Ocena brak

Jan Kochanowski - Psałterz Dawidów

Autor /Saleta Dodano /27.09.2012

Najwyżej wzniósł się talent Kochanowskiego w Psałterzu Dawidowym i w Trenach.

Już w wiekach średnich psałterz był najulubieńszą książką do nabożeństwa w całym chrześcijańskim świecie, ale na niezwykłej piękności psalmów poznano się dopiero w wieku XVI; wprawdzie ogół szukał w nich po dawnemu jedynie pokarmu
dla swych uczuć religijnych, ale jednostki obdarzone zmysłem piękna rozumiały już, że psałterz to nie tylko zbiór modlitw podnoszących duszę człowieka ku Bogu i krzepiących ją w smutku, ale zarazem wspaniały utwór poezji lirycznej, jeden z najbardziej natchnionych w poezji wszechludzkiej. Otóż do tych jednostek należał naturalnie i Kochanowski. Tłumaczono u nas psalmy już przed nim, zarówno w wie­kach średnich, jak i w wieku XVI: prozą przekładali je pomiędzy innymi Walenty Wróbel i Mikołaj Rej, a wierszem - Jakub Lubelczyk. I za granicą nie brakło ani przekładów, ani wierszowanych przeróbek, z których wyróżnia się przeróbka ła­cińska poety szkockiego Buchanana (1569). Kochanowski znał tych swoich poprzed­ników, korzystał z nich nawet, ale wszystkich przewyższył, bo też ze wszystkich tłu­maczów psałterza on jeden jedyny był natchnionym poetą. Jego Psałterz Dawidów wyszedł w roku 1579.
O dosłownym przekładzie z tekstu łacińskiego (oryginału Kochanowski nie znał, bo po hebrajsku nie umiał) nie mogło być nawet mowy, nie tylko dlatego, że prozy na wiersz rymowany dosłownie przełożyć niepodobna, ale dlatego nade wszystko, że Kochanowski nie chciał dosłownie tłumaczyć: jego serce chciało nieraz własnymi słowami rozmawiać z Bogiem i wielbić Jego potęgę; czasem więc brał z psalmów Dawida jedynie myśl zasadniczą, a tę już wypowiadał po swojemu; in­nymi słowy, Psałterz Dawidów Kochanowskiego to raczej poetyczna przeróbka niż przekład.
W historii poezji staropolskiej Psałterz jest dziełem ogromnego znaczenia. Nikt przed Mickiewiczem nie umiał tak jak Kochanowski wyrazić różnorodnych uczuć duszy ludzkiej: radości i smutku, wesela i żałości, pogody ducha i zniechę­cenia do ludzi i świata, ufnej nadziei w Bogu i rozpaczy, żalu do ludzi i uwielbienia względem Boga, dumy względem ludzi i skruchy względem Boga. A wszystkie te uczucia wypowiedziane są językiem pełnym prawdziwej poezji; Kochanowski jest, jak mówi Mickiewicz, «w swoim przekładzie psalmów natchniony, ma styl szla­chetny, jasny i przeźroczysty, tok poetycki śmiały, poruszenia swobodne i wspa­niałe, wszędzie jakąś powagę sędziwą i uroczystość kapłańską. Dopiero od Psał­terza Kochanowskiego język polski stał się zdolnym do poetycznego wyrazu po­tężnych uczuć, wstrząsających duszą człowieka; pod tym względem stanowi on w dziejach polskiego języka poetycznego epokę. Epoką jest również w historii pol­skiego wiersza i strofy, Kochanowski bowiem posługuje się w Psałterzu wierszem różnorodnym, to krótszym, to dłuższym, od siedmiozgłoskowego do czternastozgłoskowego, i różnymi strofami, od dwuwierszowej do ośmiowierszowej; takiego bogactwa wiersza i strofy nie znała jeszcze poezja polska. Nie znała także tej muzy­kalności i melodyjności, jakimi się odznacza wiersz Psałterza; poznali się na tym już współcześni: zarówno katolicy, jak protestanci śpiewali psalmy Kochanow­skiego, a sławny kompozytor współczesny polski, Mikołaj Gomółka, dorobił mu­zykę do wszystkich stu pięćdziesięciu psalmów.
Sam Kochanowski miał zupełną świadomość, że tworzy arcydzieło, i nie gdzie indziej, tylko właśnie w przedmowie do Psałterza wypowiedział owe słowa dumne, ale prawdziwe: « Iwdarłem się na skałę pięknej Kalijopy, - gdzie dotychmiast nie było śladu polskiej stopy!»Arcydzieło zaś to, jak każda wielka poezja, jest niespożyte;
minęło przeszło trzy wieki od śmierci Kochanowskiego, a jego Psałterz nie stracił nic ze swej piękności i majestatu; wielu poetów naszych tłumaczyło psalmy po Kochanowskim, ale ani jeden nie tylko mu nić dorównał, ale się nawet do niego nie zbliżył

PSALM 7
W Tobie ja samym, Panie, człowiek smutny,
Nadzieję kładę: Ty racz o mnie radzić!
Nieprzyjaciel mój jako lew okrutny
Szuka mej dusze, aby ją mógł zgładzić;
Z jego paszczęki jeśli mię, mój Boże, 
Ty sam nie wyrwiesz, nikt mię nie wspomoże.
Jeśli mię, Panie, słusznie oszacował Zły człowiek, a ma do mnie jaką winę; Jeślim przyjaźni nieszczyrze zachował, A do złej chęci dał z siebie przyczynę: Niech nieprzyjaciel górę ma nade mną, Niech mię w proch zetrze i moję cześć ze mną!
Powstań, o Panie wieczny, w gniewie Twoim Przeciw złych ludzi niepobożnej radzie, A powstań z pomstą, jakąś prawem swoim Opisał! Oto lud w wielkiej gromadzie Wyroku Twego czeka, jeśli złemu Czy upaść przed Twym sądem cnotliwemu.
Przeto, o Sędzia, Sędzia wiekuisty, Chciej na wysokiej sieść stolicy swojej, A jeślim jest praw i przed Tobą czysty, Osądź mnie wedla niewinności mojej! Złego złość niszczy, a człowiek cnotliwy Jest w Twej opiece, Boże sprawiedliwy!
Boże, przed którym tajne być nie mogą Myśli człowiecze! W Twej stojąc obronie, Przed żadną nigdy nie uciekę trwogą, Bo szczyre serce w Twojej jest zasłonie. O sprawiedliwy Sędzia! Ty każdego Sprawnie oddzielasz wedla zasług jego.
Jeśli sie człowiek zły nie pohamuje, Pan swój miecz ostrzy, Pan łuk nałożony Na ręku trzyma i strzały gotuje Śmiertelne: zapadł w zazdrość człowiek płony5, Niesprawiedliwość nosi, kłam urodzi, Dół pod nim kopa, a sam weń ugodzi.
Sam sie upęta w chytrym sidle swoim, Nań sie obalą wszystki jego złości, A ja, podparty miłosierdziem Twoim, Próżen i troski, i niebezpieczności, Sąd sprawiedliwy i Twe imię, Panie, Wyznawać będę, póki dusze stanie!

PSALM 74  
Tak-że nas już na wieki, Boże nasz, opuścisz
I srogim wilkom drapać stado Twe dopuścisz?
Wspomni na swe dziedzictwo i na swój lud wierny,
Z któregoś Ty zdjął jarzmo w jego czas mizerny!
Wspomni na piękną skałę, poświęconą Tobie, Syjońską, gdzie Ty obrał był mieszkanie sobie; Powstań kiedy a rozgrom swe nieprzyjaciele, Od których tak wiele szkód widzisz w swym Kościele!
Pełne Twoje bóżnice huku, pełne zbroje, Wpośrzód placu chorągwie roztoczyli swoje, Ozdobę domu Twego, kosztowne roboty, Obuchami potłukli i twardymi młoty.
Ściany padną, ziemia grzmi, jako kiedy walą W lesie surowe dęby twardą, ostrą stalą; Świątnica Twoja gore, namiot roztargany Leży w prochu, szkaradzie nogami wdeptany.
Całego nic zostawić nie chcą; ogień srogi Wszytki w popiół obrócił Pańskie synagogi. Co gorsza, znaków żadnych, żadnego nie znamy Proroka, żeby widzieć, póki w tym trwać mamy.
Długoż sie pastwić będą ci sprośni poganie Nad nami? długoż mają Ciebie bluźnić, Panie? Czemu tak długo kurczysz możną rękę swoje ? Podnieś wżdam kiedy wzgórę, podnieś prawą Twoje!
O Panie! Jeszcze z wieku znaczna zawżdy była Twoja łaska nad nami, znaczna Twoja siła: Tyś wpośrzód morza drogę szyroką osuszył, A srogim smokom w wodzie harde głowy skruszył.
Skruszyłeś i samemu łeb wielorybowi I dałeś go na pastwę górnemu sępowi; Na Twoje rozkazanie zdrój wyskoczył z skały, A rzeki nieprzebyte wody ostradały.
Twój dzień jest i noc Twoja; światło niezgaszone Słońca górolotnego przez Cię jest stworzone;
Tyś morze z ziemią spoił i mocnie ustawił,  Tyś lato swym dowcipem i zimę naprawił!
Pomni swe urąganie, pomni, wieczny Panie, Jako imię Twe lżyli nieszczęśni poganie! Synogarlice swojej bestyjom nie dawaj, Stada swego w niepamięć wieczną nie podawaj!
Wejźrzy na swe przymierze! Nie mamy, ubodzy, Głów gdzie skłonić: posiedli wszystko ludzie srodzy; Nie daj, aby upadły wstyd odniósł na sobie, Owszem, mógł za Twą łaskę podziękować Tobie.
Wstań, Panie, a weźmi sie za swą krzywdę! Pomni, Jako Cię lżą każdy dzień bluźnierce nieskromni, Nie zamilczaj przegróżek i wszetecznej mowy, Na co Twój nieprzyjaciel zawżdy jest gotowy!

PSALM 91 
Kto sie w opiekę poda Panu swemu,
A całym prawie sercem ufa Jemu,
Śmiele rzec może: «Mam obrońcę Boga,
Nie będzie u mnie straszna żadna trwoga!»
Ciebie On z łowczych obierzy wyzuje I w zaraźliwym powietrzu ratuje, W cieniu swych skrzydeł zachowa cię wiecznie, Pod Jego pióry ulężesz bezpiecznie.
Stateczność Jego - tarcz i puklerz mocny, Za którym stojąc, na żaden strach nocny, Na żadną trwogę ani dbaj na strzały, Którymi sieje przygoda w dzień biały.
Stąd wedla ciebie tysiąc głów polęże, Stąd drugi tysiąc: ciebie nie dosięże Miecz nieuchronny; a ty przedsię swymi Oczyma ujźrzysz pomstę nad grzesznymi.
Iżeś rzekł Panu: «Tyś nadzieja moja», Iż Bóg nawyższy jest ucieczka twoja -Nie dostąpi cię żadna zła przygoda Ani sie najdzie w domu twoim szkoda.
Aniołom swoim każe cię pilnować, Gdziekolwiek stąpisz, którzy cię piastować Na ręku będą, abyś idąc drogą Na ostry krzemień nie ugodził nogą.
Będziesz po żmijach bezpiecznie gniewliwych I po padalcach deptał niecierpliwych,
Na lwa srogiego bez obrazy wsiędziesz I na ogromnym smoku jeździć będziesz.
Słuchaj, co mówi Pan: «Iż mię miłuje, A przeciwko mnie szczyrze postępuje, Ja go też także w jego każdą trwogę Nie zapamiętam, i owszem - wspomogę.
Głos jego u mnie nie będzie wzgardzony, Ja z nim w przygodzie, ode mnie obrony Niech pewien będzie, pewien i zacności, I lat szedziwych, i mej życzliwości.>>

PSALM 104
Duszo, śpiewaj Panu pieśń! O nieogarniony
Nieba i ziemie sprawco, wielceś uwielbiony!
Ciebie obeszła wkoło cześć i świetna chwała,
Ciebie jasność jako płaszcz ozdobny odziała.
Tyś niebo jako namiot rozbił ręką swoją, Nad nim wody za Twoim rozrządzeniem stoją,
Chmury - Twój wóz; Twe konie - wiatry nieścignione, Duchy - posłańcy; słudzy - gromy zapalone.
Twym rozumem tak miernie ziemia usadzona, Że na wieki nie będzie nigdy poruszona.
Na tej jako powłoka przepaści leżały, A góry niezmierzone wody zakrywały;
Ale skoroś rzekł słowo, a niebo zagrzmiało, Wody spadły, a morze na dół uciekało;
Skały ku górze poszły, pola rozciągnione Opanowały miejsca przez Cię naznaczone.
Zamierzyłeś kres pewny morzu, że wiecznemi Czasy wezbrać nie może ani szkodzić ziemi.
Ty w skale ukazujesz drogę zdrojom nowym, Które posiłek niosą rzekom kryształowym.
Tu sie wszelki zwierz chłodzi, który w polu żyje, Tu łoś, mieszkaniec leśny, upragniony pije.
Tamże ptacy mieszkają, a w krzakach zielonych Nie przestają powtarzać pieśni ulubionych.
Ty z pałaców swych świętych, Ojcze uwielbiony, Spuszczasz na niską ziemię deszcz nieprzepłacony;
A ona, nieprzebranej łaski Twojej syta, Wszytkiego wszytkim starczy4: stąd trawa obfita
Bydłu ku pożywieniu; stąd zioła ogrodne I wszelki rodzaj zboża; stąd wino łagodne, Dobrej myśli naczynie; stąd chleb, który snadnie
Siłę twierdzi; stąd olej, po którym twarz gładnie.
Taż wilgotność i lasy żywi niezmierzone, I cedry na Libanie Twą ręką szczepione;
Tam wróble gniazda noszą; jodła - bocianowi, Sarnom góra mieszkanie, skała - królikowi.
Tyś na znak czasów sprawił błędną1 twarz miesięczną, Ty niepoścignionego słońca lampę wdzięczną
Prowadzisz do zachodu; wtem nocne ćmy wstają: Wtenczas leśne bestyje wszytki sie ruszają;
Lwięta ryczą, pokarmu żądając od Ciebie. Skoro zaś jasna zorza zakwitnie na niebie.
Zwierz do jaskiń uchodzi, ludzie następują Na roboty, gdzie także do mroku pracują.
Zacne są Twoje sprawy i wielkie mądrości! Pełna jest wszytka ziemia Twej szczodrobliwości,
Pełne, Panie, i wody: kto wyliczyć może Wszytki rybie rodzaje, które żywi morze?
Tam żaglem rozpuszczonym okręty biegają, Tam swe igrzyska srodzy wielorybi mają,
Wszytko to, co jest w morzu, wszytko, co na ziemi I co siecze powietrze pióry pirzchliwemi,
Oczy ku Tobie wznosi, który siedzisz w niebie, I oczekiwa zwykłej żywności od Ciebie.
Kiedy rękę otworzysz, wszyscy nasyceni; A kiedy twarz odwrócisz, wszyscy zasmuceni;
Jeśli im ducha weźmiesz, w proch sie wnet obrócą; Jeśli im ducha natchniesz, na świat sie zaś wrócą.
Wieczna jest Pańska chwalą, a On z tak mądrego Nie przestanie sie kochać nigdy czynu swego.
Pan, który kiedy pojźrzy, ziemia drży, Pan, który Kiedy ręką gór dotknie, dymem pójdą góry.
Dokąd mi tedy mego żywota dostanie, Głos mój Panu i lutnia śpiewać nie przestanie.
Tylko Jemu niech wdzięczne będą pieśni moje, Bom ja wszytko położył w~ nim wesele swoje.
Bodaj wszyscy złośliwi zagubieni byli, Tak żeby sie na wieki już nie poprawili!
A ty, o duszo moja, daj cześć Panu swemu! Dajcie wszytki narody winną chwałę Jemu!

Podobne prace

Do góry