Ocena brak

Życie codzienne w dobie wczesnego cesarstwa rzymskiego

Autor /mambo Dodano /11.03.2011

Zanim opowiemy, w jaki sposób państwo rzymskie, zbudowane w dwóch pierwszych wiekach przed Chr. i zażywające spokoju i bezpieczeństwa przez dalsze dwa wieki od Augusta — popadło w bezład i zostało złamane, nie od rzeczy będzie poświęcić nieco uwagi codziennemu życiu na przestrzeni tego wielkiego mocarstwa. Doszliśmy w tej historii do momentu, który jest oddalony o 2000 lat od naszych własnych czasów;  życie ludzi cywilizowanych, czy to zamieszkałych na ziemiach Pokoju Rzymskiego, czy dynastii Han, zaczynało się coraz bardziej upodabniać do życia ich dzisiejszych cywilizowanych następców.

Na zachodzie bila moneta była już teraz w powszechnym użyciu; poza  światem kapłańskim było wielu ludzi o poglądach niezależnych, którzy nie byli ani urzędnikami, ani kapłanami; podróżowano z większą swobodą, niż to się działo kiedykolwiek przedtem, a pomocą w tym względzie były dobre gościńce i zajazdy. W porównaniu z przeszłością, z czasami przed r. 500 przed Chr.,  życie stało się bardziej wolne. Przedtem człowiek cywilizowany był związany ze swym okręgiem lub krajem, skrępowany tradycją i zamknięty w nader ciasnym widnokręgu; jedynie koczownicy handlowali i podróżowali.

Lecz ani Pokój Rzymski, ani władztwo dynastii Han nie obejmowały jednolitej cywilizacji na swych olbrzymich obszarach. Istniały wielkie różnice lokalne, wielkie kontrasty i nierówności kulturalne między poszczególnymi dzielnicami, podobnie jak się to dzieje dziś, np. w Indiach angielskich 25. Załogi rzymskie i kolonie były rozrzucone tu i ówdzie na tej wielkiej przestrzeni i utrzymywały kult bogów rzymskich wraz z mową  łacińską; lecz wszędzie tam, gdzie przed przyjściem Rzymian istniały większe miasta,  żyły one nadal po swojemu, pomimo swej politycznej zależności, i czciły przynajmniej jakiś czas własnych bogów w właściwy sobie sposób.

W Grecji, w Azji Mniejszej, Egipcie i na zhellenizowanym wschodzie język łaciński nie przeważał nigdy. Tam niepodzielnie panowała greka. Szaweł z Tarsu, który stał się apostołem Pawłem, był Żydem i obywatelem rzymskim; pisał jednak i mówił po grecku, nie zaś po hebrajsku. Nawet na dworze partyjskiej dynastii, która obaliła grecką dynastię Seleucydów w Persji i znajdowała się poza granicami cesarstwa rzymskiego, język grecki był modny. W niektórych częściach Hiszpanii i Afryki północnej również język kartagiński utrzymywał się dość długo, chociaż Kartagina dawno leżała w gruzach.

Taka np. Sewilla, która była bogatym miastem, zanim jeszcze ktokolwiek słyszał o Rzymianach, zatrzymała swą semicka boginię i swój język semicki przez szereg pokoleń, mimo że o kilka mil istniała rzymska kolonia weteranów, Italica. Septymiusz Sewerus, który panował od 193 do 221, mówił po kartagińsku jako swym rodzimym językiem. Nauczył się  łaciny dopiero później, jako języka obcego, historycy zaś wspominają, że jego siostra nigdy nie nauczyła się po łacinie i z domownikami swymi rozmawiała po punicku. W takich krajach, jak Galia i Brytania, lub w prowincjach, jak Dacja (dziś mniej więcej Rumunia) i Pannonia (Węgry na południe od Dunaju), gdzie nie było przedtem wielkich miast, świątyń, kultur — latynizacja nie napotykała przeszkód.

Rzymianie pierwsi wnosili do tych krajów cywilizację. Zakładali miasta, w których  łacina od pierwszej chwili była językiem panującym i gdzie na równi z kultem bogów rzymskich  zachowywano rzymskie zwyczaje i obyczaje. Język włoski, rumuński, francuski i hiszpański, powstałe z odmian i przekształceń  łaciny, są dla nas najlepszą wskazówką rozległości i natężenia tych wpływów. Północno-zachodnia Afryka również w końcu przyjęła język  łaciński. Egipt zaś, Grecja i reszta cesarstwa nigdy nie uległy zlatynizowaniu. Pozostały egipskimi lub greckimi z ducha i kultury. A nawet w samym Rzymie ludzie wykształceni uczyli się greki, jako języka wytwornego, grecką zaś literaturę i naukę ceniono znacznie wyżej od łacińskiej.

W tym mieszanym państwie musiały być również bardzo różnorodne sposoby zarobkowania i przemysłu. Głównym zajęciem ludzi osiadłych było zawsze jeszcze rolnictwo. Mówiliśmy już, jak w Italii stan dzielnych wolnych chłopów, ten kręgosłup wczesnej rzymskiej republiki, po wojnach punickich został wyparty przez wielkie majątki uprawiane pracą niewolników.  Świat grecki posiadał dość liczne metody uprawy ziemi, od arkadyjskich połonin, gdzie każdy wolny obywatel pracował na własnym kawałku ziemi, aż do Sparty, gdzie pracą na roli gardzono, pozostawiając ją osobnej warstwie niewolników, helotom.

To wszystko jednak należało już teraz do przeszłości i w całym świecie zhellenizowanym zapanował system obszarniczy, oparty na pracy niewolników. Ci niewolnicy rolni byli jeńcami wojennymi, którzy mówili różnymi językami i nie mogli się ze sobą porozumieć, bądź też urodzili się już w niewoli; nie  łączyła ich żadna solidarność, zdolna zmienić się w  świadomy opór przeciw uciskom, nie posiadali  żadnej tradycji prawnej,  żadnej wiedzy, nie umieli ani czytać, ani pisać. Chociaż stanowili większość ludności, nie udało im się żadne powstanie. Powstanie Spartakusa w I w. przed Chr. było powstaniem pewnej tylko kategorii niewolników, mianowicie tych, których przygotowywano do igrzysk gladiatorskich.

Robotnicy rolni w Italii w ostatnich latach Rzeczypospolitej i za wczesnego cesarstwa byli uciskani straszliwie; na noc zakuwano ich w kajdany, aby nie uciekli, i w tym samym celu golono im połowę głowy. Nie mieli własnych  żon; pan mógł swego niewolnika bić, kaleczyć, nawet zabić. Mógł go sprzedać do amfiteatru i zmusić do walk z dzikimi zwierzętami. Jeżeli któryś niewolnik zabił swego pana, natenczas wszystkich  niewolników w tym domu skazywano na ukrzyżowanie. W niektórych częściach Grecji, mianowicie w Atenach, los niewolnika nigdy nie był tak straszny, zawsze jednak był pożałowania godny. Dla takiej ludności najeźdźcy barbarzyńscy, którzy teraz przedzierali się przez obronną linię legionów, nie byli wrogami, lecz wybawicielami.

System pracy niewolniczej objął prawie wszystkie gałęzie przemysłu i wszelki rodzaj pracy wymagającej większej ilości robotników. Kopalnie i roboty metalurgiczne, wiosłowanie na galerach, budowanie gościńców i wielkich gmachów szczególnie opierały się na niewolnikach. Zwłaszcza zaś roboty domowe były przez nich wykonywane. Poza  tym istnieli ludzie biedni, a wolno urodzeni, i wyzwoleńcy, którzy po miastach i wsiach pracowali na własne potrzeby lub nawet wynajmowali się jako wyrobnicy. Byli to rzemieślnicy, dozorcy itp. płatni pracownicy, którzy konkurowali z niewolnikami; nie wiemy  jednak, jaki procent stanowili w ogóle ludności. Prawdopodobnie zmieniał się on, zależnie od miejsca i czasu. Były również różne stopnie w samym niewolnictwie: od niewolnika, którego na noc zakuwano w kajdany i batem pędzono do roboty w polu czy w kamieniołomach, do niewolnika, któremu pan pozwalał wykonywać swe rzemiosło i żyć u boku żony, jak człowiekowi wolnemu, pod warunkiem, aby z pracy jego mógł sam ciągnąć tym więcej korzyści.  

Istnieli też niewolnicy uzbrojeni. Na wstępie okresu wojen punickich, w 264 r. przed Chr., odżył w Rzymie etruski sport urządzania walk gladiatorskich. Wrychle stał się modny; wrychle każdy bogacz rzymski miał własną szkołę gladiatorską, czasem pokazywał tych gladiatorów na arenie, lecz głównym ich przeznaczeniem było stanowić straż przyboczną pana. Byli również uczeni niewolnicy. Rzym podbił wysoko cywilizowane miasta Grecji, Afryki północnej i Azji Mniejszej, skąd zabrał do niewoli mnóstwo bardzo wykształconych jeńców. Wychowawcą młodego Rzymianina z dobrej rodziny był zazwyczaj niewolnik. Zamożni ludzie mieli niewolników greckich jako bibliotekarzy, sekretarzy itp. Mieli własnych poetów, tak jak mieli uczone psy. Tradycje dzisiejszego świata uczonych, literatów i krytyków z jego małostkowością, tchórzostwem i kłótliwością wyrosły w tej atmosferze niewolnictwa.

Nie brakło ludzi przedsiębiorczych, którzy kupowali młodych, inteligentnych niewolników i dawali im staranne wykształcenie, aby ich potem lepiej sprzedać. Kształcono robotników w kopiowaniu książek, złotnictwie i w tym podobnych zawodach. Położenie niewolników uległo znacznym zmianom w ciągu czterystu lat od wielkich podbojów z czasów republiki do chwili rozkładu po wielkiej zarazie. W II w. przed Chr. jeńców wojennych było pod dostatkiem, a zwyczaje były dzikie i nieokrzesane, niewolnik nie posiadał żadnych praw i nie ma takiej zniewagi, której by w tych czasach nie doznawał. Ale już w I w. po Chr. nastąpiło widoczne polepszenie w losie niewolnika. Jeńców było mniej, niewolnik stawał się coraz droższy. Właściciele niewolników doszli do przekonania, że im lepiej się z nimi obchodzić, tym większą ma się z nich korzyść i wygodę.

Ale i poziom moralny społeczeństwa się podniósł i do głosu dochodziło poczucie sprawiedliwości. Wyższa umysłowość grecka  łagodziła starorzymską surowość. Ograniczono okrucieństwo: pan nie mógł wedle kaprysu sprzedawać niewolnika do amfiteatru, niewolnik otrzymał pewne prawa własności, dostawał wynagrodzenie jako zachętę i podnietę, a nawet uznano pewną formę małżeństw między niewolnikami. Liczne rodzaje uprawy ziemi nie nadają się do masowego gospodarstwa albo wymagają większej ilości robotników tylko w pewnej porze roku. Tam, gdzie takie warunki przeważały, niewolnik zmieniał się w chłopa pańszczyźnianego, który oddawał swemu właścicielowi część płodów albo pracował na niego przez pewien czas w roku.

Zdając sobie sprawę, jak w istocie to wielkie łacińsko-greckie imperium z dwu pierwszych wieków po Chr. było państwem niewolników i jak szczupła była w nim liczba tych, którzy mieli trochę dumy i wolności w swym  życiu, stajemy u  źródeł jego upadku. Niewiele było z tego, co my nazywamy  życiem rodzinnym, niewiele było domów spokojnych, zdolnych dać schronienie pracy, myśli i nauce; szkoły i kolegia były nieliczne i nazbyt od siebie oddalone. Wolna wola i wolna myśl znikły. Piękne gościńce, ruiny wspaniałych budowli, tradycja prawa i siły — wszystko, co zostało, aby budzić zdumienie następnych pokoleń, nie może ukryć przed nami, że cała ta wielkość opierała się na spaczonej woli, stłumionej inteligencji i zboczonych pragnieniach.

A nawet ta mniejszość, która panowała nad tym nieobeszłym królestwem ucisku i przymusowych robót, nie czuła się w głębi duszy szczęśliwą; sztuka, literatura, nauka i filozofia, które są owocami wolnego i szczęśliwego umysłu, marniały w tej atmosferze. Wiele naśladowano i kopiowano, było sporo zręcznych rzemieślników, wiele niewolniczej pedanterii wśród niewolniczych ludzi nauki, lecz całe imperium rzymskie w ciągu czterech stuleci nie stworzyło nic, co by można było postawić obok  śmiałych i szlachetnych poczynań umysłowych małych Aten w jednym tylko wieku ich wielkości. Ateny pod berłem rzymskim upadły. Nauka aleksandryjska upadła. Duch ludzki, jak się zdaje, był wówczas w dobie upadku.

Podobne prace

Do góry