Ocena brak

Ignacy Krasicki - Bajki

Autor /Saleta Dodano /09.10.2012

Drugim obok satyr głównym filarem nieśmiertelnej sławy Krasickiego jako poety są jego bajki: jest on nie tylko najznakomitszym satyrykiem, ale i najznako­mitszym bajkopisarzem polskim. Pierwszy zbiór, obejmujący sto sześć bajek, wy­szedł w roku 1779: Bajki i przypowieści na cztery części podzielone (bajki od przy­powieści Krasicki nie odróżniał). Zbiór drugi (siedemdziesiąt dwie bajki) ukazał się już po śmierci Krasickiego w zbiorowym wydaniu jego pism, w roku 1802, pt. Bajki nowe. Później w pozostałych po nim papierach znalazło się jeszcze dziesięć bajek, które ogłoszono w roku 1906. Razem tedy jest bajek sto osiemdziesiąt osiem.

Ich właściwymi bohaterami są ludzie, którzy jednak rzadko występują we własnej osobie, nierównie zaś częściej - pod pokrywką zwierząt, czasem - roślin albo żywiołów natury nieorganicznej (na przykład rzek), albo i martwych przedmio­tów. Jak wszyscy nowocześni bajkopisarze, tak i Krasicki pomysł niejednej swojej bajki zawdzięcza bajkopisarzom dawniejszym - greckim, rzymskim, francuskim, niemieckim, angielskim; lecz są i bajki w pomyśle oryginalne, nie mówiąc już o tym, że piękno formy wszystkich bez wyjątku jest wyłączną własnością Krasickiego.
«Bajki wam niosę: posłuchajcie, dzieci»-mówi autor w wierszu Do dzieci, umieszczonym na czele Bajek i przypowieści. W istocie jednak pisał je nie dla dzieci, tylko dla ludzi dorosłych, przede wszystkim zaś - dla samego siebie. Bajki bowiem były dla niego tym samym, czym dla Kochanowskiego «nieprzepłacone» fraszki: jak Kochanowski «kładł» we fraszki «wszytki tajemnice swoje», tak i Krasicki zam­knął w bajkach - wprawdzie nie tajemnice swojego życia, ale tajemnice swoich po­glądów na życie. Jest w bajkach albo wypowiedziana wprost, albo tylko domyślna nauka moralna; ale zaliczać je do poezji dydaktycznej byłoby dla Krasickiego wiel­ką krzywdą, więcej bowiem niż w jakimkolwiek bądź innym swoim utworze chodzi­ło mu nie tyle o pouczenie ludzi, jak żyć, ile (jak przystało na tej miary, co on, poetę) o zaspokojenie swojej własnej potrzeby duchowej, mianowicie o wyraz poetycki swojej filozofii życia.
A filozofia to (kto sobie zada trud «wyczerpac umysł zakryty» bajek) niezbyt wesoła. Miał Krasicki lat dziewięć, kiedy sentencję: Nescio, cur me natura magis quam disciplina trahit1, tak mu przetłumaczył jego nauczyciel domowy: «Natura bar-ziej mnie ciągnie ku złemu, - niżli nauka wlecze ku dobremu.» Z wiekiem ten pogląd utrwalał się raczej, niż ulatniał. Zgadzał się Krasicki z Kochanowskim, że «wszystko się dziwnie plecie - na tym tu biednym świecie, - a kto by chciał rozumem wszyst­kiego dochodzić, - i zginie, a nie będzie umiał w to ugodzió). Więc nie dochodził ro­zumem, dlaczego «wszystko się dziwnie plecie»; on tylko pilnie przypatrywał się światu i zobaczył, że - jak się wyraził w jednym ż ulotnych wierszyków - «złych jest mnóstwo, a głupich liczba bez rachuby»; widział, że ludzie, chociaż się tak cheł­pią swoim rozumem i jego zdobyczami, chociaż głoszą tak piękne hasła miłości bliźniego i w ogóle cnoty, czynami jednak zadają kłam swoim poglądom, że więcej jest «na tym tu biednym świecie» głupoty i naiwności niż rozumu i rozsądku, więcej pozorów i chełpliwości niż istotnej wartości i jej słusznej oceny, więcej chciwości i głupiej ambicji niż umiarkowania i poprzestawania na swoim; widział jeszcze, że wprawdzie głupota sama się najczęściej karze, ale że i rozum nie zawsze otłzymuje nagrodę i że potęga jego nieraz bywa bardzo, bardzo ułudna; a przede wszystkim to widział, że na świecie tak często panuje siła przed prawem, fałsz przed prawdą, spryt przed uczciwością i że jeden człowiek wyzyskuje drugiego, zwłaszcza słab­szego i głupszego od siebie. Otóż te wszystkie swoje smutne spostrzeżenia i doś­wiadczenia życiowe włożył Krasicki w bajki, które tym sposobem są stwierdzeniem tego, że «wszystko się dziwnie plecie na tym tu biednym świecie», że «złych jest mnóstwo, a głupich liczba bez rachuby». Stwierdza zaś Krasicki ten smutek życia najczęściej bez żadnych komentarzy, z iście olimpijskim spokojem; a jeżeli się czasem zdradza z jakim uczuciem, to nie z litością dla biednych ofiar własnej głupo­ty i cudzej złości (broń Boże!), tylko... z ironicznym uśmiechem, dzięki któremu niektóre bajki, nie mówiąc już o dowcipnym Wstępie do bajek, mają cechę wyraźnie satyryczną.
Z pesymistycznego charakteru filozofii wyrażonej w bajkach wynika, że pły­nący z nich «morał» jest nie tyle nauką moralną, która by zachęcała do walki ze złem w imię ideału albo do płacenia dobrem za złe, tylko praktyczną mądrością życiową: nie bądź zarozumiały, pracuj, oszczędzaj, nie skarż się na swój los (bo to się na nic nie przyda), nie wierz łatwo ludziom, bądź z nimi ostrożny, nie narażaj ich sobie zbytnią prawdomównością itp. Cała zaś ta praktyczna mądrość życiowa streszcza się w przestrodze: nie bądź głupi, czyli miej rozum, który «dobry... po szkodzie», ale jeszcze «lepszy... przed szkodą».
Jako wyraz trzeźwych poglądów na ludzi i ich naturę bajki Krasickiego posia­dają wartość nie przelotną, tylko długotrwałą (natura bowiem człowieka zmienia się bardzo wolno), i charakter nie narodowy, tylko ogólnoludzki.
Rozumie się, że czas, w którym żył Krasicki, to jest wiek oświecony, musiał wycisnąć swoje piętno na treści niektórych bajek; ze szczególną lubością na przy­kład ośmieszano w tym wieku lekarzy i nabożnisiów: ośmiesza ich i Krasicki; filo­zofowie tego stulecia wierzyli naiwnie w nieograniczoną potęgę rozumu: Krasicki żartuje sobie ż tej ich zarozumiałości, itd. Ale i takie bajki do dziś dnia się nie prze­starzały, bo i dzisiaj lekarze nieraz leczą chorobę, nie chorego, nabożnisie jak byli, tak są, a filozofowie jak nie grzeszyli, tak nie grzeszą nadmierną skromnością. Są i takie bajki, w których Krasicki, zdawałoby się, miał na myśli sprawy nie ogólno­ludzkie, tylko polskie. Bajkę na przykład Przyjaciele (o młodym zającu, którego wśród serdecznych przyjaciół zjadły psy) pisał, być może, Krasicki z myślą o rozbiorach Polski: niemniej przeto i ta bajka ma charakter ogólnoludzki, bo wyraża tę smutną prawdę, że ludzie są samolubni, że dla nieszczęścia bliźniego mają współ­czucie - czasem w sercach, częściej w słowach, ale rzadko albo nigdy w czynach. Irma jeszcze bajka, Ptaszki w klatce, powstała według wszelkiego prawdopodobień­stwa po pierwszym rozbiorze Polski, kiedy to Krasicki przestał być obywatelem Rzeczypospolitej, ale i ta bajka nie ma charakteru wyłącznie polskiego, każdy bo­wiem człowiek (o ile nie przestał być człowiekiem) jest smutny w niewoli. Bajka Myszy, w której stary szczur radzi myszom «ani być z kotem, ani przeciw kotu», tylko cicho siedzieć w jamie, zawierała w sobie, być może, przestrogę pod adresem Sejmu Czteroletniego, żeby się Moskwie nie narażać, ale przecie ostrożność i opor­tunizm do dziś dnia nie zanikły z polityki, więc i ta bajka nie przestała być aktualna.
Lecz niespożytą wartość zapewnia bajkom nie tylko ich treść, ale także piękno ich formy. Są dwa typy bajek: bajki narracyjne, to jest opowiadające szczegółowo jakieś zdarzenie i charakteryzujące jego aktorów, i bajki krótkie, to jest dające tylko ogólny zarys zdarzenia i nie charakteryzujące aktorów. Najznakomitszymi w litera­turze wszechświatowej autorami bajek pierwszego typu są: Francuz Lafontaine (1621-1695) i Rosjanin Kryłow (1768-1844), najznakomitszym na świecie autorem bajek drugiego typu jest Polak - Ignacy Krasicki. Wszystkie bajki wydane za jego życia (to jest Bajki i przypowieści) są krótkie: najdłuższa (Wilk i owce) ma osiem­naście wierszy; znaczną większość stanowią bajki sześcio- i cztero wierszowe; wszyst­kie są pisane wierszem jednostajnym, trzynastozgłoskowym. Wśród bajek, które Krasicki odumarł w rękopisie, krótkich jest bardzo mało (tylko dziewięć sześcio-wierszowych, tylko pięć czterowierszowych i jedna dwuwierszowa); znaczną prze­wagę mają bajki dłuższe, narracyjne, pisane wierszem różnym, mieszanym (od czternastu do dwóch zgłosek); dwie najdłuższe (Dwa gołębie i Kuglarze) liczą po osiemdziesiąt cztery wiersze.
W bajkach narracyjnych wzorował się Krasicki na Lafontainie, ale mu nie dorównał szczegółowością opowiadania ani obrazowością stylu, ani umiejętnością wyrazistej charakterystyki zwierząt (ich wyglądu i natury). Pomimo to i te bajki mają ogromną wartość, a to przez wdzięczną swobodę i ujmującą lekkość opowiada­nia, nie mówiąc już o tak wielkiej prostocie stylu, jakiej nie posiadają nawet bajki Mickiewicza. Są wprawdzie wśród bajek narracyjnych niektóre słabe, trzeba jed­nak pamiętać o tym, że wielu z nich nie zdążył Krasicki artystycznie wykoń­czyć; ale te, które wykończył (jak na przykład Przyjaciele i Puchacze), są arcydziełami.
Wśród bajek krótkich - co krok, to arcydzieło: arcydzieło niesłychanej u nas przed Krasickim, iście bajecznej treściwości i zwięzłości, bez najmniejszej ujmy ani dla klasycznej jasności i prostoty, ani dla przejrzystości sensu moralnego, który się narzuca umysłowi czytelnika nawet wtedy, kiedy go autor nie wypowiada. Do uczucia i do wyobraźni bajki te nie przemawiają, ale też tego Krasicki nie chciał; chciał natomiast, ażeby przemawiały mocno i wyraziście do myśli, i ten swój cel osiągnął, jak nie można lepiej: pomimo że w tych bajkach słów jest tylko tyle, ile koniecznie potrzeba do wyrażenia treści, narzuca się ona mocno umy­słowi czytelnika, a to dzięki wielkiej sztuce autora, która polega nie tylko na mistrzowskim dostrajaniu rymu i rytmu do treści, na mistrzowskiej oszczędności słowa (to jest na posługiwaniu się właściwymi wyrazami z pominięciem ozdób stylowych), ale także na mistrzowskiej budowie. Jest to - w najlepszych bajkach -budowa dramatyczna: krótka ekspozycja (czyli wdrożenie akcji), potem - akcja, bądź postawiona czytelnikowi przed oczy, bądź króciutko streszczona, wreszcie -katastrofa (czyli rozwiązanie). Budowę taką mają na przykład bajki: Kulawy i ślepy, Szczur i kot, Mysz i kot, i bardzo wiele innych. Wiedząc zaś, że najmocniej i naj­głębiej wrażają się w myśli człowieka różne przeciwieństwa, często posługiwał się nimi Krasicki, przeciwstawiając na przykład mądrego głupiemu, słabe jagnię -silnemu wilkowi, naiwne i potulne zwierzęta - mądremu i żarłocznemu lwu, doktora - zdrowiu, mędrka zdrowego - temuż mędrkowi w chorobie itd.

 WSTĘP DO BAJEK
Był młody, który życie wstrzemięźliwie pędził;
Był stary, który nigdy nie łajał, nie zrzędził;
Był bogacz, który zbiorów potrzebnym udzielał;
Był autor, co się z cudzej sławy rozweselał;
Był celnik, który nie kradł, szewc, który nie pijał;
Żołnierz, co się nie chwalił, łotr, co nie rozbijał;
Był minister rzetelny, o sobie nie myślał;
Był na koniec poeta, co nigdy nie zmyślał.
«A cóż to jest za bajka? Wszystko to być może.»
Prawda; jednakże ja to między bajki włożę.
KULAWY I ŚLEPY  
Niósł ślepy kulawego, dobrze im się działo;
Ale że to ślepemu nieznośną się zdało,
Iż musiał zawżdy słuchać, co kulawy prawi,
Wziął kij w rękę: «Ten - rzecze - z szwanku nas wybawi.»
Idą - a wtem kulawy krzyknie: «Umknij w lewo!»
Ślepy wprost i choć z kijem, uderzył łbem w drzewo.
Idą dalej; kulawy przestrzega od wody -
Ślepy w bród: sakwy zmaczał, nie wyszli bez szkody.
Na koniec, przestrzeżony, gdy nie mijał dołu,
I ślepy, i kulawy zginęli pospołu.
I ten winien, co kijem bezpieczeństwo mierzył,
I ten, co bezpieczeństwa głupiemu powierzył.
| SZCZUR I KOT 
«Mnie to kadzą» - rzekł hardzie do swego rodzeństwa,
Siedząc szczur na ołtarzu podczas nabożeństwa.
Wtem gdy się dymem kadzidł zbytecznych zakrztusił,
Wpadł kot z boku na niego, porwał i udusił.

DWA ŻÓŁWIE
Nie żałując sił własnych i ciężkiej fatygi
Dwa żółwie pod zakładem poszli na wyścigi.
Nim połowę do mety drogi ubieżeli,
Spektatorowie poszli, sędziowie zasnęli.
Więc rzekła im jaskółka: «Lepiej się pogodzić:
Pierwej niżeli biegać nauczcie się chodzic!»
MYSZ I KOT 
Mysz, dlatego że niegdyś całą książkę zjadła,
Rozumiała, iż wszystkie rozumy posiadła;
Rzekła więc towarzyszkom: «Nędzę wasze skrócę;
Spuśćcie się tylko na mnie, ja kota nawrócę!»
Posłano więc po kota. Kot, zawżdy gotowy,
Nie uchybił minuty, stanął do rozmowy.
Zaczęła mysz egzortę: kot jej pilnie słuchał,
Wzdychał, płakał!... Ta widząc, iż się udobruchał,
Jeszcze bardziej wpadała w kaznodziejski zapał,
Wysunęła się z dziury... A wtem ją kot złapał.
PTASZKI W KLATCE   
«Czegoz płaczesz? - staremu mówił czyżyk młody -
Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody.»
«Tyś w niej zrodzon - rzekł stary - przeto ci wybaczę;
Jam był wolny, dziś w klatce - i dlatego płaczę.»
FILOZOF  
Zaufany filozof w zdaniach przedsięwziętych
Nie wierzył w Pana Boga, śmiał się z wszystkich świętych.
Przyszła słabość. Aż mędrzec, co firmament mierzył,
Nie tylko w Pana Boga - i w upiry wierzył.
MAŁŻEŃSTWO 
Chwałaż Bogu! widziałem małżeństwo niemodne.
Stadło wielce szczęśliwe, uprzejme i zgodne;
Stateczna była miłość ż podziwieniem wielu...
To szkoda, że mąż umarł w tydzień po weselu!

KONIE I FURMAN 
Koniom, co szły przy dyszlu, powtarzał woźnica:
«Nie dajcie się wyprzedzić tym,  są u lica!
Goniły się pod wieczór, zacząwszy od rana.
Wtem jeden z przechodzących rzecze do furmana:
«Cóż ci stąd, że cię słucha głupich bydląt rzesza ?»
Ą furman: «Konie głupie, ale wóz pośpiesza
Dewotka 
Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła  
Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła;
Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,
Mówiąc właśnie te słowa: «...i odpuść nam winy,
Jako my odpuszczamy* - biła bez litości.
Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności!
WINO I WODA
 Przymawiało jednego czasu wino wodzie:
«Ja panom, a ty chłopom jesteś ku wygodzie.»
«Nie piłoby cię państwo - rzecze woda skromnie -
Gdyby nie chłop dał na cię, co chodzi pić do mnie.»
JAGNIĘ I WILCY
Zawżdy znajdzie przyczynę, kto zdobyczy pragnie:
Dwóch wilków jedno w lesie nadybali jagnię.
Już go mieli rozerwać; rzekło: «Jakim prawem?»
«Smacznyś, słaby i w lesie...»- Zjedli niezabawem.
DOKTOR I ZDROWIE 
Rzecz ciekawą, lecz trudną do wierzenia powiem.
Jednego razu doktor potkał się ze zdrowiem;
On do miasta, a zdrowie z miasta wychodziło:
Przeląkł się, gdy go postrzegł, lecz że blisko było,
Spytał go: «Dlaczegoż to tak spieszno uchodzisz?
Gdzie idziesz?» Zdrowie rzekło: «Tam, gdzie ty nie chodzisz.»

WILK POKUTUJĄCY
Wzięły wilka skrupuły: wiódł łotrowskie życie.
Więc ażeby pokutę zaczął należycie,
Zrzekł się mięsa. Jarzyną żyjąc przez dni kilka,
Znalazł na polowaniu znajomego wilka:
«Trzeba pomóc bliźniemu!» Za pracę usłużną
Zjadł kawał mięsa: «Gardzić nie można jałmużną.»
Spotkał jagnię nazajutrz samopas idący,
Chciał upomnieć, nastraszyć, zabił go niechcący.
Nazajutrz widząc cielę, że z krową nie chodzi,
Zabił go: «Takich grzechów cierpieć się nie godzi.»
Nazajutrz, gdy się pasły z krowami pospołu:
«Niech się dłużej nie męczy» — zjadł starego wołu.
I tak cierpiąc przykładnie z dóbr świata wyzucie,
Chudy, gdy był grzesznikiem, utył na pokucie.
ATŁAS I KITAJ
Atłas w sklepie z kitaju żartował do woli;
Kupił atłas pan sędzic, kitaj pan podstoli.  
A że trzeba pieniędzy dać było kupcowi,
Kłaniał się bardzo nisko atlas kitajowi.
Gdy przyszło dług zapłacić, a dłużnik się wzbraniał,
Co rok się potem kitaj atlasowi kłaniał.
MĄDRY I GŁUPI
Pytał głupi mądrego: «Na co rozum zda się?»  
Mądry milczał; gdy coraz bardziej naprzykrza się,
Rzekł mu: «Na to się przyda, według mego zdania,
Żeby nie odpowiadać na głupie pytania.*
WILKI OWCE  
Wilk, chociaż to ostrożny, przecie że żarłoczny,
Postrzegł ścierwo, chciał dostać i wpadł w dół poboczny.
Siedzi w jamie a wzdycha; wtem owieczki słyszy:
Patrzą w dół, aż wilk w jamie siedzi, ledwo dyszy.
Odezwał się na koniec, rzekł do nich powolnie:
«Nie wpadłem; za pokutę siedzę dobrowolnie:
Trzeba czynić pokutę za boje, za groźby,
Za to, żem was pożerał...» Owce zatem w prośby:
«Wynijdź z dołu!...» - «Nie wyjdę...» - «My będziem podnosić...»
Droży się wilk, na koniec dał się im uprosić.
Jęły się więc roboty i tak pracowały,
Że go zę dna samego jamy wydostały.
Wyszedł, a zawdzięczając nierozumnej kupie,
Pojadł, pogryzł, podusił wszystkie owce głupie.
PIJAK
Trawiąc niegdyś nad flaszką nocy i poranki,
Chory pijak stłukł wszystkie kieliszki i szklanki,
Klął miód, piwo znieważał, wino zwał tyranem.
Przyszedł potem do zdrowia i - odtąd pił dzbanem.
DRZEWO 
Wielbił drzewo grzejąc się człowiek przy kominie,
Rzekło drzewo: «Cóż po tym? Grzeje, ale ginie!»
PUCHACZE
Małżonka puchaczowa, męża swego godna,
A więc płodna,
Urodziła sześć sowiąt, puchaczków też nieco;
Zrazu słabe, dalej lecą.
Raz, gdy na zwykłe igrzyska
Ponad puste stanowiska
Nabujawszy się do sytu,
Wróciły do swego bytu,
To jest w dziurę przy kominie -
Pani matka, w córce, w synie,
Wnukach, wnuczkach spoważniona,
Przyjmując do swego łona,
Jak to zawsze panie matki,
Rzekła: «Cóż tam, moje dziatki?
Cóż tam słychać ?»
A więc wzdychać:
«Za naszych czasów wszystko coś szło sporzej,
Teraz raz w raz wszystko gorzej.»
W tej tak wielkiej troskliwości Najmłodsze puchaczątko, faworyt jejmości, Ozwał się: «Jakeśmy tylko wylecieli,
Wszystkie ptaki zaniemieli;
W kąty każdy jął się cisnąć,
Żaden nie śmiał ani pisnąć, My tylko same bujały.
Coś tam w krzaczkach ptaszek mały,
Co go to zowią słowikiem,
Odzywał się smutnym krzykiem,
Ale i ten nie śmiał mruczyć,
Skoro my zaczęły łmczyć.»
Po sercu, jak to mówią, matkę pogłaskało,
Że się tak pięknie udało,
Najbardziej, iż pieścioszek tak dzielnie wymowny.
Myśląc jednak, iż trzeba dać obrok duchowny,
Rzekła: «Choć wasz głos piękny, chociaż lot tak skory,
Uczcie się, miłe dziatki, i z tego pokory!
Dobrze to jest, iż cudzą ułomność przebaczeni:
Nie każdemu dał Pan Bóg rodzić się puchaczem.*
PRZYJACIELE
Zajączek jeden młody,
Korzystając z swobody,
Pasł się trawką, ziółkami w polu i ogrodzie,
Z każdym w zgodzie.
A że był bardzo grzeczny, rozkoszny i miły,
Bardzo go inne zwierzęta lubiły;
I on też, używając wszystkiego z weselem,
Wszystkich był przyjacielem.
Raz gdy wyszedł w świtaniu i bujał po łące,
Słyszy przerażające
Głosy trąb, psów szczekania, trzask wielki po lesie.
Stanął - słucha - dziwuje się...
A gdy się coraz zbliżał ów hałas, wrzask srogi,
Zając w nogi.
Spojrzy się poza siebie, aż dwa psy i strzelce.
Strwożon wielce,
Przecież wypadł na drogę, od psów się oddalił.
Spotkał konia, prosi go, iżby się użalił:
«Weź mnie na grzbiet i unieś!» Koń na to: «Nie mogę,
Ale od innych pewną będziesz miał załogę.»
Jakoż wół się nadarzył. «Ratuj, przyjacielu!»
Wół na to: «Takich jak ja zapewne niewielu
Znajdziesz, ale poczekaj i ukryj się w trawie -
Jałowica mnie czeka, niedługo zabawię.
A tymczasem masz kozła, co ci dopomoże.»
Kozieł: «Żal mi cię, niebożę,
Ale ci grzbietu nie dam: twardy, nie dogodzi;
Oto wełniasta owca niedaleko chodzi,
Będzie ci miękko siedzieć...» Owca rzecze:
«Ja nie przeczę,
Ale choć cię uniosę pomiędzy manowce,
Psy dogonią i zjedzą zająca i owcę;
Udaj się do cielęcia, które się tu pasie.»
«Jak ja ciebie mam wziąć na się,
Kiedy starsi nie wzięli» - cielę na to rzekło
I uciekło.
Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły,
Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.

KONIEC BAJEK
Zmordował się na koniec ten, co bajki prawił,
Żeby więc do ostatka słuchaczów zabawił,
Rzekł: «Powiem jeszcze jedne, o której nie wiecie.
Bajka poszła w wędrówkę. Wędrując po świecie
Zaszła w lasy głębokie. Okrutni i dzicy
Napadli ją z hałasem wielkim rozbójnicy;
A widząc, że ubrana bardzo podle była,
Zdarli suknie: aż z bajki Prawda się odkryła.»

Podobne prace

Do góry