Ocena brak

Jakie są systemy szkolnictwa?

Autor /Mers Dodano /31.01.2012

W większości krajów rozwiniętych nauka na szcze­blu podstawowym jest obowiązkowa. Rozpoczyna się zwykle około 5 roku życia i trwa przez 10 do 12 lat. Obowiązek zapewnienia powszechnego do­stępu do nauki należy do rządu bądź lokalnych władz samorządowych. Organy te mają za zada­nie utrzymywanie szkół i zatrudnianie nauczycieli. Jednak obok szkól publicznych w wielu krajach istnieją także odpłatne szkoły prywatne.
Ponad polowa wszystkich dzieci na świecie nie uczęszcza do szkoły. W krajach rozwijających się na przeszkodzie stoją trzy czynniki; po pierwsze -tamtejsze społeczeństwa są młode, po drugie - mają wysoki współczynnik urodzin i po trzecie - mają niskie nakłady finansowe na szkolnictwo. Na po­czątku lat 90. dzieci poniżej 15 roku życia stano­wiły 19,1% mieszkańców Francji, 19,2% w Wiel­kiej Brytanii i 21,7% w Stanach Zjednoczonych. W tym samym czasie mniej niż 15 lat miało 51,1% ludności Kenii i 36,5% ludności Indii. Młodzież i dzieci, zwłaszcza w biednych regionach rolni­czych, stanowią tanią siłę roboczą, dlatego rodzi­ce tak niechętnie posyłają je do szkoły.

Kraje rozwijające się, organizując system oświa­ty, napotykają często na jeszcze jeden niebagatel­ny problem, jakim jest kwestia języka wykłado­wego. Wydaje się oczywiste, że zajęcia w szkołach państwowych powinny się odbywać w języku urzędowym danego kraju. Często jednak kraje roz­wijające się są państwami wielonarodowymi, a językiem urzędowym jest język większości etnicz­nej. Zmuszanie przedstawicieli mniejszości etnicz­nych do nauki języka większości po pierwsze nie daje im równych szans w dostępie do nauki, a po drugie w konsekwencji doprowadza do zakłócenia tożsamości kulturowej mniejszych społeczności.
Wiele rządów krajów rozwijających się kładzie szczególny nacisk na szkolnictwo zawodowe kosz­tem tradycyjnego wykształcenia akademickiego. Wiąże się to z przekonaniem, iż krajowi potrzeb­ni są fachowcy wykształceni w konkretnych za­wodach, nie zaś wszechstronnie wyedukowane „pięknoduchy". Jednak mimo takiej polityki, wielu młodych ludzi preferuje klasyczny model wykształ­cenia. Dla tych właśnie osób prestiż, jaki zapewnia sam dyplom ukończenia jednego ze starych euro­pejskich uniwersytetów, jest dużo więcej wart niż najgruntowniejsza nawet wiedza zdobyta na lokal­nej uczelni zawodowej.
Kolejnym problemem, z jakim borykają się kraje rozwijające się, jest fakt, że praca, którą mogą zna­leźć absolwenci wyższych uczelni w swoich kra­jach, nie zaspokajają ich ambicji. Występuje więc zjawisko tzw. „drenażu mózgów", czyli wyjeżdża­nia najlepszych absolwentów celem poszukiwania pracy w bogatych krajach rozwiniętych.
Mimo iż w niektórych krajach rozwijających się liczba analfabetów teoretycznie nie przekracza jed­nego procenta, to w praktyce często nawet 20% mieszkańców to półanalfabeci. Oznacza to, że ich umiejętności w czytaniu i pisaniu są zbyt małe, by sprostać wymaganiom życia codziennego. Często nie potrafią oni czytać drogowskazów czy wypeł­niać najprostszego formularza.
Ideałem jest, by wszystkie dzieci miały równy dostęp do nauki. Niestety, i nie dotyczy to jedynie krajów rozwijających się, wyraźnie widać różnicę między poziomem wykształcenia dzieci pocho­dzących z klasy średniej i tych, których rodzice są niewykwalifikowanymi robotnikami. Na przykład o ile średnio w całych Stanach Zjednoczonych od­setek uczniów, którym nie udało się ukończyć szko­ły średniej wynosi 14%, o tyle w podupadłych dzielnicach wielkich miast sięga on aż 50%.

Jako że poziom wykształcenia ludności odgrywa istotną rolę w rozwoju gospodarczym każdego kraju, oświata jest często przedmiotem dyskusji politycznych. W latach sześćdziesiątych wielu poli­tyków w krajach rozwiniętych ogłosiło koniec ery szkolnictwa dla elit. Promowali oni powszechny dostęp do edukacji, również na najwyższym pozio­mie. Jednym z modnych wówczas haseł była tak zwana „dyskryminacja pozytywna", czyli fawory­zowanie uczniów pochodzących z biednych do­mów bądź środowisk, w których tradycyjnie nie przywiązywało się większej wagi do wykształce­nia dzieci.
W latach osiemdziesiątych nastąpił powolny odwrót od tych idei. Pojawiły się głosy, że gwał­townie spada poziom nauczania. Przeprowadzono zakrojone na szeroką skalę badania, które potwier­dziły tę hipotezę. Spadek poziomu nauczania w największym stopniu dotyczył młodzieży z wiel­kich ośrodków miejskich. W wielu krajach, zwłasz­cza w USA i Wielkiej Brytanii, politycy coraz rza­dziej mówili o równym dostępie do nauki a coraz częściej o coraz wyższych kosztach obciążających podatnika. Zaczęto domagać się wymiernych ko­rzyści z kształcenia młodzieży. Kształcenie zaczę­to traktować jako inwestycję. Wiele rządów zaczę­ło reformować programy nauczania, odchodzić od metod skoncentrowanych na rozwoju dziecka ku bardziej tradycyjnym, za najważniejsze traktują­cym rzetelną, faktograficzną wiedzę.

Podobne prace

Do góry