Ocena brak

„Życie na niby” Eseistyka Kazimierza Wyki

Autor /Albinos Dodano /05.06.2013

Kazimierz Wyka (1910—1975), profesor UJ, w czasie wojny związany z podziemiem kulturalnym, w f. 1945 — 1950 redaktor naczelny „Twórczości”. Autor licznych rozpraw naukowych (m. in. Pan Tadeusz.

Studia o poemacie. Studia o tekście, 1963), wybitnych tomów krytycznoliterackich (Pogranicze powieści, 1948, Rzecz wyobraźni, 1959 itd.) i eseistycznych, poświęconych nie tylko literaturze, ale również malarstwu i filmowi (Wędrując po tematach, 1971). Próbował swych sił jako prozaik i autor pastiszy poetyckich; edytor utworów K. K. Baczyńskiego. Nadal wydawany, ciągle wpływa na literaturę polską. W 1984 r. rozpoczęto wydawanie jego Pism wybranych.

Jakie racje przemawiają za tym, aby obok prozy fabularnej wprowadzić do programu nauczania dziennik intelektualny i esej? Dlaczego nauczyciel ma się poruszać po mało znanych obszarach prozy, przybliżać gatunki trudne do zdefiniowania?

Rosnące znaczenie eseju łączy się z refleksyjnością literatury XX w. Popularność eseju widzi Rene M. Alberes (Bilans literatury XX wieku) jako następstwo rozkwitającej „literatury filozofującej” i nazywa go „błyskawicą rozświetlającą na chwilę widnokręgi myśli”. Krótki utwór obywa się bez pośrednictwa fikcji literackiej, która wprawdzie ukonkretnia sytuację, ale i opóźnia porozumienie z odbiorcą.

W nowym modelu edukacji i wychowania esej może spełniać niebagatelną rolę jako gatunek pobudzający, apelujący jednocześnie do inteligencji i wrażliwości, eksponujący podmiotowy punkt widzenia i wymagający indywidualnych reakcji odbiorcy. Dlatego już w klasie I warto zwrócić uwagę, że do gatunku tego można zaliczyć wiele utworów pisarzy i filozofów starożytności (przy okazji lektury tekstów Platona i Marka Aureliusza), a zatrzymać się na powstaniu i krystalizacji gatunku podczas czytania fragmentów Prób Montaigne’a, twórcy nazwy (Essais, 1571) i — obok Bacona (Essays, 1597) — prawodawcy nowożytnego eseju. Młodzież klas maturalnych ma poznać eseistykę współczesną takich autorów, jak A. Camus, K. Wyka, K. Brandys, J. J. Szczepański, aby w prywatnej lekturze znacznie rozszerzyć repertuar nazwisk i tytułów o eseje J. Parandowskiego, Cz. Miłosza, dzienniki W. Gombrowicza, J. Lechonia, o zbiory esejów Z. Herberta (Barbarzyńca w ogrodzie) czy J. Stempowskiego (Eseje dla Kasandry).

Powstaje pytanie, czy ma to być jednorazowy, w najlepszym wypadku dwukrotny kontakt ucznia z esejem? Wprowadzeniem w określoną problematykę czy raczej w specyfikę gatunku? Jeżeli w problematykę, to Życie na niby (1957) Kazimierza Wyki sytuuje się wśród zaproponowanych wcześniej do kanonu opowiadań Tadeusza Borowskiego, Pamiętnika z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego, stanowiąc jeszcze jeden literacki argument przeciw heroizacji zdarzeń, przeciw patosowi języka i odświętnemu traktowaniu czasu wojny i okupacji. Jest to kolejna ważna książka przynosząca inną wizję wojny, odbrązowioną sylwetkę bohatera oraz przemyślenia o następstwach życia „na niby”.

Gdyby zaś ów rzadki kontakt z esejem miał być okazją do rozsmakowania się w gatunku, który jednym filarem wspiera się na wiedzy, drugim na sztuce dzięki szczególnemu nacechowaniu estetycznemu, gdyby tak rozumieć intencję wprowadzających esej do edukacji, to sprawa wyboru z bogatego dorobku Kazimierza Wyki wydać się może dyskusyjna. Istotę bowiem sztuki eseistycznej Wyki, niepowtarzalność jego stylu daje się, z dużym pożytkiem i przyjemnością czytającego, obserwować raczej w takich esejach, jak Na wystawie Poznańskiej, Zimą w Bruges, Mostami Pragi czy Dwa tygodnie w maju 1972. Taki lub zbliżony wybór ma jeszcze tę zaletę, że ukazuje wszechstronność zainteresowań i rozległość obszarów, po jakich z ogromną swobodą poruszał się ten wybitny humanista. Z równym znawstwem pisał o polityce i sporcie, literaturze i plastyce, dniu dzisiejszym i historii, pejzażu i architekturze, traktując te dziedziny jako elementy wielkiej panoramy humaistycz-nego krajobrazu.

Wystawa Boznańskiej podsunęła pisarzowi wnikliwe uwagi o dobrym smaku malarki, o potrzebie uruchomienia inteligencji dla zrozumienia jej portretów, o epoce, która poprzedziła i wydała to malarstwo. Sztuka Boznańskiej nie jest tu kontemplowana w oderwaniu, lecz umiejscowiona w zespole podobnych zjawisk artystycznych tego czasu: w portretach autorów widzi ten sam smutek i znużenie, jakie cechowały literaturę końca wieku, w malarskim traktowaniu kwiatów dostrzega równoległość z rolą kwiatów w modernistycznym stylu literackim.

Relacja z podróży (Zimą w Bruges, 1934), nie pozbawiona walorów informacyjnych, przybliżeń geograficznych, jest przede wszystkim znakomitym przykładem swobodnego poruszania się po obszarach europejskiej kultury tak w czasie, jak i w przestrzeni. Również wędrówki po Pradze to nie tylko odnajdywanie piękna zaklętego w rzeźbie, w architekturze miasta wyzyskującego krajobrazową urodę Wełtawy, ale refleksje o związkach historycznych Czech i Polski, przyjęcie wspólnej perspektywy Pragi i Krakowa, a w historii najnowszej — porównanie strat i zniszczeń w stolicach obu krajów.

Niezwykła erudycja, usłużna pamięć, umiejętność odczytywania znaków historii i reagowania na chwilę bieżącą, zadziwiające ciągi skojarzeń to atuty przemawiające za czytaniem eseju Dwa tygodnie w maju 1972. Niby relacja z podróży do Republiki Federalnej Niemiec, a w gruncie rzeczy rzecz tak skomplikowana, że myśli biegną raz ku czasom bardzo odległym, drugi raz ku wydarzeniom aktualnym, pozostawiając jeszcze w tym układzie miejsce na dygresje literackie i socjologiczne, na inkrustacje poetyckie.

Rozpatrzmy jednak, opierając się na Życiu na niby, szansę obcowania z esejem, które spełni oba warunki: rzuci nowe światło na znane skądinąd zjawiska, dając ich odmienną interpretację, a równocześnie usatysfakcjonuje intelektualnie i estetycznie.

W planie problematyki zebrane w tym tomie eseje oddają wielorakie zjawiska, sprowadzające się do wspólnego mianownika — okupacji. Zjawiska pochodzące z bezpośredniej obserwacji autora, z empirii. Ten rodzaj optyki pozwala Wyce na odkłamanie czasów okupacji, na przybliżenie realnych sytuacji, rzeczywistych, a nie pożądanych czy zmitologizowanych bohaterów. W planie sztuki eseistycznej Wyka daje się poznać jako humanista dużego formatu: patrzy, słucha, relacjonuje, zbliża się lub identyfikuje z opisywaną sytuacją, aby wnet spojrzeć na nią z dystansu; analizuje i uogólnia, zauważa analogie i ze znawstwem umieszcza problematykę w perspektywie historii.

Prześledźmy na przykładzie Gospodarki wyłączonej, jak funkcjonuje podstawowa wartość gatunku, obserwacja traktowana jak dokument i skutecznie wspierana uogólnieniem.

Z drobnych realiów utkał Wyka małe arcydzieło na temat ekonomii okupacyjnej. Skupił się na psychologii gospodarczej społeczeństwa polskiego, które znalazło się w sytuacji „prowizorium na czas wojny”. Zgromadził szereg przykładów fikcji społecznej, jak chociażby fikcja systemu kartkowego. Mimo iż ludności polskiej nie dano oficjalnie nic prócz niewystarczającej ilości chleba, przecież ludzie (poza obozami) nie umierali z głodu. Owszem, stanęli przed dylematem: albo zastosować się do przepisów i przymierać głodem, albo wbrew przepisom jakoś sobie radzić, Aby unaocznić tę fikcję gospodarczą, autor pisze:

Prawnie nie spożyłem w ciągu wojny, jak i miliony mnie podobnych, ani grama tłuszczu, ani naparstka mleka, ani plasterka kiełbasy — a przecież tych produktów spożywaliśmy dosyć wiele.

Dociekania nad zjawiskiem fikcji gospodarczej prowadzi autor wszerz, analizując zachowania i reakcje poszczególnych grup społecznych wobec zbyt rygorystycznego prawa, które musiało się samo skompromitować. Obszerne partie Gospodarki wyłączonej czyta się jak znakomite studium o fikcji społecznej, która dominowała wtedy i odcisnęła gorzkie piętno na powojennym życiu Polaków.

Sprawy ekonomiki, uchwycone w różnych aspektach i oddane z dużą dozą realizmu, stają się pretekstem do rozważań ogólniejszych. I tak system stosowany w Generalnej Guberni wywoływał opór. „Żółwie tempo” pracy powodowało głęboką demoralizację społeczeństwa nie tylko na czas wojny, inteligencja, oderwana od swych zajęć i zmuszona do pokątnego handlu, ulegała deprawacji, wieś na ogół przeżywała dobrą koniunkturę, ale kosztem miasta, osławiony handel, dzięki któremu można było wyżyć, to spekulacja, a nie zdrowa działalność gospodarcza. Toteż Wyka wielokrotnie zwraca uwagę na skutki psychospołeczne gospodarczej inercji, stałego omijania prawa, oszustw podatkowych, przekupstwa związanego z pośrednictwem handlowym i in. Uogólnia:

Powstał przeto system gospodarki, która pewnymi swymi funkcjami została włączona w obojętne jej obce ciało, a innymi zawisła w powietrzu, wyłączona od wszelkiej zależności społecznej.

Objawy gospodarki wyłączonej moralnie, wyłączonej ze wspólnoty społeczno-państwowej, śledzi autor wśród robotników, chłopów, inteligencji i ziemiańśtwa. Stała troska eseisty o zdrowie moralne społeczeństwa płynie z przekonania, że „skutki psychologiczne zawsze trwają dłużej aniżeli baza, która je obiektywnie spowodowała”.

W tę formę został wpisany szczególny typ odbiorcy, czytelnika o dużej aktywności umysłowej, przerzucającego się od rejestrowania okupacyjnej powszedniości do sięgania w istotę życia o podwójnej moralności, udawanego, pozornego, fikcyjnego, a więc „życia na niby”; od pojedynczych obserwacji do niebanalnych wniosków, na przykład o przyzwyczajeniach, które ujawniły się z pewną ostrością w latach pookupacyjnych.

Oprócz Dwóch jesieni (1939 i 1944), których tematem jest fenomen doświadczenia okupacyjnego jesieni klęski i jesieni zbliżającego się wyzwolenia, na uwagę zasługuje Historia trzech godzin, w której skupiły się pisarskie umiejętności Wyki: wykorzystanie anegdoty, pasjonujące opowiadanie o ostatnich godzinach wojny, wyselekcjonowanie ogromnego materiału i jego syntetyczne uporządkowanie.

Ograniczenie punktu obserwacyjnego do pieszej wędrówki z Krakowa do Krzeszowic każe autorowi tak zakończyć tę „historię”: „Opowiastka o trzech autentycznych godzinach, wiem to nie mniej dobrze, jest opowieścią ziarnka piasku o tym, co czynią fale”.

Ziarnkiem piasku w stosunku do wartości i kunsztu esejów Wyki jest ten drobny anons. Czytać je trzeba dostrzegając rezultaty sojuszu myśliciela i artysty, bystrego obserwatora i twórcy o oryginalnej wyobraźni. Nauczyciel-pośrednik nie może zapomnieć o barierach percepcyjnych, polegających na trudności dostosowania napięci intelektualnego do poziomu eseisty, na asocjacyjnym sposobie dowodzenia i na konieczności przerzucania mostów nad brzegami myśli.

Do góry