Ocena brak

Anoreksja i bulimia

Autor /lemutyt210 Dodano /06.08.2006

Anoreksja i bulimia

Jedzenie potrafi wypełnić czas. Łagodzi nieobecność innych, brak zajęcia, beznadziejność życia, złych rodziców i kiepskiego partnera. Można uciec od codzienności do jedzenia, do obmyślania diet, spacerów po sklepach spożywczych. Jestem gruba, mam nadwagę. Jak schudnę to moje życie będzie inne, lepsze. Myślenie boli. Z każdym dodatkowym kilogramem tłuszczu/nadwagi coraz mniej się odczuwa. Już niewiele potrafi zranić. Głodówka, prowokowanie wymiotów, intensywne ćwiczenia fizyczne, nadużywanie leków odwadniających - rzeczywistość staje się bajką. Pojawia się bulimia. Wartość energetyczna pokarmu, liczba kalorii. Jeść czy nie jeść - oto jest pytanie. Anoreksja jest o krok. Zabrakło miłości, żeby stworzyć siebie. Kim jestem? Już wiem - jestem anorektyczką, bulimiczką...
Przyczyn zachorowań na anoreksję i bulimię jest wiele. Najczęściej mówi się o presji otocznia, które lansuje ideał szczupłej, wręcz chudej kobiety. Mogą to być także własne głęboko ukryte problemy, z którymi nie potrafimy sobie poradzić, np. kłopoty w rodzinie, szkole, brak kontroli nad własnym życiem , a także autodestrukcyjne przekonanie, że niewiele zależy od nas samych. Przyczyn trzeba dopatrywać się również we wczesnym dzieciństwie i wzorcach myślowych pielęgnowanych często. nieświadomie przez całe życie.

Zaburzenia odżywiania występują pod dwiema postaciami: jadłowstrętu psychicznego - zwanego anoreksją (anorexia nervosa), oraz żarłoczności psychicznej - zwanego bulimią (bulimia nervosa). Obydwie postacie są groźne dla zdrowia, a nawet życia chorej osoby.



Jadłowstręt psychiczny (anoreksja)

Jest to choroba o podłożu psychicznym. Objawia się silną obawą przed utyciem prowadzącą do unikania jedzenia. Osoby chore postrzegają siebie jako dużo grubsze i brzydsze niż są w rzeczywistości, nierzadko czują wstręt do swojego ciała i mają zaniżone poczucie własnej wartości. Często też stwierdzają, że są syte, zanim zaczną jeść. Jednym z kryteriów rozpoznawczych anoreksji jest spadek należnej masy ciała o ponad 15%.

Objawy anoreksji to:
 brak apetytu i wręcz niepohamowany wstręt do jedzenia,
 skrajnie szczupłe ciało, zaostrzają się rysy twarzy, skóra jest sucha, tkanka tłuszczowa prawie całkiem zanika,
 ogólne osłabienie, odwodnienie, czasem dolegliwości ze strony układu krążenia,
 u kobiet często następuje zatrzymanie miesiączki,
 wraz z rozwojem choroby charakterystyczna jest coraz większa drażliwość, trudno jest spokojnie porozmawiać z osobą chorą,
 odsuwanie się od innych, tracenie przyjaciół.
 przymusowe i maniakalne poświęcanie całej swojej uwagi jedzeniu- bezustannie obliczanie kalorii, godzinne zakupy (anorektyczki porównują wielkości opakowań, zawartość cukrów i tłuszczów w produkcie)
 przynajmniej raz dziennie sprawdzanie swojej wagi i reagowanie z euforią na każdy dodatkowy dekagram
 odmowa utrzymania wagi równej do wagi minimalnej dla określonego wieku i wzrostu
 lęk przed przybraniem na wadze lub otyłością mimo dużej niedowagi
 niekiedy „wspomagaczem” choroby jest nadmierna aktywność fizyczna ( bieganie po schodach godzinami, uczestniczenie w maratonach itd.) i/lub pobieranie środków przeczyszczających

Anoreksja może przebiegać przewlekle z okresami remisji i nawrotami oraz jako jeden rzut choroby. Zdarza się, że po kilkumiesięcznym ograniczaniu jedzenia dochodzi do 40% utraty wagi, a w skrajnych przypadkach nawet do 60% należnej masy ciała.

Dla obniżenia masy ciała chorzy stosują różne metody:
 radykalne ograniczenie ilości spożywanego pokarmu połączone z okresowymi głodówkami,
 stosowanie środków przeczyszczających i moczopędnych,
 prowokowanie wymiotów po każdym posiłku,
 duży wysiłek fizyczny w celu zużycia kalorii.

Stosowane metody prowadzą do poważnych zakłóceń biochemicznych oraz zaburzeń czynności wielu narządów i układów. Niektóre z nich mogą być groźne dla życia. Współczynnik umieralności wynosi, w zależności od badań, 4-22%. Najczęstszymi przyczynami śmierci są somatyczne zaburzenia układu sercowo-naczyniowego, infekcje oraz samobójstwa. Powikłania somatyczne ustępują w trakcie leczenia lub po osiągnięciu prawidłowej masy ciała.

Przyczyny anoreksji:
 Zaburzone postrzeganie obrazu własnego ciała - chorzy nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo są wyniszczeni, nie widzą swojej chudości.
 Niezadowolenie z figury - prowadzi do obsesyjnego myślenia o jedzeniu i strachu przed przybraniem na wadze, co powoduje stosowanie diet odchudzających zwiększających ryzyko zaburzeń jedzenia.
 Przekonanie, że szczupła sylwetka jest pomocą w życiu - wiele nastolatek jest przekonanych, że ładna figura pomoże im zdobyć dobrą pracę, znaleźć chłopaka,
zapewni sympatię rówieśników oraz pozycję w rodzinie.
 Negatywny stosunek do dojrzewania - dziewczęta cierpiące na anoreksję unikają kontaktu z innymi osobami, zwłaszcza z chłopcami. Zaprzeczają własnej seksualności. Często towarzyszy temu poczucie niepewności własnej atrakcyjności.
 Lęk przed "dorosłością" - część kobiet cierpiących z powodu anoreksji boi się dojrzałości fizycznej i psychicznej. W wyniku unikania jedzenia sylwetka pozostaje podobna do dziecka przed okresem pokwitania, miesiączka nie pojawia się lub zanika.
 Niska samoocena i brak wiary w siebie - osoby chore są solidne, koncentrują się na nauce, cechuje je duża potrzeba sukcesu, ale także niepewność, lęk przed niepowodzeniami, nadmierny krytycyzm wobec siebie.

Ryzyko zachorowania:
Statystyka dowodzi, że dwie na sto nastolatek między 15, a 18 rokiem życia choruje na anoreksję. Ryzyko zachorowania początkowo dla każdej dziewczyny jest takie samo. Jednak w ciągłym „reflektorze” stoją: tancerki, baletnice i modelki. Na nich każda, nawet najmniejsza i nawet w najmniej widocznym miejscu fałdka tłuszczu traktowana jest jak największe przestępstwo.



Przebieg choroby:
Nie przyjmowanie pożywienia i wyczerpująca gimnastyka prowadzą prosto do ogólnego wyniszczenia organizmu. Proces rozpoczyna się utratą miesiączki (dziewczęta) i utratą erekcji (chłopcy). Zgrabność przeradza się w szczupłość, szczupłość w wychudzenie, a wychudzenie jest o krok od wygłodzenia. Jeśli szybko nie zacznie się działać oczy i policzki zapadną się, następnie skóra będzie przypominać worek, zaczną wypadać włosy, a także zęby. Jeżeli pacjent zacznie się leczyć dzięki lekarzom i rodzinie wróci do normalnego życia. Ale często bywa, że chory odmawia jakiejkolwiek interwencji i ciągnie swoje paranoje aż do śmierci.

Psychika chorej osoby:
Psychiatra, który leczy dziewczyny chore na wilczy głód i jadłowstręt psychiczny, twierdzi, że lekarzy najbardziej zaskakuje, iż anorektyczki potrafią nie zjeść nic przez np. dwa dni z kolei, a przy tym uprawiać swoją męczącą serię ćwiczeń. To nie tylko choroba ciała, anoreksja głównie oddziaływuje na psychikę. Chory bardzo się wstydzi, gdy musi się przyznać do nałogu, albo kiedy ktoś z jego bliskich sam się zorientuje. Psychika chorych jest całkowicie zawładnięta sprawami związanymi z jedzeniem. Myśli bezustannie krążą wokół problemu, jak ograniczyć ilość przyjmowanego pokarmu. Chorzy niemoralnie postrzegają swoją wagę i swoje kształty- świadczy to o ich niskiej samoocenie, nie biorą pod uwagę faktu, iż ważą o wiele za mało, schudnięcia do postaci szkieletu nie postrzegają jak choroby. .

Powikłania:
 chorzy zrywają kontakty towarzyskie, nie nawiązują związków partnerskich, nie mają stosunków seksualnych
 śmierć to najbardziej przerażający skutek anoreksji 20% chorych chorobę kończy śmiercią
 30% anorektyków pozostaje zagrożonych chorobą i latami przebywa okresowo w szpitalach (ze względu na konieczność sztucznego odżywiania) lub prowadzi w miarę normalne życie
 u 25% chorych zaburzenia łaknienia utrzymują się do końca życia; mogą one ustabilizować się na poziomie, na którym pobyt w szpitalach będzie niepotrzebny
 około 25% chorych „wyrasta” z „nałogu”, który po prostu mija po osiągnięciu dojrzałości płciowej.

Metody leczenia:
Psychoterapia jest absolutnie podstawowa metoda leczenia zaburzeń łaknienia. Błędem jest myślenie, że by wyleczyć anoreksję czy bulimię wystarczy zacząć "normalnie" jeść. Jeśli nawet chora osoba będzie w stanie wdrożyć na jakiś czas zdrowy jadłospis, to nie znikną przyczyny, które do zaburzeń doprowadziły. Anorektyczka czy bulimiczka mimo szczerych starań niestety prawdopodobnie po jakimś czasie wróci do swoich złych nawyków.

Zaburzenia łaknienia można jednak wyleczyć, nawet całkowicie, nie jest prawda, że musi pozostać po nich ślad. Może, ale nie musi. Skoro anoreksja jest choroba o podłożu psychicznym, to nie można tegoż podłoża w zamiarze wyzdrowienia ignorować. Walka z anoreksja, jeśli ma być uwieńczona sukcesem, wymaga współpracy z psychoterapeuta. Terapia może przebiegać w wielu formach, spośród których najważniejsze to:

Terapia indywidualna - podstawowa, najczęściej spotykana forma leczenia. Polega na indywidualnych rozmowach terapeuty z pacjentka [pacjentem]. Wbrew pozorom, rozmowy te wcale nie musza dotyczyć jedzenia, wagi, kilogramów i zazwyczaj nie dotyczą. Rozpracowywane są natomiast problemy, które miały wpływ na zaistnienie choroby.

Terapia grupowa - ma charakter terapii uzupełniającej. Najczęściej odbywa się na oddziałach szpitalnych, powstają też powoli grupy przy poradniach, umożliwiające leczenie ambulatoryjne. Jest to specyficzna forma leczenia - jedne osoby nie wyobrażają sobie wypowiadania swoich problemów na forum grupy, inne przeciwnie - bezpieczniej czują się wśród osób cierpiących podobnie. Nie ma powodu, aby naciskać na terapię grupowa, jeśli pacjentka [pacjent] nie chce w niej uczestniczyć.

Terapia rodzinna - bardzo istotna, choć również o charakterze wspomagającym. Pozwala rozpracować dysfunkcyjne relacje rodzinne, które często jej członkom nawet ciężko zauważyć. Dodatkowo ułatwia bliskim osoby chorej radzenie sobie z jej zaburzeniami oraz przygotowuje klimat rodzinny na przyjęcie wyleczonej pacjentki.

Leczenie szpitalne - jest przedmiotem wielu obaw chorych osób. Przede wszystkim należy pamiętać, że pobyt na oddziale ma na celu głównie dożywienie pacjentki [pacjenta]. Jeśli ktoś zdecyduje się na leczenie ambulatoryjne zanim jego organizm przestanie znosić ciężary choroby, nie będzie musiał trafić do szpitala. Innymi słowy, jeśli boisz się, że będziesz musiała trafić do szpitala, podejmij terapię u psychologa zanim Twój organizm przestanie sobie radzić sam.

Jeśli już jest za późno, organizm jest wychudzony i wyniszczony, bywa konieczny pobyt w szpitalu. Zależnie od tego, jaki to szpital i jaki oddział programy terapeutyczne bywają oczywiście różne. Nie wolno nie doceniać konieczności hospitalizacji, jeśli ona zaistnieje. Anoreksja jest choroba śmiertelna i jeśli niezbędna staje się stała opieka lekarska, trzeba robić wszystko, żeby się jej podporządkować


Żarłoczność psychiczna (bulimia)

Jest również chorobą o podłożu psychicznym. Są to okresowe napady żarłoczności z utratą kontroli nad ilością spożywanych pokarmów. Chorzy na bulimię czują się głodni nawet bezpośrednio po jedzeniu.

Osoby te zdają sobie sprawę, że jedzenie wymknęło się spod ich kontroli, próbują między okresami obżarstwa rygorystycznie przestrzegać diety i opanować napady żarłoczności. Wstydzą się tego i utrzymują w tajemnicy przed najbliższym otoczeniem, często objadając się nocą.

Bojąc się przybrać na wadze, stosują diety aż do głodowania między napadami objadania się. Intensywnie ćwiczą (pływanie, biegi, gimnastyka), prowokują wymioty i nadużywają środków przeczyszczających i moczopędnych. Bywa, że po wymiotach odczuwają tak wielką ulgę, że przejadają się po to, aby je wywołać.

Przyczyny bulimii:
 Traktowanie jedzenia jako namiastki miłości - osoba, która czuje się osamotniona, pusta i niekochana, je, aby zrekompensować te negatywne uczucia.
 Obrona przed seksem - niektóre kobiety obawiają się seksu. Otyłością wysyłają sygnał: "Nie jestem atrakcyjna, nie chcę seksualnych relacji".
 Stresujące wydarzenia życiowe (kłótnie, choroby, śmierć w rodzinie) - pacjenci z bulimią przejadają się, ponieważ pokarm powoduje wydzielanie w mózgu serotoniny, która może poprawić ich samopoczucie i ułatwić odprężenie i wypoczynek.
 Niska samoocena i towarzyszące im częste okresy niepokoju, które mogą łagodzić gwałtowne napady obżarstwa.

Kto choruje:
Okresem szczególnie predysponującym do pojawiania się zaburzeń odżywiania jest okres młodzieńczy między 12.-14. i 18.-21. rokiem życia. Występuje w tym czasie duża aktywność hormonalna, intensywny rozwój fizyczny, ale też wzrost zainteresowań i rozwój myślenia abstrakcyjnego. Narasta proces indywidualizacji i separacji, kształtuje się tożsamość psychoseksualna.

Niekiedy towarzyszy tym zmianom szczególne rozchwianie emocji. Pojawia się bunt przeciwko autorytetom (rodzicom, szkole, kościołowi). Uwaga koncentruje się na własnym wyglądzie i figurze. W okresie tym zaburzenia odżywiania są największe i wynoszą w anoreksji ok. 1% populacji młodzieży, w bulimii ok. 2%.

Występuje wyraźna przewaga zachorowań u dziewcząt. 15-krotnie niższą zachorowalność chłopców na anoreksję i bulimię wyjaśnia się mniejszym stresem związanym z dojrzewaniem biologicznym.

Na zaburzenia odżywiania cierpią najczęściej dziewczęta i młode kobiety, których kariera zawodowa jest związana z koniecznością utrzymywania szczupłej sylwetki i kontroli swojego ciała. Są to więc młode tancerki, uczennice szkół baletowych, niektórych dziedzin sportu, takich jak pływanie, gimnastyka.

Zdarzają się przypadki zachorowań wśród osób starszych, nawet 30-letnich, choć zdecydowanie rzadziej.

Dolegliwości:
 chora w ciągu około dwóch godzin (napad głodu) jest w stanie pochłonąć 30 000kcal
 chwile spędzane na jedzeniu chora postrzega jako jedyne miłe chwile w jej życiu
 spożyte pokarmy są natychmiast wymiotowane, co powoduje silne uczucie wstydu (życie obraca się wokół schematu jem- wymiotuję- mam wyrzuty sumienia-jem)
 chorzy mają na ogół normalną wagę i są świadomi swojej choroby

Przebieg:
Sam przebieg choroby jest dramatyczny: to ciągła walka z ciałem i jego potrzebami. Osoby chorujące na bulimię panicznie boją się przytyć. Jedzenie utożsamiają z wrogiem lub z ogromną przyjemnością, na którą nie mogą sobie pozwolić. Jednak czasami ulegają pokusie, poddają się swemu najgorszemu wrogowi i jedzą, jedzą, jedzą... Podczas ataku łaknienia osoba chorująca na bulimię może zjeść wszystko: lody przegryźć kiszonym ogórkiem, zagryźć chipsami i popić mlekiem czekoladowym, pochłania ogromne porcje jedzenia. Ataki głodu kończą się najczęściej długą wizytą w toalecie. „Na początku jest trudno wywołać wymioty, lecz po pewnym czasie już nawet nie trzeba wkładać palców. Świetne są także tabletki przeczyszczające i wszelkie inne środki, które pozwalają pozbyć się „tego brudu” z organizmu” – mówi dziewiętnastoletnia Kasia. Brzmi okropnie, wręcz obrzydliwie? Ale właśnie tak wygląda życie osoby chorej na bulimię. Bo trzeba jeszcze raz nazwać rzecz po imieniu – bulimia to choroba. Wbrew powszechnemu przekonaniu, nie dotyka tylko pulchnych obżartuchów. Jest to najczęściej problem, z którym walczą młode, piękne kobiety i dziewczęta.

Psychika chorej osoby:
Nad psychiką chorej całkowicie włada chęć zjedzenia wszystkiego co jest pod ręką i się do tego nadaje. Kiedy jest głodna, rzuca wszystko co robiła w danej chwili, aby móc się najeść w samotności. Nie umie nad tym zapanować.
Często Bulimia zaczyna się od tego, że dziewczyna za wysoko podniosła sobie poprzeczkę.

Powikłania:
 częste wymioty powodują uszkodzenie gardła, żołądka
 śmierć
 ogromne wydatki finansowe mogą skłaniać chore zaciągania długów, kradzieży
 bulimiczki nie stronią od ludzi, są towarzyskie, dlatego tak trudno wykryć chorobę






































Anoreksja - śmierć na raty
"Mam 170 cm wzrostu, ważę 44 kg, nie miesiączkuję od 3 lat, jestem na granicy anemii, wypadają mi włosy i łamią się paznokcie, skóra przypomina papier ścierny... Od 5 lat moim życiem rządzi choroba...". Ola zdała sobie sprawę, że jest chora dopiero rok temu, kiedy zobaczyła wyniki swoich badań..". Były tragiczne. Poziom moich hormonów spadł poniżej normy przewidzianej nawet dla kobiet w okresie menopauzy. Bardzo przestraszyłam się, że trafię do szpitala, nie znoszę takich miejsc, boję się zastrzyków, igieł i lekarzy, którzy na siłę będą chcieli mnie utuczyć. Dlatego postanowiłam sama wziąć się za siebie...". Kiedy Ola staje przed lustrem, widzi strasznie chudą dziewczynę z wielkimi oczami, o rękach jak patyczki, szarawej cerze oraz niezdrowo wyglądającej skórze. "Wszystko zaczęło się 5 lat temu od tego, że miałam grube nogi" - wspomina. "Zaczęłam więc jeździć na rolkach, uprawiać sporty, ale to nic nie dawało. Nie wiadomo jak i kiedy zaczęłam zmieniać swoją dietę, wyeliminowałam tłuszcze i słodycze. Gdy zauważyłam, że jak chudnę cała, to chudną mi również i nogi, jeszcze bardziej zaostrzyłam dietę, nie jadłam prawie nic...". Ola w ciągu pół roku doprowadziła się do tak strasznego stanu, że jej wujek, z którym miała wyjechać na wakacje do Szwecji, nie chciał jej zabrać, gdyż się bał, że jej organizm nie wytrzyma podróży i zmiany klimatu. "Kiedy teraz patrzę na zdjęcia, to wcale mu się nie dziwię" - komentuje Ola. 17-letnia wtedy Ola nie zwracała uwagi na pierwsze niepokojące skutki choroby. Gdy zaczęły jej wypadać włosy - to obcięła je, przeraźliwie chude ramionka chowała w bluzkach z długimi, szerokimi rękawami. Nawet nie przejęła się zanikiem okresu, uznała to za całkiem wygodne. I nie myślała wtedy o tym, że brak miesiączki wiąże się m.in. z pojawieniem się nadmiernego owłosienia, ryzykiem torbieli jajników, nawet z bezpłodnością. Nie liczyło się nic. Osiągnęła swój cel - chude nogi. Tylko za jaką cenę? "Anoreksja zupełnie zniszczyła moje zdrowie oraz psychikę. Bo przez lata żyłam i... ciągle żyję obsesyjnymi myślami o jedzeniu i wadze. Nie spotykam się z ludźmi, nie chodzę na imprezy, nie piję też żadnych kalorycznych napojów. Obawiam się pustych kalorii i napadów głodu wieczornego. A każde pół kilo więcej na wadze to dla mnie długi okres złego samopoczucia. Straciłam przez to najlepsze lata dla młodej dziewczyny. Zamiast cieszyć się życiem i biegać na randki, zaszywałam się w domu pośród książek o odżywianiu, obsesyjnie planowałam, co zjem następnego dnia, skupiałam się tylko na jedzeniu i mojej wadze" - opowiada Ola. "A teraz i tak nic się nie zmieniło... Nie mam chłopaka, bo przecież jak ja bym mu się pokazała z tymi chudymi rękami, taką ohydną, jakby nie ludzką skórą? Nawet o tym nie myślę..." - dodaje smutna Ola. Dziewczyny - a szczególnie te młodsze - nie potrafią nabrać dystansu do siebie oraz choroby i bardzo ciężko do nich dotrzeć.
Nastoletnie anorektyczki nie mają świadomości swej choroby i dlatego tak bardzo trudno jest je namówić na terapię. "Kiedy moja mama zmuszała mnie do jedzenia i awanturowała się, nie przynosiło to wcale oczekiwanych rezultatów, ale wręcz odwrotnie, coraz bardziej zamykałam się w sobie" - mówi Ola. "Myślę, że najlepszą rzeczą, którą można poradzić bliskim anorektyczki to wyrozumiałość oraz wsparcie bez nerwów i szantażu. Lepiej jest np. polecić przepis na jakiś koktajl proteinowy wzmacniający paznokcie, niż wmuszać kotleta. Należy ją przestraszyć skutkami choroby, pokazać na drastycznych zdjęciach konsekwencje, niech sama wyciągnie wnioski i zrozumie sytuację. Groźby nie pomogą, a wiem to z własnych doświadczeń" - kończy Ola. Anoreksja nie jest chorobą ciała, tylko... duszy. I skądś się bierze. "Pamiętam, że zaczęłam się odchudzać, gdy moi rodzice postanowili się rozwieść i być może miało to jakiś wpływ na mnie, nie wiem... Może także chciałam pokazać mamie, że jestem od niej lepsza. Bo ona w młodości też się odchudzała, tylko nieskutecznie..." - zastanawia się Ola. "Pamiętam, że bardzo zabolało mnie, gdy mój ówczesny chłopak zasugerował, żebym troszeczkę schudła. Rzuciłam go, ale te słowa we mnie zostały" - wspomina. Dobrym sposobem na odciągnięcie swych myśli od odchudzania jest znalezienie nowej pasji w życiu. "Ja ciągle tego szukam" - mówi Ola. I dodaje: "Nie warto się tak strasznie głodzić! Spójrzcie na mnie i na moje zmarnowane życie, na moje samotne wieczory, brak przyjaciół. Ocknijcie się, poszukajcie pomocy i nie zamykajcie się w swoim świecie, bo koniec będzie tragiczny... Ta choroba kończy się śmiercią!".

ZDANIEM PSYCHOLOGA
Anoreksja jest bardzo ciężkim zaburzeniem, dość trudnym do zdiagnozowania i do terapii. Udaje się wyleczyć około 40-50% chorych, 25-30% ma stan przewlekły, a 20-30 % przypadków kończy się zagłodzeniem na śmierć. Najskuteczniejszą formą pomocy jest połączenie psychoterapii z leczeniem farmakologicznym. Najlepiej, jeśli w terapii uczestniczy cała rodzina, a nie tylko sama anorektyczka. Rodzina zwykle ma wiele problemów z tym, by namówić chorą do leczenia. Trzeba wykazać się zrozumieniem i współczuciem, nie wolno moralizować i przedstawiać sprawy w stylu "ty masz problem, ty się lecz", tylko "my mamy problem i rozwiążemy go wspólnie". Anoreksja nie bierze się z powietrza. U jej podłoża leżą m.in. kłopoty w domu, zbyt duże wymagania ze strony rodziców, zaburzenia poczucia tożsamości, negatywne myślenie i postrzeganie siebie, nadmierny perfekcjonizm. Anorektyczka chce mieć kontrolę nad swoim życiem i nie mogąc tego zrobić w innych dziedzinach, skupia się na jedzeniu i na swoim organizmie. Również panujące kanony piękna oraz promowanie bardzo szczupłej sylwetki w mediach ma wpływ na nadmierne odchudzanie się wśród nastolatek. Dziewczyna najczęściej nie ma poczucia choroby fizycznej - tym bardziej psychicznej - ma natomiast silną motywację do niejedzenia. Mówienie jej, że jest za chuda, że źle wygląda, ma rzadkie włosy i brzydką cerę nie daje żadnych rezultatów. Nawet pokazywanie jej tego przed lustrem jest bezcelowe. Najskuteczniejszą metodą jest puszczenie nagrania wideo, na którym może dokładnie obejrzeć swoją sylwetkę, ruchy, wygląd... Tylko od bliskiej współpracy pomiędzy wszystkimi odpowiedzialnymi za proces leczenia lekarzami, psychologami, dietetykami, a także od samej anorektyczki i jej najbliższych zależy, czy powróci ona do zdrowego sposobu jedzenia.




Wszystko zaczęło się w ósmej klasie. Miałam wtedy 14 lat. Próbowałam różnych sposobów na odchudzanie, niektóre dawały rezultaty, niektóre nie. Po jednej diecie, w ciągu tygodnia schudłam nawet 5 kilogramów. A kiedy rodzice kupili mi rower stacjonarny, rozpoczęłam dietę na dłuższa metę. Przestałam jeść kolacje i ćwiczyłam wieczorami. O słodyczach prawie nie było mowy. Zakładałam na siebie worki, które nie przepuszczają powietrza i pedałowałam do czasu aż pot po prostu po mnie spływał. Cieszyłam się wiedząc, że spaliłam dużo kalorii.
Po miesiącu schudłam. Efekty były widoczne. To podniosło mnie na duchu. Byłam szczęśliwa. Ale to są tylko pozytywne atrybuty takiego postępowania, a co z negatywnymi-też istnieją, chociaż zwracałam na nie mniej uwagi. Czułam się coraz bardziej zmęczona. Czasem już o godzinie 17 nie byłam w stanie się uczyć, zasypiałam nad książką. Później zaczęły wypadać mi włosy. Przestraszyłam się, tłumaczyłam to sobie w różny sposób: “są za długie i dlatego osłabione”, więc je ścięłam. Paznokcie zaczęły mi się rozdwajać i pękać, a moje stopy i ręce były zimne jak lód. “To nic takiego”, mówiłam sobie, przecież chudnę. Na każdą myśl o zajęciach sportowych, basenie cieszyłam się, bo to była kolejna okazja na spalenie kilkuset kalorii. Później miałam wypadek-zatrucie i wylądowałam na dwa tygodnie w szpitalu. Ale nie miałam anoreksji. Przytyłam nieznacznie. Chociaż wzrost wagi nie był duży, powróciła myśl ćwiczeń i ograniczenia jedzenia. Po pewnym czasie włosy wypadały mi niemal garściami i zaczęło mi się kręcić w głowie. Czułam się jak na karuzeli.
Gdy poszłam do lekarza, okazało się, że mam anemię, niedobór żelaza. Doktor przepisał mi tabletki i prawie wszystko wróciło do normy. Przez pewien czas jadłam normalnie. Teraz czuję się dobrze, ale nadal nie jem kolacji, ograniczam słodycze, jeżdżę w workach na rowerze stacjonarnym, chodzę na basen, saunę i na aerobik. Niemal na okrągło myślę o tym jak wyglądam. Powraca do mnie myśl odrzucenia jedzenia. Czasem popadam w depresję z tego powodu. A kiedy zjem za dużo mam wyrzuty sumienia i ochotę na zmuszenie się do wymiotów, bo sadzę, że to jest o wiele łatwiejszy sposób na oczyszczenie organizmu. Wolę uczucie głodu od sytości. Nic nie zmieni tego co robię i jak myślę, przynajmniej na razie. Z takim postępowaniem żyje mi się lepiej. Wiem, że to obłęd. Chciałabym jeść normalnie, ale przeraża mnie myśl, że racjonalne odżywianie na początku spowoduje wzrost mojej wagi. Myślę, że to, co robię, dotyczy wielu dziewczyn, ale jeśli nie musicie nie katujcie swego ciała!


Może ktoś z Was zastanawiał się czasem czym tak naprawdę jest aonoreksja? Według mnie doskonałą odpowiedź na to właśnie pytanie stanowią wspomniane niegdyś słowa: "Anoreksja: śmiertelna choroba przenoszona drogą do doskonałości" .
Ten kto nigdy nie był w sidłach tej choroby, nie jest w stanie wyobrazić sobie jej prawdziwego oblicza. Niech w takim razie nawet nie próbuje tego zrobić- nie warto, ponieważ jak już to zrobi może być za późno.


17- letnia Gosia, chorująca na ciężką chorobę, jaką niewątpliwie jest anoreksja zgodziła się opowiedzieć o swoich przeżyciach, troskach i marzeniach:
- Cześć Gosiu!
- Hej.

- Domyślam się, że rozmowa na temat Twojej choroby nie jest łatwa, ale czy mogłabyś mi powiedzieć, jak to się zaczęło?
- Jak? Głupio. Generalnie miałam w szkole prace napisać o anoreksji, szperałam w Internecie, oglądałam zdjęcia, nawiązałam kontakty z dziewczynami chorującymi, czytałam blogi o tej tematyce. Nie odchudzałam się, bo wiedziałam, ze jestem chuda. W końcu zaczęłam widzieć niedoskonałości w moim ciele. Coraz częściej przyglądałam się sobie krytycznym okiem. Praca została napisana, a ja zaczęłam stosować diety. Nie wiem, po co, bo niczego nie brakowało mojej urodzie.
- Czy Twoi rodzice nie widzieli, jak gwałtownie tracisz na wadze?
- Na początku wiedzieli, że piszę pracę. Wiedzieli także, że mam kontakty z dziewczynami przez Internet. Był czas, gdy zakazali mi wchodzić na strony i rozmawiać z tego typu osobami, ale nie za bardzo mi to pomogło. Nikt mnie przecież nie mógł nieustannie pilnować. Jednak potem dostrzegli trochę to, co się dzieję. Starali mi się wybić to z głowy. Mama powiedziała, że pojedziemy do lekarza. Gdy mój tata zobaczył mnie po dwóch tygodniach jak nieco bardziej odsłoniłam swoje ciało powiedział do mnie: "Spójrz na siebie, wyglądasz okropnie. Nie pokazuj mi się na oczy w takim stanie". Teraz, gdy minimalnie przytyłam nic nie mówią. Nie ma ich ciągle w domu. Może nie chcą dopuścić do siebie myśli o całej sytuacji......

- Jak ukrywałaś to, że stosujesz tak drastyczne środki, aby schudnąć?
- Bardzo często brałam kanapkę w rękę, wychodziłam z domu, a za rogiem ją wyrzucałam.

- Próbujesz w jakiś sposób walczyć z anoreksją?
- Mój kolega wiedział, że coś jest niedobrze.. Nie miałam siły... powiedziałam mu, że mam problem. Załatwił mi numer do poradni. Tutaj, u mnie w mieście, ale nie zadzwoniłam... Nie zrobiłam tego, ponieważ osoba, która nie chorowała tak naprawdę niewiele może mi pomóc. Gdy słyszę jak ktoś mówi o dietach, o odchudzaniu po prostu milknę. Choć w sumie mogłabym powiedzieć najwięcej.

- Nie boisz się o własne zdrowie?
- Zdaję sobie sprawę, iż to może się źle skończyć, ale ja nie myślę o tym, co będzie kiedyś tylko o tym, co jest teraz. Zresztą to co jest teraz wcale mi się i tak nie podoba. Mam wrażenie, że za głęboko w tym jestem. Nie dam sobie pomóc, ponieważ jak już mówiłam, jeśli ktoś, sam nie chorował, mimo że chce to tak naprawdę nic nie wie.

- Żałujesz, że do tego doszło?
- Żałuję, ale nie mogę przestać, to jest silniejsze- niestety.....

- Czego mogę Ci życzyć?
- Chciałabym wyjść z tego i być może uda mi się wygrać z chorobą . Może będę potrafiła normalnie żyć, patrzeć na ludzi, nie jak dotychczas okiem krytycznym, bo sama przecież nie jestem ideałem. Być może będę potrafiła się uśmiechać, jedząc ciastko i nie myśleć o konsekwencjach. Chciałabym by tak kiedyś się stało, ale wiem że to nie takie łatwe. Wiem, że długa droga przede mną. Boję się czy starczy mi sił. Wiara jest ważna i ona mi została. Kiedyś ktoś mi powiedział, że anorektyczką się zastaje do końca życia, tak samo jak alkoholikiem. Owszem, zgadzam się z tym, ale przecież są alkoholicy, którzy od lat nie pija, choć tego pragną. Tak samo jest z anoreksją. Gdy już się wyleczy daną osobę to ona ciągle myśli o tych kaloriach, ale szybko jej się z głowy to ulatnia.

- Dziękuję że opowiedziałaś o tym wszystkim.
- Dzięki.

fragment z bloga Thalii pisany przez jej przyjaciółkę (www.518.blog.onet.pl)
"Wchodzę do sali, w której leży Thalia. Bladość jej skory poraża moje pełne łez i nadziei oczy. Czuje chłód, pustkę i słyszę ciszę zakłócaną dźwiękami wydawanymi przez sprzęt medyczny. Chwile stoję i patrzę na nią. Nie mogę w tym widoku odszukać mojej przyjaciółki... Gdzie jesteś Thalio??
Powolnym, pełnym obaw krokiem ruszam dalej. Spoglądam na kartę chorego, szukam jakiegoś pocieszenia, jakiejś odpowiedzi na to czy wyzdrowieje... Moja uwagę przykuwa napis: waga: 28,7 kg. w tym momencie wypuszczam z rak kartę chorego, która odbija się o szpitalne łóżko wydając przeraźliwy dźwięk. Znowu spoglądam na to, co pozostało z mojej przyjaciółki. Tak. Na „to”. Bo to nie ona, nie człowiek. To nie jest ta Thalia, która znam. Już dawno zniknęła. To nie jest ta Thalia, za która tęsknie. To nie ta pełna energii dziewczyna o która bil się mój brał z kolega jak mieli 8 lat. To jakiś zasuszony trup. Z obrzydliwie przezroczysta skora, zapadniętymi oczami, suchymi ustami,... tej obrzydliwości nie da się opisać...
Mam ochotę się na nią rzucić i zażądać żeby ja zostawiła, na zawsze zniknęła z jej życia. Mam na myśli „Ankę” – tak Thalia mówi na anoreksje. Mam ochotę jej zrobić to samo, co ona Thalii: poniżać, gnębić, rozkazywać, zniewolić... Ale wiem ze to nic nie da... Thalia z bardzo ja kocha...
To niesamowite. Ostatnio, kiedy ja odwiedziłam miałam wrażenie ze gdzieś pośród tych chorych anorektycznych myśli przebija się moja kochana Thalia... Teraz wiem ze to tylko pozory, kolejne kłamstwo Anki... Serce Thalii dziś w nocy się zatrzymało.. Na ok. 2 minuty... Teraz leniwie bije nie dając za wielkich nadziei.... Ale bije... Kontrolowane przez lekarzy i aparaturę...
Obok łóżka stoi stojak a na nim kroplówki... Tak bardzo znienawidzone przez Thalię „bomby kaloryczne”. Jest ich dwie.. Obie robią wszystko by ja uratować...
W końcu siadam obok jej łóżka.. Jest prawie puste. Ile miejsca może zając ciało Thali?? Leży na nim nieruchomo... Ma tak płytki oddech ze prawie niewyczuwalny... Tylko maszyny sygnalizują ze on jest. Zamykam oczy i wsłuchuję się w te maszyny. Razem z moja przyjaciółką „oddycham”... „Oddychaj kochana, oddychaj...” – W myślach wołam do niej. Otwieram oczy i mam nadzieje ze ona tez otworzy swoje. Jednak tak i tym razem dowiaduje się, jaka jestem naiwna...
Spuszczam wzrok, który mimowolnie zatrzymuje się na jej ręku.. Mam ochotę jej dotknąć, pogłaskać, uściskać, dać poczuć ze jestem przy niej...Jest tak obrzydliwa ze aż mi ciarki przechodzą. Po chwili już nie chce nawet na nią patrzeć... I jest mi przykro, bo bardzo ja kocham...
Jest tak chuda ze kołdra leży prawie płasko... Po jej biuście 75B zostały tylko brodawki, lekko odsłonięte przez otulającą ja pościel... I mnóstwo przyssawek, które wiernie czuwają nad jej serduszkiem... Wszyscy chcą jej pomoc, ale ona jest zbyt silna... Teraz najsilniejsza... Anoreksja...
Siedzę milcząc. Moje oczy są tak pochłonięte tym widokiem, że nie pamiętają o łzach... Które jeszcze kilka minut temu obficie się rodziły i wylewały na zewnątrz....
Idealna cisza zaklocana „tylko” sprzetem medycznym jest potwornie meczaca... jeszcze raz zamykam oczy i oddycham z moja przyjaciolką... 1... 2 ... 3 ... czy będzie 4 oddech?? Czy jeszcze straczy jej sil?? Czy jeszcze się zmusi?? Tak. Tym razem tak. Będzie żyć dalej... Walcząc o nią... O ta, która ja zabija... O jej „przyjaciółkę”... Boże, jakie to smutne...
W końcu do sali wchodzi pielęgniarka i informuje mnie ze musze wyjść. Wstaje i odruchowo tykam jej ręki... To zimno mnie paraliżuje... Jestem w szoku... Jakbym zatopiła ja w lodzie... Choć nie... Gorzej... Straszne uczucie...
Wychodzę na korytarz. Jestem bardzo zamyślona. Na krześle siedzą rodzie Thalii... Jej mama strasznie to przezywa... Do teraz pamiętam jej glos, kiedy zadzwoniła do mnie rano z wiadomością: „ Moja córka umiera...”. Strasznie płakała.... Wyła... Nie mogła mówić... Jej córka umiera... Tak twierdzi lekarz... że już nie ma nadziei... chciał ja wypisać do domu, ale rodzice się nie zgodzili... kazali jej walczyć i żyć w znienawidzonym świecie... Thalia nienawidzi tego świata przez Ankę... to jej wina!!
Oboje czuwają nad Thalia. Oboje są załamani i tacy przejęci... teraz nic nie jest ważne... teraz jest Thalia – ich świat. Bez niej nie ma świata... Szkoda ze tak późno to zrozumieli.... Jest tez tam jej babcia. Wychowała ja... Prosi na wszystkie możliwe sposoby o życie i zdrowie dla wnuczki... Prosi Boga żeby ta ja zabrał a nie Thalię... Ociera łzy przemokłą chusteczką... Jest załamana...
Jadąc do domu autobusem nie mogłam przestać myśleć nad jednym: jaka jest cena doskonałości?? Śmierć z głodu?? Pozbawienie świadomości?? Dlaczego to tak wiele kosztuje.... boje się... ze lekarz miał rację... boje się... tli się we mnie nadzieja ale przyznaje szczerze ze ostro tłumią ja słowa lekarza: „Myślę że to koniec...” koniec czego?? Bo na pewno nie życia Thalii....
Ostatnio jak u niej byłam poprosiła mnie żeby prowadziła za nią bloga.. nie zgodziłam się. Bo to by oznaczało ze się poddała. Powiedziałam ze pomogę jej go prowadzić i ze razem będziemy to robić dopóki nie wróci... ta myśl strasznie mnie boli... ona bardzo chciała żeby ten blog był kontynuowany... bo tylu miłych ludzi spotkała...
Czekam. Na co?? Na cud. Ze się obudzi, uśmiechnie ze nadal będzie krzyczeć na mnie. Czekam na to. Ostatnio wydawała się taka silna... lekarz powiedział ze to pozory... udawanie z jej strony. Cala sile jaka posiadała przeznaczała na walkę z jedzeniem.. broniła się jak tylko mogła... a kiedy nie musiała kumulowała sile do następnej walki o swoja chudość... poza tym nic się nie liczyło...
Dlaczego umiera?? Jestem w takim szoku ze nawet nie pamiętam, co mówił lekarz... że serce za wolno bije, ze ciśnienie za niskie... ze jest za chuda... ze to koniec... ze nie da nic zrobić... nie wiem nawet, co dokładnie się dzieje... nie, Ona nie umrze!! wróci i jeszcze będzie życ, śmiać sie, pisać o swoich sukcesach, zakocha się... na nowo i tym razem sie uda. BEDZIE ŻYĆ!!
I co... byłaś jej przyjaciółką... naobiecywałaś tyle żeby ja teraz zabijać?? Żeby teraz myślała ze dobrze robi głodząc się?? Tak nie robią przyjaciele anoreksjo.. nie umiem określić twojej fałszywości... Nienawidzę cię z całego serca... "
(napisane 30 kwietnia, godzina 18:21)
dwa dni potem pojawiła się kolejna notka jej przyjaciółki. od wielu wycisnęła kilka łez... bo choć jej nie znali to byli świadkami jej śmierci... tak bezmyślnej i okrutnej... Thalia zmarła ważąc 27,9 kg.

Podobne prace

Do góry