Ocena brak

KAMPANIA 1812

Autor /Cecylllllll Dodano /12.06.2013

Wojna z Rosją, zwana także wyprawą na Moskwę albo kampanią ros. Najważniejsza z kampanii Napoleona, stanowiąca punkt zwrotny w prowadzonych przez niego wojnach. Nigdy jeszcze do tej pory cesarz nie zmobilizował tak znacznych sił. Mówiło się nawet, że poprowadził całą Europę przeciwko Rosji. Nigdy też teatr działań militarnych nie był tak rozległy - od wybrzeży Bałtyku po Wołyń i od Niemna po Moskwę. Po raz pierwszy Napoleon zastosował wówczas nowy szczebel organizacyjny - grupę korpusów.

W kampanii 1812 po stronie franc. wystąpiło 12 korpusów, liczących łącznie 600 tys. żoł., 150 tys. koni i 583 działa. W tej masie wojsk było ponad 100 tys. Polaków, którzy po Francuzach (155 tys.) stanowili najliczniejszy kontyngent narodowościowy. Poszczególnymi korpusami WA dowodzili: 1 - Davout (72 tys. Francuzów, Hiszpanów, Badeńczyków, Meklemburczyków), 2 - Oudinot (37 tys. Francuzów, Szwajcarów, Chorwatów, Portugalczyków), 3 - Ney (39 tys. Francuzów, Wir-temberczyków, Portugalczyków, Iliryjczyków), 4 - ks. Eugeniusz Beauhamais (46 tys. Francuzów, Włochów, Chorwatów, Hiszpanów), 5 - ks. Poniatowski (36 tys. Polaków), 6 - Gouvion-Saint--Cyr (25 tys. Bawarczyków), 7 - Reynier (17 tys. Sasów), 8 - Hieronim Bonaparte, potem Vandam-me, wreszcie Junot (18 tys. Hesyjczyków i West-falczyków), 9 - Victor (34 tys. Francuzów, Polaków, Bergijczyków, Badeńczyków), 10 - Macdonald (32 tys. Polaków, Bawarczyków, Prusaków, Westfalczyków), 11 - Augereau (50 tys. Francuzów, Niemców, Neapolitańczyków), 12 - ks. Schwarzenberg (34 tys. Austriaków). Do tego dochodziła gwardia pod rozkazami Lefebvre’a i Mor-tiera oraz 4 korpusy rezerwowe kaw.: 1 - Nan-souty’ego (12 tys. Francuzów, Polaków, Prusaków), 2 - Montbruna (10 tys. Francuzów, Polaków, Prusaków, Wirtemberczyków), 3 - Grouchy’ego (10 tys. Francuzów, Bawarczyków, Sasów) i 4 -Latour-Maubourga (8 tys. Polaków, Sasów, Westfalczyków).

Bezpośrednio przed rozpoczęciem kampanii zasadniczy trzon tych sił znajdował się nad dolną Wisłą, gdzie Napoleon skoncentrował blisko 300 tys. żoł. Były to korpusy 1,2 i 3, gwardia i kaw. rezerwowa. W centrum, w okolicach Torunia, rozmieszczona była 80-tys. armia posiłkowa pod naczelną komendą ks. Eugeniusza Beauhamais, złożona z 4 i 6 korpusu oraz 3 korpusu kaw. rezerwowej. W okolicach Warszawy pod dow. Hieronima Bonaparte zebrano drugą armię posiłkową w składzie: korpusy 5, 7 i 8 oraz 4 korpus kaw. rezerwowej (liczyła ona 70 tys. żoł.). Na skrajnym lewym skrzydle, w Królewcu, znajdował się 10 korpus, a na skrajnym prawym skrzydle, w okolicach Lwowa, 12 korpus.

Rosjanie zmobilizowali w pierwszej linii 230 tys. żoł. Byli oni podzieleni między trzy armie. 1 Armia Zachodnia (130 tys.), pod komendą min. wojny Barclaya de Tolly, była rozrzucona kordonem wzdłuż dolnego i środk. Niemna, aż do Grodna. 2 Armią Zachodnią (60 tys.) dowodził Bagration, a była ona rozmieszczona na płd. od pierwszej, między Niemnem a Bugiem. Do armii tej przydzielono kozaków Płatowa. Wreszcie 3 Armią Obserwacyjną (40 tys.) dowodził Tormasow. Stacjonowała na zach. od Pińska i broniła od płn. wejścia na Wołyń. Do tego trzeba też dodać tzw. Armię Dunajską adm. Cziczagowa, która osłaniała Ukrainę od płd., od strony Turcji. Na zapleczu, w głębi Rosji, mobilizowano dalsze pułki, co pozwalało prowadzić długą wojnę, wyniszczającą siły WA.

Napoleon zdawał sobie doskonale sprawę z czekających go trudności. Niepokoiła go zwłaszcza rozległość terenu spodziewanych operacji i brak dostatecznych zasobów żywnościowych, na jakie mógł liczyć po wkroczeniu na Litwę i Białoruś. Dlatego też po raz pierwszy od czasu wojen rewolucyjnych przygotował ogromne tabory z zaopatrzeniem, które musiały powodować znaczne opóźnienia w marszu WA. W konsekwencji niemal wszystkie manewry cesarza podejmowane w tej wojnie zakończą się niepowodzeniem - właśnie z racji powolności ruchów jego wojsk. Co więcej, ze względu na trudności z zaopatrzeniem zwlekał do trzeciej dekady VI z podjęciem działań po to, by wyrosła już trawa, a tym samym można było zapewnić paszę dla tak wielkiej liczby koni.

Inną ze słabych stron WA był jej skład narodowościowy. Napoleon prowadził przeciwko Rosji niemal wszystkie narody europejskie, nawet Prusaków i Austriaków, z którymi do tej pory walczył i którzy nigdy nie byli jego sojusznikami. Cesarz nie ufał poszczególnym kontyngentom narodowym - z wyjątkiem Francuzów i Polaków - dlatego też dążył do ich przemieszania. W konsekwencji powstały wielonarodowe korpusy, źle ze sobą spojone, składające się z pułków, między którymi bardzo szybko wystąpiły antagonizmy, źle też nimi dowodzono.

Ze względów czysto politycznych Napoleon powierzył komendę nad grupami korpusów członkom własnej rodziny - ks. Eugeniuszowi oraz bratu Hieronimowi. W pierwszym przypadku nie był to właściwy wybór, choć Eugeniusz był zawsze lojalny wobec swego ojczyma. W drugim wypadku wybór był wręcz fatalny i miało się to odbić na przebiegu już pierwszej fazy kampanii.

Napoleon - obawiając się rozległych równin ros. -chciał zakończyć tę wojnę w ciągu kilkunastu dni wielką bitwą przygraniczną. W początkowej fazie miał kilka wariantów działań, najbardziej liczył jednak na tzw. manewr wileński. Miał on polegać na wciągnięciu przeciwnika w pułapkę poprzez zachęcenie go do marszu na Warszawę, w której okolicach celowo pozostawiony był 5 korpus poi. Gdyby chociaż część armii carskiej ruszyła w tym kierunku, zamierzał wykonać rozległy manewr oskrzydlający i uderzyć z płn., od strony Wilna, na płd., a potem na zach., co pozwoliłoby rozbić przeciwnika gdzieś na Mazowszu. Byłoby to powtórzenie - w gigantycznej skali - manewru spod Austerlitz. Ros. dowództwo uznało jednak, że wszelkie działania ofensywne są niebezpieczne, już chociażby z racji dysproporcji sił. Przewidywano, że Napoleon musiał celowo tak właśnie rozmieścić swe wojska, by zastawić na Rosjan jakąś pułapkę. Dlatego od razu przeważyła koncepcja cofania się znad granicy w głąb kraju i połączenia rozdzielonych do tej pory 1 i 2 Armii.

Kampania ros. dzieli się na kilka etapów. Pierwszym (24 VI-8 VII) był manewr wileński, czyli próba odcięcia Bagrationa od głównych sił ros. i zniszczenia go. Drugim - manewr dźwiński (9-27 VII), a więc próba oskrzydlenia, a potem zniszczenia nad Dźwiną Barclay a de Tolly. Trzecim - przegrupowanie sił franc. w Witebsku do dalszych działań (28 VII-10 VIII). Czwartym - manewr smoleński (11-20 VIII), czyli próba wymuszenia na połączonych siłach ros. przyjęcia decydującej batalii. Piątym (20 VIII-4 IX) - marsz ku Moskwie. Szóstym (5-7 IX) - bitwy pod Szewar-dino i Możajskiem. Siódmym - daremne czekanie na pokój w Moskwie (8 IX-18 X). Ósmym - odwrót spod Borowska do Smoleńska (26 X-14 XI). Dziewiątym - operacja berezyńska (15-29 XI).

I wreszcie dziesiątym - końcowa faza odwrotu przez Wilno za Niemen (30 XI-koniec XII).

24 VI główne siły WA, skoncentrowane w rejonie Wiłkowiszek, rozpoczęły przeprawę przez Niemen i ruszyły na Kowno i Wilno. Nie napotkały niemal żadnych oddziałów ros., gdyż Barclay de Tolly wycofał się wcześniej na wsch. w kierunku Dryssy, a korpus Wittgensteina na Dyneburg. Ba-gration, powiadomiony o przeprawie, wstrzymał swój marsz na płn., w kierunku Lidy, i podejrzewając, że Francuzi zechcą go oskrzydlić, wycofał się na Mir. Tu połączył się z kozakami Płatowa, którzy stanowili teraz jego ariergardę.

Korpusy Hieronima Bonapartego i Poniatowskiego, które miały uczestniczyć w likwidacji Bagrationa, szły jednak bardzo wolno i dotarły do Grodna dopiero 30 VI, kiedy Rosjanie byli już daleko na wsch. Król Westfalii zmarnował jeszcze cztery dni, uzupełniając swe zaopatrzenie w Grodnie, skąd wyruszył dopiero 4 VII. Napoleon miał jednak nadzieję, że można będzie dopaść Bagrationa, kiedy spróbuje przeprawić się w Borysowie przez Berezynę. Posłał więc co prędzej Davouta na Mińsk, a Hieronimowi wydał rozkaz radykalnego przyspieszenia marszu. Ten jednak działał z wyjątkową powolnością i Davout daremnie czekał w Mińsku na nadejście Westfalczyków. Bagration, choć ścigany przez Polaków, którzy doznali dotkliwych strat pod Mirem i Romanowem, mógł spokojnie przejść Berezynę w Bobrujsku, a więc na płd. od Borysowa. Rozwścieczony Napoleon wystosował do brata list pełen inwektyw, po którym obrażony Hieronim opuścił bez pozwolenia armię i w eskorcie szwadronu swej gwardii wrócił do Kassel.

Kiedy zawiodła próba zniszczenia Bagrationa, cesarz pospieszył z Wilna przez Głubokoje w stronę Potocka. Zamierzał tam przekroczyć Dźwinę i zajść od tyłu obóz warowny w Dryssie, gdzie pierwotnie planował schronić się Barclay de Tolly. Ten jednak wycofał się dalej na wsch., w kierunku Witebska, chcąc zbliżyć do Bagrationa, który, jak sądził, powinien już znajdować się w Orszy. Dowiedziawszy się o tym, Napoleon pozostawił pod Po-łockiem 2 korpus Oudinota naprzeciw korpusu Wittgensteina, a sam pospieszył do Kamienia, by stamtąd iść na Witebsk za Barclayem. 25 VII ros. korpus Ostermana-Tołstoja, przerzucony na lewy brzeg Dźwiny, zdołał przez 24 godz. powstrzymać pod Ostrownem kaw. Murata i 4 korpus ks. Eugeniusza.

Ten dzień zwłoki pozwolił Barclay owi opuścić Witebsk i wycofać się na Smoleńsk. Tymczasem Davout - bardziej na płd. - zmuszony był wydzielić z korpusu Poniatowskiego 17 dyw. Dąbrowskiego i skierować ją pod Bobrujsk, aby zablokować tę twierdzę. Zaczęło się już więc pozostawianie dużych jednostek WA na tyłach i skrzydłach w celu zabezpieczenia coraz dłuższych linii komunikacyjnych. Sam Davout próbował jeszcze przechwycić Bagrationa pod Mohylewem nad Dnieprem, ale ten zdołał się wymknąć i połączyć z Barclayem pod Smoleńskiem. Tak więc wszystkie próby Napoleona rozbicia oddzielnie 1 bądź 2 Armii Zachodniej zakończyły się niepowodzeniem.

Minęło pięć tygodni kampanii, główne siły WA, po przejściu 450 km, zostały zredukowane do 180 tys. żoł. Dotychczasowy marsz był bardzo forsowny, odbywał się w niezwykłym skwarze, przez ziemie ubogie w żywność, tym bardziej że Rosjanie ewakuowali bądź niszczyli wszystkie dostępne zapasy. Co najmniej trzecia część żoł. Napoleona opuściła już szeregi na skutek maruderstwa i chorób. Padło wiele koni, które z braku paszy żywiono świeżo zżętą pszenicą. Oznaczało to radykalne zmniejszenie kaw. oraz trudności z transportem dział i zaopatrzenia.

W poł. VIII Napoleon podjął kolejną próbę zmuszenia Rosjan do przyjęcia decydującej bitwy. Sądził, że uda mu się to uczynić pod Smoleńskiem. 16-18 VIII toczyły się krwawe zmagania o miasto, ale Barclay de Tolly nie przyjął walnego boju i odszedł na wsch. Nie udało się też zniszczyć Rosjan 19 VIII pod WalutynąGórą.

W ros. dowództwie nastąpiła zmiana. Miejsce kunktatora Barclaya de Tolly zajął popularny w armii Kutuzow, cieszący się zaufaniem stronnictwa sta-roros. I on również kontynuował wycofywanie się na wsch. Chociaż był przeciwny wydawaniu generalnej batalii, musiał zdecydować się na to, aby nie oddawać Moskwy bez boju. Rosjanie zajęli ufortyfikowane pozycje pod Możajskiem, z wysuniętą strażą tylną pod Szewardino.

5 IX franc. awangarda (Murat i Compans) zdobyła redutę szewardyńską, bronioną przez gen. Boros-dina. W ciągu zaledwie godziny poległo lub zostało ciężko rannych 6 tys. Rosjan i 3 tys. Francuzów. Po dniu przerwy doszło 7IX do walnej bitwy pod Możajskiem. Trwała ona cały dzień i polegała na frontalnych atakach wojsk napoleońskich na reduty bronione przez Rosjan. Nie powiodła się próba obejścia lewego skrzydła nieprzyjaciela przez 5 korpus poi. Takie frontalne starcie powodowało ogromne straty po obu stronach. O godz. 16 Kutuzow opuścił plac boju, wycofując się na wsch.

13 IX na naradzie wojennej w wiosce File, u bram Moskwy, podjął decyzję pozostawienia stolicy bez walki. Chodziło mu przede wszystkim o uratowanie armii, a następnie o jej wzmocnienie nowymi pułkami.

14 IX WA wkroczyła do Moskwy. Jako pierwszy wszedł tam 10 p. poi. huzarów płk. Jana Umińskiego. Znalazłszy się w ros. stolicy, Napoleon miał nadzieję, że wojna dobiega zwycięskiego końca i car Aleksander I poprosi teraz o pokój. Nie doczekawszy się wysłanników imperatora, sam wystąpił z propozycjami negocjacji. Aleksander zwodził go jednak, zyskiwał na czasie, a jednocześnie Kutuzow reorganizował swą armię w warownym obozie Tarutino, dokąd wycofał się po opuszczeniu Moskwy.

Już kilkanaście godzin po wejściu Francuzów wybuchły pożary wzniecone na rozkaz gub. Rostop-czyna, zaciekłego wroga Napoleona. Zniszczyły kilka dzielnic i zmusiły Francuzów do wycofania części wojsk na przedpole. 18 X Kutuzow niespodziewanie zaatakował pod Winkowem franc. straż przednią, dowodzoną przez Murata. Napoleon nie miał już wątpliwości, że Rosjanie nie chcąpokoju. Tego dnia nakazał opuszczenie miasta i odwrót na zach. W Moskwie pozostawił Mortiera z 10 tys. młodej gwardii, nakazując mu wysadzenie w powietrze murów Kremla. Zamierzał wycofać się do Smoleńska i na linię Dniepru, gdzie chciał rozłożyć się na leża zimowe, a z wiosną 1813 podjąć nową kampanię. Dla zachowania twarzy, maszerował początkowo na płd., w kierunku Kaługi, aby nie stwarzać wrażenia, że cofa się na zachód. Atak Rosjan pod Winkowem był o tyle wygodny, że pozwalał przerwać zgubną bezczynność. WA w momencie opuszczania Moskwy liczyła 90 tys. żoł., do czego dochodziło 50 tys. maruderów. Obarczona była jednak mnóstwem wozów taborowych (ok. 10 tys.), na których niemal wszyscy chcieli wywieźć to, co zrabowali w stolicy carów. Do wozów zaprzęgano konie zabrane art. i wojsk, pociągom, co oznaczało konieczność pozostawienia armat i jaszczy amunicyjnych. Te ogromne tabory niesłychanie opóźniały marsz i stały się jedną z przyczyn klęski.

WA maszerowała początkowo drogą kałuską, tak jakby celem Napoleona było frontalne zderzenie z Kutuzowem. Kiedy jednak doszła do Krasnej Pachry, skierowała się na zachód i poprzez pola dotarła do Borowska. Cesarzowi wydawało się, że przechytrzył w ten sposób Kutuzowa i lada chwila będzie mógł wyjść na drogę prowadzącąna zachód, ale przez tereny, które nie były jeszcze zniszczone wojną. Kiedy jednak 24 X korpus ks. Eugeniusza Beauhamais doszedł do Małojarosławca, zastał tam już jegrów Dochturowa. Miasteczko przechodziło parokrotnie z rąk do rąk i za cenę 4 tys. zabitych i ciężko rannych utrzymali się w nim Francuzi. Niemniej jednak było jasne, że Kutuzow nie pozwoli, by Napoleon cofał się przez tereny, na których mógłby znaleźć żywność i paszę dla koni.

W takim stanie rzeczy cesarz zmienił plan i skierowawszy się na płn., wyszedł na starą drogę smoleńską, którą maszerował na początku kampanii. W Wierei dołączył do niego Mortier. Od tej pory główne siły ros. posuwały się kilkanaście km na płd. od WA - równolegle z nią albo nieco w tyle -atakując co pewien czas, ale nie podejmując decydującej walki. 3 XI Napoleon musiał ścierać się z Miłoradowiczem pod Wiaźmą. Kilka dni później, w Dorohobużu, dowiedział się, że zagraża mu poważne niebezpieczeństwo. Oto bowiem Rosja, podpisawszy pokój z Turcją, mogła ściągnąć z Mołdawii Armię Dunajskąadm. Cziczagowa, który połączył się z Tormasowem na Wołyniu i teraz maszerował w kierunku Berezyny, z wyraźnym zamiarem przecięcia WA drogi odwrotu. Jednocześnie, po przystąpieniu Szwecji do koalicji antyna-poleońskiej, Rosja mogła przerzucić z Finlandii dodatkowy korpus, który wzmocniłby armię Witt-gensteina, zagrażającą od płn. szlakom komunikacyjnym WA. I ta armia najwyraźniej dążyła nad Berezynę.

Nie było czasu do stracenia, runęły też plany zatrzymania się w Smoleńsku na leża zimowe. Trzeba było jak najszybciej maszerować na zach. i wyprzedzić nieprzyjaciela nad Berezyną. 3 XI zaczął padać śnieg i warunki odwrotu wyraźnie się pogorszyły. Zapanował głód, masowo padały konie żywione już tylko słomą wyrwaną ze strzech chłopskich chat. Porzucono niemal wszystkie działa, zostawiano po drodze rannych i chorych. Szwankowała dyscyplina, coraz więcej żoł. opuszczało szeregi w poszukiwaniu żywności. Czyniło to także wielu ofic., ratując się na własną rękę. Z każdym dniem rozpadały się całe komp., zwłaszcza z pułków niem. i wł. Źle podkute konie (z wyjątkiem poi.) łamały nogi na gołoledzi. WA nie miała więc już kaw., a tym samym nie mogła skutecznie osłaniać się przed kozakami. Rozpoczęła się też epidemia grypy, przywleczona z Azji Środk. przez Baszkirów i Kałmuków. Zapadali na nią masowo żoł. W A, osłabieni wielodniowym marszem, brakiem dostatecznego pożywienia, koczujący wprost na śniegu, grzejący się przy ognisku w wilgotnych ubraniach. To właśnie grypa, o której wspomina wielu pamiętnikarzy, a której zgubnych skutków nie doceniają historycy, w większym stopniu niż bezpośrednia walka z Rosjanami czy nawet głód, spowodowała stopniowy rozpad WA.

8 i 9 XI większość sił WA weszła do Smoleńska. Napoleon dał żoł. kilka dni wypoczynku, licząc na to, że zdoła przywrócić jaki taki porządek. Okazało się jednak, że zapasy w mieście są niewystarczające, a te, które znaleziono, rozdano przede wszystkim gwardii. Spowodowało to jawny bunt w niektórych oddziałach. 14 XI WA, licząca już tylko 40 tys. zdolnych do walki, opuściła Smoleńsk. Kilkadziesiąt km dalej Kutuzow podjął próbę osaczenia Napoleona. Walka toczyła się 15-20 XI w rejonie miasta Krasne. I znowu, za cenę wielkich strat, Francuzi zdołali się przebić. Niemal całkowitej zagładzie uległ jednak 3 korpus Neya, stanowiący straż tylną. Sam Ney z ok. 3 tys. żoł., prowadzeni przez poi. strz. konnych, zdołali po paru dniach dołączyć do WA.

20 XI, opuszczając Orszę, Napoleon miał już tylko 35 tys. żoł., obok których maszerowało 25 tys. maruderów. W miasteczku Liady doszła go wiadomość, że Rosjanie zdołali zdobyć przyczółek mostowy w Borysowie, opanowali miasto i obsadzili most na Berezynie. Wprawdzie zostali następnie pobici pod Łosznicą i wycofali się na prawy brzeg Berezyny, ale spalili za sobą most i w ten sposób dalsza droga odwrotu WA została przecięta. W tym momencie rozpoczęła się operacja berezyńska, majstersztyk sztuki wojennej. Napoleon zdecydował się szukać miejsca przeprawy na płn. od Boryso-wa, bo po przejściu rzeki mógł na skróty stosunkowo szybko dojść do Wilna. Zmyliwszy czujność Cziczagowa posłaniem na płd. od Borysowa bryg. kirasjerów i tłumu maruderów, cesarz rozpoczął 26 XI przeprawę w Studziance, 15 km na płn. od borysowskiego przyczółka mostowego. Przez trzy dni zdołał przerzucić na prawy brzeg większość swoich sił, a nawet 28 XI wydać Rosjanom bitwę, w której niewiele brakowało, by armia Cziczagowa została pobita. Była to realna szansa odwrócenia sytuacji strategicznej.

Przeprawa przez Berezynę stanowiła kolejny ważny etap tej kampanii. Napoleonowi udało się uratować kilkadziesiąt tys. żoł., ale WA praktycznie się rozpadła. W dalszą drogę do Wilna maszerowano już bez porządku, raczej bezładnymi grupami niż zwartymi oddziałami. 3 XII w Mołodecznie cesarz podyktował 29 biuletyn WA, w którym przyznawał, że doznał klęski, choć winił za to klimat, a nie przewagę armii ros. 5 XII w Smorgoniach opuścił resztki WA i powierzywszy dow. Muratowi, odjechał saniami z kilku ofic. Chciał jak najszybciej znaleźć się w Paryżu, by tam przystąpić do odtwarzania wojska.

10 XII tłum cofających się, osłaniany przez jako tako uporządkowaną straż tylną Neya, dotarł do Wilna. Nie można było zatrzymać się w tym mieście, bo kozacy deptali już po piętach, a nie było tu żadnych rezerw, które dałyby jakąkolwiek osłonę. Tegoż dnia na Wzgórzach Ponarskich kozacy zagarnęli tabory, w tym również skarbiec samego cesarza. Część rozbitków poszła drogą na Królewiec, Braniewo, Elbląg i Gdańsk. Inni, przede wszystkim Polacy, ruszyli przez Kalwarię, Grajewo, Łomżę, Pułtusk na Warszawę. Jeszcze inni maszerowali bocznymi drogami w stronę Torunia. 20 XII do Warszawy dotarły resztki 5 korpusu poi. Kiedy żoł. meldowali się na dziedzińcu Pałacu Pod Bla-chąu ks. Poniatowskiego, który kontuzjowany odjechał wcześniej saniami, okazało się, że korpus liczy tylko kilkuset ofic. i żoł. Przyprowadził jednak ze sobą ok. 50 armat. Przyniósł także wszystkie sztandary. Dla porównania - z 500 armat, jakimi dysponowały inne korpusy, w tym także gwardia, uratowano zaledwie jedną 3-fiintową wiwatówkę.

Straty, jakie poniosła WA w tej kampanii, były ogromne. Do szeregów w 1813 wróciło nie więcej niż 30 tys. żoł. Zabitych było ok. 60 tys., do czego dochodzi podobna liczba zmarłych z wyczerpania i chorób. Ok. 150 tys. dostało się do niewoli, z której większość powróciła dopiero latem 1814. Bardzo wielu jednak, zwłaszcza z kontyngentów niem., przetrwało tę kampanię. Po wydostaniu się z Rosji rozeszh się do domów albo też pochowali po wsiach, aby już więcej nie brać udziału w walkach.

Podobne prace

Do góry