Ocena brak

Zasada poetyckiego konceptu w 'Smutnych zabawach' Wacława Potockiego

Autor /accepleScorge Dodano /08.06.2006

Smutne zabawy wydają się być cyklem prawie zupełnie zapomnianym przez badaczy literatury staropolskiej. O ich istnieniu wspominają tylko bardziej szczegółowe biogramy Potockiego, niewiele więcej mówią o nich autorzy dzieł historycznoliterackich z zakresu tej epoki. Jan Malicki w Pisał się z Potoka pisze jedynie, że Smutne zabawy powstały jako część większej grupy utworów (obok Pieśni albo trenów i Periodów) stworzonych po niespodziewanej śmierci dwojga dzieci poety, która była dla niego dużym wstrząsem . Czesław Hernas w Baroku również umieszcza Smutne zabawy w cyklu utworów funeralnych, nadając rozdziałowi temu poświęconemu znamienny tytuł Pamiętnik cierpienia . W tekst Hernasa wkrada się jednak pewna nieścisłość – Potocki nie żegna w Smutnych zabawach jedynie zmarłej córki Zofii – jak pisze autor Baroku, ale także zmarłego cztery lata wcześniej syna Stefana, co zaznacza na samym początku cyklu. W zbiorze Interpretacje aksjologiczne znajduje się interpretacja jednego z wierszy będącego częścią Smutnych zabaw – Metamorphosis od herbu Śreniawy, dokonana przez Mirosławę Hanusiewicz, w której podejmuje się kwestię konceptu w tym utworze poety, nie rozpatruje się jej jednak na tle całej twórczości Potockiego lub chociażby Smutnych zabaw . Autorka artykułu, skupiając się na sposobie obrazowania w wierszu, zwraca uwagę przede wszystkim na obecność licznych odwołań mitologicznych i biblijnych i, co za tym idzie, niezwykłą „wrażliwość sarmacką” Potockiego. Podkreśla przy tym, że „Potocki nie buduje swojej poezji z mgły i snu, jego tworzywem jest albo zmysłowe doświadczenie świata realnego, albo sprawdzona czy nieraz nawet nieco wytarta topika literacka” . Podejmuje również problem wykorzystania stemmatu do pokazania podobieństwa między Owidiańską historią Aretuzy i Alfeusza oraz Potockiego i jego córki – osią, na której osadza analogię losów jest potok, którym uciekała Aretuza i który obecny jest również w herbie Śreniawa należącym do rodu Potockich.
Tak nikły stan badań dotyczący Smutnych zabaw świadczy o tym, że wiele aspektów tego dzieła nie zostało dotąd zanalizowanych – niniejsza praca jest więc, choć w znikomym stopniu, próbą wypełnienia tej luki.

Smutne zabawy to cykl dwudziestu czterech utworów napisanych przez Potockiego w późnych latach siedemdziesiątych po śmierci dwojga jego dzieci. Całość otwiera informacja o okolicznościach powstania cyklu. Odbiega się w niej od charakterystycznego stylu epitafium barokowego, ograniczając się jedynie do kilku suchych informacji – dokładnych dat i miejsc śmierci oraz miejsc spoczynku, a żal po stracie dzieci ujmuje poeta zaledwie w kilku słowach – w podtytule („żałosnego po utraconych dziatkach rodzica” ) i w końcowym fragmencie („w nadziei powstania z martwych i wiecznego żywota pochowanych” ). Koncept zarysowuje się już w „karcie tytułowej” Smutnych zabaw. Mamy więc kolejno tytuł, podtytuł, autora, informacje o zmarłych dzieciach umieszczone na zasadzie analogii – najpierw data śmierci syna, potem córki, następnie na tej samej zasadzie podaje się kolejno informacje o miejscu śmierci i miejscu pochówku, na koniec – swoiste consolatio poety („w nadzieję powstania z martwych i wiecznego żywota pochowanych” ).
W Smutnych zabawach uwagę zwraca tytuł cyklu –„barokowy” już na pierwszy rzut oka. Zabawa kojarzy się bowiem z czymś wesołym, a więc zestawienie jej ze słowem „smutna” wydaje się być oksymoronem. Prowadzić to może do interpretacji tytułu jak próby pocieszenia się poety, rozweselenia się w rozpaczy. Przeczy temu jednak inne niż współcześnie zwykło się przyjmować, znaczenie słowa „zabawa”. Zwracali na to uwagę liczni badacze literatury barokowej (m.in. Antoni Czyż , Mirosława Hanusiewicz , Teresa Michałowska ), którzy podkreślali, że w XVII wieku bliższe było ono raczej dzisiejszym „praca”, „zajęcie”, „ćwiczenie” – tak tłumaczy się je w tomie VI słownika Lindego , podobne wyjaśnienia podaje również XIX-wieczny słownik Orgelbranda:
zabawa – 1. zatrudnienie, zajęcie się i to, co zatrudnia, zajmuje. Praca jest zabawą pożyteczną, Miałem z nim zabawy na cały miesiąc zam. interes z nim zajął mi cały miesiąc.
Współczesne znaczenie słowa podaje autor słownika dopiero na trzecim miejscu („przyjemne spędzanie czasu, rozrywka”), co pozwala przypuszczać, że zabawa rzadko była pojmowana w czasach Potockiego jako rozrywka. Zabawie w rozumieniu Potockiego bliższe jest raczej łacińskie słowo otium traktowane jako „czas poświęcony zamiłowaniom prywatnym, zwłaszcza pracy literackiej” . Koncepcję otium negotiosum (tzw. niepróżnujące próżnowanie) traktuje jej badaczka – Barbara Otwinowska – jako genologiczne źródło zabawy. Jakkolwiek wyodrębnianie zabawy jako osobnego gatunku literackiego wydawać by się mogło zbyt daleko idącym posunięciem, ze względu na wiele jej cech można określić ją jako quasi-gatunek lub – jak chce Antoni Czyż „okruchem genologicznym. Istotnie, posiada „nie w pełni wykrystalizowaną strukturę, jest raczej zbiorowiskiem – przemiennych i przypadkowych często – form, konstelacją różnych cech stylistycznych”, co w dużej części spowodowane jest tym, że zabawa „pozostaje tworem niestabilnym, funkcjonalnie i historycznie zmiennym, a przeto podległym osobliwej ewolucji, która nie zezwala na ostateczne wykształcenie znamion gatunkowych” . Określenie „zabawa” odnosi się, według Czyża, przeważnie do utworów będących intelektualnymi i literackimi ćwiczeniami na zadany temat, połączonymi z duchową przyjemnością. „Byłaby może próżniactwem przystojnym właśnie, czynnością i bezczynnością, podobną tej, którą przedstawiali Wespazjan Kochowski w Niepróżnującym próżnowaniu czy Stanisław Herakliusz Lubomirski w dyskursie XII Rozmów Artaksesa i Ewandra (…). W refleksjach tych [Lubomirskiego – MRC] ożywa stara idea otium, jedna z charakterystycznych koncepcji psychologiczno-socjologicznych wielowiekowej kultury humanistycznej (…), którą można wywieść z pism Galileusza, Cycerona czy Horacego” . Tomiki wierszy z zabawą w tytule pojawiały się dość często – wystarczy tu przypomnieć Zabawy Jana Danieckiego („zbiorek wyjątkowo sprośnych facecyj” – jak określa je Julian Krzyżanowski) , religijne: Zabawy wnętrze przy służbie Boży (XVII-wieczny opis żywota pobożnej mniszki) , Zabawka miła i pożyteczna do zbawienia wiecznego istotnie potrzebna wydana w XVII wieku przez krakowskich jezuitów , Zabawa chrześcijańska albo żywot zbawienny Pan Boga naszego Jezusa Chrystusa stanowiąca zbiorek epigramatów autorstwa Jana Stanisława Jabłonkowskiego . Taka popularność utworów określanych przez ich autorów jako „zabawa” sprawia, że można ją określić mianem „quasi-gatunku”.
Jednak na niemożność nadania zabawie osobnego miejsca w genologii wpływa fakt, że posiada ona cechy charakterystyczne wielu gatunków. Analizując zbiory barokowe mające zabawę w tytule, Antoni Czyż dochodzi do wniosku, że zabawą mogą być „godzinki, akty, hymny, pieśni, modlitwy, koronki, litanie jako całostki składające się na główny tekst” , co w dużym stopniu utożsamia zabawę z nabożeństwem czy rozmyślaniem. Wielogatunkowość obecna jest także w Smutnych zabawach, stając się istotną częścią poetyckiego konceptu. Potocki manifestuje swój kunszt poetycki, wykorzystując formę zbliżoną do lamentu (Do jegomości pana starosty sądeckiego owdowiałego), trenu (Tren do tejże), pieśni (Drogi czas, Omylność pociech ziemskich), epigramatu (Zegarek), emblematu (Pod obraz Stefana Potockiego) czy stemmatu (Metamorphosis od herbu Śreniawy).

Koncept w Smutnych zabawach obecny jest zarówno w strukturze całego cyklu jak i w poszczególnych utworach. W pierwszym przypadku wpływ na kształt konceptu ma wspomniana wielogatunkowość, a także „zabawa zabawą” – Potocki zakładając, że pisane utwory to tylko „ćwiczenie na zadany temat” (jakim są żale po śmierci dzieci) umieszcza obok tekstów kunsztownych także te mniej udane. Za takie uważać można np. niektóre anagramy – układane „na siłę”, niedokładne, z błędami ortograficznymi. Do takich zaliczyłabym np.: STEFAN POTOCKI: TOPI-C NAS KOTEF („topi nas kotwica” i ZOFIA LIPSKA: I POKI-SZ FALA („póki fala”). Koncept w obu tych utworach (następujących zresztą jeden po drugim) jest bardzo wyraźny – dwukrotnie rozwijana analogia statku (rodziny, rodziców) tonącego w czasie burzy (śmierć dziecka), ale anagram, na których są one oparte (a które przecież „nadają sens” konceptowi w tych wierszach) sprawia wrażenie trochę naciąganego.
Umieszczenie w jednym cyklu utworów mniej i bardziej dopracowanych to zapewne także głęboki zamysł autora. Czyżby chciał pokazać, że zrozpaczonemu po stracie dzieci ojcu „trochę więcej (mniej?) wolno”, że Wacław Potocki w Smutnych zabawach to przede wszystkim cierpiący ojciec, a dopiero później dbający o cyzelowanie każdego wyrazu i każdego wersu poeta? W twórczości poety, którego mistrzem był autor Trenów, to jednak raczej mało prawdopodobne. Może więc jest to po prostu zabawa, gra z tradycją? Autor cyklu kilkakrotnie, o czym szerzej jeszcze będzie mowa, bawi się konwencją literacką – chociażby trawestując jeden z trenów Kochanowskiego czy wplatając elementy komiczne w opłakiwanie zmarłej córki. Idąc tym tropem można by uznać, że nieliczenie się z regułami ortografii czy zasadami tworzenia anagramów także jest grą z tradycją. Wydaje mi się jednak, że o ile naśladowanie Kochanowskiego czy „komiczna rozpacz” po stracie córki jest świadomą zabawą z literaturą i z czytelnikiem, o tyle „przeoczanie” liter w anagramach i usilne nadawanie im sensu jest już zbyt daleko idącym zabiegiem. Świadczy o tym nieczytelność (niezrozumiałość) niektórych słów powstałych w anagramach i fakt, że nie pojawiają się one w słownikach polszczyzny staropolskiej.
Cykl Smutne zabawy otwiera utwór Do jegomości pana starosty owdowiałego, w którym Potocki zwraca się do pogrążonego w żałobie zięcia, Jana Lipskiego (do tego, któremu dedykował również Transakcję wojny chocimskiej). Już podtytuł wiersza – Lessus paraeneticus – wskazuje na jego żałobną tematykę (lessus paraeneticus to przebłagalny płacz w czasie pogrzebu). Podmiot liryczny opisuje stratę po zmarłym według następującego wzoru:
 informacja o śmierci,
 pochwała zmarłego,
 żale po śmierci zmarłego.
Zwróćmy uwagę, jak blisko tu do schematu trenu: jest exhordium, obszerne laudes, jest i luctus, a na koniec wiersza nawet consolatio:
(…) lecz w niebie
Pokaże nam, że cnota żyje po pogrzebie.
(Do jegomości pana starosty sądeckiego owdowiałego, w. 229-230)
Mimo żałobnego charakteru utworu i całego cyklu oraz zastosowania formy zbliżonej do trenicznej, Do jegomości… jest utworem na wskroś komicznym. Koncept odzwierciedlony w drugim wersie utworu: „Godzien pożałowania, kto godzien kochania” ujawnia się w dość specyficzny sposób. Żale po śmierci stopniuje się tu według wielkości straty. Utwór żałobny zwracający się do owdowiałego właśnie Jana Lipskiego zaczyna się od słów „zdechł ci pies, i tegoć żal”, po których to słowach podmiot liryczny dość długo rozwodzi się nad wielkością tej straty. Mówiąc o przywiązaniu psa i człowieka, psiej wierności i przydatności w domu odwołuje się do mitologii (pies Argos, który pierwszy rozpoznał Odysa wracającego do Itaki).
„Żal ci psa, cóż nie ma być żal onego konia?” pyta retorycznie poeta. Laudes poświęcone koniowi są już o wiele bardziej obszerne – poeta ujmuje je aż w pięćdziesięciu wersach (w. 18-68)! Tu również odwołuje się do historii starożytnej i jemu współczesnej, ale też wielokrotnie do doświadczeń dnia codziennego.
Od poczucia straty po śmierci psa i konia większa jest żałoba po śmierci bliskich:
Umiera-ć brat, Achacy Pisarski; a po nim
Drugi, Stefan Potocki; toż Lipski Hieronim,
Synowiec, który sławy twojej był piastunem –
Dosyćeś, dosyć ciężkim uderzon piorunem.
(Do jegomości…, w. 69-72).
Wspomnienie po śmierci Zofii, która powinna być de facto główną bohaterką utworu, pojawia się dopiero w osiemdziesiątym trzecim wersie! Jako że żal po niej jest największy, poeta poświęca jej całą resztę utworu (aż do w. 230), opisując liczne zalety zmarłej i pustkę jaką po sobie zostawiła. Empatia Potockiego ujawnia się w tekście wielokrotnie, w licznych apostrofach do owdowiałego zięcia.
Koncept w Do jegomości… w dużej mierze polega na grze z tradycją literacką – w utworze funeralnym zaburzona jest dość wyraźnie zasada decorum, żale po zmarłej córce zestawia się – przynajmniej w warstwie strukturalnej – ze stratą po śmierci psa czy konia, a wszystko utrzymane jest w duchu dość komicznym (co nie znaczy oczywiście, że autentyczne cierpienie jest w tym utworze nieobecne – po prostu mówi się o nim w inny sposób).
Nierzadko w Smutnych zabawach istotne elementy konceptu ujawniają się już w warstwie genologicznej. Do takich utworów należy wspominany już stemmat Metamorphosis od herbu Śreniawy interpretowany przez Hanusiewicz. Wierszami podobnymi gatunkowo do Metamorphosis… są też emblematy Pod obraz Stefana Potockiego i Pod obraz Zofię z Potoka Lipskiej, starościnej sądeckiej. Koncept w tych dwu wierszach jest wręcz banalnie prosty – oba portretują zmarłe dziecko (syna i córkę), obydwoma rządzi ten sam schemat i podobna stylistyka, tak jakby poeta nie chciał żadnego z dzieci faworyzować, każdemu chciał „dać po równo” i za najlepsze rozwiązanie uznał stworzenie portretów wręcz nieznośnie do siebie podobnych. Oba emblematy otwiera opis wyglądu zewnętrznego dziecka:

Marsa czołem wyraża, okiem Kupidyna;
Człowiek młody, jeszcze mu mech nie puszy skroni;
(Pod obraz Stefana Potockiego, w. 2-3)

Pięknie Bóg stworzył; cóż gdy owej równo bańce,
Na którą kiedy słońce swoje rzuci glance,
Nic oku silniejszego (…)
(Pod obraz Zofiej z Potoka Lipskiej…, w. 1-3)
następnie padają paralelne refleksje:


(…) Ach, kiedyżby razem
Z twarzą mógł cnoty malarz pokazać obrazem
(Pod obraz Stefana Potockiego, w. 5-6)

Któż widział przy tak wdzięcznym i wspaniałym ciele
Glancowniejsze od słońca przymioty aniele?
(Pod obraz Zofiej z Potoka Lipskiej…, w. 5-6)

po których poeta-malarz przechodzi do opisu cnót charakteryzujących zmarłe dzieci, przy czym w „obrazie” Stefana wymienia szereg zalet, jakie posiadał syn („męstwo, statek, zakonnicza pobożność”), w wypadku córki ogranicza się jedynie do metaforycznego stwierdzenia:
Nie masz farby na ziemi, nie masz ręki, co by
Boskiej roboty miała wyrażać ozdoby.
(Pod obraz Zofiej z Potoka Lipskiej…, w. 7-8)
W obu utworach wyraźnie zaznacza się „niesprawiedliwość śmierci” w tak młodym wieku – przyszła za wcześnie, pogrążając w bólu rodziców:


Młodo umarł, niestotyż, młodo szedł na mary,
Nie dotrzyma dziecinne ciało dusze starej,
I człek, nie tylko owoc, czym natura władnie,
Który prędzej doźreje, prędzej z drzewa spadnie;
Nieprzepłacony płaczem, Stefanie mój, (…).
(Pod obraz Stefana Potockiego, w. 11-15)
Śmiałażeś się, okrutna śmierci, na nię rzucić,
Śmiałaś żalem rodziców serdecznym zasmucić,
Jadowitszą nad mydła, cebule, gorczyce
Trucizną ich nieszczęsne natarszy źrenice.
(Pod obraz Zofiej z Potoka Lipskiej…, w. 9-12)


Obydwa emblematy kończy motyw „odlewania pomnika z łez”, malowania rozpaczą portretu dziecka:

Niech cię pęzlem, niech cię rznie rzemieślnik w metalu,
Ja twe cnoty odlewam łzami w ciężkim żalu.
Odpuśćcie mi malarze, odpuśćcie szychterze:
Nikt go tak, jak ociec, nie potrafi szczerze.
(Pod obraz Stefana Potockiego, w. 17-20)

Więc cię moja dziewko, mój aniołku drogi,
Gdy cię już za grobowe śmierć zepchnęła progi,
Wytłaczając rzewnych łez na każdy dzień prasę,
W obrazie twym smutny wzrok, smutną duszę pasę.
(Pod obraz Zofiej z Potoka Lipskiej…, w. 13-16)


Pomysły na koncept czerpie Potocki również z anagramów, czyli „gry słów polegającej na takim doborze wyrazów, że jedne z nich można uznać za przekształcenia innych w wyniku przestawiania liter, sylab lub innych cząstek składowych” . W grupie utworów zatytułowanych Annagramata poeta przekształca litery tworzące imię i nazwisko jego syna, córki, a w jednym przypadku żony. Jak już wspominałam, czyni to z różnym efektem. Uwagę zwraca utwór, którego naczelnym zamysłem jest analogia między synem poety a Feniksem: STEFAN POTOCKI: CO TO FENIKS PTAK (choć i tu poeta nie ustrzegł się przed niedokładnością – do drugiej części tytułu dodał literę „k”). W pierwszych kilku wersach przypomniana jest historia mitycznego ptaka („pytasz, CO TO FENIKS PTAK”). Podmiot liryczny wręcz utożsamia z nim swego zmarłego syna, zwracając się m. in. „o mój śliczny jedynaku (…), mój złoty Feniksie”. Kłopot w tym, że Stefana i Feniksa łączyła tylko niezwykłość i uroda:
Jeden się tylko lągnie, dlategoć i rzadki.
Śliczny, bo z nim żaden ptak nie wyrówna pióry;
(STEFAN POTOCKI: CO TO FENIKS PTAK, w. 4-5)
Synowi poety zabrakło bowiem głównej cechy ptaka, który „nie podlegał Adamowej winie”, ponieważ po śmierci odradzał się ze swych popiołów. Zrozpaczonemu ojcu trudno to jednak zrozumieć – wyrzuca śmierci, że „zabiła Feniksa we wdzięcznym synie” (w. 14), pytając retorycznie:
(…) czy małoż na człecze
Twoja ma kosa ostra, że i ptaki siecze?
(STEFAN POTOCKI: CO TO FENIKS PTAK, w. 11-12)

Dość istotnym elementem konceptu w tym wierszu jest autozaprzeczanie, w baroku stosowane dość często. Pojawia się ono w apostrofie do śmierci. Podmiot liryczny, najpierw oskarża ją o zabicie syna, potem jednak dwukrotnie poprawia się:
Źle mówię, nie zabiłaś (…)
(…) położyłaś w grobie;
Nie w grobie, ale w gnieździe mój wdzięczny syn lęże.
(STEFAN POTOCKI: CO TO FENIKS PTAK, w. 17-19)
Zabieg ten daje wrażenie spontaniczności wypowiedzi, mówienia bardzo dynamicznego, potęgowanego przez coraz większe nagromadzenie czasowników – w kulminacyjnym momencie jest ich aż osiem w sześciowersowym fragmencie (w. 14-19). Takie zestawienie „treści i formy” kojarzy się trochę z bezsilnym wykrzykiwaniem pod adresem upersonifikowanej śmierci – jakby podmiot liryczny był na granicy szaleństwa. W tym kontekście przekonanie poety o nieśmiertelności syna i utożsamianie go z mitycznym Feniksem potęguje to wrażenie. W słuszności takiego twierdzenia upewniają ostatnie wersy utworu, w których poeta jednocześnie sprawia wrażenie pogodzonego ze śmiercią syna i nie rezygnuje z „feniksowej” topiki („nie w grobie, ale w gnieździe mój wieczny syn lęże”).
Idąc za wskazówkami Doroty Gostyńskiej i traktując koncept jako retoryczny sofizmat (czyli regułę argumentacji polegającą na pozornie prawdziwym dowodzeniu) , należałoby jednak odrzucić przedstawioną wyżej interpretację albo raczej nie traktować jej dosłownie. Może poeta nie szaleje z rozpaczy, a jedynie tworzy taką iluzję, aby dowieść swojej prawdy, która ujęta jest w – przytaczanym wyżej – jednym z wersów utworu:
(…) O przeklęta śmierci! czy małoż na człecze
Twoja ma kosa ostra (…)?
(STEFAN POTOCKI: CO TO FENIKS PTAK, w. 11-12)
Nie jest więc bezzasadne twierdzenie, że utwór ten wyraża jedynie przekonanie o niesprawiedliwości przedwczesnej śmierci. Może więc ubranie tego twierdzenia w pozornie prawdziwe dowodzenie o wspólnej tożsamości Stefana Potockiego i nieśmiertelnego Feniksa to jeszcze jeden element gry z tradycją literacką i czytelnikiem, „zabawy” ujętej już w tytule cyklu?

Najczytelniej gra Potocki z konwencją literacką w Trenie do tejże. Poeta wręcz parafrazuje w nim jeden z utworów swojego mistrza – Tren VIII Jana Kochanowskiego. Zwracając się do Zofii, mówiąc jak „wielkie uczyniła pustki”, poeta przeciwstawia przeszłość, kiedy żyła jego córka, teraźniejszości. Czyni to na zasadzie negacji – wyjaśniając „czemu się trapi”, pisze o tym, co bez obecności Zofii będzie już niemożliwe: „nie będę twojego oglądał przybytu”, „już wszystkich, przeciw tobie bieżąc, nie wyścignę”, „nie upieszczę cię sobie”, „cóż wiersze, cóż żarty” etc. Pojawia się również często obecny w Smutnych zabawach wątek mitologiczny – Zofia poszła „do inszego świata” szukać swojego brata, tak jak Orfeusz Eurydyki.
Konstrukcja Trenu do tejże i Trenu VIII jest prawie taka sama. Oba rozpoczyna apostrofa do zmarłej córki, w obu ojciec-poeta pisze o pustce, jaką zostawiła ona po sobie. Opłakuje jednocześnie swój obecny smutny los, przeciwstawiając go radości, jaką wnosiła obecność córki (u Potockiego żale te są obszerniejsze – ciągną się przez dwadzieścia wersów, aż do wersu 22, Kochanowski jest bardziej „skondensowany”). Tren VIII kończy się stwierdzeniem o niemożności pociechy („serce swej pociechy darmo upatruje”) – jest ono obecne także w wierszu Potockiego, tu jednak ujęte jest w bardziej radykalny sposób:
Czegoż się i ja, nędzny, na tym świecie bawię,
A do was, moje wdzięczne dzieci, nie wyprawię?
Kędy choćbym większego nie odnosił zysku,
Dość, że płakać przestanę, dość, że dziwowisku
Ludzkiemu ujdę; ale mam nadzieję w Bogu,
Że was zastanę w wiecznej szczęśliwości progu.
(Tren do tejże, w.27-32)

Koncept w tym wierszu opiera się więc na trawestacji Trenu VIII. Dokonując tego zabiegu, Potocki sugeruje, że cierpienia przeżywane przez Kochanowskiego nie są czymś odosobnionym, że rozpacz Potockiego jest nawet jeszcze większa, ponieważ traci on sens życia, a ukojenie, którego Jan z Czarnolasu doznał ostatecznie w Trenie XIX, jego barokowemu uczniowi jest zupełnie obce. „Zabawą” Potockiego jest tu włożenie własnych uczuć w schemat podyktowany w Trenie VIII tak, aby zachować wrażenie ogromu cierpień, jakie przeżywa pogrążony w żalu ojciec.

Smutne zabawy są dla poety przede wszystkim okazją zaprezentowania swojego kunsztu poetyckiego, stąd tak częste gry tradycją literacką i genologiczną, które pozostawiają odbiorcę w ciągłym zadziwieniu i podziwie dla poetyckiego talentu. Potocki nieustannie bawi się formą, w jaką chce włożyć swoje uczucia i emocje, robiąc to niekiedy w sposób bardzo zaskakujący (komiczny lessus paraeneticus). Dla pełniejszego ich zobrazowania często sięga po odwołania mitologiczne i biblijne (np. przywołanie losu Hioba w Do jegomości…, „śklane morze”, które Hanusiewicz interpretuje odwołując się do topiki biblijnej obecnej m.in. w Księdze Rodzaju i Apokalipsie), wykazując się dużą erudycją i oczekując jej od odbiorcy. Wszystko to sprawia, że Smutne zabawy zasługują na szczególną uwagę, zwłaszcza na tle innych utworów funeralnych, nie tylko Potockiego, ale i pozostałych autorów tamtej epoki.


Bibliografia:

1. Czyż, Zabawa barokowa. Okruchy genologiczne, „Pamiętnik Literacki” 1984, z. 4.
2. M. Głowiński, A. Okopień-Sławińska, J. Sławiński, Słownik terminów literackich, Warszawa 1999.
3. D. Gostyńska, Retoryka iluzji, Warszawa 1991.
4. M. Hanusiewicz, Pokusy sarmackiej wyobraźni, czyli lektura pewnego wiersza Wacława Potockiego [w:] Interpretacje aksjologiczne pod red. W. Panasa, A. Tyszczyka, Lublin 1997.
5. Cz. Hernas, Barok, Warszawa 2000.
6. S. B. Linde, Słownik języka polskiego, t. VI.
7. J. Malicki, Pisał się z Potoka. Studium o Wacławie Potockim w trzechsetną rocznicę śmierci, Katowice 1996.
8. Otwinowska, Humanistyczna koncepcja otium w Polsce na tle tradycji europejskiej [w:] Studia porównawcze o literaturze staropolskiej pod red. T. Michałowskiej, Wrocław 1980.
9. W. Potocki, Dzieła, t. I, oprac. L. Kukulski, Warszawa 1987.
10. Słownik języka polskiego [tzw. wileński] wyd. przez M. Orgelbranda, t. II, Wilno 1861.
11. Słownik literatury staropolskiej. Średniowiecze, Renesans, Barok, pod red. T. Michałowskiej, Wrocław 1998.
12. Słownik łacińsko-polski, Warszawa 1998.

Podobne prace

Do góry