Ocena 5.0 1 głos

Wizje „naukowości" socjologii

Autor /Ivan Dodano /28.07.2011

Ogólne uznanie naukowego statusu socjologii nie może jednak prowadzić do naiwnego utożsamiania nauki o społeczeństwie z naukami o przyrodzie. Błąd ten popełniali XIX-wieczni twórcy socjologii, którzy postulowali proste naśladowanie przez nową dyscyplinę takich metod i procedur badawczych, jakie wypracowały bardziej dojrzałe i wcześniej istniejące nauki przyrodnicze: astronomia, fizyka, chemia, biologia. August Comte określił te metody jako „pozytywne", przynoszące przezwyciężenie wcześniejszych „teologicznych" i „metafizycznych" sposobów myślenia, i stąd zalecany przez niego dla socjologii sposób uprawiania nauki nazywamy pozytywistycznym. Do tego modelu nauki należało kilka dyrektyw. Po pierwsze, ograniczenie poznania naukowego do faktów bezpośrednio obserwowalnych zmysłowo, a unikanie wszelkich tez na temat istoty, esencji, fundamentalnych mechanizmów zjawisk.

Po drugie, osiąganie wszelkich uogólnień drogą ostrożnej indukcji, poprzez gromadzenie coraz liczniejszych obserwacji faktów, a następnie klasyfikowanie ich według podobieństw. Po trzecie, sprowadzenie praw naukowych do prostych tez o zależnościach między obserwowalnymi faktami: albo tego typu, że pewne fakty występują razem, albo że następują po sobie. Po czwarte, proste, rozumowe wyprowadzanie z praw naukowych przewidywań na temat zjawisk przyszłych. Po piąte, wyprowadzanie z praw i predykcji dyrektyw praktycznych na temat zapobiegania lub wywoływania nowych faktów, poprzez tłumaczenie ich na język czynów, podobnie jak w medycynie, gdzie z wiedzy biologicznej, chemicznej itp. wyprowadza się zasady prewencji i terapii, lub w inżynierii, gdzie z praw mechaniki wyprowadza się techniczne sposoby budowy domów czy mostów.

Pozostawmy na boku kwestię, czy taka charakterystyka nie upraszczała zanadto tego, co naprawdę robili Kepler, Newton, Lavoisier, Faraday i inni twórcy nowoczesnego przyrodoznawstwa. Ważne dla nas jest to, że za postulatem, aby naśladować w socjologii metody nauk przyrodniczych, kryło się założenie, że przedmiot tych nauk jest zasadniczo taki sam, że przyroda i społeczeństwo mają taką samą naturę. Taki pogląd o jedności świata zarówno przyrodniczego, jak i społecznego nazywamy naturalizmem. Naturalizm był nieodłącznym dopełnieniem pozytywizmu.

Jeszcze w XIX wieku taka idea naukowości socjologii została podważona przez kilku myślicieli. Niemieccy filozofowie Wilhelm Dilthey i Heinrich Rickert zakwestionowali tezę o jedności przyrody i społeczeństwa, wskazując, że w świecie ludzkim występują rzeczy niespotykane w przyrodzie, a mianowicie znaczenia, sensy, symbole, reguły, normy, wartości, słowem - kultura. Społeczeństwo jest fundamentalnie odmienne od przyrody. Z takiego stanowiska, które nazywamy antynaturalistycznym, wyprowadził dalsze implikacje twórca socjologii niemieckiej Max Weber, postulując zupełnie przeciwstawny Com-te'owskiemu model uprawiania socjologii. Nazywamy go antypozytywistycz-nym lub humanistycznym. Zgodnie z takim stanowiskiem nauka nie może ograniczać się do powierzchniowych faktów, obserwowalnych zmysłowo, lecz musi sięgać głębiej, do ukrytych właśnie, nieobserwowalnych znaczeń czy wartości wiązanych z faktami przez ludzi, a te ujawnić może dopiero rozumowa interpretacja.

Metoda rozumienia zjawisk społecznych zaproponowana przez We-bera wywarła ogromny wpływ na współczesną socjologię, zwłaszcza w tym jej nurcie, który nazywamy hermeneutycznym. Współczesna hermeneutyka poszła daleko w kierunku rozwiązania podstawowej trudności metody rozumienia, jaką jest groźba subiektywizmu interpretacji, podważająca tak istotny dla nauki postulat obiektywizmu, czyli niezależności wiedzy od tego, kto ją formułuje. Już brytyjski filozof nauki Karl R. Popper podkreślał rolę otwartej krytyki w środowisku naukowym jako mechanizmu kontroli i korekty jednostronnych poglądów. Idącą w podobnym kierunku propozycję przedstawił niemiecki filozof i socjolog Jiirgen Habermas, który wskazuje, że interpretacja rozumiejąca nabiera charakteru obiektywnego, jeśli jest formułowana w drodze otwartej dyskusji z udziałem wielu badaczy w warunkach „idealnej sytuacji komunikacyjnej", czyli całkowitej swobody wypowiedzi, równej pozycji dyskutantów, braku jakichkolwiek nacisków zewnętrznych i argumentów nieme-rytorycznych. Wyłaniająca się z takiego w pełni demokratycznego dyskursu wiedza wolna jest od subiektywnych skrzywień.

Do przełomu antypozytywistycznego i antynaturalistycznego w socjologii przyczynili się także socjologowie polscy. Ojciec akademickiej socjologii w Polsce Florian Znaniecki był, wspólnie z amerykańskim psychologiem Williamem Thomasem, twórcą głośnej koncepcji „współczynnika humanistycznego". Podkreślała ona, że wszelkie fakty społeczne, w odróżnieniu od przyrodniczych, są zawsze związane z działalnością jakichś ludzi, są faktami „czyimiś, a nie niczyimi", mieszczą się w obrębie życiowych doświadczeń jakichś jednostek lub zbiorowości, które się z nimi stykają, postrzegają, doznają, przeżywają, interpretują, oceniają. Mają więc z natury zawarty w sobie ów „współczynnik humanistyczny". I dlatego badać je można tylko z perspektywy tych ludzi, w których doświadczeniu występują, stawiając się w ich położeniu, patrząc na świat ich oczami, rozszyfrowując ich hierarchie wartości, systemy reguł jakimi się kierują, a nie w drodze jakiejś oderwanej, zewnętrznej obserwacji. A więc inaczej, trzeba zawsze badać społeczeństwo z uwzględnieniem „współczynnika humanistycznego".

Konkretnym wyrazem takiego stanowiska metodologicznego było oparcie się przez Thomasa i Znanieckiego w ich monumentalnym dziele o emigrantach polskich pt. Chłop polski w Europie i w Ameryce, na szczególnym typie źródeł. Sięgnęli mianowicie do listów i pamiętników, czyli, jak to nazywali, „dokumentów osobistych". W ten sposób mogli dotrzeć do autentycznego punktu widzenia emigrantów rzuconych w nowe i obce środowisko społeczne i kulturowe, zrozumieć „od środka" ich problemy i dramaty. Po II wojnie światowej d~> umocnienia w Polsce nurtu antynaturalistycznego i antypozytywistycznego, bardzo wpływowego od czasu Znanieckiego, przyczynili się dwaj wybitni uczeni -Józef Chałasiński i Stanisław Ossowski. Pierwszy kierował uwagę ku z gruntu humanistycznej problematyce kultury i kontynuował w jej badaniu metodę interpretowania pamiętników (np. w znanej pracy Młode pokolenie chłopów), drugi głęboko argumentował tezę o zasadniczych „osobliwościach nauk społecznych" w porównaniu z naukami o przyrodzie.

Typową dla modelu pozytywistycznego tezę o tzw „symetrii wyjaśniania i przewidywania", to znaczy pogląd, że dysponując eksplanacyjną teorią na ukową możemy formułować niezawodne przewidywania przyszłych zjawisl społecznych, zakwestionowało od czasów Comte'a wielu socjologów. Zwrócili oni uwagę, że nawet znając wszystkie pojedyncze prawa rządzące życiem społecznym, nie potrafimy przewidzieć, w jakich unikalnych kombinacjach zadziałają i jak nawzajem wpłyną na swoje ostateczne efekty. Nawet bowiem w najprostszej sytuacji społecznej występuje wielka mnogość czynników sprawczych, z których każdy uruchamia inne prawa. A ponadto, każde celowe i zamierzone działanie wyzwala wielką ilość efektów niezamierzonych, skutków ubocznych czy nawet sprzecznych z zamierzeniami, nieraz bardzo pośrednich i odległych.

Pewna analogia tego problemu występuje i w naukach przyrodniczych. Znamy przecież wszystkie prawa grawitacji, a nie potrafimy przewidzieć, gdzie upadnie liść niesiony wiatrem, dysponujemy wszystkimi prawami meteorologii, a ciągle nie udają się nam prognozy pogody, wiemy mnóstwo na temat tektoniki, a zaskakują nas trzęsienia ziemi czy erupcje wulkanów, znamy już kompletną budowę ludzkiego genomu, nie potrafimy jednak wiele powiedzieć, z jakimi zdolnościami urodzi się dziecko, jakie choroby przejdzie w życiu i kiedy umrze. Niektórzy powiadają, że ruch skrzydełek motyla gdzieś w dżungli amazońskiej nie jest obojętny - poprzez nieskończony łańcuch powiązań w atmosferze - dla wywołania huraganu na Filipinach czy Florydzie. Podobnie w naukach społecznych, mając sporą wiedzę ekonomiczną, jesteśmy stale zaskakiwani ruchami giełdy, kursami walut czy cenami ropy naftowej. Nikomu jeszcze nie udało się przewidzieć mobilizacji ruchów społecznych, wybuchu masowych protestów czy rewolucji. Żadna, najmądrzejsza nawet reforma polityczna nie dokonuje się niestety bez przykrych niespodzianek. A w mniejszej skali, nigdy nie jesteśmy pewni, jak zachowa się jutro nasz znajomy czy przyjaciel, ani co zrobi za chwilę kierowca na sąsiednim pasie autostrady.

Można oczywiście powiedzieć, że to wszystko wynika po prostu z młodości socjologii i niedostatków wiedzy, jaką dysponujemy. Ale to tylko część prawdy. Są bowiem powody zasadnicze, związane z tym, że przewidując zjawiska społeczne, przewidujemy działania ludzi, a - co więcej - ludzi działających nie w odosobnieniu, lecz wśród innych ludzi, w kontaktach i interakcjach z innymi. Otóż wielu socjologów (np. znany socjolog niemiecki Nikłaś Luhmann) podkreśla, że nawet pojedyncze działania ludzkie są obarczone istotnym czynnikiem niepewności, dowolności, „kapryśności", przypadkowości. Jak powiada brytyjski teoretyk Anthony Giddens, „człowiek zawsze może zachować się inaczej", niż oczekujemy1. A potęguje się to niezmiernie, gdy mamy do czynienia z zachowaniami zbiorowymi czy masowymi, gdy ludzie wpływają nawzajem na swoje postępowanie. A druga zasadnicza swoistość ludzkich działań w porównaniu z obiektami przyrodniczymi polega na tym, że ludzie dysponują własną, trafną lub nietrafną wiedzą na temat swojej sytuacji, otoczenia społecznego, szans działania, dostępnych środków, i działają, opierając się na takiej wiedzy.

Wiedza ta pochodzi z najrozmaitszych źródeł, unikalnych doświadczeń, kontaktów, dla każdego przecież odmiennych, kumuluje się w pamięci od dzieciństwa, a potem manifestuje w działaniach. Przewidzieć konkretny kształt tej wiedzy nie sposób. A jeszcze trudniej, gdy chcielibyśmy przewidzieć nie działania jednostek czy zbiorowości, ale stan całego społeczeństwa w jakimś momencie w przyszłości. Nawet gdyby prawa socjologiczne pozwalały nam wyprowadzić przewidywania na temat wszystkich aspektów przyszłego społeczeństwa, to - jak wskazywał Karl Popper - jednego nie potrafimy przewidzieć na pewno, mianowicie przyszłej wiedzy, jaką dysponować będzie przyszłe społeczeństwo. A od charakteru i poziomu wiedzy właśnie zależy w ogromnym stopniu kształt społeczeństwa. Czy sto lat temu można było przewidzieć telewizję lub Internet, telefony komórkowe czy komputery osobiste? A przecież te twórcze, a więc z definicji nieprzewidywalne odkrycia zmieniły kompletnie cały świat społeczny. Musimy więc pogodzić się z pewną indetermina-cją życia społecznego i zapomnieć o marzeniach pozytywistów, że zdarzenia społeczne da się przewidywać tak precyzyjnie jak ruchy planet.

I z jednym jeszcze założeniem pozytywistycznego modelu nauki rozprawia się socjologia współczesna. O ile Max Weber w nowy sposób określił charakter wiedzy socjologicznej, o tyle odejście od pozytywistycznego, „inżynieryjnego" ujęcia zastosowań socjologii zawdzięczamy niemieckiemu myślicielowi Karolowi Marksowi. Zwrócił on uwagę, że wiedza społeczna, w odróżnieniu od wiedzy przyrodniczej, ma walor ideologiczny, to znaczy - jak pisał - „staje się siłą realną, jeśli pociąga za sobą masy"2. Inaczej mówiąc, same koncepcje, doktryny, wizje, teorie, informacje mają w świecie społecznym znaczenie praktyczne, ponieważ zmieniają myślenie ludzi, ich motywacje, intencje, racje, a w konsekwencji ich działania. A z działań masowych składa się właśnie społeczna praxis. Od zupełnie innej strony i daleko później podobną myśl odnajdziemy u XX-wiecznego klasyka socjologii amerykańskiej Roberta Mertona. Opisał on mechanizm tzw. „prognoz samorealizujących się i samodestrukcyj-nych".

W tym pierwszym wypadku ludzie, biorąc na serio jakąś teorię i wynikające z niej przewidywania, nawet jeśli są fałszywe, doprowadzają do tego, że teoria się sprawdza. Np. inwestorzy, przekonani w myśl teorii cyklu ekonomicznego, że zbliża się recesja, wycofują kapitały z giełdy, co prowadzi do paniki, krachu i rzeczywistego kryzysu. Albo odwrotnie, ruchy ekologiczne, biorąc pod uwagę dobrze potwierdzone teorie o tzw. efekcie cieplarnianym, wymuszają zakaz emisji pewnych gazów i ograniczenie zatrucia atmosfery, co sprawia, że ocieplenie klimatu nie następuje. W obu przypadkach sama teoria, czysta wiedza, poprzez ludzką świadomość i ludzkie działania oddziałała na praktykę, zmieniając rzeczywistość3. Nie ma tego fenomenu w przyrodzie. Teorie astronomii nie zmieniają biegu planet, teoria względności nie przyśpiesza ani nie spowalnia ucieczki galaktyk, a odkrycie DNA nie zmienia procesów dziedziczenia. Sama teoria jest tu praktycznie neutralna, a dopiero w pewnych przypadkach nauki stosowane - techniczne, inżynieryjne, medyczne - zdolne są wyprowadzić z teorii pewne konkretne dyrektywy wprowadzane następnie do praktyki przemysłowej, leczniczej itp. Dzisiejsza socjologia przywiązuje wielką wagę do tej osobliwości wiedzy społecznej, określając ją mianem „refleksyj-ności" (np. w koncepcjach Anthony Giddensa).

Wydaje się, że w swoim dominującym nurcie socjologia na dobre przezwyciężyła dziedzictwo naiwnego naturalizmu i pozytywizmu. Panuje dzisiaj wyraźnie perspektywa humanistyczna, socjologia rozumiejąca, hermeneutyczna, interpretacyjna, kulturalistyczna. Dominuje przekonanie o częściowej indeter-minacji zdarzeń społecznych i bezpośrednim, refleksyjnym oddziaływaniu wiedzy społecznej na społeczeństwo. Ale spotykamy też, również w socjologii polskiej, epigonów podejścia pozytywistycznego. Do tej tradycji nawiązują teorie behawiorystyczne, teorie „elementarnych zachowań społecznych" (np. George'a Homansa), teorie sieci (w Polsce uprawiane przez Jacka Szmatkę), teorie „wymiany społecznej" (np. Petera Blaua) czy teorie „racjonalnego wyboru" (np. Jamesa Colemana). A w kwestii zastosowań socjologii ciągle odżywają różne koncepcje „inżynierii społecznej" lub „socjotechniki" (np. w koncepcji Adama Podgóreckiego), przyjmujące zewnętrzną, manipulatorską postawę wobec społeczeństwa, podporządkowane na ogół interesom elit i traktujące ludzi jak marionetki, które można poganiać przysłowiowym kijem lub wabić marchewką.

STANISŁAW OSSOWSKI (1897-1963)

Czołowy socjolog polski i autorytet intelektualno-moralny w okresie po II wojnie światowej. Najważniejsze książki to: Więź społeczna i dziedzictwo krwi (1B39), Struktura klasowa w społecznej świadomości (1957), O osobliwościach nauk społecznych (1962).

Był przedstawicielem orientacji humanistycznej, dostrzegając zasadnicze różnice - ontologiczne, epistemologiczne i metodologiczne - pomiędzy naukami przyrodniczymi i społecznymi. Obiekty swoiste świata społecznego to znaki, których poznanie nie może dokonywać się w drodze obserwacji zewnętrznej, lecz wymaga interpretacji sensów. W toku interpretacji ludzie przejawiają postawy wobec obiektów znaczących, nadając im wartość. Postawy polegać mogą na uznaniu, odczuwaniu lub realizacji. Tworzy się w ten sposób „poli-morfizm wartości"; trzy skale wartości mogą być wzajemnie niewspółmierne.

Świadomość społeczna to zbiór pojęć, wyobrażeń, przekonań, ocen, typowy dla ludzi w pewnym środowisku, który ulega wzmocnieniu dzięki temu, że jest postrzegany jako wspólny z innymi. Wszelkie zjawiska żyda społecznego mają aspekt świadomościowy, l tak więź społeczna, a szczególnie więź narodowa czy etniczna, to przede wszystkim sprawa wyobrażeń, przekonań, których patologiczne formy: rasizm, szowinizm Ossowski demaskował i piętnował, afirmując równocześnie ich przejawy pozytywne - patriotyzm związany z pojęciem „ojczyzny prywatnej" i „ojczyzny ideologicznej". Podobnie, struktura klasowa jest zjawiskiem, które nabiera znaczenia dla ludzkich działań, dopiero gdy przełamuje się w świadomości. Wąskie, dychotomiczne pojęcie klasy, związane z opozycją interesów ekonomicznych właścicieli i pracowników, to tylko jeden wymiar funkcjonujących w świadomości społecznej hierarchicznych zróżnicowań. Inne wizje „gradacyjne" to drabiny władzy i prestiżu.

Porządek społeczny opiera się na komunikacji międzyludzkiej. W zależności od charakteru komunikacji wyróżnić można cztery typy „ładu społecznego": (a) ład „przedstawień zbiorowych" oparty na wspólnych tradycjach i rutynach zachowania, (b) ład policentryczny, typowy dla ustroju demokratycznego, (c) ład monocentryczny, występujący w systemach autokratycznych, totalitarnych, czy dyktaturach, oraz (d) ład oparty na systemie wielostopniowych porozumień. Tutaj zamiast przymusu pojawia się dialog, dyskurs, uzgadnianie poglądów i decyzji politycznych pomiędzy wolnymi jednostkami, co nie przeradza się w anarchię dzięki koordynującej i mediującej roli politycznego centrum, Ten najbardziej pożądany typ ładu społecznego wymaga świadomych, zaangażowanych i wykształconych obywateli. Drogą do niego musi być edukacyjny awans całego społeczeństwa. Ossowski antycypował tutaj dzisiejsze koncepcje „demokracji dialogowej" czy „deliberacyjnej".

Etymologicznie rzecz biorąc, socjologia to tyle co nauka o społeczeństwie. Określiliśmy powyżej, co to znaczy „nauka". Ale co to znaczy „społeczeństwo"? Pierwsze skojarzenie, najbardziej chyba powszechne, to: zbiorowość ludzi w ramach pewnego państwa - społeczeństwo polskie, społeczeństwo francuskie, społeczeństwo japońskie, społeczeństwo amerykańskie. Myślenie potoczne jest bardzo konkretne, a od kilku stuleci tą dominującą formą, w której toczy się życie zbiorowości ludzkich, jest właśnie państwo. Ale właśnie: od kilku stuleci! A czy przedtem nie było społeczeństwa? A czy może nie będzie społeczeństwa, jeśli ziszczą się prognozy politologów na temat stopniowego zaniku państw narodowych i zastąpienia ich odmiennymi formami regionalnej czy nawet globalnej organizacji i administracji? Myślenie naukowe opiera się na abstrakcji, odchodzeniu od konkretu.

Dla dzisiejszej socjologii więc społeczeństwo to nie konkretna zbiorowość, lecz raczej swoisty rodzaj rzeczywistości, która manifestuje się w najrozmaitszy sposób w zbiorowościach najrozmaitszej skali. Społeczeństwo państwowe czy narodowe to tylko jedna z odmian społeczeństwa. Bo społeczeństwo to także zbiorowości mniejsze od państwa: rodzina i krewni, wspólnota lokalna i sąsiedzi, krąg przyjaciół i klub towarzyski, sekta i parafia, stowarzyszenie i partia polityczna, klasa i warstwa społeczna, grupa etniczna i mniejszość narodowa, szkoła i uniwersytet. Społeczeństwo to również zbiorowości większe od państwa: korporacje międzynarodowe, wielkie Kościoły, cywilizacje, federacje, wspólnoty regionalne, kontynentalne czy wreszcie społeczeństwo globalne. Cała gama tych zbiorowości różnej skali, od kilkuosobowych do kilkumiliardowych, to dla socjologa odmiany społeczeństwa.

Druga sugestia myślenia potocznego to utożsamienie społeczeństwa ze zbiorowością ludzi, wielością konkretnych osób. To narzuca się niemal nieodparcie: społeczeństwo to nic innego jak ludzie, bo nic innego naocznie nie dostrzeżemy. Rodzina to ojciec, matka, dzieci. Uniwersytet to profesorowie, asystenci i studenci. Firma to dyrektorzy i pracownicy. Kościół to księża i wierni. Polska to Polacy. Oczywiście to wszystko prawda, ale prawda tylko cząstkowa. Uwaga skupia się tylko na jednym aspekcie społeczeństwa, wielości jednostek, albo inaczej - populacji. Nauka także i tutaj wymaga pójścia dalej, odejścia od oczywistości i konkretu.

Socjologia zauważa więc po drugie, że aby móc mówić o społeczeństwie, pomiędzy poszczególnymi jednostkami występować muszą jakieś powiązania, zależności, relacje łączące pojedynczych ludzi w pewną całość. Twórcy socjologii - Auguste Comte, Herbert Spencer - posługiwali się tutaj analogią do organizmu. Tak jak organizm biologiczny to nie prosta suma komórek, tkanek, organów, lecz spoista i wspólnie funkcjonująca całość, tak samo społeczeństwo to nie prosta suma ludzi, lecz zintegrowany i funkcjonujący organizm społeczny. W dzisiejszej socjologii echem tej perspektywy jest kategoria grup społecznych, od najmniejszych, np. rodziny, do największych, np. narodu.

W XX wieku dokonano kolejnej abstrakcji, wprowadzając w miejsce organizmu pojęcie systemu społecznego, w którym uczestniczą nie tyle konkretne jednostki, osoby, ile raczej pewne wyróżnialne pozycje społeczne lub związane z tymi pozycjami role (np. w koncepcji Talcotta Parsonsa czy Niklasa Luhman-na). System społeczny to np. szpital, a więc powiązany zespół pozycji (statusów) takich, jak ordynator, lekarze, pielęgniarki, rehabilitanci, technicy rentgenowscy, pacjenci, gdzie wszyscy wykonują jakieś przypisane do ich pozycji i wzajemnie się uzupełniające role.

Dalszy krok na drodze abstrakcji polegał na wyodrębnieniu samej sieci relacji, powiązań międzyludzkich z całości systemu. Zauważono, że można szukać prawidłowości powiązań i relacji niezależnie od tego, kogo one wiążą, jakie osoby czy jakie pozycje, i niezależnie od tego, w jakich zbiorowościach się przejawiają. Tak jak w geometrii badamy punkty, linie, trójkąty, wieloboki, niezależnie od konkretnych obiektów o takich kształtach, tak w proponowanej przez jednego z twórców socjologii niemieckiej Georga Simmla „geometrii społecznej" socjolog ma skupiać uwagę na czystych „formach społecznych". W nowoczesnej socjologii używamy w tym sensie pojęcia struktury (np. w koncepcji Claude Levi-Straussa czy nieco inaczej u Roberta Mertona). Na przykład struktura konfliktu ma swoje prawidłowości niezależnie od tego, czy występuje w sprzeczce rodzinnej, bójce ulicznej, meczu bokserskim czy na wojnie. Struktura dominacji, albo inaczej władzy, może być badana niezależnie od tego, czy przejawia się w relacji ojca do syna, dyrektora do pracownika, biskupa do księdza, czy trenera do zawodnika.

Piąty krok w kierunku abstrakcyjnego pojmowania społeczeństwa wykonano wtedy, gdy spostrzeżono, że ludzie należą do zbiorowości, uczestniczą w systemach społecznych, wchodzą w strukturalne zależności i relacje z innymi ludźmi w jeden tylko sposób: przez aktywność, przez to co robią i to co mówią. Należymy do grupy przyjaciół tylko o tyle, o ile się spotykamy, odnosimy do siebie życzliwie i z zaufaniem, jesteśmy lojalni i mówimy dobrze o przyjaciołach wobec osób trzecich. Należymy do drużyny piłkarskiej tylko o tyle,

O ile gramy w piłkę, przychodzimy na treningi, bierzemy udział w meczach. Klasyczny socjolog niemiecki Max Weber skierował uwagę na działania ludzkie jako podstawowe tworzywo, z którego powstają wszelkie zjawiska społeczne i wszelkie całości społeczne. Społeczeństwo z tej perspektywy to złożony konglomerat ludzkich działań i ich konsekwencji. Nawet tak ogromne i skomplikowane byty społeczne jak np. kapitalizm to dla Webera złożony efekt masowych działań ludzi: kupujących, sprzedających, inwestujących, organizujących produkcję, oszczędzających itp., a więc realizujących to, co nazywał „duchem kapitalizmu". W socjologii XX wieku, a zwłaszcza w jej nurcie amerykańskim (np. u C. H. Cooleya, G. H. Meada, G. Homansa, J. Colemana), akcent na działanie jako istotę świata społecznego jest do dzisiaj dominujący.

Szóste, ogromnie istotne spostrzeżenie zawdzięczamy również Maxowi Weberowi, ale także jego francuskiemu rówieśnikowi Emile'owi Durkheimo-wi. Wskazują oni, że w każdym ludzkim działaniu zawarty jest pewien sens, znaczenie, a co więcej znaczenie to ma charakter „faktu społecznego" narzucanego ludziom z zewnątrz jako coś obowiązującego, wiążącego, przez środowisko, w którym się urodzili, wychowali i w którym żyją. Umiemy grać w futbol, ale nie w krykieta, bo urodziliśmy się nad Wisłą, a nie nad Tamizą. Witamy się, podając rękę, a nie pocierając nosami, nie jesteśmy bowiem Eskimosami. Jemy widelcem i nożem, a nie pałeczkami, bo nie żyjemy w Chinach. Dbamy o konto bankowe i markę nowego samochodu bardziej niestety niż o zbawienie, bo nie urodziliśmy się w Średniowieczu, lecz w społeczeństwie konsumpcyjnym. Dzisiaj do opisania tego zbioru znaczeń, symboli, wzorów, reguł, norm, wartości itp., które kierują ludzkimi działaniami, decydują o ich indywidualnej tożsamości, określają ich uczestnictwo w zbiorowościach, wyznaczają relacje, jakie nawiązują z innymi ludźmi - używamy pojęcia kultury. Najnowsza socjologia przywiązuje do kulturowych aspektów społeczeństwa ogromną wagę (celują tu socjologowie francuscy, np. Pierre Bourdieu, Michel Foucault, Jean Baudrillard).

Siódmy krok w kierunku abstrakcyjnego ujęcia rzeczywistości społecznej polega na porzuceniu wizji społeczeństwa jako trwałego, statycznego obiektu. Oczywiście istotne elementy ujęcia dynamicznego istniały od powstania socjologii. Wskazywano na dwa typy zmienności organizmu czy systemu społecznego: przede wszystkim na ewolucję lub rozwój prowadzący do nieustannego wzrostu, różnicowania, komplikowania struktur i funkcji w obrębie całości społecznej, oraz - rzadziej - na „fizjologię społeczną", a więc codzienne funkcjonowanie organów i tkanek społecznych, niezbędne do podtrzymywania życia organizmu. Również położenie akcentu na działania wprowadziło do obrazu społeczeństwa ruch i zmienność.

Ale ostateczne konsekwencje wyprowadzono z tego dopiero pod koniec XX wieku, gdy odrzucono ostatecznie wszelkie idee zreifikowanych bytów społecznych - organizmów lub systemów o trwałych strukturach - wskazując, że wszystko co istnieje w społeczeństwie to zdarzenia społeczne: płynne, nieustannie zmienne, fluktuujące konfiguracje kulturowo ukształtowanych działań ludzkich odniesionych do działań innych ludzi. Zamiast o trwałych formach społecznych zaczęto mówić o „figuracjach" (Norbert Elias), zamiast o strukturach - o „strukturacji" (Anthony Giddens), zamiast o bytach społecznych - o życiu społecznym, zamiast o istnieniu społeczeństwa - o „stawaniu się" społeczeństwa (Piotr Sztompka).

W ten sposób w rozwoju socjologii skrystalizowało się siedem punktów widzenia tego, czym jest społeczeństwo. Pierwszy, najbliższy myśleniu potocznemu i najbardziej konkretny, nazwiemy demograficznym, gdzie społeczeństwo to tyle co populacja, wielość, zbiór jednostek. Drugi nazwiemy grupowym, gdzie społeczeństwo to złożone z jednostek zintegrowane całości, już nie luźne zbiory, lecz spoiste zbiorowości. Trzeci nazwiemy systemowym, gdzie społeczeństwo to powiązany układ pozycji (statusów) i typowych dla nich ról. Czwarty nazwiemy strukturalnym, gdzie społeczeństwo to sama sieć relacji międzyludzkich, a więc już nie obiektów, lecz form, schematów odnoszenia się ludzi do siebie. Piąty nazwiemy aktywistycznym (czy interakcjonistycznym), gdzie społeczeństwo to konglomerat wzajemnie zorientowanych działań jednostek.

Szósty nazwiemy kulturalistycznym, gdzie społeczeństwo to matryca podzielanych przez zbiorowość znaczeń, symboli i reguł odciskających piętno na ludzkich działaniach. Siódmy nazwiemy zdarzeniowym czy polowym, gdzie społeczeństwo to nieustannie zmienne, płynne pole, pełne zdarzeń społecznych. W polu tym zbiorowości jednostek podejmują wobec siebie nawzajem kulturowo wyznaczone i strukturalnie ukierunkowane działania i w toku tego procesu same modyfikują i wytwarzają grupy, systemy społeczne, struktury społeczne i kulturę, stanowiące z kolei kontekst dla przyszłych działań. Społeczeństwo w tym ujęciu nie „istnieje", lecz ciągle na nowo „staje się".

Podobne prace

Do góry