Ocena brak

Eugene ARAM

Autor /Malina1243 Dodano /05.01.2013

Cofnijmy się teraz aż do osiemnastego wieku. W 1704 roku w rodzinie ogrodnika urodziłsię Eugene Aram. Jego ojciec był prostym człowiekiem, lecz i fachowcem w swojejdziedzinie. Zatrudniony był u sir Edwarda Blacketta w Newby w hrabstwie Yorkshire, a wwolnych chwilach pisywał podobno wiersze i to niezłe. Talent poetycki odziedziczył po nimsyn. Eugene nie ukończył wprawdzie żadnej szkoły – nie były to czasy, w których ogrodnicyposyłaliby synów do szkół – lecz, co niezwykłe, kształcił się sam. Musiał przy tym wykazaćsporo zapału i uporu, a także zdolności, skoro wkrótce po dojściu do dojrzałości zostałnauczycielem w szkole, dziś powiedzielibyśmy podstawowej, w Gauthwaite w hrabstwieYorkshire. Nawet jeżeli przyjąć, że nie wymagano wtedy od nauczyciela tak niskiegoszczebla zbyt wielkich kwalifikacji, to należy jednak wyrazić uznanie dla syna ogrodnika,który własnymi siłami osiągnął tak znaczny awans społeczny. Wydawać by się mogło, żedostawszy się do „wyższych sfer”, będzie usilnie zabiegał o to, by nie stracić swej pozycji.Tak też było, ale tylko połowicznie.

Aram ożenił się młodo z niejaką Anną Spence, z którą miał siedmioro dzieci. Rodzina niemieściła się już w dawnym domu, przeniósł się więc do Knaresborough, gdzie objął takiesamo stanowisko w miejscowej szkole i zamieszkał w nowej posiadłości. Jego byli uczniowiez tamtych lat wspominali go potem jako nauczyciela surowego i srogiego, gorąco oddanegowiedzy i wierze chrześcijańskiej. Takiej właśnie postawy można się było spodziewać posamouku.

W rzeczywistości Aram nie był bynajmniej postacią tak świetlaną, jak to się wydawałojego uczniom. W wolnych chwilach zajmował się bowiem złodziejstwem i paserstwem.Wysmagawszy rózgą nieszczęsnego ucznia, któremu zdarzyło się popełnić jakieś straszliweszkolne przewinienie i palnąwszy przy tym stosowną, umoralniającą przemowę, Aram udawałsię na targ, gdzie przybyłemu w celu zakupu konia kmiotkowi zręcznie wyciągał z sakiewkiuciułane grosze; czy też innego dnia – niepostrzeżenie ściągał ze sznura suszącą się bieliznę.

Nie można nawet usprawiedliwiać zachowania nauczyciela skłonnościami dokleptomanii. Dowodem na to, że swą pozaszkolną działalność traktował jako drugi zawód,może być fakt, że posiadał wspólnika, niejakiego Williama Housemana, który zawodowozajmował się czesaniem lnu, był więc drobnym rzemieślnikiem. Dobrana para działała razemprzez około dziesięć lat i to działała tak sprytnie, że nigdy nie padło na nich najmniejszepodejrzenie.Specjalizowali się, jak wspomniano, w drobnych kradzieżach i paserstwie.

Gdy jednakpewnego wieczoru stanęli przed szansą zdobycia 200 funtów, sumy w owych czasachastronomicznej, pokusa okazała się na tyle silna, że posunęli się do zabójstwa.Jak stwierdził Aram po latach, Daniel Clark, ofiara mordu, sam sobie był winien. Wedługsłów zabójcy – ten „ospowany, chuderlawy jąkała”, z zawodu szewc, był na tyle głupi, żenosił przy sobie pieniądze, stanowiące część posagu jego żony, właśnie owe 200 funtów.

Kronikarze nie zanotowali, czy Clark miał zamiar zainwestować jakoś te pieniądze, alerzeczywiście popełnił błąd, przychodząc do gospody i chwaląc się Housemanowi swązamożnością. Cóż, przy piwie takie rzeczy mi owi się bez oporów. Houseman natychmiastwezwał Arama i dalej pili już we trójkę. Kto płacił, nie wiadomo. Nie wiemy też, w którymmomencie Aram i Houseman obmyślili plan morderstwa, dość że kiedy tuż przed północą nachwiejnych nogach opuszczali gospodę, Aram miał już przy sobie spory młotek.

Okolicznościsprzyjały sprawcom. Clark był zdecydowanie najbardziej pijany z całej trójki, zaś o ciemne,odludne miejsce nie było trudno w Knaresborough w osiemnastym wieku. Toteż już po kilkuminutach cios w głowę zmiażdżył czaszkę nieszczęsnego Daniela Clarka. Był to dzień 7lutego 1744 roku.Dwaj kompani szybko odnaleźli zawiniątko z pieniędzmi, podzielili się nimi, po czymzawlekli zwłoki ofiary do jaskini św. Roberta pod Knaresborough, gdzie złożone wpółumieścili pod kamieniem. Przez jaskinię przepływała rzeka Nidd, można więc sądzić, żezabójcy liczyli na to, iż fale dokończą z czasem dzieła zacierania śladów.Nie wiemy, czy Aram przestraszył się swego czynu, czy też skorzystał z okazji, by uciecod swej licznej rodziny.

Potem twierdził, że postanowił zniknąć, gdyż widziano go tegowieczoru z Clarkiem. Jeszcze tej samej nocy opuścił potajemnie Knaresborough. Nie trzebachyba dodawać, że nie pożegnał się z żoną i dziećmi. Houseman, być może mniej nerwowy,pozostał i jak się kazało, zrobił słusznie. Przesłuchiwano go wprawdzie kilkakrotnie, ale zpowodu braku zwłok Clarka o nic nie został oskarżony.Aram udał się najpierw do Nottingham, zaś w roku 1745 do Londynu, gdzie bawił sięwesoło aż dwanaście lat. Nie zapominajmy, że uciekając z Knaresborough miał ze sobą 109funtów. Mogło to wystarczyć na wiele lat życia. Nie wiemy zresztą, czy w Londynie nie„dorabiał sobie” kradzieżami.Nie wiadomo również, czy brak pieniędzy, czy też może pragnienie powrotu do życiaakademickiego skłoniło Arama do szukania, po raz drugi w życiu, posady nauczycielskiej.

Otrzymał ją zresztą bez trudu w miejscowości King’s Lynn w hrabstwie Norfolk. Możnanawet powiedzieć, że znów i to po tak długiej przerwie (był rok 1757) awansował whierarchii społecznej. Tym razem został bowiem nauczycielem łaciny w szkole średniej.Nasuwa się przypuszczenie, że nie tylko hulanki stanowiły treść jego życia przez owe 13 lat.Czyżby dalej pogłębiał swoją wiedzę?Interesującym szczegółem jest informacja o wysokości pensji, jaką otrzymywał Aramjako nauczyciel. Jego pobory w King’s Lynn wynosiły 20 funtów rocznie! Widać więc teraz,jak ogromny łup zagarnęli mordercy Daniela Clarka.

W Knaresborough przez te wszystkie lata nie zapomniano jednak tajemniczej sprawyzniknięcia Clarka i niejasnej roli Housemana i Arama, który w dodatku przepadł bez śladu. Ioto w lipcu 1758 roku, po czternastu latach od zabójstwa, mieszkaniec Knaresborough, któryprzyjechał do King’s Lynn w odwiedziny do krewnych, rozpoznał w gimnazjalnym łacinnikuwłaśnie Arama, głównego podejrzanego sprzed lat. Aram zaprzeczył jednak, jakobykiedykolwiek był w tamtych stronach i na razie sprawa przycichła.Jednakże dwa miesiące później w Knaresborough odnaleziono szkielet mężczyzny.

Podejrzewając, że mogą to być szczątki Daniela Clarka, wezwano na przesłuchanie WilliamaHousemana. Dlaczego tym razem, po tylu latach, przyznał się do zabójstwa i wskazał Aramajako wspólnika, nie wiadomo. Jest to tym bardziej niezrozumiałe, że odnaleziony szkielet, jaksię okazało, nie miał nic wspólnego ze sprawą. Houseman, skoro zaczął już mówić,zaprowadził sędziów do jaskini i wskazał im miejsce ukrycia zwłok. Spod kamieniawydobyto szczątki Daniela Clarka.Wieść o przyznaniu się Housemana i o winie Arama obiegła Knaresborough lotembłyskawicy.

Natychmiast też zgłosił się ów człowiek, który spotkał Arama w King’s Lynn. Nadal byłprzekonany, że rozpoznał dawnego sąsiada. Dwaj konstable przywieźli poszukiwanegobryczką do Knaresborough.Na to spotkanie wyszli chyba wszyscy mieszkańcy miasta. Ujrzawszy Arama, tłumzafalował, rozległ się głuchy pomruk. Lincz wisiał w powietrzu. Nie doszło do tego jednak.Miała za to miejsce inna charakterystyczna scena.

Mieszkańcy miasta odsuwali się w milczeniu, gdy do pojmanego zbliżała się jegoporzucona przed 14 laty żona, otoczona przez siedmioro dzieci. Na ich widok Aramuśmiechnął się, podszedł i zapytał lekko:

– No, jak wam się wiedzie?

Houseman został głównym świadkiem oskarżenia, dzięki czemu uniknąłodpowiedzialności karnej. Aram natomiast spędził prawie rok w areszcie w mieście York,oczekując na proces. I znów obudziła się w nim dusza badacza, bo przez cały ten czasstudiował stare księgi, przygotowując swą obronę. Szczególnie pilnie czytywał ponoć dziełozatytułowane „Monasticon Eboracense”, traktujące o żywotach świętych i ich relikwiach.

Linię obrony Aram ujawnił podczas procesu. Podpierając się dowodami naukowymi lubpseudonaukowymi twierdził mianowicie, że szkielet znaleziony w jaskini to szczątki jakiegośświętego czy pustelnika, pogrzebanego w tym miejscu setki lat wcześniej.

Nie zdołał jednak zasiać wątpliwości u sędziów. Uznany winnym morderstwa, skazanyzostał na śmierć przez powieszenie. W nocy poprzedzającej egzekucję usiłował popełnićsamobójstwo, podcinając sobie żyły. Gdy go wleczono na szubienicę, był już nieprzytomny.Wyrok musiał jednak być wykonany w taki sposób, jaki określił sąd. Eugene Aramapowieszono więc nieprzytomnego, w 1759 roku, piętnaście lat po zabójstwie, w Tyburn Fieldna przedmieściach Yorku. Kronikarze skrzętnie odnotowali, że ciało Arama pozostawiononastępnie wiszące na szubienicy w pobliskim lesie, zaś czaszkę ofiarowano Szkole Lekarskiej.

Jak to się często zdarza w przypadku głośnych zbrodniarzy, również Aram doczekał siępoematu na swoją cześć. Napisał go siedemdziesiąt lat później poeta Thomas Hood. Strofytego popularnego wśród mieszczaństwa angielskiego poematu, zatytułowanego „Sen EugeneArama”, recytował często na wiktoriańskich wieczorkach muzycznych inny zatwardziałyzbrodniarz, Henry Wainwright.

Podobne prace

Do góry