Ocena brak

Zbrodnia i kara

Autor /natasha Dodano /12.03.2011

 

Powieść Zbrodnia i kara składa się z sześciu nie zatytułowanych części i Epilogu. Akcja toczy się w Petersburgu lat sześćdziesiątych XIX wieku, a więc w czasie bezpośrednio poprzedzającym napisanie dzieła, zaś zdarzenia Epilogu ukazane zostały w scenerii syberyjskiej.

Rodion Romanowicz Raskolnikow, główny bohater powieści, mieszkający w ubogiej petersburskiej dzielnicy, w małym wynaję­tym pokoiku, przeżywa poważne kłopoty finansowe. Od dawna za­lega z opłatą za mieszkanie, więc postanawia zastawić zegarek u starej lichwiarki, Arony Iwanowny, osoby odrażającej swoim wyglą­dem i wielką pazernością. Rodion korzystał wcześniej z takiej formy zdobywania pieniędzy, dotąd nie wykupił pierścionka siostry. Uzy­skawszy zaledwie rubla i piętnaście kopiejek Raskolnikow wychodzi, ale zapowiada powrót ze srebrną papierośnicą. Rozmyśla o nik­czemności staruchy żerującej na ludzkiej nędzy, o tym, że gromadzi pieniądze bez potrzeby, nie wydaje ich. Na te rozmyślania nakładają się refleksje o biedzie, wiecznych problemach finansowych wielu ludzi. Pobyt w mieszkaniu Alony Iwanowny bohater wykorzystuje na rze­telny zwiad – rozgląda się, próbuje zbadać, gdzie lichwiarka przechowuje kosztowności i pieniądze. Jego zachowanie zdradza, że przyszedł nie tyl­ko po to, by zastawić zegarek ojca, ale ma jakiś tajemniczy plan, o wiele ważniejszy cel wizyty.

Po wyjściu na ulicę Rodion wykrzyknął: Boże! Jakie to wszystko obmierzle! I czyż naprawdę, czy naprawdę ja... Nie, to nonsens, to niedorzeczność! – dorzucił stanowczo. – I czy rzeczywiście coś tak okropnego mogło mi przyjść do głowy? Tak czy owak, do jakiej podłości zdolne jest moje serce! Bo to przede wszystkim podłe, pa­skudne, wstrętne, wstrętne!... A ja, przez cały miesiąc... (11).9 Dalsze jego zachowanie również dowodzi, że jest dręczony jakimiś kosz­marnymi myślami. Zataczając się jak w obłędzie dociera do obskurnego szynku. Tam spotyka byłego radcę tytularnego Marmieładowa, człowie­ka skłonnego do szczerych wynurzeń. Dowiaduje się o jego nałogu, wy­jątkowo trudnej sytuacji finansowej rodziny i postawie córki z pierwsze­go małżeństwa, Soni, która zdecydowała się zostać prostytutką, by utrzymać bliskich. Żona Marmieładowa, Katarzyna, wiecznie zaharowana, chora na suchoty, niedożywione dzieci, wiecznie pijany ojciec ciągle potrzebujący gotówki na alkohol – oto powody, dla których delikatna, subtelna Sonia wbrew własnym zasadom sprzedaje swoje ciało, poniża się i cierpi. Przychodzi do domu wieczorem, żeby jej nie widzia­no, by pomóc chorej macosze, od której zaznała wiele przykrości.

Marmieładow ma poczucie winy, ale nie umie wyzwolić się z nało­gu. Znosi dotkliwe komentarze w szynku. Bardzo kocha Sonię i traktuje jej pracę jako wielką ofiarę na rzecz potrzebujących: pożałuje nas Ten, który ulitował się nad wszystkimi, który wszystkich i wszystko rozu­miał, On też jeden jest sędzią. Nastanie dzień i On Zapyta: „A gdzie jest córa owa, która macosze zlej i suchotniczej, która dziatkom ob­cym i nieletnim złożyła siebie w ofierze? Gdzie córa owa, która pożałowała rodzica swego ziemskiego, pijanicy nieużytecznego, nie brzydząc się jego zezwierzęceniem?” I powie: „Przyjdź! Już ci raz odpuściłem... Przebaczyłem ci raz... A i teraz odpuszczone ci są twoje mnogie grzechy, albowiem wieleś umiłowała...” I przebaczy mojej Soni, już wiem, że przebaczy... (24). Raskolnikow odprowadza pijaka do domu i wzruszony opowieścią. o postawie Soni zostawia na oknie kilka kopiejek.

Kolejnego dnia rano Anastazja, kucharka i służąca, budzi Ro­diona i informuje, że gospodyni zamierza go zaskarżyć do policji (29), ponieważ nie płaci komornego. Przynosi mu list od matki, z którego bohater dowiaduje się o przykrym położeniu siostry, Duni, guwernantki zwolnionej z pracy za zalecanie się do pana domu, Swidrygajłowa. W rzeczywistości to pracodawca starał się uwieść młodą, ładną dziewczynę i wyjaśnił to żonie, a wtedy Marfa Pie­trowna wobec sąsiadów odwołała wszelkie zarzuty. O rękę Duni sta­ra się bogaty stary kawaler – Łużyn. Matka wiąże z tym związkiem nadzieję na poprawę bytu materialnego rodziny. Z listu jednoznacznie wynika, że Dunia ma ponieść podobną ofiarę na rzecz bliskich jak Sonia. Pulcheria Aleksandrowna przesyła synowi 30 rubli i zapowiada swój przyjazd do Petersburga.

List doprowadza Rodiona do rozpaczy, postanawia on za wszel­ką cenę zdobyć pieniądze, by uchronić Dunię od małżeństwa z Łu­żynem. Następnie zamierza udać się do kolegi, studenta Razumichi­na, ale rezygnuje z tego planu. Po drodze pomaga pijanej dziew­czynie, którą zaczepia jakiś mężczyzna (Raskolnikow nazywa go Swidrygajłowem, a więc sytuację kojarzy z losem Duni). Razumi­chin chłopiec nadzwyczaj wesoły i wylewny, poczciwy aż do pro­stoduszności (50), powszechnie lubiany, ubogi, również zmuszony do przerwania studiów – to jedyna „bratnia dusza” Raskolnikowa. Idąc przed siebie Rodion rozmyśla o czymś, co ma zrobić, narrator ani bohater nie ujawniają na razie o co chodzi. Zmęczony zasypia w krzakach na Wyspie Pietrowskiej. Wstaje udręczony koszmarnym snem: przeniesiony w czasy dzieciństwa, obserwuje okropną scenę znęcania się pijanego Mikołki nad koniem aż do zakatowania go na śmierć. Podczas powrotu do domu przez plac Sienny spotyka siostrę lichwiarki, Lizawietę, rozmawiającą z handlarzami. Rodion przypadko­wo dowiaduje się, że następnego dnia o godzinie siódmej będzie ona po­za domem, a więc Alona Iwanowna będzie sama. Lizawieta, osoba ma­łomówna, cicha i płochliwa (61), na polecenie lichwiarki pośredniczyła w różnych transakcjach.

Adres Alony Raskolnikow otrzymał niegdyś od studenta Pokoriewa. Półtora miesiąca wcześniej zastawił u niej pierścionek Duni. Wtedy, w traktierni, przysłuchiwał się rozmowie studenta z oficerem o bezwzględ­nym bogaceniu się starej na niedoli biedaków i całkowicie podporząd­kowanej jej Lizawiecie, o testamencie, w którym cały majątek lichwiarka przeznaczyła na potrzeby klasztoru za spokój jej duszy. Ja bym tę prze­klętą starą babę zabił i obrabował, i bądź pewien, że zrobiłbym to bez najmniejszych wyrzutów sumienia (62-63). Dalej student roztaczał wizję wielu uratowanych od nędzy dzięki tej grabieży. Zabij ją i weź jej pie­niądze, z tym że następnie z ich pomocą poświęcisz się służbie dla całej ludzkości, dla dobra powszechnego: jak sądzisz, czy tysiące dobrych czy­nów nie zmażą jednej drobniuteńkiej zbrodni? Za jedno życie... tysiąc żywotów uratowanych od gnicia i rozkładu. Jedna śmierć w zamian za sto żywotów, przecież to prosty rachunek. Zresztą, co waży na ogólnej szali życie tego suchotniczego, głupiego i złego babsztyla? Nie więcej niźli życie wszy, karalucha, a nawet mniej, bo to sekutnica szkodliwa. Zżera cudze życie, to jędza; niedawno ze złości ugryzła Lizawietę w pa­lec, już miano amputować. (63). Akceptacja tego stanowiska wyrażona przez oficera jeszcze bardziej wzmacnia wymowę owego swoistego „rachunku zbrodni”, który wcześniej zrodził się w głowie Rodiona. Bo­hater traktuje tę rozmowę jak proroczą wskazówkę.

Długi sen sprawia, że Raskolnikow wstaje pełen energii i rozpo­czyna przygotowania: ze starej koszuli robi pętlę potrzebną do umo­cowania pod płaszczem siekiery, starannie zawiązuje opakowaną atrapę papierośnicy. Po siódmej wychodzi z domu zabierając ze stróżówki siekierę. Okazuje się, że plan morderstwa został wcześniej w naj­drobniejszych szczegółach przemyślany.

Alom Iwanowna nieufnie odnosi się do Rodiona, on zaś przez moment waha się, ale ostatecznie kilkoma ciosami siekiery zabija lichwiarkę. Niecierpliwymi, nieskoordynowanymi ruchami znajduje sakiewkę i skrzynkę z biżuterią. Zupełnie traci panowanie nad sobą. Tymczasem niespodziewanie do domu wraca Lizawieta i zauważa siostrę w kałuży krwi. Zaskoczony tą sytuacją Raskolnikow zabija również ją. Strach opanowywał go coraz gwałtowniej, szczególnie po tym drugim, zgoła nie przewidzianym morderstwie. Zapragnął co rychlej stąd uciec [...] i to nawet nie ze strachu o własną osobę, lecz z samej zgrozy i obrzydzenia do tego, co uczynił (76). Mimo wiel­kiego napięcia myje ręce i siekierę, opanowuje go wielkie roztar­gnienie. Słysząc zbliżające się kroki zamyka się w mieszkaniu. Dwaj mężczyźni, orientują się jednak, że ktoś jest w środku (drzwi za­mknięte na skobel odstają) i zaniepokojeni nietypową sytuacją zbie­gają na dół, by zawiadomić stróża. Wtedy Rodion wychodzi, ale zbacza w otwarte drzwi jakiegoś odnawianego, chwilowo pustego, mieszkania. Kiedy przybysze ze stróżem docierają na górę, Raskolnikow wymyka się z mieszkania, zbiega na dół i przez nikogo nie zauważony wychodzi z kamienicy. Doszedłszy do domu zostawia w stróżówce „pożyczoną” siekierę.

Bardzo osłabiony przeżyciami Rodion zapada w głęboki sen. Obudziwszy się nas ranem uświadamia sobie swój czyn i reaguje zupełnym roztrzęsieniem, traci spokój. W pierwszej chwili sądził, że zwariuje. Zrobiło mu się okropnie zimno; wprawdzie to zimno pochodziło i od gorączki, która zaczęła go trapić już dawno, we śnie. Teraz zdjęły go nagle takie dreszcze, że mu ząb na ząb nie trafiał i aż podrzucało go całego. Otworzył drzwi i jął nasłuchiwać: w domu jak makiem zasiał. Ze zdumieniem oglądał siebie samego, pokój i nie pojmował, jak mógł wczoraj, wszedłszy, nie zamknąć drzwi na ha­czyk i rzucić się na kanapę nie tylko w ubraniu, ale i w kapeluszu (83). Raskolnikow ogląda swoje ubranie, sakiewkę a kosztowności ukrywa za odstającą tapetą. Na krótki czas znowu zapada w sen, ale szybko wstaje, by zniszczyć pętlę, w której przenosił siekierę. Zno­wu zasypia, rozważając co zrobić z zakrwawionymi częściami ubra­nia, gdy przybywa Anastazja ze stróżem. Doręczone wezwanie na policję zabójca natychmiast kojarzy z wczorajszą zbrodnią.

Rodion decyduje się zaraz wyjaśnić sprawę. Czuł w sobie okrop­ny nieład. Bał się, że nie potrafi nad sobą zapanować (89). Okazało się, że gospodyni domaga się spłaty należności za pokój. Podczas pobytu w cyrkule Raskolnikow przypadkowo przysłuchuje się roz­mowie o dwu zatrzymanych i wczorajszym morderstwie, robi mu się słabo i mdleje. Odzyskawszy świadomość wychodzi nękany upor­czywymi myślami o możliwej rewizji, o tym, że nierozważnie zo­stawił za tapetą rzeczy wyniesione od lichwiarki. Postanawia je wrzucić do Kanału Jekateryńskiego, zastanawia się też nad innymi sposobami pozbycia się pieniędzy (zapomina, że ukradł je, by zrobić z nich społeczny użytek), ostatecznie jednak chowa je pod kamie­niem na jakimś podwórzu.

Rodion odwiedza Razumichina, który dostrzega jego niezdrowy wygląd i dziwaczne zachowanie. Odmawia współpracy przy tłuma­czeniu tekstów z języka niemieckiego i przyjęcia zaliczki, którą ofe­ruje mu przyjaciel – sam nie wie, czego chce. W domu zapada w tajemniczą chorobę, śpi, traci poczucie rzeczywistości. Opiekują się nim Anastazja i Razumichin oraz młody lekarz. Za pieniądze przy­słane przez matkę Rodiona kupują mu żywność i ubranie. Koledzy opowiadaj ą sobie w obecności chorego Raskolnikowa nowiny o zbrodni i – nieświadomie – pogłębiają jego stan, narażają na ponowne rozpamię­tywanie zdarzeń. Cierpienie chorego wzmaga się tym bardziej, że dowia­duje się o uwięzieniu podejrzanego malarza pokojowego Mikołaja, który próbował sprzedać znalezione na schodach kolczyki. Choć alibi Mikołaja jest mocne, policja nie daje wiary jego wyjaśnieniom.

W trakcie koleżeńskiej rozmowy przybywa Piotr Pietrowicz Łu­żyn, którego Raskolnikow traktuje nieuprzejmie, bowiem znienawi­dził go już podczas lektury listu od matki. Był to pan podeszłych już lat, sztywny, postawny, z twarzą o wyrazie powściągliwym i tetrycz­nym (132). Wraca przerwany wątek rozmowy o morderstwie. Ro­dion rozdrażniony obecnością wystrojonego jak do ślubu zarozumia­łego Łużyna, który nie wyraża się z szacunkiem o jego matce i za­mierza poślubić jego siostrę, zmuszoną do małżeństwa wyjątkowo trudną sytuacją finansową rodziny, po szybkiej wymianie przykrych uwag wyrzuca przyszłego szwagra za drzwi. Koledzy dostrzegają napięcie Raskolnikowa. Jego coś nęka. Jakiś ciężar!... Tego bardzo się boję, a tak jest na pewno! (143) – stwierdza Zosimow.

Po wyjściu gości główny bohater opuszcza mieszkanie, by kupić dziennik i przeczytać wiadomości o zabójstwie. Podczas lektury orien­tuje się, że zauważył go sekretarz cyrkułu, Zamiotow. Niemal przy­znaje się do winy, cynicznie zachęcając do złożenia na niego dono­su. Zamiotow traktuje go jednak jak psychicznie chorego. Po opusz­czeniu restauracji Rodion spotyka Razumichina, od którego otrzy­muje zaproszenie na nowosiedlinyspotkanie towarzyskie z okazji wynajęcia nowego pokoju. Uwolniwszy się od przyjaciela Raskolni­kow udaje się na miejsce zbrodni, zachowuje się dziwnie, pyta stró­ża o możliwość wynajęcia mieszkania i o kałużę krwi. Stróż prze­pędza go rezygnując z odprowadzenia na policję.

Przed domem Raskolnikow dostrzega zbiegowisko. Okazuje się, że pod koła powozu wpadł Marmieładow. Były student wyjaśnia kim jest poszkodowany i gdzie mieszka. Pomaga go przenieść do domu i posyła po lekarza. Żona Marmieładowa, Katarzyna Iwanowna, wyprawia małą Polę po Sonię. Poszkodowany spowiada się, prosi o przebaczenie żonę, a potem Sonię i w objęciu córki kona. Raskolnikow zostawia rodzinie zmarłego pieniądze na pochówek – dwadzieścia rubli. Podaje Polum swoje nazwisko i adres (na prośbę Soni i Katarzyny Iwanowny) i prosi dziewczynkę, by modliła się „za grzesznego Rodiona” (175). Na moście, w miejscu, skąd rzuciła się do wody kobieta (obserwował to zdarzenie wcześniej) postanawia: – Precz z majakami, precz z urojonymi strachami, precz z upiorami!... Życie jest! Czyż ja przed chwili nie ży­łem? Życie moje nie umarło razem z tą lichwiarką! Panie, świeć nad jej duszą i... dosyć! Pora ci, moja paniusiu na wieczne odpoczywanie! Te­raz nastaje królestwo rozsądku i światła, i... woli, i siły... Jeszcze zobaczymy, kto silniejszy! (175).

W pokoju Rodiona czekają matka i siostra. Razumichin obiecuje im, że zaopiekuje się chorym przyjacielem, więc mogą wrócić do wynajęte­go mieszkania. Następnego dnia, w rodzinnym gronie, w obecności przy­jaciela, Raskolnikow wyjaśnia, że traktuje zamążpójście Duni jako ofiarę dla niego, nigdy na to nie pozwoli i zamierza przepędzić intruza Łużyna. Razumichin zwraca uwagę na wdzięk, urodę i mądrość Duni.

Matka Duni (Awdotii Romanowny) otrzymuje list obrażonego Łu­żyna, który przesuwa termin spotkania z paniami i domaga się, by odby­ło się bez Rodiona. Przy okazji donosi, że zostawił on pieniądze rodzinie pijaka. Dunia jednak Zaprasza na spotkanie brata i jego przyjaciela.

Do Raskolnikowa przychodzi Zofia Siemionowna Marmieładow, żeby w imieniu Katarzyny Iwanowny zawiadomić go o pogrzebie ojca i zaprosić na stypę. Rodion zauważa jej delikatne rysy, chudą sylwetkę, urodę. Dziewczyna robi na nim wielkie wrażenie.

Raskolnikow pragnie odzyskać pozostawione u lichwiarki przed­mioty, więc z Razumichinem udaje się do sędziego śledczego, Porfi­rego Pietrowicza. Chce przy tym wybadać czy zajmujący się sprawą zabójstwa Alony i Lizawiety wie o jego wizycie w ich domu. Sędzia śledczy sprawia wrażenie jakby wiedział, kto jest mordercą. Dopytu­je się o artykuł Rodiona O Zbrodni opublikowany w „Słowie Perio­dycznym”, a zwłaszcza o podział ludzi na „zwykłych” i „niezwykłych”. Autor stara się wyjaśnić, że uznaje prawo jednostek wybitnych do zbrodni w imię szczęścia ludzkości. Porfiry pyta rozmówcę o jego wiarę w Boga i wskrzeszenie Łazarza (otrzymuje odpowiedź twierdzącą) oraz o jego poglądy na temat sumienia, winy i kary, logiki zbrodni, bada również okoliczności jego ostatniej wizyty u lichwiarki. Razumichin przerywa rozmowę sądząc, że Raskolnikow znowu ulega własnym wi­zjom i zachowuje się jakby był tam tego dnia, gdy popełniono morder­stwo.

O Raskolnikowi dopytuje się jakiś tajemniczy jegomość, który zwraca się do niego dobitnym stwierdzeniem: Tyś morderca (250). Stropiony były student zastanawia się nad swoją sytuacją, dostrzega różnicę między sobą samym a Napoleonem: Napoleon, piramidy, Waterloo... i chuda, plugawa wdowa po regestratorze, babsztyl, li­chwiarka z czerwonym kuferkiem pod łóżkiem. Przebóg, jakże taki Porfiry ma to strawić!... To dla niego nie do strawienia! Na prze­szkodzie stają względy estetyczne; ‘czyż Napoleon wlazłby pod łóżko staruchy!’ Tfu, do licha!...” (254). Pada znamienne stwierdzenie: nie zabiłem człowieka, zabiłem zasadę! (254). Teraz sam siebie nazywa wszą. Żałuje zwłaszcza tego, że zabił dobrą, niewinną Lizawietę. Pod względem łagodności, ofiarności, uległości kojarzy ją z Sonią.

Raskolnikow znowu zapada w chorobliwy sen, z którego budzi go Arkadiusz Swidrygajłow, dawny uwodziciel Duni. Pragnie przekazać dziewczynie 10 tysięcy rubli, jednak Rodion w imieniu siostry odmawia przyjęcia pieniędzy. Przybyły zna plotki, jakoby on sam zabił żonę i nie dziwi się im, wie, że nie był dobrym mężem. Relacjonuje sen o Marfie widzianej we śnie w jedwabnej nowej sukni (wcześniej opowiadała o niej matka Raskolnikowa – ona też widziała zmarłą we śnie w eleganckiej sukni). Jest to wprowadzenie do rozmowy, podczas której Raskolnikow mówi; Nie wierzę w przyszłe życie (265). Swidrygajłow chce zobaczyć Dunię, by przekazać jej wolę żony, która zapisała dziewczynie 3 tysiące rubli.

Dochodzi do spotkania z Łużynem, które obnaża jego intencje i cha­rakter. Ostatecznie Dunia zrywa zaręczyny. Razumichin Zauroczony piękną, subtelną panną zachęca ją i matkę do pozostania w Petersburgu oraz proponuje wspólny interes – założenie wydawnictwa. Rodion znowu dziwnie się zachowuje: podczas tak ważnych ustaleń chce gdzieś wyjść, prosi o pozostawienie go w spokoju. Pamiętam o was i kocham... Zo­stawcie mnie! Dajcie mi pobyć samemu! Tak postanowiłem już przed­tem... Postanowiłem nieodwołalnie... Cokolwiek się ze mną stanie, czy zginę, czy nie, chcę być sam. Zapomnijcie o mycie zupełnie. [...] Możliwe, że wszystko zmartwychwstanie!... Ale teraz, jeżeli mnie kochacie... zanie­chajcie... W przeciwnym razie znienawidzę was, czuję to... żegnajcie! (287).

Rodion odwiedza Sonię, ogląda nędzny pokoik, obserwuje jej wy­chudzoną postać. Ona z wyrozumiałością opowiada o Katarzynie, nieszczęśliwej, schorowanej macosze, której nie wini za brutalne trakto­wanie, o dzieciach ubranych w łachmany, o Bogu, któremu tak ufa. Raskolnikow nagle schyla się i całuje ją w nogę – Nie tobie się pokłoniłem, pokłoniłem się całemu cierpieniu ludzkiemu (295). Na słowa o zaszczy­cie, jakim było posadzenie koło niej siostry, Sonia odpowiada: Siedzieć koło mnie... Zaszczyt! Przecież ja jestem... bez czci, jestem wielka, wielka grzesznica! (295). Jest to dziewczyna bardzo skromna, żyjąca w poczu­ciu winy, bezgranicznie ufająca Bogu. Na komodzie Rodion dostrzega Nowy Testament, prosi Sonię o przeczytanie fragmentu o wskrzeszeniu Łazarza. Dziewczyna opowiada mu o Lizawiecie, która przyniosła jej tę książkę. Raskolnikow oznajmia, że zerwał stosunki z rodziną i właśnie z nią postanowił iść przez życie – Obojeśmy przeklęci, wspólnie też pójdziemy! (302). Zapowiada, że wyjawi jej kto zabił Lizawietę.

Kolejnego dnia Raskolnikow udaje się do sędziego śledczego Porfirego Pietrowicza, by ostatecznie dowiedzieć się czy jest podej­rzany o zabójstwo Alony i Lizawiety. Porfiry unika jednoznacznej odpowiedzi, ale daje przybyłemu do zrozumienia, że wiele wie – o nim, o jego próbach wynajęcia mieszkania obu kobiet, o zachowaniu w rozmowie ze stróżem itp. Rodion orientuje się, że śledczy jest prze­konany o jego winie. Zaskoczeniem dla obu jest więc wtargnięcie do gabinetu Mikołaja oczekującego na przesłuchanie. Przyznaje się on do zabójstwa kobiet. Raskolnikow odzyskuje pewność siebie. Po opuszcze­niu komisariatu spotyka tajemniczego mężczyznę, który kiedyś na ulicy nazwał go mordercą – to on był świadkiem starań o wynajem mieszkania i doniósł o tym Porfiremu. Teraz przeprasza go za posądzenie o zbrodnię.

Podczas przygotowań do stypy, Łużyn, który teraz jest sąsiadem rodziny Marmieładowów, wzywa do siebie Sonię i wręcza jej dzie­sięciorublowy banknot, by przekazała go Katarzynie. Po pewnym czasie, kiedy przy stole siedzą już goście, przychodzi wzburzony, by oskarżyć dziewczynę o kradzież stu rubli. Poniżającą dla Soni scenę przerywa jednak wejście Liebieziatnikowa i wyjaśnienie, że widział, jak sam Piotr Pietrowicz wsunął do jej kieszeni banknot, sądził jed­nak, że mato być dyskretne wsparcie finansowe. Łużyn chciał w ten sposób zrobić na złość Raskolnikowowi i dać do zrozumienia jego matce i Duni, że dziewczyna, którą się interesuje Rodion, to nie tyl­ko prostytutka, ale i złodziejka. Sonia wybiega z mieszkania, tym­czasem wpada z furią gospodyni – Niemka Amalia Iwanowna – i ka­że wdowie wraz z dziećmi wyprowadzić się z mieszkania, rozrzuca rzeczy domowników nie bacząc na chorobę Katarzyny, płacz dzieci i dzień pochówku Marmieładowa – jej bezwzględne zachowanie to efekt poprzednich konfliktów.

Raskolnikow podąża za Sonią, by wyznać jej swoją straszną tajemni­cę. Dziewczyna obiecuje mu, że go nie opuści i wskazuje drogę na przy­szłość: Przyjąć cierpienie i odkupić się przez nie, oto co trzeba (385). Zachęca go do przyznania się i odbycia kary. Nie potępia go, ale martwi się, jak będzie żył z takim obciążeniem. Jedyne wyjście widzi w oczysz­czającej mocy cierpienia. Siedzieli obok siebie smutni i przybici, niby dwoje rozbitków wyrzuconych po burzy na pusty brzeg. Patrzył na Sonię i czuł, ile jej miłości skupiło się na nim – i rzecz dziwna, zrobiło mu się nagle ciężko i boleśnie, że ktoś go tak kocha. Tak, to było dziwne i okrop­ne doznanie! Idąc do Soni czuł, że w niej cała jego nadzieja i cała u­cieczka; pragnął zwalić bodaj część swej męczarni – a oto teraz, gdy całe jej serce zwróciło się do niego, uczuł naraz i uświadomił sobie, że jest nieporównanie bardziej nieszczęśliwy niż przedtem (386).

Dziewczyna daje Rodionowi cyprysowy krzyżyk, dla siebie zacho­wując otrzymany od Lizawiety, miedziany. Weź .. przecie to mój, mój! ­– błagała go. – Razem mamy cierpieć, razem tery krzyż poniesiemy... (386).

Sonię odwiedza Liebieziatnikow z wiadomością o dziwnym, gwałtownym zachowaniu Katarzyny Iwanowny, która od nawału nieszczęść wpadła w obłęd. Dania odwiedza brata, ale ten żegna się z nią jakby gdzieś na bardzo długo wyjeżdżał. Tymczasem Katarzy­na zachowuje się jak oszalała, śpiewa i tańczy z dziwacznie ubranymi dziećmi starając się zwrócić uwagę na ich nędzę, w końcu z wycieńcze­nia upada i kona. Zjawia się Swidrygajłow, który deklaruje opłacenie po­grzebu i umieszczenie dzieci (Polani, Koli i Lenki) w odpowiednich sie­rocińcach oraz obiecuje złożyć dla nich w banku po tysiąc pięćset rubli. W ten sposób chce pomóc Soni, doceniając jej poczciwość.

Tymczasem Rodion podejmuje ostateczną decyzję co do swojego lo­su. Przed oddaniem się w ręce sprawiedliwości powierza Razumichinowi opiekę nad siostrą. Przychodzi do niego Porfiry Pietrowicz i wyjawia, iż ma pewność co do zabójcy – to nie Mikołaj, który nieoczekiwanie się przyznał, ale właśnie Rodion dokonał tego strasznego czynu.

Mając jeszcze trochę czasu na wolności Raskolnikow udaje się do Swidrygajłuwa. Chce się upewnić czy Duni nic już nie grozi ze strony tego lubieżnego bogatego nikczemnika. Po długiej rozmowie o losach Swidrygajłowa i jego planach na przyszłość Rodion orientuje się, że jego rozmówca gdzieś się spieszy i zależy mu na dyskrecji. Oka­zuje się, że niedługo potem spotyka się z Dunią i opowiada jej co usły­szał przez ścianę dzielącą jego mieszkanie z pokojem Soni w domu Ka­pernaumowów. Proponuje Duni ocalenie brata-mordercy i wyjazd całej rodziny wraz z nim za granicę, zachęca, by porzuciła Razumichina. Aw­dotia przewidziała, że spotkanie z dawnym natarczywym zalotnikiem może być dla niej niebezpieczne i wzięła z sobą rewolwer Mady, który kiedyś zabrała z jej domu. Dwukrotna próba strzału nie udaje się, jednak Swidrygajłow, usłyszawszy, że Dania go nie kocha, pozwala jej odejść. Następnie odwiedza Sonię, wręcza jej pokwitowania – umieścił jej przyrodnie rodzeństwo w sierocińcu i wpłacił do banku obiecaną dla dzieci Marmieładowa kwotę – jej zaś ofiarowuje obligacje na trzy tysiące rubli. Jeszcze tej nocy odwiedza swoją narzeczoną, wobec której podjął pewne zobowiązania, i zostawia jej obligacje na piętnaście tysięcy. Interesuje się małą opuszczoną dziewczynką, zabiera ją do siebie i kładzie do łóżka, potem przygląda się jej i przyłapuje się na lubieżnych myślach. Nad ra­nem wychodzi w kierunku Małej Newy i wypala sobie w skroń z rewol­weru pozostawionego przez Dunię.

Raskolnikow odwiedza matkę, zapewnia ją o swojej synowskiej miłości, prosi, by zawsze go kochała i modliła się za niego. Oznajmia, że musi wyjechać. W rozmowie z Dunią hardo stwierdza, że przyzna się, by zmniejszyć karę i dlatego, że był to czyn nijaki, niezgodny z jego ideą. Potem udaje się do Soni po krzyżyk, który chciała mu ofiarować. Dziewczyna długo na niego czekała w obawie, że zamierza popełnić sa­mobójstwo. Potem Rodion odchodzi rozmyślając o przyszłym życiu, po­chyla się i całuje ziemię, przecież popełnił wobec niej grzech (interpre­tacja Soni)). W biurze Procha dowiaduje się o samobójstwie Swidrygajłowa, czuje się słabo, a odzyskawszy siły przyznaje się do zabójstwa sta­rej lichwiarki i jej siostry.

Akcja Epilogu rozgrywa się na Syberii. Rodion jest tu od dzie­więciu miesięcy, zaś od zbrodni minęło już półtora roku. Otrzymał łagodny wyrok, osiem lat katorgi, ponieważ uznano jego niepoczy­talność w chwili popełnienia morderstwa. Dostrzeżono, że nie próbował się bronić, a nawet nie zrobił żadnego użytku z ukradzionych przedmiotów. Pulcheria Iwanowna, matka Rodiona, poważnie zachoro­wała, stała się milcząca i posępna. W czasie procesu wyjechała z Peters­burga, ale o nic nie pytała. Dunia wyszła za mąż za Razumichina, zaś Sonia podążyła za ukochanym na Syberię, by dzielić jego los.

Po tym retrospektywnym dopowiedzeniu losów Rodiona (od mo­mentu przyznania się do winy) narrator ukazuje etap przemiany bohatera. Raskolnikow ciężko pracuje, ale nie może przestać myśleć o swojej teo­rii, która doprowadziła do takiego nieszczęścia. Sonia jest pomocą i po­ciechą wszystkim więźniom – przynosi potrzebne rzeczy, wysyła listy. Pewnego dnia nie przychodzi, wtedy zatroskany o jej zdrowie Rodion u­świadamia sobie jak bardzo ją kocha i jak mu jej brakuje. Odtąd nie jest już wobec niej szorstki. Oboje podejmują decyzję, że razem będą czekali na koniec kary i planują nowe wspólne życie. Od tego momentu rozpoczyna się nawa historia, historia stopniowej odnowy człowieka (502).

 

Podobne prace

Do góry