Ocena brak

Wiek politycznych eksperymentów

Autor /vvv Dodano /14.03.2011

Kościół  łaciński był złamany,  Święte Cesarstwo Rzymskie w ostatecznym upadku; historia Europy, począwszy od w. XVI, jest historią ludów szukających po omacku nowej metody rządzenia, lepiej przystosowanej do zmienionych warunków. W świecie starożytnym przez długie okresy czasu odbywały się zmiany dynastyczne, a nawet zmiany rządzącej rasy i panującego języka, lecz forma rządu, z monarchą i świątynią, pozostawała na ogół ta sama, a jeszcze bardziej niezmienny był tryb życia. W tej zaś nowoczesnej Europie od XVI w. zmiany dynastyczne są bez znaczenia, a jedynie ważna jest szeroka i wzmagająca się rozmaitość eksperymentów w dziedzinie politycznej i społecznej organizacji.

Polityczna historia  świata od XVI w. była, jakeśmy powiedzieli, w wielkim stopniu nieuświadomionym wysiłkiem ludzkości pragnącej przystosować swe polityczne i społeczne metody do pewnych nowo powstałych warunków. Wysiłek ten komplikowała jeszcze okoliczność, że same warunki zmieniały się ze wzrastającą szybkością. Przystosowanie, głównie nieświadome i prawie zawsze nie zamierzone (ponieważ' człowiek na ogół nie lubi zmian dobrowolnych), pozostawało coraz bardziej w tyle poza zmianami warunków. Od XVI w. historia ludzkości zawiera dzieje politycznych i społecznych urządzeń, coraz mniej odpowiednich, coraz mniej wygodnych i coraz bardziej uciążliwych, oraz unaocznia, jak powoli i niechętnie realizowano tę potrzebę  świadomej i planowanej przebudowy całego ustroju społeczeństw ludzkich, która zrodziła się wobec potrzeb i możliwości zupełnie nie znanych dotychczasowemu doświadczeniu.

Jakież wiać były te zmiany w stosunkach ludzkich, które zachwiały równowagą rządu, kapłana, chłopa i kupca, równowagą, utrzymującą świat starożytny w dostatecznym rytmie przez z górą sio wieków, odświeżanych okresowymi najazdami barbarzyńców? Były one różnorakie i rozmaite, gdyż sprawy ludzkie są niezmiernie złożone; główne atoli zmiany zdają się obracać dookoła jednej przyczyny, a mianowicie: wzrostu i rozszerzania się wiedzy o naturze rzeczy, poczynającej się najpierw w małych grupach ludzi inteligentnych, a rozchodzącej się z początku powoli, w ostatnich zaś pięciu wiekach z wielką szybkością i ogarniającej coraz szersze warstwy.

Ale była jeszcze inna wielka zmiana w stosunkach ludzkich, którą spowodował nowy duch życia ludzkiego. Zmiana ta postępowała równolegle ze wzrostem i rozszerzaniem się wiedzy, nie bez ukrytego z nimi związku. Coraz silniejsza była skłonność, aby życie, oparte na pospolitych i elementarnych pragnieniach, uważać za niedostateczne i znaleźć jakiś pełniejszy kształt  życia, któremu warto służyć. Jest to wspólna cecha wszystkich wielkich religii powstałych w ostatnich dwudziestu paru wiekach: buddyzmu, chrześcijaństwa, islamu. Zwracały się one do duszy ludzkiej w taki sposób, jak tego nie czyniła  żadna z dawniejszych religii. Były one w swej istocie i w skutkach siłą zupełnie różną od starych, fetyszystycznych religii opartych na krwawych ofiarach, kapłaństwie i świątyniach, które częściowo zmodyfikowały, częściowo wyparły.

Powoli rozwinęły one w człowieku samoposzanowanie i poczucie współuczestnictwa i współodpowiedzialności w sprawach dotyczących świata ludzkiego, czego nie znały wczesne cywilizacje. Pierwszą wydatną zmianą w politycznym i społecznym  życiu było uproszczenie i bardziej powszechne używanie pisma w starożytnych cywilizacjach, co umożliwiło, a nawet uczyniło koniecznym szersze polityczne porozumienie i powstanie wielkich państw. Dalszy postęp dokonał się z wprowadzeniem konia, a nieco później wielbłąda, jako środków transportowych, za czym poszło' użycie wozów, budowa dróg i wzmożona działalność wojenna dzięki wynalezieniu żelaza. Wskutek wprowadzenia bitej monety nastąpiły głębokie zaburzenia ekonomiczne i zmiany w charakterze długów, własności prywatnej i handlu, zależnie od tego wygodnego, a niebezpiecznego środka.

Państwa rosły, a z nimi rozszerzyły się i pojęcia ludzkie. Nadszedł czas wymierania bogów lokalnych, wiek teokracji i głoszenia wielkich religii światowych. Pojawiły się początki rozumowanej i pisanej historii i geografii; człowiek po raz pierwszy uświadomił sobie swą głęboką ignorancję i uczynił pierwszy krok ku systematycznemu poszukiwaniu wiedzy. Na czas jakiś rozwój nauki, który tak  świetnie rozpoczął się w Grecji i Aleksandrii, doznał przerwy. Najazdy barbarzyńców teutońskich, wędrówki ludów mongolskich na zachód, konwulsyjna przebudowa pojęć religijnych i wielkie zarazy nałożyły ciężkie pęta na polityczne i społeczne  życie. Cywilizacja wypłynęła z tego chaosu w czasach, kiedy niewolnictwo przestało być podstawą  życia ekonomicznego, a pierwsze papiernie przygotowywały nowy  środek porozumiewania się za pomocą słowa drukowanego. Stopniowo podjęto znów poszukiwanie wiedzy, systematyczną pracę naukową.

Teraz zaś od XVI w., jako nieunikniony produkt uboczny systematycznej myśli, pojawia się szereg wynalazków ułatwiających współżycie i współdziałanie ludzi między sobą. Wszystkie one prowadziły do działalności w szerszym zakresie, do większych wzajemnych korzyści lub strat, dzięki nim wzrastała potrzeba współpracy. Wynalazki następowały po sobie coraz szybciej. Umysły ludzkie nic były na to przygotowane i aż do czasu, gdy wielkie katastrofy XX wieku zaostrzyły bystrość umysłów, historyk rzadko może spotkać rozumnie planowany wysiłek opanowania nowych warunków, które wytworzyła wzmagająca się powódź wynalazków. Dzieje ludzkości w ostatnich czterech stuleciach są jakby historią człowieka, który usnął w swym więzieniu i zaczyna się poruszać niezdarnie i ociężale w chwili, gdy więzienie ogarnął pożar: nie zbudził się jeszcze, trzask i żar ognia plącze się w jego głowie z prastarymi, bezładnymi snami; ani jednym gestem nie przypomina człowieka czujnego i  świadomego niebezpieczeństwa i okoliczności.

Skoro historia już nie jest zbiorem biografii, lecz historią społeczeństw, musi w niej być mowa o wynalazkach, a najwięcej o tych, które dotyczą komunikacji. W XVI w., wśród nowych rzeczy najbardziej godną uwagi jest drukowana książka i prawdziwy morski, oceaniczny okręt posługujący się kompasem. Książka sprawiła, że nauka stała się mniej kosztowna i powszechna, książka wprowadziła do nauki prąd rewolucyjny, ożywiła wymianę myśli, dyskusję i podstawowe czynności polityki.  Żegluga oceaniczna zjednoczyła kulę ziemską. Równie ważną rzeczą było rozpowszechnienie broni palnej i prochu strzelniczego, który pierwsi przynieśli do Europy Mongołowie w XIII w. To odebrało baronom dotychczasowe bezpieczeństwo, jakiego zażywali bezkarnie w swych zamkach i miastach warownych. Armaty wypłoszyły feudalizm.

Armaty zdobyły Konstantynopol; Meksyk i Peru padły w trwodze przed hiszpańskimi armatami. W w. XVII rozwija się systematyczny ruch publikacji naukowych — nowość, zrazu niezbyt pokaźna, w końcu jednak o wielkiej doniosłości. Jednym z wybitnych przywódców tego postępu był Sir Francis Bacon (1561—1626), późniejszy Lord Verulam, kanclerz państwa. Był on uczniem, a może echem innego Anglika, dr Gilberta,  filozofa eksperymentalnego z Colchester (1540—1603). Ten drugi Bacon, podobnie jak pierwszy, głosił potrzebę obserwacji i doświadczeń i obrał owocną formę utopii, aby w swej Nowej Atlantydzie  wypowiedzieć marzenie o wielkiej organizacji badań naukowych. Powstało Królewskie Towarzystwo w Londynie, Towarzystwo Florenckie i inne podobne zrzeszenia narodowe, których zadaniem było popieranie i rozszerzanie wiedzy. Te europejskie towarzystwa naukowe stały się  źródłem nie tylko niezliczonych wynalazków, lecz również druzgocącej krytyki groteskowej teologicznej historii świata, która panowała i więziła myśl ludzką przez wiele stuleci.

Ani w. XVII, ani XVIII nie mogą się poszczycić  żadną tak bezpośrednią rewolucyjną innowacją, jak książka drukowana lub okręt oceaniczny, lecz siła ich leży gdzie indziej: w nieustannym gromadzeniu wiedzy i energii naukowej, co miało wydać swe owoce w w. XIX.Zwiedzano świat i kreślono mapy, na których pojawiła się Tasmania, Australia, Nowa Zelandia.

W Anglii w XIX w. zaczęto używać koksu do celów metalurgicznych, co wpłynęło na stanienie żelaza, które teraz można było odlewać w większych kawałkach niż przedtem, gdy się posługiwano jedynie węglem drzewnym. Poczyna się świt nowoczesnych maszyn. Na podobieństwo drzew w królestwie niebieskim, nauka wydaje jednocześnie i bez przerwy: pąki, kwiaty i owoce. Z wiekiem XIX rozpoczyna się prawdziwe owocobranie, które odtąd może już trwać zawsze. Najpierw zjawia się para i stal, kolej, wielki  liniowiec, przestronne mosty i budynki, maszyny o prawie nieograniczonej potędze, możność hojnego zaspokojenia każdej ludzkiej potrzeby materialnej, po czym następuje cud jeszcze większy: otwierają się przed ludźmi ukryte skarby elektryczności... Porównaliśmy polityczne i społeczne  życie człowieka, począwszy od XVI w., z  życiem uśpionego więźnia, który leży i śni w chwili, gdy nad nim płonie jego więzienie.

W XVI w. myśl ludzką zaprzątało jeszcze marzenie o  świętym cesarstwie rzymskim, zjednoczonym w Kościele katolickim. Lecz tak jak któryś z nieopanowanych elementów naszej istoty wprowadza niekiedy do naszych snów najbardziej absurdalne i zgubne dodatki, tak samo w ten sen historyczny wplotła się senna twarz i głodny żołądek Karola V, właśnie w chwili, gdy Henryk VIII i Luter rozrywali na cząstki jedność katolicyzmu. W XVII i XVIII w. sen odwrócił się ku monarchii personalnej. Historia niemal całej Europy w tym okresie przedstawia, z pewnymi zmianami, dzieje konsolidowania się monarchii, nadawania jej charakteru absolutnego i rozszerzania jej potęgi na słabsze kraje ościenne; jednocześnie najpierw obszarnicy, a potem, ze wzrostem handlu zagranicznego i domowego przemysłu, rosnąca w siłę klasa kupców i finansistów, okazują stały opór wobec roszczeń i interwencji tronu. Żadna strona nie odnosi powszechnego zwycięstwa, tu król jest górą, tam znów prywatna własność bije króla.

W jednym kraju król staje się słońcem i światłem  życia narodu, a zaraz za jego granicami  twarda klasa kupiecka utrzymuje republikę. Z tego widać jasno, jak dalece wszystkie rządy tego okresu miały charakter eksperymentalny i lokalny. Bardzo rozpowszechnionym typem w tych dramatach narodowych jest minister królewski, często w katolickich jeszcze krajach prałat, który stoi za królem, służy mu i rządzi nim dzięki swym niezbędnym usługom. W granicach tej książki niepodobna opisać szczegółowo tych rozmaitych dramatów narodowych. Kupcy holenderscy stali się protestantami i republikanami i wyzwolili się spod władzy Filipa II hiszpańskiego, syna cesarza Karola V.

W Anglii, Henryk VIII i jego minister Wolsey, królowa Elżbieta i jej minister Burleigh, przygotowali podstawy absolutyzmu, które zniszczyło szaleństwo Jakuba I i Karola I. Karola I  ścięto za zdradę narodu (1649), co było nowym zwrotem w pojęciach politycznych Europy. Przez dwanaście lat (do r. 1660) Anglia była republiką, a później korona była niestałą władzą usuniętą w cień przez parlament i dopiero Jerzy III (1760—1820) zdobył się na dzielny i częściowo skuteczny wysiłek przywrócenia jej utraconej powagi. Król zaś francuski, najlepiej ze wszystkich królów europejskich, potrafił udoskonalić monarchię. Dwaj wielcy ministrowie, Richelieu (1585—1642) i Mazarin (1602—1661) pomagali mu w tym dzielnie, a długie panowanie i znakomite zalety Ludwika XIV (1643— 1715) sprzyjały wzrostowi powagi monarszej.

Ludwik XIV był w istocie wzorem króla europejskiego.Był on, w granicach swych możliwości, wyjątkowo zdolnym królem; ambicja jego była silniejsza od jego niższych namiętności, i on prowadził kraj do bankructwa poprzez zawiłości śmiałej polityki zagranicznej, z tak wytworną godnością, że do dziś jeszcze budzi nasz podziw. Pierwszym jego pragnieniem było umocnienie i rozszerzenie Francji aż do Renu i Pirenejów oraz objęcie hiszpańskich Niderlandów; w naszej zaś perspektywie widział królów francuskich jako możliwych następców Karola Wielkiego w odbudowanym, świętym rzymskim cesarstwie.

Przekupstwo uważał za lepszą metodę polityczną od wojny. Na żołdzie jego był Karol II angielski i większość szlachty polskiej. Jego pieniądze, a właściwie pieniądze podatników francuskich, szły wszędzie. Główną atoli jego troską była zewnętrzna okazałość. Wielki pałac wersalski, ze swymi salonami, korytarzami, zwierciadłami, tarasami, wodotryskami, parkami i prospektami był przedmiotem zazdrości i podziwu całego świata. Zachęcał wszystkich do naśladowania. Każdy król i każde książątko w Europie chciało mieć własny Wersal, o tyle zbliżony do prawdziwego, o ile na to pozwalały środki.

Wszędzie szlachta przebudowywała i rozbudowywała zamki według nowego wzoru. Rozwinął się wielki przemysł pięknych i kunsztownych tkanin i mebli. Wszędzie powstawało mnóstwo rzeczy zbytkownych; rzeźby z alabastru, fajansu, pozłacane wyroby z drzewa, wyroby z metalu, wytłaczana skóra, dużo muzyki, wspaniałe malarstwo, piękne druki i oprawy, wytworna porcelana, doskonałe wina. Wśród tych zwierciadeł i eleganckich mebli obracał się dziwny  świat panów w wysokich pudrowanych perukach, w jedwabiach i koronkach, stąpających na wysokich, czerwonych obcasach, podpierających się osobliwymi laskami; a jeszcze dziwniejsze były damy w koafiurach spiętrzonych na kształt wieżyc, strojne w ogromne obszary jedwabiu i satyny, obciągnięte na drutach. W tym otoczeniu królował Wielki Ludwik, słońce swego  świata i nie widział tych wynędzniałych, złych i gorzkich twarzy, które patrzyły nań z głębokich mroków, dokąd światło jego nie docierało.

Naród niemiecki, w ciągu tego okresu monarchii i rządów eksperymentalnych, trwał w politycznym rozproszeniu. Znaczna ilość książęcych dworów małpowała w różnym stopniu splendor wersalski. Wojna Trzydziestoletnia (1618—1648), niszcząca waśń między Niemcami, Szwedami i Czechami o zmienne korzyści polityczne, na całe stulecię wyczerpała energię Niemiec.

Proszę spojrzeć na mapę i zobaczyć, jak niedorzeczną łataniną zakończyła się ta wojna po pokoju westfalskim (1648). Widzimy tam rój księstw, wolnych państw itp., z których jedne znajdują się w granicach Cesarstwa, inne poza jego granicami. Ramię szwedzkie, jak to czytelnik widzi, sięgało w głąb Niemiec; Francja zaś, z wyjątkiem paru wysepek terytorialnych w granicach cesarstwa, była daleko od Renu. Wśród tego zamieszania Królestwo Pruskie — królestwem zaczęło być od r. 1701 — wytrwale zdobywało coraz większą przewagę i prowadziło szereg zwycięskich wojen. Fryderyk Wielki pruski (1740—1786) miał swój Wersal w Poczdamie, gdzie dwór jego mówił po francusku, czytał francuskie książki i rywalizował z kulturą króla francuskiego. W r. 1714 elektor hanowerski zostaje królem Anglii, dodając jeszcze jedną monarchię do liczby tych, które leżały częściowo w granicach cesarstwa, a częściowo poza nim. Austriacka linia potomków Karola V zatrzymała tytuł cesarza; hiszpańska linia zatrzymała posiadłości hiszpańskie.

Ale teraz był jeszcze jeden cesarz na wschodzie. Po upadku Konstantynopola (1453), wielki książę moskiewski, Iwan Wielki (1462—1505) rościł sobie prawa do tronu bizantyńskiego i przyjął jako godło dwugłowego orła Bizancjum. Wnuk jego, Iwan IV Groźny (1533—1584) przyjął tytuł Cezara — cara. Lecz dopiero w drugiej połowie XVII w. przestała być Rosja dla Europy odległym azjatyckim państwem. Piotr Wielki (1682—1725) wprowadził Rosję na widownię polityki zachodnioeuropejskiej. Założył nową stolicę — Petersburg nad Newą, który był oknem na Europę, a o trzydzieści kilometrów od stolicy miał swój Wersal, Peterhof, zbudowany przez francuskiego architekta; były tam tarasy, wodotryski, kaskady, galeria obrazów, park — wszystkie znane dekoracje wielkiej monarchii. W Rosji, podobnie jak w Prusach, język francuski stał się językiem dworu.

Nieszczęśliwie położone między Austrią, Prusami i Rosją było Królestwo Polskie,  źle zorganizowane państwo wielkich obszarników, którzy zbyt zazdrośnie strzegli własnej wielkości, aby pozwolić, by wybrany przez nich król był czymś więcej niż malowanym królem. Losem Polski był podział między tych trzech sąsiadów i nie zapobiegły temu wysiłki Francji, która Polskę chciała utrzymać jako niezależnego sojusznika.

Szwajcaria była w tym czasie zbiorem kantonów republikańskich; Wenecja była rzeczpospolitą; Włochy, podobnie jak Niemcy, podzielone były na drobne księstewka. Papież panował jak książę w państwie papieskim i zbyt obawiał się utracić pozostałych przy katolicyzmie książąt, aby miał ochotę mieszać się w ich sprawy z własnymi poddanymi lub przypominać światu wspólne dobro chrześcijaństwa. Jakoż w istocie nie było w Europie  żadnej wspólnej idei politycznej; Europa była zdana zupełnie na rozproszenie i zróżnicowanie. Wszystkie te niezawisłe księstwa i republiki zmierzały do wyniesienia się kosztem sąsiada. Każde z nich prowadziło agresywną „politykę zagraniczną” i szukało agresywnych sojuszników. My, Europejczycy, do dziś  żyjemy jeszcze w ostatniej fazie tego wieku różnorodnych państw suwerennych i cierpimy z powodu nienawiści, waśni i podejrzeń, jakie on zasiał.

Historia tych czasów staje się coraz widoczniej „plotkarską”, coraz mniej rozumną i coraz bardziej nudną dla współczesnej naszej inteligencji. Opowiadają nam, jak tę lub tamtą wojnę spowodowała taka a taka metresa królewska, a jak znów zawiść jednego ministra przeciw drugiemu pociągnęła za sobą inne zgubne skutki. Ta cała paplanina, te sprzeczki i intrygi budzą niesmak inteligentnego badacza. Bardziej znamiennym faktem jest, że pomimo tylu granic rozdzielających narody oświata i myśl rozszerzała się, a z nią rosły wynalazki i odkrycia. Wiek XVIII stworzył literaturę głęboko sceptyczną i krytyczną wobec ówczesnych dworów i polityki. W takim  Kandydzie  Woltera znajdujemy wyraz ostatecznego znużenia bezładem panującym w świecie europejskim.

Podobne prace

Do góry