Ocena brak

Fabian Birkowski

Autor /Saleta Dodano /04.10.2012

Lecz nie tylko kaznodzieje przeciętni upodobali sobie styl barokowy: świad­czą o tym wymownie kazania innego dominikanina, obdarzonego olbrzymim ta­lentem kaznodziejskim. Jest nim Fabian Birkowski (1566-1636), rodem ze Lwowa, wychowaniec i profesor Akademii Krakowskiej, kaznodzieja nadworny królewicza Władysława i towarzysz jego wypraw wojennych. Jeden to z najzna­komitszych kaznodziejów dawnej Polski. Nie miał wprawdzie ani tej powagi i na­maszczenia, ani tego rozumu, co Skarga; a stąd chociaż ojczyznę kochał całą siłą swego gorącego, namiętnego serca, nie miał tak szerokich jak Skarga poglądów na jej sprawy. I pod względem piękności kazania jego są bez porównania niższe: no­szą już na sobie wyraźne ślady zepsutego smaku, co widać już choćby z samych tytułów, na przykład: Kwiaty koron królewskich nieśmiertelne abo pamięć Najaśniejszego Monarchy Zygmunta III... także pamięć Najaśniejszej Paniej Konstancyjej; język bywa często zbyt pospolity, czasem nawet rubaszny; są i niestosowne ane­gdoty (dla urozmaicenia wykładu) oraz różne zabawne koncepty; tak na przykład porównywa Birkowski św. Szczepana z kogutem, mówiąc, że jak kogut (wedle po­dania średniowiecznego) straszy lwy (!), tak św. Szczepan straszył złych ludzi; tłumaczy słuchaczom, dlaczego się wściekły pies boi wody i dlaczego kobieta nie ma rozumu; opowiada, że się nosorożec, choć srogi, boi młodej panny, «która gdy wybieży, przyjmuje go na ręce, a ten, srogość wszelaką złożywszy, głowę skłania i tak, uśpiony jako baranek, pojmany bywa», itp.

A pomimo to wszystko posiadają kazania Birkowskiego niepospolitą wartość: jest w nich bujną fantazja, serce gorące, zdolne zarówno do gniewu i oburzenia, jak do zachwytu i uwielbienia, a nade wszystko jest potężny, żywiołowy, porywają­cy temperament. Lecz główną tajemnicą ich piękności jest ożywiający je duch religijno-rycerski, ten duch, który mieszkał w piersiach najszlachetniejszych synów owoczesnej Polski, Żółkiewskiego na przykład albo Chodkiewicza. Skarga był kapłanem-obywatelem: Birkowski - kapłanem-rycerzem; Skarga przemawiał do posłów i senatorów, których obowiązkiem było bronić ojczyzny rozumem: Bir­kowski - do rycerstwa, które broniło jej własną piersią; a jak Skarga miał się za po­sła bożego, któremu sam Bóg rozkazał gromić «bogów ziemskich», tak Birkowski mawiał, że jest «kolegą bożym w robocie około zbawienia», «aby wołał i opowiadał rycerstwu ich grzechy». Bo za najpiękniejszą «robotę około zbawienia», za naj­świętsze powołanie Polaka poczytywał właśnie służbę rycerską; wierzył, że wal­czący z Turkami «żołnierze do metryki wybranych Pańskich są wpisani», że dusza poległego rycerza idzie prosto do nieba, bo nie może być większej zasługi przed Bo­giem jak polec w obronie wiary i ojczyzny; a w niebie, myślał sobie Birkowski, bę­dzie rycerz polski jak u siebie w domu: bo jakże? przecie niebo to Rzeczpospolita, tylko że bez rokoszów i najazdów konfederackich; Pan Jezus to wojewoda nie­bieski; święci to «senatorowie, książęta, hierarchowie, którzy sejm tam odbywają*, albo też «doktorowie, jako w akademii jakiej, co mają... swoje łańcuchy na szyi», itd.
Do najpiękniejszych kazań Birkowskiego należą pogrzebowe, obozowe i dziękczynne (czyli triumfalne).
W pogrzebowych wielbił walecznych rycerzy polskich, jako to: Jana Karola Chodkiewicza, który położył siwą głowę w obozie chocimskim, Bartłomieja Nowo­dworskiego, który męstwem swoim zajaśniał nie tylko w Polsce, ale we Francji i w Afryce, Stefana Chmieleckiego, którego imieniem matki tatarskie straszyły małe dzieci.
Lecz i do żywych rycerzy przemawiał Birkowski - w kazaniach obozowych, ucząc ich, jakimi być mają, aby i sławę doczesną, i koronę niebieską pozyskali, a jednocześnie gromiąc surowo ich grzechy: nieposłuszeństwo, zniewieściałość, pychę, zdzierstwo ubogich.
Ale najświetniejszymi są kazania triumfalne, wygłaszane z powodu zwycię­stwa albo na wieść o śmierci którego z wrogów Polski, jak na przykład: Kantymtr basza porażony abo o zwycięstwie z Tatar, przez Jego M. Pana P. Stanisława Koniec­polskiego, hetmana polnego koronnego, w roku 1624 dnia 20 miesiąca czerwca, w oktawę św. Antoniego z Padwi, między Haliczem a Bolszowcem otrzymanym', Nagrobek Osmanowi, cesarzowi tureckiemu, w roku Pańskim 1622 dnia 20 maja, w oktawę Zesłania Ducha Świętego, i inne. Jest w tych kazaniach iście rycerska fantazja, zapał wojenny i gorąca wdzięczność ku Bogu, która raz na widok małych dzieci odbi­tych Tatarom przemówiła w ten sposób: «Krople łez sierotek z jagodeczek ich pochop wzięły aż do nieba i do Najwyższego postąpiły, i nie wróciły się nazad bez miłosierdzia wielkiego.» Jak bardzo przejął się Birkowski pojęciami żołnierza, O tym świadczy taki na przykład ustęp: «Po winniśmy mieczem duchownym wszelaką
jazdę grzechów pokaleczyć i wozy powinniśmy popalić, to jest wszelkiego ducha hardość od siebie odciąć; a ten pali wyniosły wóz, którego nie unosi buta ani wy­niosłość, i ten żyły podcina szkapom, to jest siły im odejmuje, który hardość utraca.» Lecz nade wszystko bije z tych kazań Birkowskiego szalona, niemal dzika radość z triumfu ojczyzny, a klęski wroga, któremu bez litości, prawie z okrucieństwem urąga. Bo jeśli silna była w sercu tego człowieka miłość Boga i Polski, to równie silna i namiętna nienawiść ku wrogom Kościoła i ojczyzny, zwłaszcza Turkom, tym «zbójcom niecnotliwym», «psom», co nie umierają, ale «zdychają jak świnie» i wierzą w Mahometa, «syna dyjabelskiego». Nie cierpiał Birkowski także pro­testantów i mówiąc o nich nie przebierał w wyrażeniach, nazywając na przykład Lutra «plugawcem śmierdzącym*; nie cierpiał i Żydów, jako wyzyskiwaczów ubo­giej ludności, jako pasożytów na ciele Polski. Ale i swoim, katolikom i Polakom, nie darował i ciął im gorzką prawdę w oczy, zwłaszcza za ucisk ludu: «Widzicie te pany odrzychłopskie, jako poddane swoje miłują ? Co złodziej w komorze cudzej, to pan drugi we wsi będzie, wszytko pobierze, połupi i duszę by z chłopka wydarł, kiedy by jak.» Od prawdziwego rycerza bowiem żądał Birkowski nie tylko odwagi i męstwa, ale miłości Boga i bliźniego: jego rycerz to waleczny patriota i zarazem dobry chrześcijanin.

NAGROBEK OSMANOWI (w skróceniu).

Kędyż on Osman, który na to był tak ro1 przyszedł na granice Polski i rozwiódł się był obozami swoimi od rzeki Prutu aż do Dniestru, od zamku chocimskiego aż do Kamieńca, na to, aby dusze krwią Chrystusową odkupione miasto bierni i poboru wy­bierał w Koronie polskiej i w Wielkim Księstwie Litewskim? Zwiódł był na to wielkie wojsko z Europy, z Azyjej, z Afryki; o więtszym myślił na przez-rok. Ci wszyscy na to byli sprowadzeni, aby wydarli Chrystusowi Panu dziedzictwo Jego... na syny koronne chciał położyć pobór brzydki bezecny bisurman, aby drogimi duszami opłacali zdrowie swoje; aby się turczyły, aby się Chrystusa zapierały, aby cnót chrześcijańskich zaniechały, a jęły się wszetecznictw tureckich, zbrodni mahometańskich. Dziękujemy Tobie, Chryste Jezu, iżeś zniósł z karków naszych tego brzydkiego poborcę!... Gdy Faraona Bóg w morzu utopił, «tańcowały góry jako barankowie» - mówi Pismo święte; gdy Julijana Apostatę Bóg włócznią swą zabił, morze tańcowało, jako niektórzy historycy piszą, wydzierało się z brzegów swoich i oświad­czało radości swoje, które miało, gdy okrutnego tyrana piekło pożarło: toż ja mówię o weselu wszystkiego chrześcijaństwa, nawet i pogaństwa, jako się weselili wszyscy, gdyś ty jeden ginął!...
«Piekło - mówi... Ezaijasz św. - pod tobą zatrwożyło się, zwłaszcza gdyś do niego przychodził; tobie kwoli wzbudziło olbrzymy swoje: wszytkie ksią­żęta ziemi porwały się z krzeseł swoich, wszyscy panowie narodów; wszyscyć odpowiedzą i rzeką tobie: „I ty zraniony jesteś jako i my, nam podobny stałeś się! zwleczona jest do piekła hardość twoja, upadł trup twój, pod tobą po­ściel będzie mól, a kołdra twoja będą robacy!"» Spodziewałeś się podobno witania innego, Osmanie, aniż kiedy miał Nabuchodonozor w piekle: nie potkało cię insze od niego, boś nie robił na lepsze! Przestawaj na takim, jakim cię opatrzono teraz i jakiego cnota twoja godna była! Zwiódł cię, jako wszytkich pobratymów twoich, bezecny Mahomet! Spodziewałeś się raju, a w nim rzek czterech: jednej - miodem, drugiej - mlekiem, trzeciej - wi­nem, czwartej wodą płynącej: i jednej z tych teraz nie masz! Masz jedne, któ­ra za wszystkie stoi: rzekę ognia i siarki pełną! Tą pragnienie swoje, tyranie, nasyć! Nie godzieneś lepszej!... Spodziewałeś się, według obietnic Alkoranu, pałaców i budynków od pereł i od złota: nie dla bisurmanów takie mieszkania gotuje Bóg, ale dla wiernych chrześcijan swych!... Spodziewa­łeś się bankietów po śmierci przepysznych, fazyjanów i ptaków innych smacznych, fruktów wszelakich, któreś miał wolą zbierać, leżąc pod pięk­nymi drzewy: masz lichotę i masz ptaki, jakicheś godzien, owe sępy i harpije piekielne, które cię ustawicznie, jako Prometeusza bezbożnego, kłują; masz frukty ogniste, których przełknąć trudno, które gardziel twój dławić będą na wieki!...
Pókiś żył na ziemi, trwogiś puszczał na ziemi, a teraz zatrwożyłeś umar­łych w piekle! Ale niedługo tej trwogi było: olbrzymy swoje ruszyło piekło, abyć drogę zaszli i witali nowego gościa swego. Porwali się wszyscy do jednego z krzeseł ognistych oni twoi Machmetowie, Selimowie, Solimanowie, Amu-ratowie i witali cię onymi słowy: «I tyś zraniony jako i my? i tyś przyszedł do piekła jako i my ? A ona duma twoja kędy, gdyś pod Chocimiem niedawno z Karakasem twoim stanął? I Karakas twój, od ciebie łzami polany, dawno między nami, i drudzy, ale i ty za nimi, jako widzimy, prędkoś się pokwapił na te miejsca mąk wiecznych.*...
Twoje słowa nagęstsze były: «Zabij! zamorduj!* Gdy gaurów, Kozaków nie zstawało, zabijałeś więźniów swoich; sameś nawet w ciągnieniu pod Chocim jednego rotmistrza kozackiego związanego rękoma swoimi ustrzelił, zaprawiając się w katowskie rzemiosło, które związanych bije... Jako wiele poginęło więźniów na rozkazanie twoje! Jako wiele głów zleciało z onej góry przy Chocimie dla uciech katowskich oczu twoich! Ubogie wieśniaki z włości psi tatarscy zaganiali do obozu jego i żeby od niego pieniądze brali, Kozaki ich przezywali: kazał ich okrutnie mordować, aby krwią niewinną napasł tylko okrutne oczy swoje! Gdy się przez Dunaj przeprawił, przywiedziono mu 40 Kozaków, których na Czarnym Morzu było załapiono: kazał łódź, na której most budowano, obrać jedne miasto klatki i wszystkie one Kozaki wetkać, i smołą oblać, i zapaliwszy po rzece puścić, krotofile sobie czyniąc z śmierci haniebnej więźniów swoich. I miałże długo tak żyć na tym świecie, który tak okrutny?...
Za takie okrucieństwa nisko padł ten Lucyfer pod powrozy katowskie, cię­ciwami jako siatką przykryty ten ptak, który tak wysoko latał! Latał wysoko ten ptak: na samo niebo chciał wlecieć, Krakowa mu się chciało i kościoła na zamku, Stanisława i Wacława świętych! Kościoły nasze myślił w swoje meczety... obrócić; chciał po kościołach świętych męczenników, wyznawców z szkapami swoimi tańcować; chciał nam obrazy i ołtarze z kościołów brzycS ten poganin wyrzucić i kwoli kalwinistom bezecnym Ofiarę Przenajświętszą do szczętu znieść! Nie pocieszył go Bóg w tym, co myślił: widzimy w cale kościoły, Akademiją i szkoły mądrości nietykane, gwiazdy niebieskie, to jest święte Pańskie, w swojej dostojności...
Chciałeś wstąpić na wysokość obłoków i być podobnym Nawyższemu: pro­staku Osmanie, nie twoje to dzieło po obłokach skakać! Przyjdzie Ten, który cię już sądził wedle dusze, który karety swoje na obłokach zatoczył, i ukaże się między nimi, gdy sądzić wszytkich będzie i wedle dusze, i wedle ciała. Obaczy Go wszelkie oko - i twoje, Osmanie, nieprzyjacielu Boży i ukrzy­żowanego Chrystusa! Wtenczas zapłaci-ć ze wszystkimi powiatami ziemia wtenczas poznasz, jaki to Pan, który takie woźniki1 z obłoków sprząga, który kładzie obłoki wstępem swoim, który chodzi po skrzydłach wiatrów! Niżej, Osmanie, wysokie to karoce na cię!,..
Już cię niosą do grobu, w którym tak rok udawiony od rąk twoich brat rodzo­ny leży. Wszyscy do lewka zdechłego bieżą, wszyscy zazierają i mówią: «A ten­że to mąż (młokos!), który zamącił ziemią, który zatrząsł królestwy, który poło­żył w pustynie okrąg ziemie i miasta jego zepsował, i więźniom jego nie otworzył więzienia? Tenże to Osman, który po czterykroć sto tysięcy ludzi do boju gotowego wyprowadził był pod Chocim? Tenże to, który chana tatarskiego z ośmdziesiąt tysięcy z sobą przywiódł, aby jako ogar jaki z lasów ubogie kmiotki wyganiał i wygnane zabijał?...»
Zawyj, Porto turecka-mówi do ciebie prorok-zawyj i zawołaj, miasto carogrodzkie: «Obalony Osman przeklęty, okrutny! Przyszedł dym od Akwilonu, gniewy przyszły janczarskie i spahijów - dla Akwilonu, dla Polaków, dla obozów koronnych nie wziętych, dla mów jego takich lada jakich („Nie żołnierze, ale babym miał pod Chocimiem, którzy nie umieli Lachów wziąć!"): nie uszedł ci dymów tych, zakwasiły mu oczy łakome, gardło bezecne, głu-piomówne i harde, i okrutne zatłumiły kwasem swoim!»
Połóżmy mu... ten wierszyk na grobie: «Dlatego iż „Pan grunty założył Syjonu i w Nim nadzieję będą mieć ubodzy ludu" - powstał Pan Bóg i skarał okrutnego tyrana Osmana, aby potem pogaństwo wiedziało, iż Pan Bóg o chrześcijanach ma pieczą swoje i staranie ojcowskie!* Ojcze wszelkiego miłosierdzia, bądź pochwalon na wieki! Amen.

Podobne prace

Do góry