Ocena brak

Groteskowe „Sny pod Fumarolą” - Zwrot ku poetyce groteskowej

Autor /Albinos Dodano /05.06.2013

Przyczyn zwykło się szukać w biografii lub przynajmniej w znaczących epizodach z życia pisarza. W wypadku Stanisława Zielińskiego ten trop zawodzi. Siedząc koleje życia — od urodzenia w 1917 r. w Kijowie, przez powrót do Polski w 1920, maturę w Warszawie w 1936, studia na wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego, a potem udział w kampanii wrześniowej, gdzie został ranny i dostał się do niewoli niemieckiej, przez obóz przymusowej pracy dla jeńców wojennych, prace w Polskiej Misji Repatriacyjnej p- nie znajdujemy okoliczności determinujących późniejszą postawę wobec świata.

Również okres powojenny nie dawał podstaw do zderzenia powagi z komizmem, gdyż wszystko, co zastał po powrocie, było trudne i aż nazbyt serio. Był bez domu, bez ukończonych studiów, zamiast w Warszawie mieszkał w Konstancinie w letnim domku, studia kontynuował nie na wydziale prawa, lecz w Akademii Nauk Politycznych, przerwane zresztą z powodu gruźlicy. Również droga do debiutu była wyboista, pełna zawstydzenia, kiedy opowiadania napisane w ośmiu egzemplarzach maszynopisu i rozesłane do wydawców pozostawały bez odpowiedzi, a propozycja druku zawisła w próżni.

Raczej więc w cechach charakteru i temperamencie pisarskim należy szukać genezy satyrycznego i wręcz groteskowego widzenia świata. Dzięki zmysłowi krytycznemu dostrzega więcej niż inni paradoksów rzeczywistości, wobec których nie może przejść obojętnie, tym bardziej nie może ich akceptować.

Prześledzenie wywiadów z pisarzem’ przekonuje, że Zieliński posiada wrodzone skłonności groteskowe. W odpowiedzi na pytanie, dlaczego pisze, odsłania swój sposób myślenia:

Żenujące pytanie i kłopotliwa na nie odpowiedź. [...] Piszę, bo to mi daje złudzenie przewagi nad wszystkim i wszystkimi. Piszę, żeby odczepić się od niepokoju idącego za mną cieniem. Wierzę bowiem, że z pułapki okoliczności może wyzwolić tylko wyobraźnia.

Dalszy tok wypowiedzi ośmiesza pytanie, które ewokuje kłamstwo, więc żeby go uniknąć, sam ucieka do żartu odpowiadając, że pisze dla pieniędzy lub żeby nie chodzić na ósmą do biura albo do fabryki na szóstą. W końcu przecież odsłania Zieliński te cechy swej natury, które decydują nie tyle o tym, dlaczego pisze, ile jaka jest jego kondycja:

W sam raz coś dla mnie. Środowisko usprawiedliwiające podarte portki i luksusowe samochody. Kuszące atmosferą życia na niby. Atmosfera hazardu H wielkie nadzieje i jeszcze większe rozczarowanie. Nastrój spadkobierców. Procenty od wieszczów. Pokusa była piekielnie silna. Uległem. Co dalej?

Goły człowiek na płocie. Siedzę okrakiem, a więc niewygodnie. Z jednej strony strach przed śmiesznością i lęk przed samotnością. Z drugiej — normalne życie. Choć niewygodnie, kurczowo trzymam się płotu. Poddaję się złudzeniu, że następna książka wynagrodzi fatygującą pozycję.; Stare jak świat...

Zieliński nie ma pretensji do uniwersalności filozoficżnej, jaką z jego utworów wydobywają krytycy, toteż z poczuciem dobrotliwego umiarkowania wyznaje:

Mój program jest skromny, staram się być życzliwy ludziom. Świat nie jest ani całkiem czarny, ani anielsko biały, jest łaciaty. Obrzydzanie życia mija się z celem, trzeba szukać wyjścia z sytuacji nawet skrajnie trudnych. No, więc szukam.

Pisarstwo Zielińskiego bierze się stąd, że autor ma dużo do powiedzenia, że chce się dzielić swymi przemyśleniami, że musi to robić. O potrzebie pisarskiego istnienia powiedział:

Chwilami zdawało mi się, że jeśli zaraz wszystkiego nie opowiem, to pęknę i stanie się coś bardzo złego ze szkodą dla całego świata.

Powstają kolejne utwory, w których miesza się realizm z żartem i groteską, przeszłość z teraźniejszością i coraz częściej — z przeszłością.

Statek zezowatych, Kosmate nogi i Sny pod Fumarolą sprawiły, że wśród współczesnych prozaików wyróżnia się go mianem grotesko-pisarza, nazywa spadkobiercą Gałczyńskiego, kontynuatorem Gombrowicza. Jakichkolwiek by szukać paraleli, zestawiać zez Zielińskiego z zezem Gombrowicza, Dygata, Mrożka, po części Kuśniewicza, Krzysztonia, Wojciechowskiego, jego wyrasta z założeń pedagogicznych. Zieliński stara się sprawić, aby pojedynczy człowiek przystanął i zastanowił się, aby po przeczytaniu puknął się w czoło, aby myślał. Sam daje metaforyczne, ale jakże słuszne wyjaśnienie funkcji groteski:

Opowiadania groteskowe można porównać do porannej gimnastyki: kto, chce, ten ćwiczy. Naturalnie głową. O zaletach groteski mówiłem wielokrotnie. Dodam tyle: nie interesuje mnie sztuka dla sztuki, czyli stanie na słupie na jednej nodze. Groteska również musi czemuś służyć. Wbiłem sobie w głowę, że krzepi wyobraźnię, a bez wyobraźni dzisiaj ani rusż. Zdobywanie szczytów absurdu nie jest ani moją pasją, ani moim celem.

Do góry