Ocena brak

Błąd Kartezjusza, błąd Wundta. Dualizm psychofizyczny i jego odmiany w historii psychologii

Autor /Tegeonephef Dodano /05.07.2007

Jedną z najdziwniejszych, najbardziej szokujących i najabsurdalniejszych (z naszego punktu widzenia) kontrowersji w historii psychologii był problem relacji między psychiką a mózgiem („body-mind problem”), odziedziczony po wielowiekowej tradycji filozoficznej. Jednym z pierwszych filozofów greckich wyraźnie rozdzielających psychikę (nazywaną przez niego duszą) i ciało okazał się Platon, chociaż trzeba przyznać, że takie rozróżnienie nie wy-dawało się obce również przedstawicielom innych ludów starożytnych mieszkających w róż-nych częściach świata (nie wszystkich – ich zdania nie podzielali m. in. Chińczycy). Ten po-gląd nazwano później dualizmem psychofizycznym – zakładał on, że psychika jest zasadniczo odmienna i niezależna od mózgu, że umysł i ciało stanowią dwa odrębne aspekty natury ludz-kiej, nieomal dwa odrębnie istniejące byty. Niektóre nurty chrześcijaństwa, właśnie te, które zdominowały średniowieczną Europę zachodnią (chociaż warto pamiętać, że św. Tomasz z Akwinu odcinał się od ciasnego dualizmu) utrwalały tę ideę. W dodatku przez długie wieki używano wyrazu „dusza” w dwóch znaczeniach: zarówno jako określenia psychiki, umysłu, hipotetycznej siły poruszającej ciałem i podtrzymującej życie, jak i w znaczeniu czysto teolo-gicznym, obecnie trudnym do uchwycenia i interpretacji nawet przez teologów. Do czasów współczesnych zachowało się jedynie to drugie znaczenie, a pozostałe użycia słowa „dusza” są metaforyczne. Dualizm psychofizyczny został na nowo sformułowany w XVII-wiecznej filozofii przez Kartezjusza i ten filozof stał się poniekąd jego symbolem. Choć Descartes wy-znawał wiele groteskowych dla nas poglądów (twierdził na przykład, że krążenie krwi jest wzbudzane przez ciepłotę ciała), właśnie to jego twierdzenie najdłużej pokutowało (i pokutuje nadal) w świadomości społecznej, czym zasłużyło sobie na wdzięczną nazwę „błędu Karte-zjusza” (por. Damasio, 2000).


Dualizm zresztą ewoluował, przybierając wiele form, czasami bardzo dziwnych i za-bawnych. Najbardziej znanymi były:
– paralelizm psychofizyczny (psychofizykalizm) – pogląd, według którego umysł i ciało trak-tuje się jako dwa odrębne, niezależne, ale skorelowane ze sobą elementy;
– interakcjonizm psychofizyczny – pogląd zakładający, że umysł i ciało są odrębnymi cało-ściami, rządzącymi się odmiennymi prawami, ale pozostającymi w interakcji (Reber, 2002);
– teoria emergencji-interakcji – pogląd, według którego czynności mózgu wywołują stany psychiczne, lecz te stany są czymś różniącym się od nich i nie dają się do nich sprowadzić; psychika jest wyłaniającym się (emergentnym) produktem mózgu, mózg i psychika oddziału-ją na siebie wzajemnie, przy czym „świadoma psychika wywiera na mózg wpływ przyczyno-wy na najwyższym poziomie” (Zimbardo, 2003).
Te dziwaczne poglądy, jak łatwo się przekonać, czytając prace wielu psychologów-humanistów, mają ciągle szokującą liczbę zwolenników. Zimbardo (2003) pisze wręcz: „ chociaż ta nowa forma dualizmu nie jest zgodna ze sposobem myślenia większości uczonych zajmujących się układem nerwowym, to jednak odpowiada ona poglądom wielu psychologów i będziemy z niej korzystać w naszej eksploracji świadomości i zjawisk psychicznych” (Zim-bardo, 2003, str. 118). Warto dodać, że napisał to człowiek, którego poglądy na niektóre sprawy, związane np. z seksualnością, wydają się skrajnie liberalne, a nawet gorszą wielu ludzi (por. Zimbardo, 2000). Oczywiście, każdy ma prawo do własnych poglądów, ale jaki sens ma wyznawanie teorii, które same nic nie tłumaczą, za to utrudniają zrozumienie funk-cjonowania człowieka. Jedna książka badacza mającego nastawienie neuropsychologiczne (LeDoux, 2000) pozwala znacznie lepiej zrozumieć mechanizmy powstawania fobii i nerwic niż opasły zbiór „dzieł” Freuda, które mogą tylko wprowadzić czytelnika w błąd, a pół strony tekstu o funkcjonowaniu osi podwzgórze-przysadka-nadnercza wyjaśnia wpływ stresu na pa-mięć i nastrój niż gruba monografia napisana wyłącznie z perspektywy humanistycznej. Naj-większą zaletą monizmu psychofizycznego są właśnie rezultaty badawcze które udaje się uzy-skać, wychodząc z tego założenia. Specjaliści od nauk od mózgu (neuroscience) i nauk kogni-tywnych (cognitive science) coraz lepiej widzą, jak dobrze (i coraz lepiej) fizjologia wyjaśnia procesy psychiczne. Wyznawanie którejś z odmian dualizmu oznacza najczęściej okopanie się i przyjęcie wrogiej postawy wobec współczesnych odkryć naukowych. Nie przynosi żadnych wymiernych rezultatów poza twierdzeniami, że „psychika ludzka jest tak skomplikowana, że i tak nie da się o niej nic powiedzieć”. Dualiści nie proponują nic w zamian. Trudno określić, czemu może służyć odgórne przyjmowanie zasady dualizmu, co bardzo często prowadzi do „mnożenia bytów ponad konieczność” (wbrew zasadzie „entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem”, zwanej brzytwą Ockhama), czyli do wymyślania (w języku teoretyków tych kierunków „odkrywania”) wielu hipotetycznych czynników, rzekomo „istniejących w psychi-ce”, odnoszenia ich do siebie (spekulacji pojęciowej), a zdarza się, że i traktowania ich tak, jak gdyby były realnymi przedmiotami (błąd hipostazowania), jak również do uznawania wie-lu pojęć dających się rozłożyć na czynniki bardziej elementarne za pierwotne i nieredukowal-ne – warto wspomnieć chćby magiczne słowo „potrzeba”, przewijające się przez psychologię humanistyczną, dzięki któremu powstało wiele „wyjaśnień” przydatnych do ilustrowania błednego koła (circulus vitiosus) i argumentacji typu idem per idem. „Człowiek dąży do cze-goś, ponieważ odczuwa taką potrzebę. Tak, ale dlaczego ma taką potrzebę? Człowiek dąży do czegoś, ponieważ ma takie dążenie. Człowiek zachowuje się tak w danej sytuacji, ponieważ ma taką osobowość. Ponieważ bodźce zewnętrzne oddziałują z jego osobowością, zachowuje się właśnie tak, a nie inaczej. Co to jest osobowość? Osobowość jest zbiorem cech, które po-wodują, że pod wpływem danych bodźców dany człowiek zachowuje się inaczej niż inni lu-dzie, którzy pod wpływem tych samych bodźców zachowują się inaczej niż on, a nie tak sa-mo. Nie da się zredukować człowieka do jego fizjologii, psychika jest odrębna od mózgu. O zachowaniu decyduje osobowość, która jest czymś innym niż mózg, jest od niego wyżej usy-tuowana. Właściwie nie wiadomo, dlaczego człowiek ma taką osobowość a nie inną. Na pew-no nie zależy to od funkcjonowania mózgu. Ludzie różnią się od siebie i tyle. Nie da się tego zrozumieć ani wyjaśnić. Jedno jest pewne – wszystkie wyjaśnienia mówiące o mózgu są błędne. Nie wiem dlaczego i nie będę wiedzieć, bo to nie do pojęcia. Ale jest to pewne. Czło-wiek chce się rozwijać i dąży do samorealizacji, ponieważ w jego psychice tkwi niepojęte dążenie do samorealizacji. Jest ono niemożliwe do pojęcia, więc nie sposób go wyjaśnić. Człowiek kreuje siebie i dąży do samorealizacji, ponieważ w jego osobowości jest zawarta skłonność do samorealizacji i kreowania siebie…”. Jak napisał Molier w jednej ze swoich komedii „opium usypia, bo ma właściwości usypiające”. Uwzględnienie procesów mózgo-wych w interpretacjach zachowań i zjawisk psychicznych pozwala unikać takich „wyjaśnień”. Jeśli istnieją dwa wyjaśnienia: jedno pozwala zrozumieć zjawisko w takim stopniu, żeby można było podać jego przyczyny, przebieg i konsekwencje, a drugie nic nie tłumaczy, ale nie odwołuje się do mózgu, który przecież jest niegodny, żeby przypisywać mu procesy psy-chiczne (a poza tym koncepcja jest trudna), to które wybierze psychoanalityk albo psycholog humanistyczny? Oczywiście badania nad mózgiem kosztują bardzo dużo. W Polsce nie ma na nie pieniędzy. Tutaj spija się pomyje.


Żeby w skrócie prześledzić dzieje dualizmu psychofizycznego w psychologii, warto zacząć od tradycyjnego początku, czyli Wundta.
Wundt, chociaż miał wykształcenie medyczne i uważał się w pewnym sensie za fizjo-loga, w rzeczywistości radykalnie zerwał z fizjologią. Nazwa jego dzieła, „Psychologia fizjo-logiczna”, może mylić – Wundt badał wzajemne powiązania faktów, które uważał za czysto psychiczne. Przymiotnik „fizjologiczny” znaczył tutaj tyle, co „wzorowany na metodach sto-sowanych w fizjologii”, czyli po prostu „eksperymentalny” (Stachowski, 2004).Naprawdę był zwolennikiem i jednym z prekursorów paralelizmu psychofizjologicznego. Pisał: „Wszędzie, gdzie zachodzą prawidłowe stosunki między zjawiskami psychicznymi a fizycznymi, oba rodzaje zjawisk nie są ani identyczne, ani też jedne nie mogą przekształcić się w drugie, gdyż same są nieporównywalne [tzn. nie są tożsame ani izomorficzne – w dzisiejszej terminologii], wszelako zjawiska te są w ten sposób do siebie przyporządkowane, że w stanie prawidłowym pewnym psychicznym zjawiskom odpowiadają pewne zjawiska fizyczne lub że – jeśli wyra-zić się obrazowo – toczą się równolegle do siebie” (za: Stachowski, 2000). Chociaż Wundt odrzucił kartezjański pogląd o umyśle jako substancji niematerialnej, to podtrzymał podsta-wowe założenie filozofii Kartezjusza – dualizm – co prawdopodobnie wywarło wpływ na całą późniejszą tradycję psychologiczną.


Ebbinghaus prowadził badania nad pamięcią i uważał te eksperymenty za „czyste” psychologicznie, tzn. nie mające nic wspólnego z fizjologią. Z dzisiejszej perspektywy wia-domo, że w tej kwestii nie miał racji – nie zdawał sobie sprawy z tego, że badał zjawiska w gruncie rzeczy fizjologiczne. Ich podstawy mózgowe znaleziono już dawno temu. Twardow-ski, uczeń Brentana, odcinał się od wszelkiej fizjologii mózgu. Pisał: „Gdybyśmy byli w sta-nie śledzić procesy fizjologiczne, które się w mózgu odbywają, gdybyśmy widzieli jak na dłoni wirujące atomy, z których składa się móżg, to przecież oko nasze nie odkryłoby nigdy choćby najsłabszego nawet objawu życia umysłowego” (Stachowski, 2004). Dzisiaj wiemy, że się mylił. Współczesne metody skanowania mózgu (np. pozytonowa tomografia emisyjna czy funkcjonalny rezonans magnetyczny) w połączeniu z teorią naukową pozwalają na przy-bliżone określenie, jakie procesy umysłowe albo psychiczne przebiegają u badanych osób. Niedawno amerykańscy naukowcy wkłuli kilkaset mikroelektrod w neurony kory wzrokowej kota i odtworzyli na komputerze przybliżony obraz widziany przez zwierzę… Jak widać, pierwsze próby odczytania obrazu świata kodowanego przez mózg już się powiodły (na razie chodzi o kodowanie topograficzne i populacyjne, ciągle nie udaje się odczytywanie tzw. re-prezentacji dyspozycyjnych, tworzonych przez mózg np. do kodowania słów czy faktów w pamięci deklaratywnej – ciągle brakuje klucza do przekształceń…).
Przewidywanie Twardowskiego sprawia wrażenie skrajnie pesymistycznego, ale trud-no za to winić jego autora – w jego czasach fizjologia mózgu istniała w postaci zalążkowej (działanie neuronu zbadano dopiero w 1933r.), a o komputerach jeszcze mało kto myślał. Szokująco brzmią natomiast takie wypowiedzi w ustach wielu dzisiejszych psychologów, którzy w dodatku tak często nie proponują w zamian żadnych sensownych koncepcji. Warto pamiętać, że do odkrywania tajemnic mózgu potrzebne są badania zarówno czysto fizjolo-giczne, jak i behawioralne, a także introspekcyjne (czyli w dzisiejszych czasach takie, które opierają się na testach psychologicznych, chociaż wielu psychologów czuje się zbulwersowa-nych, gdy ktoś uważa testy za formę introspekcji). Co więcej te wszystkie badania okazują się tak samo istotne, zwłaszcza w badaniach nad tym, w jaki sposób sieci neuronowe rozmiesz-czone w różnych rejonach mózgu kodują różne rodzaje informacji, a także w pierwszych, nieśmiałych próbach odpowiedzi na pytanie o to, jak tworzy się świadomość.

Gdy behawioryzm zdominował psychologię amerykańską, sytuacja wcale się nie poprawiła. Watson, chociaż uważał behawioryzm za dział fizjologii, nie tylko odrzucił introspekcję i pojęcia odnoszące się do psychiki, lecz także uznał, że nie warto zajmować się mózgiem. Dziwne było to, że behawioryści, chociaż uznawali wiele przeżyć nazywanych wcześniej psychicznymi, za reakcje mięśniowe i gruczołowe, ze swojej koncepcji całkowicie wyrugowali mózg. Jeszcze dziwniejsze wydaje się to, że przez dziesiątki lat środowisko psy-chologiczne w USA brało takie ułomne koncepcje za pełnowartościową wiedzę. Skutek oka-zał się taki, że behawioryści wprawdzie odkryli wiele ciekawych zależności między bodźcami a reakcjami, ale nie potrafili nic wyjaśnić albo proponowali jedynie wyjaśnienia pozorne. Po-wstałą lukę zapełniają teraz badacze zajmujący się fizjologią uczenia się i warunkowania, tacy jak Joseph LeDoux.

Najwięcej zła wyrządziła psychologii naukowej psychoanaliza. Tutaj przytoczę tylko zdanie Freuda o mózgu: „nasza topika psychiczna nie ma, jak na razie, nic wspólnego z ana-tomią”. Badania nad mózgiem ostatecznie sfalsyfikowały hipotezę Freuda (traktowanej przez jego zwolenników jako aksjomat), że oprócz psychiki dostępnej świadomości może istnieć druga, równoległa do niej, mająca takie same atrybuty i możliwości, tylko że nieświadoma. Nieświadomość kognitywistyczna nie ma nic wspólnego z nieświadomością freudowską (por. LeDoux, 2000). Warto dodać, że większość psychoanalityków skończyła studia medyczne, co tym bardziej przeraża. Zdarzały się zgony pacjentów uczestniczących w terapii psychoanali-tycznej, ponieważ analitycy nierzadko wmawiali im, że przyczynami dowolnych objawów chorobowych są „ukryte, nieświadome pragnienia”, „nienawiść do matki”, „brak szacunku dla ojca” itp. (Tavris, Wade, 1999). Freudyści uważali, że nieświadome konflikty wewnętrzne mogą ulegać „konwersji” na objawy somatyczne – to spostrzeżenie było w pewnym stopniu słuszne (z poprawką na „nieświadome”), ale nie potrafili sensownie wytłumaczyć podobnych zjawisk (w nozologii psychiatrycznej nadal utrzymuje się termin „zaburzenia konwersyjne”).
Psychologowie poznawczy kiedyś lekceważyli mózg, ale teraz coraz częściej opierają swoje modele przetwarzania informacji na rzeczywistych obwodach neuronalnych. Ich dużym osiągnięciem był perceptron – symulator sieci neuronowej przetwarzającej bodźce wzrokowe u istot żywych – jest on dzisiaj stosowany na wielką skalę w programach do optycznego roz-poznawania tekstu (OCR).
W całej książce Stachowskiego ani razu nie pojawił się termin „monizm psychofi-zyczny”, a przecież jest to w dzisiejszych czasach najskuteczniejszy (w połączeniu z reduk-cjonizmem) paradygmat badawczy w naukach o mózgu, umyśle, świadomości, psychice i zachowaniu człowieka. Słowo „mózg” rzuciło się w oczy najwyżej kilka razy – i to zwykle w kontekście negatywnym. Czyżby historia psychologii stanowiła historię nienawiści do mózgu i zamiłowania do specyficznej neoscholastyki? W czym „gruczoły”, uznawane przez beha-wiorystów za źródło przeżyć psychicznych, miałyby być lepsze od procesów fizjologicznych zachodzących w mózgu?

Dlaczego w historii psychologii tak niewielu teoretyków miało odwagę przyznać, że uważają psychikę po prostu za funkcję mózgu, za część tego, co robi mózg, i wolało wymy-ślać dziwaczne, pokrętne koncepcje, uzasadniające wszelkie inne poglądy? Często byli to ci sami ludzie, którzy w innych dziedzinach życia głosili śmiałe, nieraz wręcz szokujące poglą-dy (np. Watson, Zimbardo). Co motywuje wielu psychiatrów będących jednocześnie psycho-terapeutami, do całkowitego oddzielania medycznej wiedzy o funkcjonowaniu mózgu od in-formacji humanistycznych, otrzymywanych na kursach psychoterapii, co nieraz powoduje, że postępują tak, jak gdyby nie umieli zauważyć punktów, w których stykają się informacje z tych obydwu źródeł? Są to pytania retoryczne, których najprawdopodobniej i tak większość ludzi sobie nie zada.


Bibliografia:
Zimbardo, Philips G. 2002. Psychologia i życie. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Reber, Arthur S. 2002. Słownik psychologii. Warszawa: Scholar.
Tavris, Carol; Wade, Carole. 1999. Psychologia. Podejścia oraz koncepcje. Poznań: Zysk i s-ka.
LeDoux, Joseph. 2000. Mózg emocjonalny. Poznań: Media Rodzina.
Zimbardo, Philips G. 2000. Czym jest nieśmiałość? Warszawa: PWN.
Damasio, Antonio. 2000. Błąd Kartezjusza. Wydawnictwo Rebis.
Stachowski, Ryszard. 2004. Historia współczesnej myśli psychologicznej od Wundta do czasów najnowszych. Warszawa: Scholar.
Stachowski, Ryszard. 2002. Historia psychologii. W: Jan Strelau (red.) Psychologia. Tom I. Gdańsk: GWP.

Podobne prace

Do góry