Ocena brak

Hugo Kołłątaj - Listy Anonima (Do Stanisława Ma­łachowskiego, referendarza koronnego, marszałka sejmowego i konfederacyi generalnej, Anonima listów kilka)

Autor /Saleta Dodano /17.10.2012

Na czele pism politycznych Kołłątaja stoi dzieło: Do Stanisława Ma­łachowskiego, referendarza koronnego, marszałka sejmowego i konfederacyi generalnej, Anonima listów kilka (1788); część pierwsza obejmuje listy O podźwignieniu sil kra­jowych, druga i trzecia - O poprawie Rzeczypospolitej, wszystkich listów jest dwa­dzieścia, pierwszy z datą 1 sierpnia roku 1788, ostatni - 19 grudnia 1788. Pisał je Kołłątaj niby to tylko do marszałka sejmu, w istocie - do całego sejmu. Rozumiejąc, że «stoimy nad przepaścią, od której zwrócić się należy bez żadnego ociągania się», bo «teraz jest chwila albo nigdy zrobić dobrze ojczyźnie* - w niezrównany sposób uzasadnił potrzebę reformy i szczegółowo wyjaśnił, na czym ona polegać powinna i jak jej dokonać można i trzeba.

Ogólny charakter reformy najlepiej on sam określił, nazywając ją «łagodną rewolucyją*: jako człowiek mądry, praktyczny, a nadto znający jak mało kto swój przywiązany do tradycji i w ogóle niechętny nowościom naród, nie zrywał bezwzględnie i raptownie z przeszłością, owszem, poczytywał ją za podstawę, na której dopiero coś nowego zbudować można: «Chcąc wystawić nową zupełnie budowę nie należy bynajmniej pogardzać dawnym materyjałem, który nie przeto jest zły, że się stara popsuła machina. I miał nadzieję Kołłątaj, że tą drogą, jedyną uczciwą i najlepiej do celu wiodącą, odrodzi się i ocaleje państwo polskie, że naród polski «łagodną rewolucyją potrafi stanąć- na pierwszym powagi stopniu i udoskonali­wszy formę wolnego rządu bez przymusu, bez postrachu, takowe napisze prawa, które by były przykładem dla obcych narodów i zatarły hańbę, którą do dziś dnia okryci jesteśmy*.
A jakaż to hańba? Nie jedna, ale dwie. Pierwszą jest bijak rządu; bo i czymże jest Polska? «Nie jest monarchiją, bo ta się z domem jagiellońskim skończyła; król nie może nic bez narodu. Nie jest rzecząpospolitą, bo ta reprezentuje się tylko co dwa lata przez sześć niedziel. Czymże jest, proszę ? Oto lichą, niedołężną machiną, której ani jeden popychać nie może, ani wszyscy popychać nie chcą, a jeden zawsze zastanowić zdoła.» «Ojczyzna nasza niczym dotąd nie jest, tylko austeryją, wygodną lub niewygodną, podług zdarzeń i ślepego trafu.» «Co to za wolność, co to za rząd, któremu tylko co dwa roki na sześć niedziel głowę przy­prawiają, który jeśli chce być czynnym, musi buntować się przeciw własnej konstytucyi, bo każda konfederacyja nic innego jest, jak rokosz przeciwko prawom.» A druga hańba Polski polega na tym, że niektóre jej prawa «najdują się w sporze z prawami hatury, a że jaśniej powiem - z prawami boskimi»; tym zaś podepta­niem praw natury i praw boskich jest upośledzenie mieszczaństwa i ludu wiejskiego.
Domaga się zatem dla Polski Kołłątaj - podobnie jak Staszic - potęgi i spra­wiedliwości. W ogóle pomysły jego są w zasadzie te same, co Staszica, bo też obydwaj należeli całą duszą do stronnictwa patriotycznego. I on więc domaga się tronu dziedzicznego, sejmu nieustannego, czyli gotowego, zniesienia liberum veto, powszechnego opodatkowania wszystkich posiadających jakąś własność itd,
Ale są i różnice, i to zarówno w sposobie wygłaszania i uzasadniania pomysłów, jak w samych pomysłach. Staszic nie dba o dobry rozkład treści śwoich-pism Kołłątaj troszczy się o porządek i w ogóle o jasność. Staszic, człowiek o gorącym sercu, nade wszystko trafia do serca, porywa, wstrząsa, słowem-wzrusza; Kołłątaj, człowiek chłodnego serca, ale za to wyjątkowo jasnej i otwartej głowy, przemawia nade wszystko do rozumu, zniewala sobie czytelnika głównie mądrymi dowodami i logicznym rozumowaniem, słowem-przekonywa. Staszic, roz­miłowany w rozmyślaniach nad maturą rzeczy», zastanawia się nad sprawami ogólnymi; zanim na przykład powie o wychowaniu, będzie się rozwodził szcze­gółowo nad naturą ludzką w ogóle; zanim doradzi, żeby Polska zaprowadziła dzie­dzictwo tronu, będzie się długo rozpisywał o królach w ogóle. Kołłątaj tymczasem, który wprawdzie był także myślicielem, i to nie byle jakim, ale nade wszystko człowiekiem praktycznym, nie lubi się bawić w filozofię, chowając ją dla siebie; więc nie zaczyna każdej sprawy od Adama i Ewy, ale przystępuje od razu do wła­ściwego przedmiotu.
A i w samych pomysłach jest Kołłątaj od Staszica praktyczniejszy. Staszic na przykład, chociaż jest zwolennikiem dziedzicznego tronu, jednak pozbawia króla władzy. Kołłątaj przyznaje mu władzę, może niewielką, ale istotną (na przy­kład prawo mianowania senatorów i «dozoru nad wszystkimi urzędami wykonaw­czymi*), słusznie mówiąc: «Cóż król będzie znaczył, gdy mu nic bez narodu czynić nie wolno ?» Staszic w zapale swoim rad by wystawić sto tysięcy wojska, a cpoćby i więcej; trzeźwy Kołłątaj - tylko sześćdziesiąt tysięcy, bo wie, że się na Iwięcej Polska nie zdobędzie: «Lubo nasz kraj dziś jeszcze obszernością swoją przewyższa królestwo francuskie, nie zapominajmy się jednak, że bardzo nierychło przy naj­lepszym rządzie potrafilibyśmy zrównać ludnością, przemysłem, obfitością, a za­tem bogactwem daleko mniejszym od Francyi narodom.* Staszic oddaje sejmowi władzę nie tylko prawodawczą, ale i wykonawczą, a jako zapalony demokrata do­puszcza do przedstawicielstwa w sejmie całą szlachtę i mieszczan. Kołłątaj tym­czasem, bardzo mądrze, powierza sejmowi tylko prawodawstwo, składając władzę wykonawczą w ręce komisyj (to jest ministeriów), a przy całym swoim demokratyzmie usuwa od przedstawicielstwa w sejmie ubogą i ciemną szlachtę zaścianko­wą; i słusznie: ładnie by wyglądał w sejmie taki na przykład Guronos albo Że-gota! «Cóż, proszę - mówi Kołłątaj - w rządowej machinie takowy szlachcic ? Stan jego poniżony zajmować powinien całą troskliwość o liche wyżywienie, a dowcip obracać się musi do polepszenia bytu i ułatwienia najbliżej uciskających go potrgeb. Co za krzywda stanie się tak ubogiemu szlachcicowi ? Zostawiony przy zupełnej wolności, może używać siły i rozumu na wydobycie siebie spod niedostatku i ubóstwa, może stopniami idąc przyjść do większego majątku, pomnożyć swoje własność gruntową przynajmniej do 71/2 włók, a wtenczas, gdy już o swoim chlebie wyżywić się potrafi i przystojną dzieciom edukacyją dać zdoła, wnijdzie do liczby tych, którzy będą składać władzę 'rządową.* Domagając się tymczasowego usu­nięcia zaściankowej szlachty od udziału w prawodawstwie, godził Kołłątaj i w magnatów, których podobnie jak Staszic nie cierpiał, bo wiedział, że się ich potęga opiera w znacznej części na tej właśnie ciemnej i dzikiej szlachcie, która tak tańczyła, jak oni im grali. Co do mieszczan, zgadza się Kołłątaj ze Staszi­cem, że trzeba im zarówno przywrócić prawo nabywania ziemi, jak dać prawa publiczne, ale (inaczej niż Staszic) doradza, aby posłowie mieszczańscy nie zasia­dali w sejmie wraz z posłami szlacheckimi, ale tworzyli osobną izbę. (Ten projekt jest niekoniecznie praktyczny, bo dwie izby, różniące się stanem, ustawicznie by się kłóciły!)
Do najpiękniejszych miejsc Listów Anonima należą te, w których Kołłątaj wymownie przekonywa szlachtę, że w imię miłości Boga, ojczyzny i człowieka, sprawiedliwości i własnego interesu powinna znieść poddaństwo chłopa, dając mu prawo własności dziedzicznej i w ogóle osobistą wolność (zupełnie tak samo jak Staszic). Wspaniale mówi Kołłątaj: «Wszyscy, ile nas tylko ziemia polska nosi, bez żadnego wyjątku ubogiego i bogatego, jesteśmy poddani Rzeczypospolitej; ona ma najwyższą nad nami władzę... Przez jakież uprzedzenie najlichszego żebraka od tej najwyższej wyjąć możemy władzy? Przez jakąż zuchwałość możemy sobie przywłaszczyć nad ubogim rolnikiem udzielne i niepodległe panowanie?... Prawdo, najlitościwszy nieba darze! jeżeli kiedykolwiek przemieszkiwanie twoje między ludźmi gruntowało szczęście narodów, zstąp dzisiaj do serc wolnych Polaków, oświeć ich rozum i natchnij wspaniałym do wolności przywiązaniem! Niech ta ziemia, którą Opatrzna ręka wolności ludzkiej przeznaczyła, nie cierpi więcej w łonie swoim najlichszego niewolnika! Niech najbogatszy i okryty wiel­kością obywatel odda hołd powszechny Opatrzności, szanując ludzkość w naj­uboższym rolniku! Niech się aby raz na tym pozna, że cała jego okazałość i zbytki są darem nędznej wieśniaka ręki, że cała jego wspaniałość ubogiego ludu świetnieje potem!... Oddajmy to, cośmy mu świętokradzko wydarli, w czymeśmy prawo boskie i ludzkie gwałcili, to jest, oddajmy mu wolność i jego osoby, i jego rąk!... Rolnik, sta wszy się w tej ziemi człowiekiem wolnym, nazwałby ją dopiero ojczyzną, a błogosławiąc Najwyższą Opatrzność, rzekłby dzieciom: „Pracujmy, pomnażajmy żywności! Oto panowie nasi przypomnieli sobie, żeśmy ludzie, oto nas nie tylko nie obarczyli nowymi uciskami i podatkami, ale nadto wrócili nam wolność i sprawiedliwość! A kiedy własność osoby i dorobków naszych jest nam zabezpieczona, praca nasza, zasilona ochotą i radością, powinna się im sowicie wywdzięczać; pomnażajmy im bogactw i dostatków, nadstawmy życia własnego na obronę granic i całości tego państwa, w którym swobodnie dziedzicom służąc, naszej osoby i naszej własności pewni jesteśmy!"»  
Doskonale rozumiał Kołłątaj, że jeśli Polska nie nada praw mieszczanom i chłopom, to nigdy nie będzie jednym narodem, «jedną moralną istnością», o jakiej marzył Staszic. I podobnie jak Staszic, tak i on rozumiał, że oprócz nadania praw mieszczanom i chłopom jest jeszcze jeden warunek niezbędny do osiągnięcia tego celu: odpowiednie wychowanie. Ono to ma wpoić w młode umysły poczucie przy­należności do jednego społeczeństwa i ducha miłości ojczyzny, posuniętej aż do ofiarności, do heroizmu, do wyrzeczenia się, kiedy trzeba, własnego szczęścia na rzecz dobra powszechnego. Nie dosyć na tym; jednym z głównych celów wy­chowania jest (jak tę swoją wielką myśl Kołłątaj nazwie później, już po utracie niepodległości) wytworzenie jedności przekonań politycznych»: «edukacyja» powinna być «na cały naród», «jednostajna» w swoim duchu politycznym, to znaczy, że wszystkie bez wyjątku szkoły powinny wpajać w umysły wszystkim bez wyjątku swoim wychowańcom, że są i będą obywatelami państwa polskiego; tylko takie wychowanie może przywrócić jedność obradom publicznym i magistraturom rządowym, jedność, której teraz nieszczęśliwie dostrzec nie możemy», «dawne męstwo» i chęć dźwignienia Rzeczypospolitej z upadku, pomszczenie się jej hańby*.
Żeby jednak edukacja mogła spełnić te swoje wielkie cele, żeby wytworzyła «jedność przekonań politycznych)), to jest żeby, krótko mówiąc, zaszczepiała w mło­dych duszach ducha narodowego, trzeba wszystkie bez wy j ątku zakłady naukowe oddać pod dozór Komisji Edukacyjnej. «Zadziwia to niepomału - mówi Kołłątaj -że Komisyja, będąc magistraturą od Rzeczypospolitej nad edukacyją przełożoną, nie ma jeszcze tak powszechnej, jak by przynależało, zwierzchności: ksiądz, zakonnik i żołnierz edukuje się w krajach Rzeczypospolitej podług osobnych pra­wideł*; trzeba więc oddać pod władzę Komisji Edukacyjnej także wszystkie semi­naria duchowne, wszystkie szkoły zakonne i wszystkie wojskowe, nie wyłączając Szkoły Rycerskiej. Znakomicie wyjaśnia Kołłątaj szkodliwość szkół zakonnych, podlegających nie państwu, tylko swoje; bezpośredniej zwierzchności, to jest prowincjałom i generałom swoich zakonów, a w ostatniej instancji - Rzymowi: «Duchowieństwo zakonne podlegać musi przełożonym krajów obcych i w materyjach opinii staje się poddane woli swojej zwierzchności tak dalece, że być nieposłusz­nym gwardyjänowi, przeorowi, prowincyjałowi, a dopieroż generałowi większym jest u zakonnika grzechem niż być nieposłusznym biskupowi lub władzy krajowej; pokora i powierzchowny układ jest to rzecz najwięcej zgromadzenia zakonne szczycąca: myliłby się jednak, kto by rozumiał, iż pokorny zakonnik nie wzgardzi dumnie rozkazem zwierzchności krajowej, kiedy ta nie zgadza się z rozkazami jego przełożonych.*
Ale to jeszcze nie wszystko. I o tym myślał Kołłątaj, żeby szkoła państwowa połączyła wszystkie dzielnice Polski w jedną moralną i narodową całość bez względu na to, jaka je ludność zamieszkuje, więc domagał się założenia dwóch nowych uniwersytetów, jednego w Wielkopolsce, a drugiego dla ludności ruskiej - na Ukrainie: «Trzeba założyć ńa Ukrainie akademiją... trzeba przy niej ufundować seminaryja dla diecezyj ruskich, trzeba raz na zawsze zrobić fundusz na gorejące światło nauk, które by wszystkie ciemności rozpędziło, które by stawiło prawdę przed oczyma kapłana i rolnika... więcej dokażemy w tamtych stronach przez oświecenie, niż gdybyśmy kilka założyli fortec i kilka zbrojnych przyczynili batalijonów... Nauki ułagodzą dzikość tamtych krajów, nauki zbliżą obrządek do obrządku i ludzi do ludzi.»
I wreszcie w celu wytworzenia przez oświatę moralnej jedności narodu pol­skiego doradza Kołłątaj reformę wychowania kobiet, ubolewając, że «zatrudniamy się wychowaniem płci żeńskiej, ile by nas bawić lub głowy zawracać zdołała, nie myśląc o tym bynajmniej, aby doglądała naszego charakteru i obyczajów, aby była zasileniem naszego męstwa i pomocą dobrego rządu»; «nie trzeba, tylko zwy­czajnego zastanowienia się nad potrzebami społeczności ludzkiej, ażeby na tak ważną natrafić prawdę, iż matki Rzeczypospolitej, matki stanu rycerskiego, matki gospodarzów i panów powinny być naj gruntowniej oświecone».
Ta wielka myśl Kołłątaja, że jednym z głównych celów wychowania jest wytworzenie jedności moralnej narodu, do dziś dnia jest i z pewnością przez całe wieki będzie żywotna.
Przewodnią zaś ideę pedagogiczną Kołłątaja można streścić w tych jego własnych, wspaniałych słowach: «Nie jest uczniem szkoły Chrystusa, kto nie jest dobrym obywatelem.» A hasło to uzupełnia Kołłątaj innym: «Nie jest dobrym obywatelem, kto przytłumił w sobie głos sumnienia, kto za nic waży święte religii prawidla.» To znaczy: dobrym chrze­ścijaninem może być tylko patriota, ale i odwrotnie, patriotą może być jedynie człowiek moralny.

Oto główne myśli Listów Anonima.

Kiedy dnia 10 lutego roku 1790 wyznaczono na Wielkim Sejmie deputaćję do ułożenia projektu- reformy, Kołłątaj wszystkie swoje pomysły, uzasadnione w Listach Anonima, streścił, zgromadził w jedną kształtną i systematyczną całość i nadał im postać gotowych projektów do praw: tak powstało jego znakomite dzieło pt. Prawo polityczne narodu polskiego, czyli układ rządu Rzeczypospolitej (1790)} jest to najzupełniejszy i najlepszy projekt naprawy Rzeczypospolitej, na jaki się* Polska przez całe wieki zdobyła, jest najistotniejszą treścią i najwspanialszym owocem polskiego rozumu politycznego XVIII wieku, jest podstawą Konstytucji 3 maja. A poprzedził Kołłątaj to swoje dzieło wspaniałą przemową Do Prześwietnej Deputacyi dla ułożenia projektu konstytucyi rządu polskiego, od sejmu wyznaczonej. Raz jeszcze zaklął w tym piśmie naród do podjęcia reformy, nade wszystko do nadania praw mieszczanom i chłopom. Najpiękniejsze to ze wszystkich pism Kołłątaja i zarazem największe arcydzieło wymowy politycznej Sejmu Cztero­letniego.
Jako właściwy twórca Konstytucji 3 maja, nie dziw, że się do niej Kołłątaj, jak ojciec do dziecka, przywiązał; więc kiedy ją «najjaśniejsza» konfederacja tar-gowicka zamordowała, kiedy nastąpił drugi rozbiór Polski, kiedy się z różnych stron posypały oskarżenia przeciwko Sejmowi Czteroletniemu, Kołłątaj wystąpił z obroną swego dziecka ukochanego - w dziele napisanym wraz z Ignacym i Sta­nisławem Potockimi oraz Franciszkiem Dmochowskim pt. O ustanowieniu i upadku Konstytucyipolskiej 3 maja (1793). Jest to.historia Sejmu Czteroletniego i zarazem jego obrona, po części stronnicza, bo zwalająca niemal całą odpowiedzialność na króla, na którego pioruny ciska Kołłątaj, że przystąpił do Targowicy (a sam to co?), i przemilczająca błędy stronnictwa patriotycznego - niemniej przeto wspaniała przez to, że daje Polsce świadectwo przed Bogiem i ludźmi, iż wszy­stko, co dla swego zbawienia uczynić mogła, uczyniła, że odwołuje się do sprawie­dliwości bożej i do «sądu czulszej i sprawiedliwszej potomności)): «Zguba narodu dopełniona w tym momencie, kiedy on nabył prawa do najlepszych nadziei i kiedy najrozsądniejsze przedsięwziął środki do zbliżenia szczęścia powszechnego i zwracać zapewne na siebie będzie przyszłych wieków uwagę. Potępiona dotąd niesłusznie Polska jako siedlisko barbarzyństwa i depcącej prawa ludzkie feudal-ności pokazała w ustawach sejmu konstytucyjnego, iż w prawdziwym oświeceniu^ rozsądnym prawodawstwie, uczuciu i szanowaniu praw ludzkich najświatlejszym w Europie narodom wyrównywa... Musiałeś upaść, nieszczęśliwy narodzie!... Za­chowuj wdzięcznie pamięć czynów sejmu konstytucyjnego, który zgon swój przez szlachetne usiłowania rozumu, cnoty i prawdziwej miłości ojczyzny uzacnił!... Ale nie rozpaczaj jeszcze zupełnie o losie twoim!... Uważaj Konstytucyją 3 maja jak ostatnią wolą konającej ojczyzny! Zachowywaj uczucia braterstwa względem ludu miejskiego, sprawiedliwość najściślejszą względem ludu wiejskiego! Tym sposobem najgodniej się zemścisz, przygotujesz zmianę losu przyszłych pokoleń i uskute­cznisz głęboką przestrogę filozofa geneweńskiego1, tak upominającego naród polski: „Polacy! jeżeli przeszkodzić nie zdołacie, aby was nie pożarli sąsiedzi, starajcie się, aby was strawić nie mogli!"»
Wielkie te słowa Kołłątaja, stanowiące zakończenie dzieła, to naprawdę jakby ostatnia wola konającej Polski, to jakby testament i święte przykazanie pozo­stawione narodowi przez matkę-ojczyznę: nie mogliście ocalić niepodległości państwa, ale pamiętajcie, że narodowość swoją ocalić możecie.

DO PRZEŚWIETNEJ DEPUTACYI DLA UŁOŻENIA PROJEKTU KONSTYTUCYI RZĄDU POLSKIEGO, OD SEJMU WYZNACZONEJ (w skróceniu).
Uiściły się życzenia całego narodu: już jest wyznaczona Deputacyja do napisania konstytucyi rządu naszego, która będzie sławną epoką kończącego się XVIII wieku, jeżeli nam przywróci rząd dobry, jeżeli człowieka wróci człowiekowi, jeżeli prawa własności osobistej, ruchomej i gruntowej każdemu upewni, jeżeli człowieka wyjmie od ludzi, a podda prawu, jeżeli prawo wydobędzie z prawdziwych jego źrzódeł, to jest sprawie­dliwości naturalnej, jeżeli na koniec cały naród ubeśpieczy od przemocy wewnętrznej i obcej. Tego to wyciąga po was cała powszechność, zacni mężowie! Podjęliście się dla narodu najistotniejszej usługi, dzieła, które wam ma zjednać w odległej potomności błogosławieństwo ludzi, co tę wolną ziemię posiadać będą...
Tak szlachetna posługa dla swej ojczyzny powinna podnieść dusze wasze wyżej nad wszystkie przeszkody; powinna je złączyć z prawdą, z tym to przedwiecznym bóstwem, z którego litościwych rąk cała natura nieodmienne dla siebie zyskała prawa. Wy macie być tłumaczami świętych jego. ustaw, wy macie przepisać sobie za prawidło działań waszych prawdę, a z tą, jak z zapaloną pochodnią, szukać praw człowieka, praw społeczności, praw narodu waszego! Nie obawiajcie się żadnych w dziele przedsięwziętym trudności! Prawda, gdy ją szczerze narodowi pokazywać będziecie, jest to ten święty ogień, który natychmiast i do rozumu, i do serca ludzkiego przenika. Nie masz mocy, która by się jej oprzeć na zawsze zdołała, pierzcha przed nią obłuda i przesąd, a tyle tylko nad nieszczęśliwym dokazuje ludem, ile przed nim prawdę ukryć zdoła. Nasiona wyroków tego świętego bóstwa znajdują się w sercu każdego człowieka i aby miały wzrost przyzwoity, nie trzeba na to gwałtownego przymusu, nie trzeba miecza i przelewu krwi ludzkiej; dość jest, aby człowiek wrócił się do siebie samego, ażeby roz­ważył swoje potrzeby, a natychmiast pozna i prawa sobie należyte, i te, które drugim winien, i te, na których zależy sprawiedliwość, i te, które są owocem dobroczynności. Nie lękam się przeto o człowieka i jego społecz­ność, ale zastanawiam się nad wami samymi, mężowie wybrani! staje mi albowiem przed oczyma los tych, którzy kiedyżkolwiek chcieli być prawo­dawcami ludu...
Prawodawca prawdy nie potrzebował nigdy uzbrajać się przeciwko czło­wiekowi, dla którego uszczęśliwienia pisał prawa, przeciwnym wcale idąc sposobem: nie lud, którego pragnął uszczęśliwienia, lecz siebie na prześla­dowanie i na tysiączne wystawiał pociski. Wyższy nad siebie samego, po­gardzający srogością i obłudą tyrana, potrafił uszczęśliwić ludzi i ich poto­mność; lecz tak świętego i prawie boskiego dzieła inaczej uskutecznić nie zdołał, tylko ofiarą siebie samego. Tą drogą szedł w Europie Sokrates, nauczyciel obyczajów ludzkich, tą CHRYSTUS w Azyi, Bohatyr prawdy, Prawodawca i Zbawiciel całego świata! Uległ człowiek pod obłudą i zemstą zabobonu greckiego, ale filozofija jego stała się nauką wszystkich oświeconych narodów. Umarł na krzyżu Zbawiciel ludzi, lecz Ewangelija Jego stała się nauką wszystkich narodów, regułą obyczajów, wzorem praw; ale krzyż Jego zdobi dotąd korony i ołtarze. Takie są nadgrody prawodawców prawdy! tymi drogami przechodzi ona do serc ludzkich! Nie masz gwałtu, nie masz siły, nie masz przebiegłości w rozumie, która by się jej na zawsze oprzeć zdołała!...

Mężowie wybrani! Oto jest wzór dla was, oto jest droga, którą do nieśmier­telności imiona wasze odniesione być mają! Macież w sobie tyle męstwa? czujecież w sobie tyle odwagi, abyście być mogli godnymi podać prawdę narodowi polskiemu? Nie oglądajcie się na spółczesnych! Nie ten to ze­psuty wiek ma błogosławić imiona wasze: wy, owszem, macie wydać walkę uprzedzeniu i obłudzie, wy macie przywrócić sprawiedliwość.... A zatem wy winniście zupełnie przygotować się przeciw potwarzy, nienawiści i ze­mście, które interes prywatny, zepsucie serc ludzkich, znarowiona zuchwa­łość przeciw wam wywierać zechce. Nie lękajcie się bynajmniej, że prawa wasze wzgardzone lub odrzucone zostaną! Prawda mieć będzie swych zwo­lenników: rozejdą się oni po całym narodzie, zaniosą ją pod strzechę uciśnio­nego i wzgardzonego człowieka; czas dokaże reszty! Do was należy nie od­stępować prawdy ani myślić o tym, jakimi drogami to święte bóstwo pano­wać zacznie nad całą narodu powszechnością. Ufam przeto, że w prze­pisie praw waszych nie będzie miała miejsca ani chytra obłuda, ani podła bojaźń, ani tym bardziej niesprawiedliwość na prywatne korzyści względna. Człowiek i jego beśpieczeństwo, obywatel i jego szczęśliwość, ojczyzna i jej całość - będą jedynym prawidłem robót waszych.
Ale roztropność, najszlachetniejszy rozumu ludzkiego przymiot... zasta­nawiać was podobno będzie nad tym, iż jeszcze nie przyszła pora, ażeby w całej zupełności odkryć można prawdę narodowi polskiemu. Lecz taż sama roztropność nigdy tak rozpacznych myśli przypuszczać nie dozwala: jej wysługa w prawodawstwie potrzebna jest tylko do wynalezienia sposobu, jak ma być prawda ludziom podana, nie zaś do tego, aby ją przed nimi do czasu taić lub przez wzgląd na uprzedzenia łamać prawa sprawiedliwości i ludzkości. Nie masz czasu ani względu na czas, w którym by się godziło prawa człowieka gwałcić lub zgwałconych nie powrócić! Nie może się nazwać ten naród swobodnym... gdzie człowiek jest niewolnikiem! Żądne-więc prawodawstwo nie powinno przemilczać praw człowieka, żadna społeczność nie może robić ofiary z ludzi dla ludzi! Takowa roztropność alboby się na­zywała niesprawiedliwością, albo bo jaźnią! Mówić albowiem, że lud nie-oświecony nie może mieć w całości praw sobie wróconych, jest mówić przeciw regułom roztropności i słuszności... Ktokolwiek na nieoświeconego czło­wieka jarzmo niewoli wkładać usiłuje, niech się wróci do serca swego, niech pomyśli, że gdyby przypadek jego samego w liczbie pospólstwa umieścił, pozwoliłżeby na odjęcie praw sobie przyrodzonych ? na odjęcie beśpieczeństwa swej osoby i swego majątku ? Alboż możemy mówić, że stan szlachecki,, któremu nie tylko wolność, alé nawet i równość w rządzie prawa polskie zabeśpieczyły, jest powszechnie oświecony?... Taka więc roztropność, która praw ludzkich człowiekowi wrócić nie chce dlatego, iż nie jest oświeconym, byłaby równie srogą i niesprawiedliwą jak owa, która by wydzierała ubo­giemu szlachcicowi swobodę obywatelską dla tych samych przyczyn.
Nie sama, prawda, Polska tej dopuszcza się niesprawiedliwości... Państwo moskiewskie... wyspy francuskie, osady holenderskie i angielskie obchodzą się w sroższy nierównie sposób z Murzynami, tymi to nieszczęśliwymi dwóch części świata obywatelami, w których łzach skropione produkta służą wykwintnym Europejczykom za przysmak i wygodę. Lecz możnaż niesprawiedliwością inszych krajów i zadawnionym uprzedzeniem uspra­wiedliwiać gwałt prawu natury?...
Cóż to jest poddany czyjejkolwiek włości ? jak go uważać należy w porządku przyrodzenia, względem którego równymi wszystkich mieć chciała Opa­trzność? Czy biały, czy czarny niewolnik, czy pod przemocą niesprawie­dliwego prawa, czy pod łańcuchami jęczy - człowiek jest i w niczym od nas się nie różni!...
Nędza ludzi rośnie w stosunku do ich niewoli; rzeczpospolita nie cierpi panowania szczególnego ludzi; w monarchii jest tylko jeden panujący, lecz w arystokracyi feudalnej każdy prawie chłop ma osobnego despotę. Jakiegoż u nas pragniemy rządu? chcemyż prawdziwej rzeczypospolitej czy możnowładztwa? chcemyż Polszczę wrócić wolność czy tylko niektórym familijom nad resztą niewolników panującym? Uczyńmy, co chcemy: sama natura pomści się na nas tak widocznej niesprawiedliwości! Pospólstwo bę­dzie naówczas, jak jest dotąd, rzeczą dziedziców, lecz szlachta będzie nie­zawodnie pospólstwem, a te same sofizmata, których naprzeciw własnemu sercu używamy dzisiaj dla przytłumienia głosu prawdy, służyć będą chciwym sąsiadom do uczynienia nas niewolnikami. Rzekną oni: «Polacy są narodem barbarzyńskim, nie umieją się między sobą zgodzić, nie umieją być prawu posłuszni, nie umieją dla siebie ustanowić pewnej konstytucji rządu, prag­ną wolności, a nie znają się na niej, są despotami nad pospólstwem, a nie chcą nad sobą żadnego znosić panowania; pijaństwo, przekupstwo, podłość, zemsta, lekkomyślność rządzi ich obradami. A zatem niewarci są tej wolno­ści, którą posiadają...» Tak przykre zarzuty znajdują się w dziełach Fryde­ryka II, króla pruskiego, w Berlinie wydanych roku 1788. Zdanie tak wiel­kiego króla świadkiem jest, jaką o nas mają opiniją obce mocarstwa - i tej opinii nic poprawić nie może, tylko oddana sprawiedliwość ludziom przez dobrą konstytucyją rządu...
Płci piękna i wy, matki wolnych Polaków!... Nędza uciśnionego ludu sta­wia się przed waszymi oczyma! Ratujcie ją, nakłońcie do litości i sprawiedli­wości serca prawodawców! niech jak najrychlej zmazą tę wstydliwą hańbę w prawach naszych! niech przyczynią jak najprędzej obywatelów, a tym samym i obrońców tej nieszczęśliwej ojczyźnie! niech przez oddanie sprawiedliwości uciśnionemu ludowi przebłagają groźne nad nami niebo!
Lecz nie lepiejże wprzód oświecić pospólstwo, aby go przysposobić roz­tropnie do przyjęcia świętego wolności daru ? Nie lepiej - odpowiadam -owszem, byłby to naj sroższy prawodawca, który by oczekiwał oświecenia ludu dla powrócenia mii wolności. Nie masz nic straszniejszego w naturze ludzkiej jak oświecony niewolnik: czuje on wtenczas cały ciężar niesprawied­liwości, który go uciska, a nie myśląc o niczym więcej, jako o przywróceniu so­bie praw przyrodzonych, obraca do tego cały rozum, aby się mógł zemścić na tym, który dziedzictwo jego dotąd niesprawiedliwie posiadał, zapala swe serce, aby się zdobyć mogło na najsroższe sposoby zemsty. Niechaj nikogo nie zadziwia okrucieństwo ludu, o którym albo się nam czytać, albo słyszeć zdarzyło, bo płód, którego ojcem jest ucisk, a matką niewola, musi przecho­dzić jadem i srogością wszystko to, cokolwiek ha umyśle wystawić sobie mo­żemy drapieżnego i zabijającego. Śpieszmyż się wrócić ludziom, co im natura ubeśpieczyłapoświeceni sami sobie odbiera, a nieoświeceni będą narzędziem obłudnika i despoty do wydarcia swobód naszych; im mniej zaradzić temu w dzisiejszej rewolucyi zechcemy, tym pewniejszymi być możemy, że albo my, albo nasze potomstwo stanie się ofiarą rozpaczy i zemsty ludu. Niech każdy rozważy postać narodu polskiego za Mieczysława II, za Jana Kazimierza, za dni naszych! Srogość miecza przytłumi tylko wkorzenioną w pospólstwo niechęć, lecz jej nigdy ugasić nie zdoła. Im skromniejszy, im w głębszym mil­czeniu westchnienia swoje podnosi ku niebu niewolnik, tym okrutniejsze gnieździ w swym sercu czucia, aby przy zdarzonej porze wywarł całą swą srogość na nieprawego swej wolności uzurpatora...
Nie łudźmy się wzrastającą siłą wojska naszego! Któż na tym zyskał, że rolników do szczętu wytępiał? co warta nasza ziemia bez pracowitej ich ręki? co znaczyć będą nasze bogactwa - przy wytępionej ludności? Gdyby ojcowie nasi poddali się byli wyrokom prawdy, gdyby traktat hadziacki i prawa ludzi w całości zachowane zostały, Ukraina po obie strony Dniepru byłaby dotąd własnością Rzeczypospolitej, a religija dyzunitów byłaby na­rzędziem przysposobienia innych słowiańskich narodów pod słodkie wolno­ści panowanie.
Ale nie na tym dosyć: roztropność woła na nas, abyśmy ubeśpieczywszy ludzi, upewnili prawa wszystkich właścicielów ziemi. Dziwujemy się nędzy miast naszych, nie mamy żadnego, które by kwitnącym stanem równać się mogło z obcymi. Czemuż ? Bo właściciel ziemi miejskiej nic nie znaczy w rządzie naszym, tak jak rolnik w prawach człowieka!... Kto by mi to dał ażeby każdy nieuprzedzonym umysłem chciał rozebrać tak wielkie pożytki z przy­łączenia do rządu krajowego rzeczonego stanu! Jakaż by radość nie opano­wała natychmiast serca tych obywatelowi jaka wdzięczność nie łączyłaby ich najściślej z nami!... jak wiele gorliwości, jak wiele dałoby się widzieć heroizmów!... Zgoła nowy lud dałby nową Rzeczypospolitej siłę, a my przez spra­wiedliwe prawodawstwa wyroki zasłużylibyśmy na powszechne całej Europy uwielbienie, rzucilibyśmy postrach na nieprawych wolności naszej ciemiężycielów, zachęcilibyśmy z odległych krajów przyjaciół wolności, którzy nie wiedząc, gdzie się przed uciskiem schronić, idą za morze do ziemi Franklina i Waszyngtona. Każdy starałby się Polskę mieć swoją ojczyzną!...
Polacy! Ośmielcie się, aby raz być narodem, a narodem prawdziwie wolnym! Rząd-dzisiejszy jest przyczyną, iż nas postronni do obcej przyrów­nali hordy, która gwałtownym napływem dawnych podbiła sobie mieszkańców. Czymże się, w samej rzeczy, różniemy od Śaracenów, Grecyją i brzegi Afryki posiadających? Naród Mahometa nie jest to naród tych krajów, nad którymi panuje; bo tam mała tylko liczba Turków podzieliła między siebie dawną Grecyją, i ta jedynie między nimi a nami zachodzi różnica, że u nich jeden despota muzułmanowi, co i Grekowi, rozkazuje, u nas zaś sto tysięcy szlacheckich familij składa naród arystokratyczno-feudalny, resztę milijonów ludzi za obcych mając niewolników. Jeżeli zaś chcemy, abyśmy byli jednym narodem, potrzeba koniecznie, abyśmy byli wszyscy zupełnie wolnymi pod panowaniem praw dobrych, dla całego ludu jednych...
Mężowie wybrani i wy, prawodawcy wolnego narodu! Zastanówcie się ze drżeniem i bojaźnią nad stanem nieszczęśliwej ziemi, której mieszkańcy od niespamiętanych czasów ponoszą ucisk i nędzę! Łzy ich nie znają ani koń­ca, ani odpoczynku; niepewność losu odstręcza ich od dbałości na własne za­robki, od przywiązania do swego potomstwa, na które spoglądają jako na ofiarę niesprawiedliwości i przemocy; pijaństwo jest dla nich zasłoną z nieba pra­wie użyczoną, aby nie widzieli przestraszającej nędzy, w której ich nie­sprawiedliwość rządu pogrążyła. Nie zwrócicież ku nim nigdy oczów? nie będzież nigdy sprawiedliwość przemieszkiwać w tym nieszczęśliwym naro­dzie? nie zechcemyż ani sobie, ani ludzkości dobrze uczynić? Myślcie,jak chcecie, ulegajcie uprzedzeniom, oglądajcie się na wasze u niesprawiedliwych znaczenie: ja śmiało powiem, iż dłużej jest rzeczą niepodobną, abyśmy się spuszczać mogli na protunkową reformę. Znamy aż nadto skutki tych nie­dołężnych odmian, które tyle razy kraj zburzyć i zniszczyć, ale go nigdy uszczę­śliwić nie potrafiły. Piąty raz za dzisiejszego panowania bierzemy się do po­prawy rządu; piąty raz nas samych łudzić będziemy, jeżeli się nie weźmiemy do gruntu, jeżeli nie będziemy odważnymi poddać się panowaniu prawdy! Oto jest pora najszlachetniejsza użycia w narodzie waszego kredytu! oto jest sposobność doświadczenia dzielności rozumu i woli waszej! teraz jest czas, jeżeli chcecie prawdziwego dobra ojczyzny waszej lub jeżeli go do skutku przywieść zdołacie! Bojaźń i podłe oglądanie się, aby przyszłość uskutecz­niła to, co wy dziś czujecie, zda się tylko na przyprawienie całej narodu po­wszechności o nowy upadek; rozpacz zastąpi jej miejsce, rozpacz najokrutniejsza w swych skutkach, a czego prawa władza porządnie i sprawiedliwie ułożyć nie zechce, to zaślepiona zemsta bez porządku, bez względu na cały polityczny układ do skutku przywieść może. Ślepy Samson obalający gmach cały siebie, prawda, ha zgubę wystawił, ale gruzy na głowę jego padające całą i przywaliły powszechność!

Podobne prace

Do góry