Ocena brak

Wojny napoleońskie

Autor /kama02 Dodano /07.05.2012

Armia Napoleona była pierwszym w Europie wojskiem stworzonym w oparciu o powszechny obowiązek służby wojskowej. Podstawy jej taktyki stanowiły walka wręcz oraz szyk bojowy, a strategii - samodzielne korpusy.

Wojny napoleońskie trwały przez prawie 20 lat, od roku 1796 do 1815. W tym czasie Europą wstrząsały kolejne konflikty, których zasięg rozciągał się od atlantyckich wybrzeży Hiszpanii przez pustynie Egiptu po bramy Moskwy. Potęga ówczesnej Francji opierała się na strategicznym geniuszu i osobistej ambicji jednego człowieka - Napoleona Bonaparte. Po jego błyskawicznym awansie od czasów wojen prowadzonych przez rewolucyjną Francję pod koniec ostatniej dekady XVIII wieku do koronacji na cesarza Francuzów w roku 1804 wielu Europejczyków uznało go za nowego Aleksandra Wielkiego, a niektóre narody, tak jak Polacy, wiązały z nim nadzieje na wyzwolenie spod obcego jarzma. Inni jednak uważali go za tyrana, który burzył porządek panujący w Europie od stuleci.

Rewolucja francuska

Przed Napoleonem, a właściwie jeszcze przed rewolucją francuską w roku 1789, wojny prowadzone były przez stosunkowo niewielkie armie dowodzone przez arystokratów. Wielki nacisk kładziono w tych czasach na oblężenia miast i twierdz. Reguły prowadzenia tego rodzaju wojny były ściśle sformalizowane, monarchie walczyły w niej o zmianę układu sił politycznych, jednak nie o zmianę politycznego ustroju państw.

Rewolucja francuska zmieniła ten stan rzeczy. Demokratyczna transformacja systemu prawnego i politycznego spowodowała powstanie monarchii konstytucyjnej, a potem proklamowanie I Republiki. Król i większość przedstawicieli rodów arystokratycznych zostali zgilotynowani i gdy pojawiło się zagrożenie ze strony Austrii i Prus, władze rewolucyjne musiały ogłosić masowy pobór do wojska, w wyniku czego powstała armia licząca w 1794 r. 750 tysięcy ludzi. Polityka wewnętrznego terroru osiągnęła właśnie wtedy swe apogeum, stając się zagrożeniem dla wszystkich warstw społeczeństwa. Poczucie narodowej dumy, które się wytworzyło w rezultacie pomyślnego zakończenia wojen - zwłaszcza kampanii umożliwiającej zakończenie wojny z I koalicją antyfrancuską - spowodowało wzrost znaczenia armii i zostało wykorzystane przez Napoleona do jego własnych celów. To właśnie wybuch entuzjazmu w połączeniu z geniuszem strategicznym Bonapartego doprowadziły do powstania najwspanialszych sił zbrojnych tamtych czasów.

Samodzielny korpus

Organizacja armii francuskiej stworzonej przez Napoleona - którą w roku 1807 nazwano Wielką Armią, La Grande Armee - opierała się na formacji zwanej korpusem, samodzielnej jednostce liczącej 30-40 tysięcy żołnierzy, w skład której wchodziło od dwóch do czterech dywizji piechoty, dywizja lekkiej kawalerii, do 40 dział polowych, a także oddziały inżynieryjne. W czasie kampanii korpus mógł operować samodzielnie, jednak zawsze znajdował się pod bezpośrednim dowództwem Napoleona. W odwodzie znajdowały się duże rezerwy kawalerii i artylerii, których używano, by w razie potrzeby wzmocnić siłę bojową poszczególnych korpusów, wydając przeciwnikowi bitwę m w najdogodniejszym momencie.

Ten sposób organizacji armii oznaczał, że w marszu oddziały napoleońskie tworzyły długą linię, a przeciwnik nie mógł zorientować się, w którym miejscu nastąpi atak, aż korpusy i rezerwy zajęły pozycje wyjściowe, by zadać decydujące uderzenie. Gdy stratedzy poprzedniego stulecia rozpatrywali kampanię i bitwę jako dwa niezależne problemy, Wielka Armia działała według zasady, że celem jest całkowite zniszczenie przeciwnika. Bonaparte nie chciał prowadzić wojny w starym stylu, w którym armia wroga nawet po przegranej szybko się podnosiła. Jego celem zawsze pozostawało całkowite zdruzgotanie sił przeciwnika, a potem dyktowanie mu warunków. Na przykład w roku 1805 okrążył on i rozbił pod Austerlitz połączone siły armii Prus, Austrii i Rosji, dzięki czemu, czasowo przynajmniej, wyeliminował jednocześnie wszystkich poważnych przeciwników i został niekwestionowanym panem Europy.

Taktyka w bitwie

Podczas bitwy oddziały napoleońskie walczyły równie agresywnie. Ich sukcesy opierały się na skoordynowanych działaniach kawalerii i piechoty wspieranych przytłaczającą siłą ognia skoncentrowanych baterii artylerii. Napoleon, który rozpoczął swą karierę jako oficer artylerii, przykładał dużą wagę do zmasowanego ostrzału artyleryjskiego, często rozpoczynając starcie ogniem nawet setki armat. W bitwie pod Lipskiem w roku 1813, na przykład, piechocie i kawalerii udzieliło wsparcia prawie 900 dział.

W czasie bitwy wszystkie formacje armii współdziałały i uzupełniały się wzajemnie, przeprowadzając serię ataków, których celem było odnalezienie i wykorzystanie słabych punktów w liniach przeciwnika. Podstawową formacją była tutaj kolumna piechoty. Pułki piechoty podzielone na bataliony uformowane w czworoboki o szerokości około 68 metrów i głębokości około 14 metrów, składające się z około 1120 ludzi maszerowały w rytm bębnów ku liniom przeciwnika. Przed nimi posuwały się liczące setki ludzi grupy strzelców wyborowych, którzy poruszali się w luźnym szyku, tworząc wyrwy w liniach przeciwnika poprzez prowadzenie ciągłego ostrzału celując przede wszystkim w oficerów i podoficerów. Zanim przeciwnik zdążył się otrząsnąć, piechota francuska (fizylierzy) ruszała do ataku na bagnety.

Jeżeli kolumna piechoty zdołała się wedrzeć w głąb linii wroga, otrzymywała wsparcie ze strony artylerii i szarżującej ciężkiej kawalerii. Nie była to koronkowa taktyka, lecz ojej skuteczności przekonali się dowódcy austriaccy, włoscy, pruscy, rosyjscy i hiszpańscy.

Gwardia cesarska

W odwodzie, do zadania decydującego ciosu, Bonaparte zawsze trzymał najsłynniejszą formację swej armii - gwardię cesarską. Gwardia cesarska była formacją wyjątkową w historii wojen napoleońskich i znikła wraz z upadkiem Bonapartego.

Jednostki gwardii służyły Napoleonowi w czasie całej jego kariery, początkowo jako jego ochrona osobista podczas kampanii we Włoszech w latach 1796-97. W roku 1804, kiedy Bonaparte koronował się na cesarza, oddziały te nazwano „gwardią cesarską", a rok później ich liczebność przekroczyła dwanaście tysięcy ludzi. Wraz ze wzrostem autorytetu Napoleona rosła liczba gwardzistów. W roku 1814 stanowili oni małą samodzielną armię w sile stu dwunastu tysięcy żołnierzy, składającą się z trzech niezależnych i samodzielnych formacji.

Pierwszą i najważniejszą była tak zwana stara gwardia. W jej szeregach służyli żołnierze, którzy znajdowali się u boku cesarza od roku 1796. Była to formacja wybitnie elitarna, składała się z grenadierów, dragonów i ułanów. Druga co do rangi była średnia gwardia. Założono ją w roku 1806 i tworzyły ją pułki fizylierów. Najniższa rangą była młoda gwardia. W jej szeregach walczyły oddziały piechoty lekkiej, a żołnierzami byli specjalnie dobrani rekruci.

Gwardia była stawiana jako wzór dla reszty armii, służbę w jej szeregach uważano za honor i przywilej. Żeby zostać żołnierzem starej gwardii, trzeba było odsłużyć co najmniej pięć lat i brać udział w dwóch kampaniach. Płace, warunki służby i wyposażenie były - jak przystało na ulubioną formację cesarza - nieporównanie lepsze niż w innych oddziałach.

Gwardię uważano za wcielenie ducha armii francuskiej i gdy jej szeregi rozsypały się pod salwami piechoty brytyjskiej pod Waterloo i gwardziści zaczęli uciekać w kierunku pozycji wyjściowych, stało się jasne, że koniec Wielkiej Armii i ostateczna klęska Napoleona dokonały się.

Broń

Francuzi przykładali dużo większą wagę do walki wręcz, na bagnety, niż do ostrzału z muszkietów, ponieważ broń tę ładowało się długo, a jej ogień był wyjątkowo niecelny. Chociaż w okresie wojen napoleońskich wprowadzono wiele innowacji do taktyki i strategii walki, broń używana na polach bitewnych niewiele zmieniła się w ciągu poprzednich dwóch stuleci.

Wszystkie ówczesne armie europejskie używały muszkietów ładowanych przez lufę, gładkolufowych, z zamkiem skałkowym. W różnych krajach wykorzystywano różne typy, Brytyjczycy mieli, na przykład, swoje „brązowe pszczoły", a Francuzi strzelali z muszkietu Charlesville model 1777. Amunicja do wszystkich była jednakowa - ołowiana kula dużego kalibru - w każdym wykorzystywano ten sam czarny proch strzelniczy. Żeby być pewnym trafienia, trzeba było znajdować się w odległości nie większej niż 100 metrów od celów, a nawet wtedy mogło się zdarzyć, że kula zeszła z toru, jeżeli w lufie zostały resztki prochu.

Nie dość, że ogień często był niecelny, skałkę trzeba było regularnie wymieniać, a że szkolenie było niestaranne, niedoświadczony piechur mógł w ferworze walki zapomnieć wyjąć stempel (pręt do czyszczenia) z lufy lub nawet podwójnie załadować broń. Strzał mógł wtedy zranić, a nawet zabić nie tylko jego, lecz także żołnierzy znajdujących się w pobliżu. Nic dziwnego, że Napoleon wolał, by o losach bitwy zdecydował szturm piechoty uzbrojonej w 38-centymetrowe bagnety.

Jednak bagnet był najskuteczniejszy jako broń w obronie przed szarżą kawalerii. Stosowano wtedy manewr, który największe sukcesy przyniósł Brytyjczykom pod Waterloo w roku 1815. Wszystkie oddziały piechoty, batalion po batalionie, ustawiały się w czworoboki . Każdy bok kwadratu tworzyły trzy szeregi piechoty, przy czym pierwszy szereg klęczał. Przerwanie takiej linii obronnej ognia i bagnetów było dla kawalerii niezwykle trudne. Pod Waterloo dwadzieścia czworokątów piechoty z powodzeniem odparło kilka kolejnych szarż dziesięciu tysięcy francuskich kawalerzystów. 

 Nowa broń

Wszystkich, nielicznych zresztą, odkryć w dziedzinie techniki wojskowej w tym okresie dokonano w Wielkiej Brytanii. Wprowadzono wtedy do Wellington rozbił jego dumną gwardię, użycia karabin Baker, szrapnel i rakietę noszącą nazwę Congreve.

Na polu bitwy karabin typu Baker miał co najmniej tak duże znaczenie, choć z pewnością mniejszą siłę rażenia, jak szrapnel. Baker był krótszy od muszkietu. Gwint wewnątrz lufy sprawiał, że ładowanie go trwało bardzo długo, jednak w rękach wprawnego strzelca raził skutecznie w promieniu 250 metrów. Został zaprojektowany jako broń oddziałów piechoty lekkiej, do walki z fizylierami francuskimi i użyty w kampanii prowadzonej przez Brytyjczyków na Półwyspie Iberyjskim (1809-14). Karabin okazał się bronią bardzo skuteczną, szczególnie że francuska piechota lekka uzbrojona była tylko w gładkolufowe muszkiety. Napoleon, który nie miał zaufania do nowinek technicznych, odebrał swej lekkiej piechocie karabiny w roku 1807.

Ostateczna klęska

To właśnie wykorzystywana przez Brytyjczyków taktyka prowadzenia przez kolumny piechoty ciągłego ostrzału salwami doprowadziła w końcu do złamania dominacji piechoty francuskiej. Książę Wellington, najpierw w Hiszpanii, a potem pod Waterloo udowodnił, że można stawić czoła francuskim kolumnom i je rozbić. Taktyka opierała się na znalezieniu odpowiedniej pozycji dla własnych oddziałów, zazwyczaj było to wzniesienie, tak by zapewnić własnym oddziałom jak najlepszą osłonę przed ogniem artyleryjskim przeciwnika. Piechota, ustawiona najczęściej w dwóch zaledwie szeregach, czekała następnie, aż formacje nieprzyjaciela zbliżą się - nawet na 20 metrów - i dopiero wtedy otwierała ogień. Za każdym razem, gdy Francuzi natrafiali na dobrze przygotowaną obronę tego rodzaju, ich natarcie załamywało się. Dowódcy, którzy walczyli z wojskami Wellingtona na Półwyspie Iberyjskimi i ponosili porażki, próbowali ostrzec cesarza, lecz ten nie słuchał ich argumentów i pod Waterloo  Wellington rozbił jego dumną gwardię.

Jako że wojny prowadzone przez Bonapartego ciągnęły się bez końca, a armia potrzebowała wciąż nowych żołnierzy, Napoleon wprowadził powszechny obowiązek służby wojskowej. Wykorzystywał także wojska krajów uzależnionych i sprzymierzonych. W lecie 1812 r., w czasie zakończonej klęską wyprawy do Rosji, połowa z 630 tysięcy żołnierzy, z którymi ruszył na podbój imperium, była pochodzenia obcego. Byli wśród nich Polacy (kontyngent Księstwa Warszawskiego liczył wówczas 100 tysięcy ludzi), Holendrzy, Szwajcarzy i przedstawiciele wielu innych narodów. Po klęsce Wielkiej Armii, która została niemal kompletnie zdruzgotana, cesarz w krótkim czasie zdołał w Paryżu zorganizować nową armię liczącą latem 1813 roku 600 tysięcy żołnierzy.

20-letnie kampanie Napoleona kosztowały życie ponad dwóch milionów żołnierzy. Nie ma sposobu, by dziś policzyć wywołane głodem, epidemiami i innymi „okropnościami wojny" straty wśród ludności cywilnej.

Podobne prace

Do góry