło, a osłabił lewe, bo oczekiwał rychłego nadejścia Prusaków od wsch. Napoleon natomiast chciał odrzucić lewe skrzydło Wellingtona gwałtownym atakiem na las Soignes, tak aby zmieszać wojska przeciwnika i zmusić do bezładnej ucieczki.

Musiał jednak czekać do południa z rozpoczęciem walki, aż nieco podeschnie teren po gwałtownej nocnej burzy. Liczył też na to, że pojawi się Grouchy, do którego zaledwie wczesnym popołudniem wysłał rozkaz ściągnięcia pod Mont-Saint-Jean. Stało się to zresztą dopiero wówczas, kiedy kaw. franc. pochwyciła prus. wachmistrza jadącego do Wellingtona z depeszą zawierającą wiadomość, iż Blucher spieszy mu z pomocą na czele korpusu Bulowa.

Tymczasem Grouchy 18 VI znajdował się pod Wavre, 15 km w linii prostej od Waterloo, dokąd mógł intensywnym marszem dotrzeć w dwie godziny z kaw., a w trzy z piech. O godz. 11.30 usłyszał głuchą kanonadę dochodzącą od zachodu. Gen. Gerard chciał natychmiast tam maszerować, ale Grouchy stanowczo sprzeciwił się temu, stwierdzając, że „ma inne rozkazy cesarza”. Nie pospieszył pod Waterloo nawet wtedy, kiedy pół godziny później nadbiegł goniec z wiadomością, że rozpoczęła się tam decydująca batalia. O godz. 15 otrzymał zgubny rozkaz z godz. 10, nakazujący mu iść na Wavre, czyli na płn., co też zaczął realizować. Dopiero o godz. 17 przybył doń oficer z rozkazem z godz. 13.30 nakazującym maszerować co prędzej ku Waterloo. I tego rozkazu nie wykonał, walcząc do późnych godzin wieczornych pod Wavre z prus. korpusem Thielmanna.

Tymczasem Bliicher już 17 VI wieczorem wysłał trzy swoje korpusy w kierunku Waterloo. Pod Wavre pozostawił korpus Thielmanna, aby wiązał siły Grouchy’ego. Sam zaś na czele korpusu Biilowa zdołał 18 VI ok. godz. 15 dotrzeć pod Waterloo i uderzyć z boku na Francuzów, przesądzając w ten sposób o ich klęsce.

W całej tej krótkiej kampanii Napoleon miał niewielkie szanse na zwycięstwo. Wynika to po prostu z liczb. Dysponował 124 tys. żoł. przeciwko 220 tys. 17 VI Grouchy otrzymał rozkaz, by z 30 tys. żoł. związał siły 90 tys. Prusaków. W ten sposób Napoleon liczył, że sam mając 67 tys. żoł. zdoła pokonać 68 tys. Anglików i Holendrów. W rzeczywistości siły sprzymierzonych wzrosły wraz z nadejściem Biilowa do 130 tys., a więc były niemal dwukrotnie wyższe od franc. Jedyną szansą Francuzów byłoby skoncentrowanie całości wojsk przy założeniu, że będą one walczyć tylko z Anglikami i Holendrami, bez udziału Prusaków. Tymczasem Napoleona czekał najgorszy wariant z możliwych. Osłabił poważnie własne siły, wydzielając prawe skrzydło Grouchy’ego, a jednocześnie Wellington otrzymał wydatne wsparcie ze strony Prusaków.

Główne siły franc., rozbite pod Waterloo, wycofywały się w następnych dniach w nieładzie ku Paryżowi. Z tyłu, za linią wojsk sprzymierzonych, znajdowały się wojska Grouchy’ego. Tym razem marsz, stanął na wysokości zadania, bo potrafił wycofać się bez większych strat. 20 VI zaatakowały go pod Namurprus. korpusy Ziethena i Thielmanna, ale zostały powstrzymane przez dyw. gen. Teste’a. Grouchy wycofał się pomyślnie przez Dinant i Givet do Laon, gdzie jego wojska doszły w dobrym stanie, a nawet znacznie się powiększyły, przyjmując uciekinierów spod Waterloo. Armia franc. liczyła tu jeszcze 60 tys. żoł. Kampania 1815 dobiegła jednak końca, Napoleon bowiem zdecydował się na abdykację.

Podobne prace

Do góry