Ocena brak

Życie Gotamy Buddy

Autor /mambo Dodano /11.03.2011

A teraz musimy się cofnąć w naszym opowiadaniu o trzy wieki wstecz, aby przedstawić życie wielkiego nauczyciela, który był bliski zrewolucjonizowania myśli i uczuć religijnych prawie całej Azji. Był nim Gotama Budda, który nauczał w Benares w Indiach w tym samym mniej więcej czasie, kiedy Izajasz głosił proroctwa wśród Żydów w Babilonie, a w Efezie Heraklit prowadził spekulatywne badania nad przyrodą wszechrzeczy. Wszyscy ci ludzie żyli na świecie w tym samym czasie, w VI w. przed Chr., a jeden o drugim nie wiedział. Ten szósty wiek był w istocie jednym z najznamienitszych w dziejach powszechnych. Wszędzie — albowiem zobaczymy,  że było tak samo w Chinach — umysły ludzkie nabrały nowej śmiałości. Wszędzie otrząsano się z tradycji królewskości, kapłaństwa, krwawych ofiar — wszędzie poruszano najgłębsze zagadnienia. Ma się wrażenie, jakby wówczas ludzkość, po okresie dzieciństwa trwającym 20 tysięcy lat, doszła do wieku młodzieńczego. Najstarsze dzieje Indii są zawsze jeszcze mało znane.

Zapewne około r. 2000 przed Chr. z północnego zachodu wszedł do Indii naród mówiący językiem aryjskim; nie wiadomo, czy był to jednorazowy najazd, czy cały szereg najazdów — dość, że naród ten utrwalił swój język i swoją tradycję w północnej części Indii. Językiem tym był sanskryt. W kraju nad Gangesem i Indem zastali przybysze ciemnoskóry lud o bardziej wyrobionej cywilizacji, lecz o słabszej woli. Zdaje się jednak, że ci Ariowie nie zmieszali się z ludnością tubylczą tak  łatwo, jak to uczynili Grecy lub Persowie. Trzymali się od niej z daleka. Zamierzchła przeszłość Indii jest dla historyków niejasna, ale społeczeństwo indyjskie posiada rysy bardzo wyraźne od samego początku; podzielone na kilka warstw, z całym szeregiem podziałów, przestrzega czystości tych warstw, którym nie wolno razem jeść, obcować i zawierać między sobą związków małżeńskich. Przez cały ciąg dziejów indyjskich utrzymuje się ten podział na kasty. Dzięki temu ludność Indii różni się od prostych, łatwo krzyżujących się zrzeszeń europejskich lub mongolskich. Tworzy ona w istocie zespół zrzeszeń.

Siddharta Gotama był synem arystokratycznego rodu panującego w małym księstewku na stokach Himalajów. W dziewiętnastym roku życia ożeniono go z piękną kuzynką. Polował, bawił się i chodził po słonecznym świecie ogrodów, gajów i nawodnionych pól ryżowych. I wśród tego właśnie  życia opadło go wielkie niezadowolenie. Było to cierpienie subtelnego umysłu, który szuka zajęcia. Czuł, że to życie, jakie prowadzi, nie jest prawdziwym życiem, lecz jakby świętem — świętem, które trwa nazbyt długo.

Umysł Gotamy opanowała myśl o chorobie i  śmierci, niepewność i niedostateczność wszelkiego szczęścia. W takim nastroju spotkał jednego z tych wędrownych ascetów, których pełno już było w Indiach. Ludzie ci wiedli żywot surowy, spędzając wiele czasu na rozmyślaniach i dyskusjach religijnych. Mówiono o nich,  że szukają jakiejś głębszej prawdy  życia, i oto nagle duszę Gotamy ogarnęło nieprzeparte pożądanie, by pójść ich śladem. Właśnie rozmyślał nad swym postanowieniem, gdy mu doniesiono,  że jego  żona powiła pierworodnego syna.

„Oto nowy węzeł do zerwania” — rzekł Gotama. Wrócił do wsi wśród radosnych okrzyków swoich ludzi. Wyprawiono wielką ucztę z tańcami bajader celem uczczenia narodzin tego nowego węzła, a w nocy obudził się Gotama w wielkim przygnębieniu ducha „jako człowiek, któremu mówią, że dom jego płonie”. Postanowił porzucić swoje szczęśliwe, bezcelowe  życie. Cicho podszedł do progu pokoju  żony i w  świetle małej oliwnej lampki ujrzał ją, jak spała słodko, otoczona kwiatami, z synkiem w ramionach. Zdjęła go nieprzeparta chęć uściskania po raz pierwszy i ostatni swego dziecka, lecz z obawy, aby nie obudzić  żony, zawrócił i wyszedł na  świat jasnym indyjskim miesiącem oświetlony, wsiadł na konia i odjechał. Tej nocy zajechał bardzo daleko, a rano widząc, że znajduje się poza granicami swego klanu, zsiadł z konia na piaszczystym brzegu rzeki.

Tutaj kędziory swe obciął mieczem, zrzucił wszelkie ozdoby i wraz z koniem i mieczem odesłał do domu. Idąc dalej spotkał człowieka w łachmanach i zamienił z nim swoje ubranie, i tak pozbawiony wszelkich  świeckich błyskotek mógł teraz swobodnie ruszyć na poszukiwanie mądrości. Skierował się na południe ku osiedlu pustelników i nauczycieli, znajdującym się wśród gór Windia. Tam w grotach mieszkali mędrcy, którzy schodzili do miasta po swą prostą żywność i dzielili się swą wiedzą za pomocą żywego słowa z każdym, kto po nią przyszedł. Gotama posiadł całą metafizykę tych czasów. Lecz jego bystry rozum nie zadawalał się gotowymi rozwiązaniami problemów.

Umysł indyjski zawsze skłonny był wierzyć,  że moc i wiedzę można zdobyć przez skrajną ascezę, przez posty, czuwanie, samoudręczenie; Gotama chciał teraz sprawdzić te poglądy. Wraz z pięciu uczniami udał się do dżungli i tam poddał się postom i straszliwym umartwieniom. Sława jego rozeszła się „niby głos wielkiego dzwonu zawieszonego  u baldachimu niebios”. Lecz nie dało mu to poczucia prawdy doskonałej. Pewnego dnia przechadzał się i pomimo osłabienia próbował myśleć. Nagle stracił  świadomość. Kiedy przyszedł do siebie, zrozumiał niedorzeczność tych na pół magicznych środków mądrości. Przeraził towarzyszy żądając zwyczajnego pożywienia i odmawiając dalszego umartwiania się. A on właśnie pojął,  że jeśli człowiek ma osiągnąć jakąkolwiek prawdę, uczyni to najrychlej za pomocą dobrze odżywionego” mózgu w zdrowym ciele. Taki pogląd był najzupełniej obcy pojęciom tego kraju i tego wieku. Uczniowie opuścili go i ze smutkiem wrócili do Benares.

Gotama szedł dalej sam. Umysł zajęty rozważaniem wielkiego i trudnego problemu posuwa się wolno krok za krokiem, aż nagle, jakby w chwili jasnowidzenia, osiąga pełne zwycięstwo. Tak również było z Gotama. Usiadł pod wielkim drzewem, nad jakąś rzeczką, aby się posilić, i wówczas nagle olśniła go jasna wizja. Zdawało mu się,  że zrozumiał, czym jest życie. Mówią, iż siedział tak przez cały dzień i całą noc w głębokiej zadumie, po czym wstał, aby światu ukazać swą wizję. Przyszedł do Benares, odszukał swych uczniów i pozyskał ich dla nowej nauki. W parku królewskim w Benares pobudowali sobie szałasy i założyli coś w rodzaju szkoły, do której przychodził każdy szukający mądrości. Punktem wyjścia jego nauki było pytanie, które sam sobie zadał jako  żyjący w dostatkach młodzieniec: „Dlaczego nie jestem zupełnie szczęśliwy?”

Było to pytanie introspektywne. Było to pytanie zupełnie różne od onej szczerej, nie myślącej o sobie, skierowanej na zewnątrz ciekawości, z jaką Tales i Heraklit podejmowali problemy wszechświata, i było ono zupełnie różne od ciężaru odpowiedzialności moralnej, jaką najwybitniejsi prorocy obarczyli umysły Hebrajczyków. Indyjski nauczyciel nie zapominał o sobie, owszem, całą myśl skupił na sobie, z zamiarem unicestwienia własnego ja. Wszelkie cierpienie — nauczał — wypływa z pożądliwych pragnień jednostki. Dopóki człowiek nie, pokona swych żądz, życie jego będzie męką, a śmierć zgryzotą. Są trzy główne formy żądzy życia i wszystkie one są jednako złe. Pierwsza to wszystkie nasze pragnienia zmysłowe, druga to pragnienie osobistej, egoistycznej nieśmiertelności, trzecia to żądza osobistego powodzenia, wszystkie urządzenia świeckie, chciwość itp. Wszystkie te formy pragnienia należy przezwyciężyć, aby unikać zmartwień i smutków życiowych. Z chwilą gdy się je przezwycięży, z chwilą gdy ludzkie ja zanika, nastaje pogoda duszy, nirwana, najwyższe dobro.

Oto główna treść jego nauki, nauki naprawdę bardzo subtelnej i metafizycznej, nie tak łatwej do pojęcia jak grecki nakaz patrzenia i rozumienia, wszystkiego jasno i bez trwogi, albo jak hebrajskie wezwanie do bojaźni bożej i czynienia sprawiedliwości. Była to nauka przekraczająca możność rozumienia nawet bezpośrednich uczniów Gotamy i nic dziwnego, że z chwilą gdy ustał osobisty wpływ mistrza, uległa ona zepsuciu i zgrubieniu. W Indiach istniało wtedy rozpowszechnione wierzenie,  że co jakiś okres czasu Mądrość schodzi na ziemię i wciela się w wybraną jednostkę, którą nazywano Budda. Uczniowie Gotamy ogłosili,  że on jest Buddą, ostatnim Buddą, nie ma jednak  żadnego dowodu,  że on sam przyjął ten tytuł. Jeszcze za  życia oplotły się dookoła niego wszelakie fantastyczne legendy. Serce ludzkie zawsze więcej garnie się do opowieści cudownej niż do moralnego wysiłku, i Gotama Budda stał się bardzo cudowny.

Świat jednak odniósł rzetelną korzyść. Jeżeli nawet nirwana była czymś nazbyt wysokim i subtelnym dla wyobraźni zwykłych ludzi, jeżeli popęd do tworzenia mitów był zbyt silny wobec prostych wydarzeń z życia Gotamy — najbardziej nawet przeciętny człowiek mógł coś pojąć z zamiarów Gotamy, z tego, co on nazywał Ośmioraką Drogą, Aryjską, czyli Szlachetną  Ścieżką Życia. Było w tym  żądanie rzetelności, uczciwych celów, sprawiedliwej mowy, prawego i szlachetnego trybu  życia. Było to rozbudzenie sumienia i wezwanie do wielkodusznych i nieegoistycznych dążeń.

Podobne prace

Do góry