Ocena brak

„DWORZANIN POLSKI” - MISTRZ PROZY

Autor /Halszka Dodano /05.04.2013

W księdze trzeciej Dworzanina, której tematami są „wizerunek” dwornej pani i miłość dworska, zemściła się na polskim autorze decyzja usunięcia kobiet z grona rozmówców. Również swoista surowość moralna, o której już była mowa, przyczyniła się do tego, iż ten fragment polskiej parafrazy, mimo „chwytliwego” tematu, wypadł blado, znacznie mniej interesująco niż włoski pierwowzór.

Księga następna, ostatnia, była próbą dla tłumacza niewątpliwie najtrudniejszą, jako że polszczyzna ówczesna, dość sprawna przy wyrażaniu treści codziennych, nie wypracowała jeszcze sposobów ujęcia subtelnych rozważań filozoficznych. A przecież końcowe fragmenty Dworzanina to jakby przeniesienie w wiek XVI dialogu Platońskiego, niesłychanie trudnego do naśladowania w każdym języku. Górnicki nie poradził sobie z wszystkimi problemami, uciekał się tu i ówdzie do zmian i opuszczeń, lecz w efekcie wyszedł obronną ręką z trudnej sytuacji, dając następcom przykład, jak należy przyswajać teksty filozoficzne.

Rozpoczął rozmowę księgi czwartej pan Wapowski określając cel, jakiemu ma służyć wychowanie doskonałego dworzanina. Stwierdził, że jest nim odwodzenie panów od złego, a kierowanie ku dobremu. Te wychowawcze zadania ma dworzanin spełniać przez własny przykład, częste rozmowy, muzykę i żart. Górnicki wierzył bowiem — za Casti-glionem i innymi sobie współczesnymi — że człowiek dla osiągnięcia cnót moralnych potrzebuje przewodnika, że w procesie wychowania można w każdym wyrobić pożądane cechy.

Podobny optymizm cechuje następującą później, a zajmującą w księdze IV ważne miejsce, dyskusję na temat najlepszej formy rządu. Pan Kostka, „któremu sie zawdy Weneckiej Rzeczypospolitej porządek podobał”, chwali rządy oligarchiczne uważając, że tylko one zapewniają prawdziwą wolność wszystkim obywatelom. Sprzeciwia się temu pan Wapowski, zwolennik monarchii, i w dłuższym wywodzie maluje obraz państwa rządzonego przez idealnego króla (przy okazji dając skrótowy „wizerunek” władcy). Obraz to niemal sielankowy, bo i król jest wcieleniem wszelkich cnót monarszych, i poddani „cnotliwi, k temu w dobrym porządku i w dobrym rozkazowaniu” (I 411). W tym raju na ziemi król nie musi używać straży dla swej ochrony, wiodąc żywot będący syntezą kontemplacji i życia aktywnego. A „nie telko sam ma być dobry, ale i poddane ma przedziałać ze złych na dobre” (I 393). Widać chyba, jak niewiele wspólnego z twardą rzeczywistością politycznego życia ma idealny ustrój zarysowany przez pana Wapowskiego.

Myśli tych nie można, oczywiście, uważać za własne poglądy Górnickiego; trzymał się on toku wywodów w pierwowzorze, korzystając tylko z okazji do drobnych retuszów. Z jego własnymi koncepcjami ustroju społecznego spotykamy się w traktatach politycznych, napisanych znacznie później niż Dworzanin.

Od rozważań utrzymanych jakby w tonie Platońskich Praw finał IV księgi przenosi czytelnika w amosferę Uczty z całą jej podnios-łością, a jednocześnie lekkością. Pan Kryski niczym drugi Sokrates broni prawa ludzi starszych do miłości, pojmując ją jednak nie jako sprawą zmysłów, lecz na sposób platoński, jako pożądanie piękności prawdziwej. Ta miłość „platoniczna”, łatwiej dostąpna starcom niż zmysłowym młodzieńcom, uszlachetnia człowieka i prowadzi go do uwielbienia Boga jako piękności i dobroci najwyższej. Hymnem na cześć tej miłości najdoskonalszej autor zamknął Dworzanina niczym mocnym akordem.

Porównania z Platonem są tu jak najbardziej usprawiedliwione: Castiglione rzeczywiście przejął się dziełami wielkiego filozofa, pożyczając odeń wiele obiegowych definicji oraz usiłując dorównać mu w końcowym hymnie na cześć miłości. Nie zapominajmy, że II Cor-tegiano zrodził się pod włoskim niebem, pod którym jak grzyby po deszczu powstawały w XV i XVI w. akademie, kultywujące (choć często w neoplatońskim oświetleniu) tradycje pierwszej uczelni założonej w gaju Akademosa. Atmosfera taka musiała owocować także i w literaturze, karmiącej się wówczas rzeczywiście obficie myślami Platona. Nieco inaczej rzecz się miała pod chłodniejszym polskim niebem, gdzie wystąpienie Górnickiego było jednym z wcześniejszych śladów znajomości autora Uczty .

Rodzima mowa stawiała tu tłumaczowi największy opór; w przedmowie do całego dzieła stwierdzał on nawet: „polski język tego wyrazić nie może” (I 59). A mimo to osiągnął płynność i dostojeństwo stylu jak na owe czasy wyjątkowe. Patos hymnu, który wygłasza pan Kryski w finale Dworzanina — to chyba największe osiągnięcie Górnickie-go-stylisty. Niech za wszelkie charakterystyki wystarczy następujący fragment:

Obróćmyż tedy myśli wszytki i siły duszne nasze ku tej najświętszej światłości, która nam drogę do nieba pokazuje, a za tą (zewlekszy z siebie żądze i chciwości cielesne, w któreśmy sie tu na ziemi oblekli) po tej drabinie, która na spodnim szczeblu ma cień jakiś piękności, idźmy aż do onego najwyższego gmachu, gdzie niebieska, pożądana a istotna piękność mieszka, która w tajemnym zamknieniu u Boga Najwyższego jest dla tego, iżby telko święte oczy patrzać na nię mogły. A tu dopiero ostatni i błogosławiony kres i koniec najdziem naszym żądościam, tu odpoczynie każdy z prac ziemskich, tu wytchnie z nędz, w których opływa człowieczy żywot, tu sie uleczą cielesne choroby, tu bądzie najpewniejszy port nam wszytkim, którzy na świecie jako na rozgniewanym a niebezpiecznym morzu mieszkamy.

Sam Górnicki, nieco kokieteryjnie, określił swe rozmowy jako „nie Orzechowskiego złotym, ale moim ołowianym piórem wypisane” (I 50-51). I rzeczywiście, nie osiągnął chyba żarliwości i giętkości języka właściwej popularnemu publicyście. Proza Górnickiego nie zachwyca wielością środków wyrazu, nie operuje retoryczną figurą, zaskoczeniem. Jest za to klasycznie spokojna, klarowna, niemal po Cycerońsku wypracowana. To wówczas było osiągniącie bodaj czy nie większe od „naturalnego” stylu Reja i gwałtownej, żywej wymowy Orzechowskiego. Autor Dworzanina udzielił wszystkim próbującym po nim sił w prozie lekcji dyscypliny, która bardzo była potrzebna na tamtym etapie rozwoju polszczyzny literackiej. Uniknął przy tym makaroni-zowania; że była to rzecz niełatwa, świadczą choćby dochowane listy Jana Kochanowskiego, by nie wspominać o innych zabytkach prozy polskiej.

Dworzanin polski jest utworem nierównym: obok fragmentów świetnych, mistrzowsko skomponowanych, są w nim dłużyzny, powtórzenia, partie, bez których całość mogłaby się obyć. Niewątpliwie tłumaczenie dzieli te niedoskonałości z pierwowzorem, choć trzeba przyznać, że w pewnych miejscach polski autor, rezygnując ze „smaczków” oryginału, znacznie go zubożył. Na pewno Dworzaninowi (zarówno w wersji włoskiej, jak i w polskiej przeróbce) nie wyszła na dobre kompozycja, nazwijmy ją tak, „traktatowa”: otóż cały dialog jest jakby rozpisanym na głosy zbiorem rozpraw na wybrane tematy. Forma rozmowy często przy takim zamyśle przeszkadzała, wobec czego znajdujemy w utworze partie monologowe, jakby krótkie traktaty, połączone nieco wymuszonym, więc sztucznym dialogiem. W dodatku kilka z owych traktatów to typowe „oklepanki” na tematy wielokrotnie eksploatowane już od czasów bardzo dawnych, nie zatrzymujące więc uwagi czytelnika. Nie oznacza to, oczywiście, że utwór jest przeciętny. Bronią go — i to w sposób bezdyskusyjny — fragmenty błyskotliwe, takie jak np. ideał dworzanina oraz „nauka o języku” w księdze I, teoria komizmu w księdze II, a także platoński finał. Dzięki nim właśnie Dworzanin stał się jednym z najwybitniejszych traktatów parenetycznych XVI-wiecznej Europy.

W Polsce tak wielkiej popularności nie osiągnął; u czytelników szlacheckich więcej znaczył wydany (czy przypadkowo?) zaledwie w dwa lata po nim Żywot człowieka poczciwego Mikołaja Reja. Przyczyn było na pewno wiele, ale najważniejszą z nich jest fakt, iż Żywot był dziełem swojskim, i to nie tylko dlatego, że nie tłumaczonym; zawierał ideał życia bardziej odpowiadający masom szlacheckim niż importowany (mimo wszelkie udane wysiłki autora) Dworzanin Górnickiego. Szlachcic-ziemianin, z lekceważeniem odnoszący sią do dworactwa, dufnie zapatrzony w swoją wolność posiadacza, nie zauważał zapewne, że u Górnickiego często słowo „dworzanin” oznacza w ogóle każdego człowieka, że znikają ograniczenia stanowe, gdy idzie o ideał człowieka wykształconego i wytwornego. Rejowy opis żywota ludzkiego był bardziej swojski, namacalny, a ponadto ... chyba łatwiejszy do realizacji, bo z założenia bardziej aprobatywny niż postulatywny. Nieszczęściem Górnickiego było chyba to, iż brakowało w ówczesnym społeczeństwie polskim ludzi, którzy by byli zdolni do pełnego zrozumienia włoskich wzorców pełnego człowieka, wzorców na pewno bardziej dojrzałych i uniwersalnych niż Rejowy „człowiek poczciwy”. Nie mógł się więc w pełni udać przeszczep na teren Polski renesansowej kultury włoskiej najwyższej miary, nad którym to przeszczepem pracowali ludzie z otoczenia Zygmunta Augusta; wśród nich Górnicki był z pewnością jednym z najlepszych przyjaciół italskiej kultury.

Do góry