Ocena brak

CWIETAJEWA Marina (1892 - 1941)

Autor /Leoncjusz Dodano /20.11.2012

To już nie jestem ja

Pochodziła z zacnej rodziny. Jej matka była pianistką, ojciec - profesorem
uniwersyteckim i założycielem Muzeum Sztuk Pięknych w Moskwie. Odebrała
staranne wykształcenie w Szwajcarii, Niemczech i Włoszech. Wiersze pisała od
szóstego roku życia, sporo podróżowała po świecie. Przez wiele lat mieszkała za
granicą - w Pradze i Paryżu. Do ZSRR powróciła w 1939 roku. Jej najmłodsza córka
zmarła z głodu w 1920 roku, jej starszą córkę aresztowano i na czternaście lat
zesłano do łagrów, a męża - rozstrzelano. Ostatnie dwa lata życia spędziła z synem
w skrajnym ubóstwie. Pojechała do Jełabugi w poszukiwaniu pracy. Bezskutecznie.
Nie udało się jej znaleźć jakiegokolwiek zatrudnienia.

31 sierpnia wykorzystała moment, gdy nikogo nie było w domu. Pospiesznie
napisała trzy listy. Pierwszy do szesnastoletniego syna: "Wybacz mi, ale potem
byłoby jeszcze gorzej. Jestem ciężko chora, to już nie jestem ja. Kocham cię do
szaleństwa. Zrozum, że już nie mogłam żyć. Powiedz Tatusiowi i Ali - jeżeli ich
zobaczysz - że kochałam ich do ostatniej chwili, i wytłumacz, że zabrnęłam w ślepy
zaułek".

Drugi list zaadresowany był do znajomych i zawierał prośbę, by zaopiekowali się
synem. Skończyła go dość dramatyczną prośbą: "Nie pochowajcie mnie żywcem!
Sprawdźcie bardzo dokładnie".

Trzeci list napisała do najbliższych przyjaciół, a w nim m.in.: "Błagam Was,
przygarnijcie Mura [imię syna] - po prostu adoptujcie go - i niech się uczy. Ja dla
niego nic więcej zrobić nie mogę. (... ) Czuwajcie nad moim ukochanym Murem, jest
bardzo wątły. Kochajcie go jak syna - zasługuje na to".

Maria Biełkina w biograficznej książce Losy pokrzyżowane tak opisuje moment
odnalezienia zwłok: "Wróciła gospodyni. Drzwi były zamknięte od wewnątrz, wsunęła
rękę w szczelinę, otworzyła. Weszła... Może podniosła krzyk, może pobiegła do
sąsiadów. Zeszli się ludzie. Nikt nie miał odwagi jej dotknąć. Wisiała więc w sieni...
Ktoś pobiegł na milicję, ktoś po lekarza. Lecz ani milicja, ani ze szpitala nikt się nie
spieszył. Wyjął panią Marinę z pętli jakiś przechodzień".

Cwietajewą pochowano 2 września, na koszt miasta, nie na cmentarzu, ale
gdzieś pod miastem. Grobu nigdy nie odnaleziono.

Podobne prace

Do góry