Ocena brak

Zmierzch czy też „nowe rozdanie” w historii Europy wg Jose Ortegi y Gasseta

Autor /Felek Dodano /18.07.2011

Najważniejszym faktem współczesnego życia publicznego w Europie jest osiągnięcie przez masy pełni władzy społecznej”. Masa to jego zdaniem mentalność stworzona przez „podniesienie dziejów”. Za czasów Ortegi – podobnie jak za naszych – świat przeżył szok wielkiego wypełnienia. Piękna druga połowa XIX stulecia – podobnie jak piękna druga połowa XX stulecia – spowodowała, że wszystkiego gwałtownie przybyło. Ludzi, rzeczy, wiedzy, pieniędzy, instytucji, kłopotów.

Nigdy dotąd przeciętny człowiek nie miał takiej łatwości w rozwiązywaniu swoich problemów ekonomicznych” – pisał Ortega u schyłku lat 20., co dla nas brzmi dziwnie – bo w Polsce koncentrujemy się na pustej części szklanki i ciemnej stronie życia, pełną część i jaśniejszą stronę uważając za oczywisty dar Pana Boga. „Do łatwości i pewności ekonomicznej należy jeszcze dodać fizyczną: komfortporządek publiczny (...) również w formach życia publicznego”. Ta łatwość doświadczana na co dzień powoduje, iż świat przestał się masie wydawać przerażający, groźny i nieogarniony. Wydał się łatwy, bezpieczny i prosty.

Masa, która poczuła się bezpiecznie, nabiera przekonania, że umie świat ogarnąć. Kiedy widziała niebezpieczeństwo, gdy przymierała głodem, umierała od banalnych chorób i w każdej chwili mogła zginąć z jakiejś obcej ręki, sama oddawała się pod opiekę mądrzejszym. „Podniesienie dziejów” sprawiło, że „masy zhardziały w stosunku do mniejszości; nie są im posłuszne, nie naśladują ich ani nie szanują; raczej wprost przeciwnie, odsuwają je na bok i zajmują ich miejsce”. przestrzeń wlewa się masowość. „Człowiek masowy czując się pospolitym, żąda, by pospolitość była prawem i odmawia uznania jakichkolwiek nadrzędnych wobec siebie instancji”.

Można powiedzieć: a cóż w tym jest złego. Trudno przecież ludziom pospolitym odmówić prawa okazywania własnej tożsamości. Sęk w tym, że sprawy idą dalej. Umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swojej przeciętności i banalności, mają dziś czelność domagać się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi i do narzucenia tych cech wszystkim innym”.

Ortega – wbrew pozorom – nie był wrogiem masy. „Społeczeństwo jest zawsze dynamicznym połączeniem (...) mniejszości i mas”, pisał. Ale przerażało go umasowienie. W człowieku masowym widział najgorsze cechy zepchniętej ze sceny starej arystokracji. „Skłonność do czynienia z zabawy i sportu głównej sprężyny życia; pielęgnacja własnego ciała, dbałość o urodę i strój; brak romantyzmu w stosunkach z kobietami; zabawianie się z intelektualistami z odczuwaniem w głębi duszy pogardy dla nich (...) upodobanie do życia pod rządami absolutnymi i niechęć do dyskusji politycznych”.

W oczach Ortegi masa nie jest jednak motłochem, tłumem ani nawet gawiedzią. „Podział społeczeństwa na masę i wybrane mniejszości nie jest podziałem na klasy społeczne, lecz na klasy ludzi”. Europejska tradycja władzę, społeczne przywództwo, moc stanowienia standardów oddawała mniejszościom. Bardziej wykształconym, myślącym, mądrzejszym. Masa nie chce od ekspertów rady. Chce tylko, żeby potwierdzili jej masowe poglądy. Problemem „naszych czasów jest panowanie masy (...) w grupach elitarnych (...) stały wzrost znaczenia pseudointelektualistów”.

Do góry