Ocena brak

Zasadność zaufania lub nieufności

Autor /John Dodano /29.07.2011

Podejmując „zakłady" wyrażające zaufanie lub nieufność wobec określonych osób lub obiektów, motywowani jesteśmy przez różne okoliczności. Najczęściej bierzemy pod uwagę pewne właściwości adresatów zaufania. Wyrażane przez nas zaufanie jest wtedy refleksem kwalifikacji adresatów do obdarzania ich zaufaniem, ich wiarygodności (a dokładniej naszej subiektywnej oceny, czy adresaci godni są zaufania, czy są wiarygodni). Ustalamy mianowicie, w drodze mniej lub bardziej drobiazgowych rozważań i kalkulacji, a czasem opierając się na intuicji, w jakiej mierze osoby czy obiekty same godne są zaufania, albo pośrednio - czy działają w kontekście strukturalnym lub sytuacyjnym wymuszającym postępowanie godne zaufania.

Kryteria immanentne (dotyczące bezpośrednio obiektów czy osób), jakie bierzemy pod uwagę, są trojakiego rodzaju. Pierwsze, stosunkowo najbardziej niezawodne, to reputacja, a więc znana nam historia działań wcześniejszych, konsekwentnie i w rozmaitych sytuacjach przejawiających oczekiwane przez nas walory. Im głębszy horyzont czasowy naszej wiedzy, a także im bardziej różnorodnych okoliczności i sytuacji ona dotyczy - tym pewniejsza reputacja danej osoby lub instytucji i tym bardziej zasadna ekstrapolacja zaufania w przyszłość.

Drugie, bardziej już zawodne kryterium to aktualne osiągnięcia, które nie muszą reprezentować stałego profilu działań, mogą być sporadyczne lub przypadkowe, a więc mniej upoważniają do ekstrapolacji zaufania w przyszłość. Wreszcie trzecie, nader już niepewne kryterium to fizjonomia, różne rekwizyty zewnętrzne i symbole statusu stosowane przez osoby czy instytucje (garnitury, krawaty i rolexy biznesmenów, limuzyny handlarzy nieruchomości, marmurowe posadzki w bankach, skórzane fotele w gabinetach dyrektorskich). Tutaj pojawia się największe pole dla cynicznych manipulacji i stąd największe ryzyko udzielania zaufania na takich kruchych podstawach. Znane, nie tylko z filmów gangsterskich, są całe kunsztowne inscenizacje, mające uwiarygodnić oszukańczych kontrahentów. Ostatnio stosowały je skutecznie w Polsce pozorowane „biura podróży", a także „bankierzy" z Nigerii.

Inny rodzaj kryteriów, już nie immanentnych, lecz pośrednich, które mogą być jednak bardziej miarodajne, to charakter kontekstu strukturalnego czy sytuacyjnego, w którym działa osoba lub instytucja obdarzana przez nas zaufaniem. Chodzi o to, czy jej zachowanie jest skutecznie monitorowane i kontrolowane, a w konsekwencji zagrożone negatywnymi sankcjami w razie naruszenia zaufania. Inaczej mówiąc, czy istnieją agendy wymuszające działania godne zaufania i zmniejszające szansę arbitralności i nadużyć.

Przykłady takich agend to niezawisłe sądy, prokuratura, trybunał konstytucyjny, rzecznik praw obywatelskich, niezależne media. Ustrój demokratyczny tym między innymi różni się od autokratycznego, że czyni obywateli i rządzących odpowiedzialnymi w równym stopniu za swoje działania przed wspólnie ich obowiązującym prawem. I dzięki temu wyzwala silniejsze zasoby uogólnionego zaufania a priori. Mogę ufać władcom wtedy, gdy wiem, że podlegają oni rządom prawa i okresowemu testowi zaufania publicznego podczas wyborów. Podobnie, mogę bezpieczniej zawierzyć kontrahentowi, jeśli wiem, że w razie czego w obronie moich interesów stanie bezstronny sąd.

Mogę bezpieczniej zaufać urzędnikowi, jeśli wiem, że w razie czego mogę wyegzekwować moje prawa w trybunale administracyjnym, a przed nadużyciami bronić mnie będzie rzecznik praw obywatelskich. Ta sama logika odnosi się nie tylko do trwałych struktur, ale bardziej przelotnych sytuacji, w których działam. Z większym zaufaniem kupię samochód w eleganckim salonie dużej firmy niż od anonimowego sprzedawcy na giełdzie samochodowej. Z większym zaufaniem podpiszę kontrakt w biurze notarialnym niż przy stoliku w restauracji. Będę miał większe poczucie bezpieczeństwa, mijając nieznajomych przechodniów w dzień niż w nocy, większe w centrum miasta niż na peryferiach, większe zaufanie do wiernych w kościele niż do fanów na stadionie piłkarskim.

Główny nurt literatury na temat zaufania skupia uwagę na takich racjonalnych - choć prowadzonych mniej lub bardziej implicite, a czasem nawet intuicyjnych, podświadomych - kalkulacjach. Udzielane zaufanie jest tu traktowane jako proste odbicie wiarygodności adresata czy partnera, którego w naszej ocenie, z różnych powodów wskazanych wyżej, traktujemy jako godnego zaufania. I na tym teoria racjonalnego wyboru się zatrzymuje. Ale powody, dla których ufamy lub odmawiamy zaufania, nie zawsze i nie tylko są produktem racjonalnych kalkulacji. Mogą istnieć okoliczności skłaniające do zaufania lub nieufności, które nie mają nic wspólnego z cechami obiektów i osób obdarzanych zaufaniem.

Niezależnie od cech adresata czy partnera, istotnym czynnikiem decydującym o zaufaniu lub nieufności jest nasza własna skłonność do udzielania lub do odmowy zaufania, osobista ufność łub nieufność. Mówimy tu o stałej cesze osobowościowej określanej w literaturze jako „impuls zaufania" lub „zaufanie podstawowe". Zapewne taki rys osobowościowy nie jest wrodzony, lecz stanowi efekt sprzyjającego klimatu rodzinnego w okresie wczesnej socjalizacji, a także późniejszych pomyślnych doświadczeń w obcowaniu z innymi.

Tak czy inaczej raz wytworzona i utrwalona gotowość do obdarzania innych zaufaniem może istotnie modyfikować kalkulacje racjonalne, a w skrajnych przypadkach prowadzić nawet do naiwności czy łatwowierności, a więc działań przeciwnych racjonalności i nie podatnych na nadchodzące sygnały ostrzegawcze. Odwrotnie - niepowodzenia socjalizacji, a także niefortunne późniejsze relacje społeczne, mogą ulec osobowościowemu zakodowaniu w postaci głębokiej nieufności. Także i wtedy dochodzi do modyfikowania kalkulacji racjonalnych, a w skrajnych przypadkach do ich całkowitego stłumienia przez paranoidalną, nieczułą na dowody przeciwne podejrzliwość.

Mówimy tu na razie o skłonnościach indywidualnych, psychologicznych. Ale tendencja do obdarzania zaufaniem lub odwrotnie - odmawiania zaufania, może przybrać charakter zbiorowy, społeczny. Ufność lub podejrzliwość stać się mogą „faktami społecznymi" w sensie Emila Durkheima - podzielanymi przez członków szerszej zbiorowości, zewnętrznymi wobec każdego z nich i wywierającymi przymuszający wpływ na ich orientacje ku innym. Zaufanie lub brak zaufania stają się wtedy społeczną regułą, a nie tylko osobistą rutyną, normatywnym oczekiwaniem, a nie tylko indywidualną predylekcją. Docieramy tu do trzeciego wymiaru zaufania - wymiaru kulturowego. Reguły kulturowe dotyczące zaufania to skumulowane historycznie efekty doświadczeń zbiorowych. Będąc zapisem dobrych lub złych doświadczeń z przeszłości danego społeczeństwa, mogą istotnie modyfikować aktualne kalkulacje, a także indywidualne skłonności osobowościowe. W skrajnych przypadkach imperatywy kulturowe mogą całkowicie tłumić wszelkie racjonalne argumenty, a także przeciwne im tendencje osobowościowe.

Kulturowo motywowane zaufanie lub nieufność mogą mieć charakter wybiórczy. Reguły kulturowe mogą wymagać zaufania lub nieufności w stosunku do obiektów pewnego określonego rodzaju. Polacy na przykład zdają się dość powszechnie sądzić, że godne większego zaufania są samochody zagraniczne niż krajowe, że należy ufać księżom, a nie ufać politykom, że można ufać wojsku, ale nie można policji, że trzeba ufać Amerykanom, ale nigdy Rosjanom, że bezpieczniej jest zaufać białym niż czarnym. Znaczenie czynnika kulturowego rośnie w odniesieniu do obiektów abstrakcyjnych: firm, urzędów, ról społecznych, instytucji, organizacji, ustrojów, narodów, przejawia się więc najmocniej w przypadku zaufania pozycyjnego, instytucjonalnego i systemowego. Mało kto bowiem posiada wystarczające informacje i kompetencje, aby samemu racjonalnie ocenić, czy takie niezwykle złożone obiekty są zaufania godne czy niegodne. Wtedy zgeneralizowane, tradycyjne orientacje kulturowe uzyskują największą doniosłość, przybierając często postać utrwalonych stereotypów i przesądów.

Kulturowe imperatywy oddziałują jednak nie tylko na nasz stosunek do wyróżnionych obiektów, na nasze zaufanie wybiórcze. Mogą także wymagać zaufania uogólnionego lub uogólnionej nieufności, narzucać „atmosferę" czy „klimat" zaufania lub nieufności w stosunku do wszelkich obiektów. Ten przypadek uogólnionej „kultury zaufania" lub uogólnionej „kultury nieufności" (czy inaczej „kultury cynizmu") jest szczególnie interesujący i brzemienny w następstwa.

Podsumowując dotychczasową analizę, zauważmy, że ugruntowanie zaufania lub nieufności opierać się może na relacjach dwojakiego typu. Kiedy podejmujemy nasze „zakłady" na temat przyszłego postępowania innych w oparciu o ocenę ich wiarygodności, relacja ma charakter epistemologiczny. Możemy oceniać trafnie, możemy się mylić. Błąd epistemologiczny prowadzi do naiwnej, sprzecznej z faktami łatwowierności lub przeciwnie - do niczym nie uzasadnionych paranoicznych obaw. Kiedy jednak podstawą naszego zaufania lub nieufności są predyspozycje osobiste albo nakazy kulturowe, relacja ma inny charakter. Nie tyle epistemologiczny, ile genealogiczny.

Obecne orientacje -indywidualne (osobowościowe) lub podzielane przez zbiorowość (kulturowe) - wynikają z kumulatywnego kodowania przeszłych doświadczeń osobistych czy grupowych. Dopóki teraźniejszość stanowi kontynuację tendencji dawniejszych, nasze orientacje są uzasadnione. Błąd inercji pojawia się wtedy, gdy współczesność istotnie zrywa z przeszłością, staje się terenem radykalnej zmiany. Wtedy tradycyjna nieufność może trwać w nowych warunkach uzasadniających już odzyskanie zaufania (jak na przykład w postkomunistycznej Europie Srodkowo-Wschodniej). I odwrotnie - tradycyjne zaufanie może trwać w nowych warunkach wymagających już więcej ostrożności i nieufności (jak na przykład w zmodernizowanej po II wojnie światowej Japonii). Cynizm i naiwność to dwie strony takiej genealogicznej inercji. Także i tutaj występuje zauważona już wcześniej asymetria: daleko łatwiej zniszczyć dziedzictwo zaufania niż przezwyciężyć bagaż nieufności.

Podobne prace

Do góry