Ocena brak

Wilhelm Dilthey - Rozumienie kultury

Autor /Fred Dodano /04.08.2011

Nasze działanie zawsze zakłada rozumienie innych osób; wielka część ludzkiego szczęścia wynika z naśladowanego odczuwania cudzych stanów psychicznych; cała filologia i historia opiera się na założeniu,  że to wtórne rozumienie czegoś poje-dynczego można podnosić do rangi obiektywności. Budowana na tych założeniach hi-storyczna  świadomość stwarza nowoczesnemu człowiekowi możliwość uobecniania sobie całej przeszłości ludzkości: ponad wszystkie ograniczenia własnego czasu patrzy on na minione kultury; wchłania w siebie ich siłę i cieszy się ich urokiem: wynika stąd wielki przyrost szczęścia.

I jeśli systematyczne nauki humanistyczne wywodzą z tego obiektywnego ujęcia to, co pojedyncze, ogólne prawidłowe stosunki i wielorakie zależności, to przecież procesy rozumienia i wykładni stanowią podłoże również dla nich. Dlatego pewność tych nauk, podobnie jak historii, zależy od tego, czy rozu-mienie tego, co pojedyncze, może być podniesione do rangi powszechnej ważności. Tak więc u bram nauk humanistycznych natykamy się na problem, który w odróżnieniu od wszelkiego poznawania przyrody jest ich własnym problemem. Nauki humanistyczne górują wprawdzie nad wszelkim  poznaniem przyrodniczym tym, że ich przedmiot nie jest zjawiskiem danym zmysłowo, zwykłym odbiciem czegoś rzeczywistego w świadomości, ale jest samą bezpośrednią wewnętrzną rzeczywisto-ścią i to występującą jako wewnętrznie przeżywana spójna całość. A jednak już ze sposobu, w jaki dana  jest ta rzeczywistość w wewn ę trznym do-ś w i a d c z e n i u , wynikają dla jej obiektywnego uczucia duże trudności.

Nie bę-dziemy ich tutaj rozstrząsać. Następnie doświadczenie wewnętrzne, w którym uzmy-sławiam sobie moje własne stany, same przecież nie mogą mi uświadomić mojej wła-snej indywidualności. Dopiero porównując siebie z innymi doświadczam tego, co we mnie indywidualne; uświadamiam sobie dopiero to, co w mojej własnej egzystencji jest odmienne niż u innych; Goethe miał aż nadto racji,  że to najważniejsze wśród wszystkich naszych doświadczeń przychodzi nam z ogromnym trudem i nasze ro-zeznanie co do zakresu, natury i granic naszych sił pozostaje bardzo niedoskonałe. Obca egzystencja wszakże jest nam dostępna z zewnątrz przede wszystkim w danych zmy-słowych, gestach, dźwiękach i czynnościach. Dopiero przez proces odtwarzania tego, co w poszczególnych znakach dochodzi do zmysłów, uzupełniamy to wnętrze. Wszystko: tworzywo, strukturę najbardziej indywidualne rysy tego uzupełnienia mu-simy przenieść z własnej  żywotności.

Jakże więc indywidualnie ukształtowana  świa-domość może przez takie odtworzenie doprowadzić do obiektywnego poznania cudzą i zupełnie inaczej uformowaną indywidualność? Cóż to jest za proces, który pozornie tak obco wchodzi między inne procesy poznania? Proces, w którym na podstawie znaków z zewnątrz dostarczanych przez zmysły poznajemy sferę wewnętrzną, nazywamy rozumieniem. Tak zwykło się mó-wić; ścisła zaś terminologia psychologiczna, której tak bardzo potrzebujemy, może usta-lić się tylko wtedy, kiedy wszyscy piszący będą jednakowo trzymać się każdego już dobrze urobionego, jasno i użytecznie sprecyzowanego wyrażenia. Rozumienie przy-rody — interpretatio naturae — jest wyrażeniem obrazowym.

Ale również ujmowa-nie własnych stanów określamy w niewłaściwym tylko sensie jako rozumienie. Wprawdzie powiadam: nie rozumiem, jak mogłem tak postępować, tak, przestaję już siebie rozumieć. Chcę jednak przez to powiedzieć, że jakieś przejawienie się mojej isto-ty, które nastąpiło w świecie zmysłowym, wydaje mi się być zachowaniem kogoś obce-go, i że jako takiego nie potrafię go zinterpretować lub też w innym przypadku, że po-padłem w taki stan, który oglądam jak coś obcego. Rozumieniem więc nazywamy taki proces, w którym na podstawie zmysłowo danych znaków rozpoznajemy coś psychicznego, czego są one przejawem. To rozumienie rozciąga się od ujmowania dziecięcego gaworzenia po Hamleta i krytykę rozumu.

Z kamieni, marmuru, uformowanych muzycznie dźwięków, z ge-stów, słów i pisma, z działań, porządków gospodarczych i konstytucji przemawia do nas ten sam ludzki duch i wymaga wyłożenia. Proces rozumienia, skoro określany jest przez wspólne warunki i środki tego rodzaju poznania, musi mieć zatem wspólne cechy. W tych podstawowych rysach jest on taki sam. Jeżeli pragnę rozumieć Le-onarda, to bierze w tym udział łącznie interpretacja działań, obrazów, rzeźb, dzieł pisa-nych, a mianowicie w homogenicznym, jednolitym procesie. Istnieją różne stopnie rozumienia. Są one przede wszystkim uwarunkowane przez zainteresowanie. Jeśli to zainteresowanie jest ograniczone, ograniczone jest również rozumienie. Jakże niecierpliwie przysłuchujemy się niektórym polemikom; wybiera-my z nich jakiś dla nas praktycznie ważny punkt, nie interesując się wewnętrznym życiem mówcy. W innych natomiast przypadkach każdy wyraz twarzy, każde słowo sprawia, że usilnie staramy się dotrzeć do wnętrza osoby mówiącej.

Ale również najusilniejsza uwaga może tylko wtedy stać się procesem zgodnym z regułami, w którym uzyskuje się kontrolowany stopień obiektywności, jeżeli uzewnętrznie-nie  życia zostanie utrwalone i możemy do niego wciąż powracać. Tego rodzaju zgodne z regu ł ami rozumienie utrwalonych uzewnętrznień   ż ycia nazywamy wyk ł adni ą , czyli in-terpretacj ą . W tym sensie istnieje również sztuka wykładni, której przedmiotami są rzeźby i malowidła, i już Friedrich August Wolf domagał się archeolo-gicznej hermeneutyki i krytyki.

Podobne prace

Do góry