Ocena brak

Znaki pisarskie - Alfabet

Autor /Elig Dodano /28.05.2013

W starożytności cały alfabet miał znaczenie symboliczne. Pierwotni ludzie podziwiali przede wszystkim to, co cudowne, dostrzegając w tym symbole niejasno przeczuwanego wyższego świata. Również cud, iż rzeczy duchowe można utrwalić za pomocą znaków widzialnych, za pomocą pisma, wywierał na nich głębokie wrażenie. Ludzie Wschodu przypisywali pismu nawet pochodzenie boskie. Literami oznaczano, jak po części i dzisiaj, liczby i nuty. Nadto wieloraki sens greckiego słowa oroixelov był powodem dostrzegania w alfabecie ukrytej symboliki religijnej alfabetu. Słowo to znaczy: najprostsza część składowa, element, a więc:

dla mowy i pisma — litera

dla wiedzy — pojęcie podstawowe

dla działania — zasada

dla kosmosu — podstawowa materia.

Także dla określenia ciał niebieskich i elementarnych mocy duchowych, które w synkretyzmie reprezentują żywioły, posługiwano się niekiedy tym słowem. To bogactwo znaczeń jednego wyrażenia mogło podsunąć myśl, że oto zwykły rząd liter staje się symbolem zupełnie odmiennych pojęć, podpadających pod to samo określenie.

Starożytni widzieli w alfabecie tajemniczą całość, obraz wszelkiej doskonałości, części składowe, za pomocą których można tworzyć tajemnicze imiona i formuły służące do wzywania bogów, do zaklinania mocy ciemności. Człowiek nie wie, jak nazwać te istoty, jak im okazać cześć albo powstrzymać ich gniew, dlatego bełkocąc — raz jest to śpiew religijny, raz formuła magiczna — wyrzuca z siebie całe szeregi liter w różnorakim następstwie, aby tylko trafić to, co może usposobić życzliwie do niego moce, które go przerastają, albo utrzymać od siebie z daleka wszelkie zło. To swobodne gromadzenie dźwięków podlegało jednakże również wielorakiej systematyzacji. Siedem greckich samogłosek (po dwie litery dla e i o), których także używano do określania siedmiu tonów prostej skali, było symbolem siedmiu sfer niebieskich i siedmiu poruszających się po nich planet.

Chcąc wniknąć w sens tej symboliki, trzeba znać pita-gorejski obraz świata. Pitagorejczycy uważali ziemię za centrum wszechświata, wokół którego obracają się po koncentrycznych kołach ciała niebieskie o kształcie kulistym, takim jak ziemia. Wyobrażano sobie, że ciała niebieskie umocowane są do kryształowych, wydrążonych kul, które wraz z nimi krążyły wokoło osi ziemi. Wyliczano i porządkowano, od najbliższego do najdalszego, ciała niebieskie w takiej mniej więcej kolejności: Księżyc, Słońce, Merkury, Wenus, Mars, Jupiter, Saturn, a więc w sumie przyjmowano siedem sfer planet i, jako ósmą, sferę gwiazd stałych, tak zwanych primum mobile. Słońce i Księżyc zaliczano więc wówczas do planet.

Jak szybko obracające się koła jakiegoś mechanizmu wydają dźwięk, tak też ogromne wirujące sfery planet wydają dźwięki, które zlewają się w przepotężną harmonię. Ta idea i jej symboliczny wyraz, jaki znajduje w muzyce ziemskiej, pojawiają się już u najstarszych ludów tworzących kulturę. Owa harmonia muzyki sfer niebieskich spaja budowlę wszechświata. My, ludzie, nie słyszymy już wprawdzie tych tak cudownie harmonijnych dźwięków, ponieważ słyszymy je od urodzenia i przyzwyczailiśmy się do nich, ale muzyka ta wprawia w zachwyt mieszkańców Olimpu.

Każda sfera wydaje inny ton skali, a więc i poszczególnym bogom planet przysługują określone samogłoski i odpowiadające im tony. Dlatego też Demetriusz z Faleronu żyjący w IV w. przed Chr. pisze: „Egipscy kapłani używają w hymnach na cześć bogów siedmiu samogłosek (&eovę v/xrovoi óta tujv ćL-itA cpwrr/errwr), które wygłaszają w odpowiedniej kolejności (e<p’ l£ ijg). Dźwięk tych głosek — o ile idzie o słuchową przyjemność — zastępuje dźwięk fletów i lutni” Wergiliusz opowiada nam o śpiewaku Orfeuszu, który śpiewa z towarzyszeniem liry siedem różnych tonów (septem discrimina vocum) w chórze błogosławionych. Inskrypcje na starożytnych pomnikach świadczą, że było zwyczajem zmieniać porządek tych tonów tak, że przy ich powtarzaniu zawsze rozpoczynał je inny ton. Chciano w ten sposób dać wyraz zmiennemu położeniu planet, aby żadna nie poczuła się urażona.

Chociaż brzmi to śmiesznie, to jednak było znamienne dla przenikniętej zabobonnym lękiem wiary pogan. Gnostycy kontynuowali te niedorzeczności, umieszczali jednak w miejsce bogów siedem eonów albo siedem aniołów, którzy kierowali ruchem planet. Wierzono, że za pomocą tych liter można wyrazić tajemne, nie mogące być wypowiedziane imię (ró ovo[ia 10 xQvmóv), istotę, która przewyższa ludzką mowę i zdolność pojmowania. Za przeświadczeniem tym kryła się głęboka idea poszukiwania tego, co wzniosłe i prawdziwe.

Spółgłoski oznaczały natomiast substancje materialne, co poświadcza pitagorejczyk Nikomachus z Gerasy (II w. przed Chr.), a ich zestawienie z samogłoskami było symbolem boskiego działania w świecie widzialnym, obrazem zjednoczenia pierwiastka boskiego i ziemskiego, ducha i materii. Bliski związek symboliki liter z harmonią sfer tłumaczy zapewne też niektóre obrazy poświęcone tej części orf izmu pitagorejskiego oraz sylab i-ki, stanowiące często ornament murów antycznych grobowców i odnajdj'-wanych w nich naczyń; sylabiki te zdają się wskazywać na harmonię sfer niebieskich i przyjęcie wtajemniczonych do chóru orszaku niebieskiego. Dla pogan były przecież gwiazdy przyszłym miejscem pobytu dla dusz sprawiedliwych. Lira znajdująca się nad wejściem do jednego z grobowców (Canossa, pin. Włochy) może sugerować tę samą myśl (tak Millin).

Z innego punktu widzenia, o którym już wspomnieliśmy, miał alfabet — któremu przypisywano moc egzorcyzmu — ochraniać oznaczony nim grób albo budynek. Pojmowany zaś jako obraz doskonałego, zamkniętego w sobie kosmosu wydawał się również odpowiedni, aby jakiejś przestrzeni nadać charakter zamkniętego w sobie i samoistnego (amagusia) mikro-kosmosu.

Jak dalece antyczne pojmowanie alfabetu, jako tajemniczej całości i obrazu doskonałości, zostało przeinterpretowane w duchu chrześcijańskim, można dostrzec w hymnie św. Efrema (zm. 373 r.):

„Podobnie jak ciało alfabetu jest doskonałe we wszystkich swych członkach i nie można ani ująć od niego, ani dodać do niego żadnej litery, tak samo prawda, którą w świętej Ewangelii spisano literami alfabetu, jest doskonałą miarą, która nie dopuszcza ani żadnego więcej, ani żadnego mniej.” 

Tak, Bóg istotnie nadał charakter sakramentalny znakom pisarskim i napełnił je Boską treścią, skoro ich użył, aby przez spisane objawienie opowiedzieć ludziom o swym nieskończonym życiu i swym zbawczym dziele.

Zwyczaj kreślenia w czasie ceremonii poświęcenia kościoła całego łacińskiego i greckiego alfabetu na posadzce domu Bożego posypanej popiołem w formie krzyża ma genezę czysto techniczną, a symbolikę dodano dopiero później. Przetrwała jednak symbolika, natomiast względy praktyczne dawno już utraciły swe znaczenie i poszły w zapomnienie.

Obrzęd ten wywodzi się ze zwyczajów, które praktykowali starożytni rzymscy mierniczy wytyczając granice jakiejś posiadłości, odgraniczając jakiś kawałek gruntu od innego. Krzyż ukośny (crux decussata) nawiązuje do dwóch poprzecznych linii, które rzymscy mierniczy na samym początku zaznaczali na kawałku gruntu, jaki mieli odmierzyć. Litery, kreślone na krzyżu rozsypywanego popiołu przypominają też litery, którymi posługiwali się mierniczy i które przedstawiały w tym wypadku wielkości liczbowe. Ponieważ starożytni chrześcijanie, przepełnieni głęboką miłością do Chrystusa i Jego tajemnic, byli skłonni, aby we wszystkich zjawiskach naturalnych dostrzegać symbolikę religijną, przeto także w krzyżu ukośnym rozpoznawali literę X, początkową literą imienia XPICTOC, która w alfabetach obydwu języków światowych, greckim i łacińskim, była symbolem wiecznie trwającego Kościoła powszechnego, a litery A i Q kojarzyły się ze znanym tekstem Apokalipsy (1,8; 21,6; 22,13). Tak zatem pierwotnie techniczne czynności zmieniły się w ceremonię uroczystego objęcia w posiadanie przez Chrystusa domu Bożego, i jako takie przetrwały. Nie można przy tym przeoczyć apotropaicznego znaczenia, które w starożytności nadawano literom alfabetu. Wzięcie w posiadanie przez Chrystusa domu Bożego jest przecież połączone z odparciem demonicznych mocy.

W niektórych miejscowościach pisano zamiast całego alfabetu tylko ABC, część zamiast całości, albo A i O. Do tej starszej symboliki doszedł jeszcze inny element, odkąd w średniowieczu w obrzędach poświęcenia kościoła zaczęto dostrzegać podobieństwo do inicjacji chrzcielnej, a ponadto połączono rzymskie i starogalijskie elementy tego obrzędu. Za czasów św.. Remigiusza z Auxerre (IX w.) obrzędy te przybrały taką formę, jaką mają obecnie. Widzi on w alfabecie symbol wprowadzenia w prawdy wiary, kładzenia podwalin pod naukę świętą.

Stąd zrozumiały się też staje — jak dodaje — zarzut św. Pawła, który kieruje on pod adresem Hebrajczyków: „Gdy bowiem ze względu na czas powinniście być nauczycielami, sami potrzebujecie kogoś, kto by was pouczył o pierwszych prawdach słów Bożych” (Hbr 5, 12). Biskup kreśli zatem kolejne litery alfabetu, nauczając początków wiary, i mówi wraz z Apostołem: ,,Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni' (1 Kor 3, 2). Jak więc właściwe jest, by nauczyć dzieci najpierw samych liter, potem sylab, a po słowach stopniowo zdań, tak istnieją też w rodzinie Kościoła różne stopnie zrozumienia. Na pierwszym stoją ci, którzy żyją w niewinności i zdążając dopiero do osiągnięcia pewności w doskonałej wiedzy, muszą niejako zadowolić się na razie jej początkami.

Chcąc w pełni zrozumieć ten. język starożytnych, trzeba wziąć pod uwagę, jak wielką wagę w nauczaniu przywiązywali oni właśnie do alfabetu. Dzieci musiały umieć powiedzieć go — jako ćwiczenie pamięciowe — również od końca i recytować w różnej kolejności: było to prawdziwie ,,sprawą dzieci”, można by powiedzieć ich odznaką i symbolem. „Dziećmi” w znaczeniu nadprzyrodzonym są również otrzymujący chrzest, bez względu na ich wiek, i tak też ich nazywano.

Na grobach chrześcijańskich także kreślono czasem alfabet. Zasadniczą rację tej praktyki należałoby upatrywać zapewne w żywotności antycznego zwyczaju zabezpieczania grobów. Zwyczaj ten przetrwał do późneg< średniowiecza, tj. do czasu wyrugowania z chrześcijaństwa zabobonów które podświadomie pleniły się w zwyczajach ludowych; niektóre jednał z tych zabobonów ostały się do dzisiaj. Pewne formuły egzorcyzmóv z pierwszych wieków chrześcijaństwa wykazują — z nieznaczną zmiani pozytywnego elementu pogańskiego — mocne podobieństwo do staro-żytnych formuł czarodziejskich (magicznych).

Starając się jednak docie< sensu chrześcijańskiego zwyczaju kreślenia na grobach liter alfabetu, trze ba poprzestać na przypuszczeniach. Na grobach nowo ochrzczonych móg on nawiązywać do symboliki dziecięctwa, na którą zdaje się równie: wskazywać ornamentyka na naczyniu używanym podczas chrztu, a znale-zionym w Kartaginie. Na jego szyjce naznaczony jest krzyż, obok dwi< ryby, bardzo rozpowszechniony symbol przyjmujących chrzest, oraz liter; ABC. Miejsce znalezienia tego naczynia znajdowało się w pobliżu bapty-sterium. Wiadomo wprawdzie, że do późnego średniowiecza chrzti udzielano przez zanurzenie, jednak oprócz całkowitego zanurzenia istniałć inna praktyka, zgodnie z którą przyjmujący chrzest stał po kolana w wodzie, a udzielający chrztu polewał mu głowę wodą.

Chrześcijańską interpretację symboliki alfabetu muzycznego podaj< Klemens Aleksandryjski:

„Postrzegalne wyobrażenie niebios stanowią u nas samogłoski. W ter sposób wyraził się także sam Pan: »Jam alfą i omegą, początkiem i koń-cem«; »za Jego pośrednictwem wszystko się stało, a bez Niego nic się nic stało.

Alfabet muzyczny odgrywał ważną rolę w synkretyzmie i u gnostyków nie ma to jednak dla nas szczególnego znaczenia. O starodawnej symbolice harmonii panującej we wszechświecie przypominają w sztuce plastycznej starożytnych chrześcijan jeszcze postaci Orfeusza-Chrystusć z lirą.

Jeśli chodzi o symbolikę swoistego wykonywania przez starożytnycł pieśni na cześć bóstw-planet (por. wyżej), to okazuje się, że niektóre je; elementy mogą posłużyć do pogłębionego rozumienia chorału gregoriańskiego. Także jego dźwięki są wzięte — wprawdzie nie ze sfer — ale jakby z nieba i wyrażają harmonię kosmosu w okazywaniu uwielbienia Bogu, zjednoczenie Logosu z człowieczeństwem, Jego życie w Mistycznym Ciele Kościoła. Bogate melizmaty chorału starają się, podobnie jał oddawanie przez dźwięki wrażeń słuchowych i wzrokowych, wyrazie tajemnice i nastroje, których nie są w stanie wypowiedzieć ludzkie słowa „Taki dźwięk rozradowania — powiada św. Augustyn — czasami oznacza że w sercu rodzi się coś, czego wypowiedzieć niepodobna.

A komu przystoi taka radość, jeśli nie Bogu? Ponieważ jest niewypowiedzialny, wyrazić Go nie zdołasz. A jeśli nie zdołasz Go wypowiedzieć, a nie powinieneś milczeć, co ci pozostaje jak nie to, aby wykrzykiwać z radości aby serce twoje weseliło się bez słów, a niezamierzona wielkość radość: nie była krępowana ograniczeniami sylab?”

Podobne prace

Do góry