Ocena brak

Julian Ursyn Niemcewicz - POŻAR, BAJKA ORYGINALNA (1794)

Autor /Saleta Dodano /17.10.2012

 
W obszernym domie, z dawna zamieszkanym,
Lecz jak się zdaje, na klęski skazanym,
W domie, gdzie mieszkał bogaty i mierny,
Zajął się pożar niezmierny.
Co bardziej jeszcze powiększyło trwogę,
Ze wszech stron wiatry srogie,
Wznosząc iskry, dym, płomienie,
Ognistą łoną niebieskie sklepienie
Okryły. Dzielni mieszkańcy atoli
W tej ostatecznej niedoli
Miasto rozpaczy, frasunku
Rzucili się do ratunku.
Porwali się, niepomni na własną swą zgubę,
By obronić szczyty lube.
Gaszenia rodzaj wszelaki:
Sikawki, woda i haki,
Co roztropność albo też męstwo znakomite
Kazały, wszystko tam było użyte.
Gdy wszyscy walczą w powszechnej obronie,
Jeden samolub, w najmodniejszym tonie,
Mniej dbając, że się dom cały mógł spalić,
Byleby własne tłomoczki ocalić,
Zabrawszy ruchomość swoje,
Wyszedł przez tylne podwoje
I do obcej się kamienicy schronił.
Niezmiernie kontent, że siebie obronił,
Tam przez lornetkę i w oknie stojący -
Spokojnie patrzał na dom gorejący.
Nie pierwszy przykład, że zamysł cnotliwy
I hazardy, i starania
Skutek wzięły nieszczęśliwy:
Mimo pracy obrońców i usiłowania
Domów ze wszystkim się spalił
I szczyt się cały zawalił.
Mieszkaniec, który się go obronić spodziewał,
Smutne popioły gdy łzami oblewał
I wpośrzód gruzów zamyślony siedział,
Przyszedł do niego samolub kochany
I rzekł mu: «Jam to wszystko przepowiedział,
Nikt wam rozumu tego nie pochwali.
Co za zamysł niesłychany
Biec do obrony, kiedy dom się. pali!
A potem-całe dzieło bez porządku,
Bez ładu i bez rozsądku.
Kto widział wodą chcieć ugasić mury? «
Ja na mnie winy tej nie będę składał...»
Przerwał mieszkaniec: «Wyrodku natury,
Ty, coś siebie nad dobro powszechne przekładał!
Kto dzielić z cnotliwymi hazardów się boi,
Temu zarzutów czynić nie przystoi.
Nie śmiałeś z nami rzeczy powszechnej zasłaniać:
Nie masz dziś prawa naganiać
Ni zamysłu, ni sposobu!
Zginęliśmy: lecz z sobą przeniesiem do grobu
Czułe poczciwych wspomnienia,
Spokojność i świadectwo własnego sumnienia.
Ty, coś zakładał szczęście twoje w złocie,
Żyj z nim, żyj razem w hańbie i zgryzocie!»

Podobne prace

Do góry