Ocena brak

Zniknięcia - znikanie ludzi

Autor /Zenon Dodano /31.01.2012

Od zarania dziejów obserwuje się niezwykłe zjawisko znikania ludzi. Nie chodzi tu bynajmniej o kla­syczne zaginięcia, lecz o takie sytu­acje, kiedy to w jednej chwili, na oczach świadków, ludzie po prostu „rozpływają się" w powietrzu. Naukowcom nie udało się, jak do­tąd, poznać przyczyny tego zjawiska.
Brytyjski dyplomata Benjamin Bathurst. syn ówczesnego biskupa Norwich. 29 listopada 1809 roku odbywał służbową podróż z Wiednia do Londynu. W pewnym momencie wy­siadł z wozu i postanowił się przejść wokół dyliżan­su. Jego asystent i lokaj zostali w środku powozu. Benjamin Bathurst nigdy nie wrócił z przechadz­ki - zniknął na zawsze.
Brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych podejrzewało, że za zniknięciem Bathursta stali agenci Napoleona, jednak Francuzi zdecydowanie zaprzeczyli, jakoby mieli coś wspólnego z tym wy­padkiem. Zagadka zniknięcia dyplomaty do dziś nie doczekała się wyjaśnienia.
Po południu 23 września 1880 roku. sędzia August Peck z miasteczka Gallatin w Tennessee wybrał się powozem na farmę swojego przyjacie­la Davida Langa. Razem z nim pojechał szwagier Langa. Kiedy dojeżdżali na miejsce, zobaczyli w oddali Langa spacerującego po polu. Z podwó­rza na męża patrzyła też pani Lang z dziećmi. Nagle Lang zniknął z pola widzenia.
Sędzia i szwagier doszli do wniosku, że Lang wpadł w jakąś rozpadlinę i czym prędzej pobiegli mu na pomoc. Kiedy dotarli do miejsca, w którym po raz ostatni widzieli Langa, ze zdumieniem od­kryli, że nie ma tam żadnego zagłębienia, nie było też żadnych śladów zaginionego. Zarządzono po­szukiwania, w których wzięli udział wszyscy są­siedzi Langa, jednak nie przyniosły one żadnego rezultatu. Szczegółowe badanie gruntu zarządzone przez miejscowe władze wykazało, że w miejscu tym nie było żadnego mokradła - pod warstwą ziemi znajdowała się warstwa wapienia. David Lang po prostu rozpłynął się w powietrzu.
W styczniu 1900 roku niejaki Sherman Church wbiegł do budynku przędzalni w Augusta Mills w pobliżu jeziora Michigan w USA i zniknął, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu.
Znikający żołnierze.
Wczesnym rankiem 28 sierpnia 1915 roku w cza­sie brytyjsko-tureckich walk o półwysep Gelibolu żołnierze z Norfolk Regiment otrzymali rozkaz zdobycia zajętego przez Turków wzgórza oznaczo­nego na mapach wojskowych numerem 60. Pogo­da tego dnia była piękna, wiał lekki wietrzyk, ci którzy przeżyli tę potyczkę, wspominają jednak, że wokół wierzchołka wzgórza pojawiły się dziw­ne chmury w kształcie liści. Atakujący żołnierze, a było ich około 1000, stopniowo przesuwali się w górę zbocza i znikali wśród chmur. Od tej pory nikt już ich nie widział. Kiedy chmury się rozwiały, nie było po nich śladu. Cały batalion został uznany za zaginiony, według oficjalnej wersji żołnierze ci albo zginęli, albo dostali się do niewoli. Po wojnie jednak, kiedy Brytyjczycy zwrócili się z pytaniem o losy zaginionych do władz tureckich, otrzymali odpowiedź, że wojska tureckie w ogóle nie wal­czyły z tym oddziałem.
Powyżej przedstawione zostało jedynie kilka z wielu podobnych incydentów, kiedy ludzie zni­kali bez śladu na oczach licznych świadków.
Zmiana warty.
Być może nowe światło na to tajemnicze zjawisko rzuci historia, która wydarzyła się w październiku 1593 roku w Mexico City. Tego dnia ludzie zauwa­żyli, że jeden z wartowników strzegących Pałacu Hiszpańskiego nosi zupełnie inny mundur, a w ręku trzyma inny muszkiet niż reszta jego kolegów.
Zapytany o przyczyny tej różnicy, w niezbyt rozgarnięty sposób żołnierz odparł, że on tylko wykonuje rozkazy. Powiedział, że jego dowódcy (kazali mu pełnić wartę przed pałacem gubernato­ra Manili na Filipinach. Żołnierz przyznał, że zdaje sobie sprawę, że nie jest w Manili, oddalonej 12 tysięcy kilometrów od Meksyku, i że pałac, przed którym pełni wartę, nie jest pałacem gubernatora Manili, ale jak powiedział „Skoro już tu jestem i jest jakiś pałac, to będę go pilnował, zgodnie z rozkazem". Powiedział też, że gubernator Manili został zamordowany zeszłej nocy.
Podejrzewając, że ten dziwny wartownik może być dezerterem z Manili władze Mexico City na wszelki wypadek wtrąciły go do więzienia. Dwa miesiące później do Meksyku dotarł statek z Filipin i przywiózł wiadomość o zabójstwie gubernatora Manili. Tragedia rozegrała się dokładnie tej nocy, którą wskazał nieszczęsny żołnierz.
Z punktu widzenia dowództwa w Manili, żoł­nierz zniknął bez śladu; jednak dla obserwatora w Meksyku było jasne, że w jakiś tajemniczy spo­sób po prostu przeniósł się w przestrzeni.

Niektórzy badacze sugerują, że być może mecha­nizm tego niezwykłego zdarzenia da się wyjaśnić na gruncie fizyki teoretycznej. Według pewnej teorii przeszłość, przyszłość i teraźniejszość istnie­ją jednocześnie w obrębie tak zwanych światów równoległych. Być może więc istnieje możliwość przypadkowego przemieszczania się z jednego wy­miaru do drugiego.
Trójkąt Bermudzki, stosunkowo niewielki akwen na północnym Atlantyku, zyskał złą sławę miejsca, w którym statki i samoloty znikają w ta­jemniczych okolicznościach. Jednak, jak się oka­zuje, prawie wszystkie wypadki lotnicze i morskie w tym rejonie miały swoje zupełnie naturalne przy­czyny - na przykład tropikalne burze albo awarie silników. Podobne historyjki docierają z wielu innych rejonów świata; w dobie telewizji satelitar­nej współczesne mity mogą rozprzestrzeniać się z niezwykłą szybkością.
Niewidzialny niszczyciel.
Wątpliwości budzi również słynna sprawa tak zwa­nego eksperymentu Filadelfia. Jak twierdzą dwaj pisarze Charles Berlitz i William Moore, w roku 1943 amerykańska marynarka wojenna prowadzi­ła prace nad osiągnięciem niewidzialności. Podob­no niszczyciel USS Eldridge został otoczony ta­jemniczym „polem siłowym", dzięki któremu załoga widziała się nawzajem, natomiast obserwa­torzy zewnętrzni dostrzegli tylko niewyraźne zary­sy statku, falujące na powietrzu, zupełnie jak obraz drogi drgający w rozgrzanym letnim słońcem po­wietrzu. Skutki eksperymentu były jednak dla za­łogi niszczyciela tragiczne. Niektórzy z maryna­rzy zmarli niemal natychmiast, inni zapadli na poważne schorzenia psychiczne.
US Navy konsekwentnie zaprzecza, jakoby kie­dykolwiek prowadziła eksperymenty nad niewidzialnością, a Berlitz i Moore nie dysponowali odpowiednimi dowodami na poparcie swojej tezy. Znikający niszczyciel należy więc chyba uznać za kolejną legendę. Są jednak na świecie ludzie, któ­rzy z uporem twierdzą, że na ich oczach jakaś osoba po prostu rozpłynęła się w powietrzu - i wątpli­wości naukowców ani żadne racjonalne argumen­ty nie są w stanie zachwiać ich wiary w świadec­two własnych zmysłów.

Do góry