Ocena brak

Groteskowe „Sny pod Fumarolą” - Satyra czy katharsis?

Autor /Albinos Dodano /05.06.2013

Pisarz ma świadomość nieograniczonych możliwości zniekształcenia w poetyce groteski. Jacek Wegner dostrzega dwa źródła powojennej groteski. Jeden pień genetyczny nazywa „narodowym”, wspierając się opinią Andrzeja Kijowskiego: „Pokolenie inteligencji jest przygotowane nie tylko do patosu. Jest przygotowane również do drwiny. Ma już poza sobą satyrę Gałczyńskiego”. Drugi zespół inspiracji nazywa „filozoficznym”, powołując się na sądy Ryszarda Matuszewskiego : „Prawdy wyrażane wprost z ambicją ujęcia w system racjonalny, a z wynikiem raczej pseudoracjonalnym, zostały zdewaluo-wane, przerodziły się w mity i istnieje silne poczucie konieczności rozbicia tych mitów, rozładowania atmosfery”.

Sny pod Fumarolą egzemplifikują oba źródła inspiracji, a można je odczytywać jako satyrę i jako katharsis. Utwór odbiera się jako satyryczny w płaszczyźnie parabolicznej, ponieważ ośmieszanie pewnych cech społecznych jest dokonywane z bardzo odległych analogicznych szańców. Satyra uderza w tę wielką szczelinę, jaka powstaje między ogromnymi ambicjami cywilizacyjnymi a elementarnymi brakami. Przytoczmy jeszcze jeden z wielu przykładów: przenosi się koryta rzek, elektryfikuje wszystko, co możliwe, a druty telefoniczne zwisają przy ścianach i nie można usunąć tych usterek z powodu licznych przepisów ograniczających przedsiębiorczość ewentualnych wykonawców.

Pisarz celowo zbliża nas do krańców absurdalności, pokazuje, że wielkiemu postępowi technicznemu towarzyszy prawo fałszu i obłudy, szantażu, mistyfikacji, terroru i pozerstwa. Wywołuje atmosferę katastrofy przez uzmysłowienie zasadzek, jakie gotuje ludzkości gwałtownie „poprawiana” i przekształcana natura.

Uświadomienie tego faktu i wyciągnięcie zeń wniosków mają doprowadzić do wstrząsu, do rozładowania, a więc też do swoistego oczyszczenia. Narrator Snów mówi wprost, że „przyszłość leci na spotkanie, trzeba ku niej iść”. Tak, to jest nieuniknione. Ale jak iść? Jak tę przyszłość „brać”?

Katharsis można rozumieć jeszcze inaczej, szerzej, niż na to pozwala tekst powieści, tak jak rozumie autor, który w opowiadaniu Drzwi pisze:

Wzrasta ilość zjawisk, na które nie znajdujemy przekonywającego wytłumaczenia. Gubimy się więc w domysłach i żeby nie zgubić się do reszty, płoszymy małe rybki dla psychicznego wypoczynku.

Zieliński „płoszy małe rybki”, tworząc, pisząc tak, aby wstrząsnąć i dać szansę rozładowania, my, czytelnicy, pukamy się w czoło, dzięki czemu, być może, nie damy się bezmyślnie wciągnąć w sytuacje absurdalne, nie będziemy potakiwać nonsensom, wierzyć mistyfikacjom.

Sny pod Fumarolą mogą chronić człowieka przed urzeczeniem głupstwem. Zapewne i o to chodzi Zielińskiemu, który w jednej z publikowanych rozmów powiedział: „pisząc jestem sam, ale nie jestem samotny”.

Do góry