Ocena brak

Zygmunt Freud „Wstęp do psychoanalizy” – analiza tekstu naukowego

Autor /meizitangslim Dodano /20.02.2006

Dzieło Zygmunta Freuda „Wstęp do psychoanalizy” zawiera cykl wykładów wygłoszonych przez autora w latach 1915-1917 przed audytorium składającym się z lekarzy i osób, które nie zajmowały się zawodowo psychologią. Wykłady te potraktował bardzo poważnie i starannie, przygotowując je w formie pisanego tekstu. Wynik jego pracy stanowi połączenie pracy naukowej skierowanej do osób, które nurtuje zagadnienie psychoanalizy, jednakże z uwzględnieniem pewnych ograniczeń w dziedzinie pojmowania fachowej terminologii przez osoby spoza środowiska lekarskiego.

Wykłady zawarte we „Wstępie do psychoanalizy” są próbą wyjaśnienia psychoanalizy jako tematu, który Freud przyjmuje za nieznany czytelnikowi. Traktuje czytelnika jako laika w tej dziedzinie. Posuwa się nawet do stwierdzenia, iż na początku będzie traktował czytelnika jako psychicznie chorego. Ma to na celu wciągnięcie odbiorcy bezpośrednio w sam środek problemu. Dzieło jest kombinacją naukowego wykładu, opisanych i analizowanych przypadków oraz dygresji autora. Fragment dzieła, na podstawie którego chciałabym dokonać analizy tekstu naukowego jest zawarty w części pierwszej „Wstępu do psychoanalizy”, która jest zatytułowana „Czynności pomyłkowe”. Składa się ona z czterech części będącymi sekwencją czterech wykładów: „Wykład pierwszy – wstęp”, „Wykład drugi – czynności pomyłkowe”, „Wykład trzeci – czynności pomyłkowe (ciąg dalszy)” i „Wykład czwarty – czynności pomyłkowe (zakończenie)”.

We „Wstępie” autor wyjaśnia, czym jest psychoanaliza, demonstruje niedokładności towarzyszące wykładom o psychoanalizie. Posługuje się stylem wypowiedzi dalekim od stylu wypowiedzi naukowej. Jednocześnie wplata wypowiedzi, które zawierają w sobie elementy metafor poetyckich. I tak np. mówiąc o środkach wpływu odwołuje się do potęgi słowa: „Słowa były niegdyś czarami i do dziś słowo to zachowało coś ze swej siły czarodziejskiej. Słowami może człowiek człowieka uszczęśliwić lub doprowadzić do rozpaczy (…)” .
Freud posługuje się często dygresjami, które na początku pozornie odbiegają od tematu psychoanalizy. Tak jest chociażby w przypadku wplecionej w wątek wypowiedzi o wykładzie historycznym i jego związku z wykładem o psychoanalizie. Porównanie psychoanalityka i historyka ma na celu przekonanie czytelnika, iż ten pierwszy jest naocznym świadkiem czegoś, co miało miejsce poprzez słuchanie pacjenta i analizowanie jego wypowiedzi. Natomiast historyk czerpie wiedzę z opracowanych już źródeł.
Freud udziela również rad, jak uczyć się psychoanalizy. Jest to więc element metodyczny. Jednakże jednocześnie zapewnia, ze pomimo chęci do studiowania własnej osobowości przeszkodą są nabyte nauki i przez to nabyty sceptycyzm, często tkwiący w podświadomości .

W drugim wykładzie dotyczącym czynności pomyłkowych Zygmunt Freud wyjaśnia, czym jest przedmiot badania. Opisuje objawy, które są często dobrze znane i zbyt mało doceniane. Spotykamy się tutaj z przykładem opisywania stylem naukowym przypadków pomyłek w życiu codziennym (pomyłki w czytaniu, mówieniu, pisaniu, słyszeniu, trudności w przypominaniu, gubienie przedmiotów i inne), jednakże styl ten nie przeszkadza w zrozumieniu tekstu przez osobę, która nie zajmuje się tą dziedziną na co dzień. I znowu Freud daje nam odczuć oderwanie się od czysto naukowego stylu poprzez wplecenie dygresji odnośnie materiału tworzącego psychoanalizę, który jest „czymś w rodzaju resztek ze świata zjawisk”. Zaraz po tym następuje zbiór dygresji dotyczących czynności pomyłkowych, jednakże pozostają one w sferze przykładów. Na tym etapie jest to tylko zapowiedź późniejszych wypowiedzi, którą Freud zamyka stwierdzając, iż życie składa się z drobiazgów. Po czym podaje kilka przykładów dla czytelników wierzących jego słowom jak i dla tych, którzy nie zrozumieli tej wypowiedzi, tak jak powinni.
W dalszej części tego wykładu Freud rozszerza temat pomyłek ze wskazaniem na ich przyczyny, które nazywa zakłóceniami funkcji. Używa typowych psychologicznych terminów jednocześnie skrupulatnie je objaśniając. Wspomaga się przy tym stylem potocznym, używając chociażby takich zwrotów jak „mieć coś na końcu języka”. Rozprawiając o pomyłkach w druku posługuje się w swej wypowiedzi zabawnymi anegdotami, jednakże mają one zasięg środowiskowy. Dla czytelnika ze środowiska, w którym panują inne realia nie są one zabawne. Jak chociażby opowieść o chochliku drukarskim w dzienniku socjalistycznym, która dla obywatela kraju z panującym innym ustrojem jest niestety niezrozumiała.
Dalej autor stawia pytanie dlaczego człowiek przejęzycza się w taki a nie inny sposób? Jest to charakterystyczne w tej pracy. Freud często zadaje pytanie, na które śpiesznie udziela odpowiedzi.Nie wymaga udzielenia jej przez czytelnika, gdyż byłoby to raczej niewykonalne. Jednakże należy pamiętać, iż jego dzieło jest zbiorem wygłoszonych przez niego wykładów, podczas których zadawanie pytań słuchaczom ma na celu nawiązanie z nimi kontaktu. Jednocześnie taka forma użyta w zapisie tychże wykładów zwiększa atrakcyjność dzieła.
Autor przywołuje przypadek badań nad przejęzyczeniami prowadzonych przez Meringera i Mayera, z czego ten pierwszy był filologiem, a drugi psychiatrą. Próbowali oni ująć kwestię przejęzyczenia od strony zbierania przykładów i opisywania ich. Freud nie jest zwolennikiem takiej metody, jednakże przytacza ich wyniki badań i stworzony przez nich podział pomyłek. W swojej pracy jeszcze wielokrotnie będzie odwoływał się do badań tej dwójki badaczy podając przykłady zebranych przez nich przypadków .
Spotykamy się również w tej części dzieła z analizą naukową dzieła poetyckiego, której Freud dokonał na fragmencie sztuki pt. „Wallenstein”, w której doszukał się przejęzyczenia – polega ono na tym, iż bohater wypowiada imię, którego nie chciał wypowiedzieć, jednakże podświadomie myślał nad tym na tyle intensywnie, że jednak to zrobił.
Kolejnym przykładem przejęzyczenia w sztuce teatralnej przeanalizowanym przez Freuda jest fragment „Kupca Weneckiego” Szekspira. Przejęzyczenie w tym przypadku polegało na aluzji ujawnionej przez przestawienie wyrazów. Zygmunt Freud podpierając się tymi przykładami wychodzi z teorią, iż przejęzyczenie jest zwrotem pełnym sensu, jeśli jest dziełem poety. Poeta ma moc stopniowania skali tego sensu.

W trzecim wykładzie dotyczącym czynności pomyłkowych autor wkracza w sferę językoznawczą psychoanalizy i dokonuje zamiany słowa „sens” na „zamiar” lub „tendencja”. W związku z tą wymianą, w której duży udział ma poezja opisana w poprzednim wykładzie znaczenie czynności pomyłkowej nabiera zupełnie innego wymiaru. Freud zastanawia się, czy jest ona dalej czynnością pomyłkową, czy może złudzeniem. Okazuje się, iż jest to kolejna dygresja autora, gdyż w dalszej części Freud postanawia pozostać przy omawianych wcześniej przykładach i rozszerzyć jedynie zasięg obserwacji. W centrum uwagi trafiają przede wszystkim wypadki, w których zamiast zamierzenia następuje coś zupełnie innego. Przytacza przykład radnego, który zamiast otworzyć posiedzenie „zamyka” je. Autor powiększa też grupę przejęzyczeń. Wspomina o łączeniach dwóch wyrazów w jeden. Przykłady te czerpie również z bazy doświadczeń Meringera i Mayera ( „draut” = dauert + traurig; „Vorschwein” = Vorschein + Schweinerei). I znowu mamy przypadek ograniczenia środowiskowego – dla osoby, która nie zna języka na tyle języka niemieckiego, by poczuć właściwy wydźwięk tego przejęzyczenia, jest to jedynie tekst przetłumaczony z niemieckiego na język ojczysty.
Możemy dowiedzieć się również o przejęzyczeniach nazwisk, które najczęściej mają charakter poniżający i bardzo często jest to efekt zamierzony, a także o przejęzyczeniach słów na słowa gorszące.

Dalsza część wykładu jest kombinacją powtarzających się przypadków pomyłek omawianych wcześniej. Generalnie struktura dzieła jest kombinacją zagadnień poruszanych bardzo często, jednakże Freud dokłada w każdym rozdziale nowy kontekst, lub łączy znane już nam problemy z nowymi i zmienia przez to ich wymiar.
Poruszając problem zapominania o spotkaniach dokłada do tych czynności pomyłkowych problem gubienia przedmiotów. Tym samym zmusza odbiorcę do wyciągnięcia samodzielnych wniosków zanim sam przejdzie do meritum. Pojawia się dodatkowy wątek w czynnościach pomyłkowych, a mianowicie wątek niechęci badanego do osoby, której dotyczyło zapomniane spotkanie, bądź zagubienia przedmiotu, którego dana osoba była ofiarodawcą. Podsumowaniem tego wątku jest stwierdzenie, iż wraz z wygaśnięciem motywu niechęci wszystkie wymienione czynności pomyłkowe dotyczące tej osoby również się kończą. Freud przechodzi więc od hipotezy do tezy, po to by od uzyskanej tezy przejść do kolejnej hipotezy. Trzeci wykład kończy się osobistą dygresją autora, który twierdzi, że gdyby drobne czynności pomyłkowe uznać za zwiastun ukrywanych jeszcze zamiarów wielu nieporozumieniom międzyludzkim można by zaradzić.

Wykład czwarty, będący jednocześnie zakończeniem części dotyczącej czynności pomyłkowych, jest w zasadzie podsumowaniem poprzedzających go wykładów. Jednakże po raz kolejny Freud wzbogaca ten produkt własnych doświadczeń o nowe zagadnienia. Ma to formę jakby powtórzonych wykładów zamkniętych w jeden, jednakże z uzupełnieniem problemów, których zakres wydawałby się już wyczerpany. Występuje chociażby zagadnienie pomyłek w pisaniu i omówionych przykładów. Freud skupia się tutaj na listach. Po chwili przechodzi płynnie w zagadnienie pomyłek w czytaniu chociażby listów, o których wcześniej była mowa. Od listów przechodzi w pomyłki w czytaniu w innych sytuacjach i jednocześnie wyjaśnia, co było przyczyną owej pomyłki. W ostatnim rozdziale mniej jest hipotez i tez, raczej więcej ukształtowanych już teorii. Wydawać by się mogło, ze w zakończeniu nie sposób dowiedzieć się czegoś nowego, jednakże w wypadku „Wstępu do psychoanalizy” jest inaczej.


Fragment „Wstępu do psychoanalizy” dotyczący czynności pomyłkowych dzieła Zygmunta Freuda jest kombinacją słowa pisanego i mówionego, który nazwać by można wiecznie żywym wykładem. Freud dokonał rzeczy jak na tamte czasy niespotykanej, a mianowicie zamknął w jednym dziele treści zadowalające specjalistów i laików. Udało mu się to dzięki wygłoszeniu wykładu znajdującego się na pograniczu stylu naukowego z potocznym. Wprowadzenie licznych zwrotów mających swoje miejsce w języku potocznym złagodziło twardy styl naukowy. Dzięki temu odbiór jest łatwo przyswajalny zarówno dla lekarzy jak i ludzi uprawiających inne profesje, lecz jednocześnie będących zainteresowanych psychoanalizą. Wprowadzona forma następujących po sobie hipotez przechodzących w tezy, które Freud następnie uznaje za teorie i dokłada do nich następne hipotezy sprawia, że odbiorca chce uczestniczyć aktywnie w wykładach. Jak wiemy „Wstęp do psychoanalizy” pierwotnie miał swoje miejsce na sali wykładowej, a dopiero później Freud zebrał cykl swoich wykładów w całość. Efekt możemy zaobserwować w wydanym dziele.

Do góry