Ocena brak

Wiek bagien węglowych

Autor /rockman Dodano /11.03.2011

W tym wieku ryb ląd stały był prawie bez życia. Urwiska i szczyty nagich skał obmywał deszcz i wysuszało słońce. Nie było prawdziwej gleby, albowiem nie było jeszcze robaków ziemnych, które przyczyniają się do wytworzenia gleby i nie było roślin, dzięki którym skały kruszą się i zmieniają w ziemię urodzajną; nie było ani śladu mchu, ani porostów. Siedzibą życia było wciąż jeszcze morze. Klimat tego  świata jałowych skał ulegał wielkim zmianom.

Przyczyny tych zmian klimatycznych były bardzo złożone i wymagają jeszcze należytego zbadania. Zmieniający się kształt orbity ziemskiej, stopniowe przesuwanie się osi ziemskiej, zmiany w układzie kontynentów, prawdopodobnie nawet fluktuacje ciepłoty słońca — były powodem,  że wielkie obszary powierzchni ziemi na długie okresy pokrywały się lodem, to znów na miliony lat otrzymywały klimat ciepły lub umiarkowany. Historia naszego  świata przeszła okresy wielkich wstrząśnień, kiedy to w ciągu kilku milionów lat wybuchy wulkaniczne i ruchy górotwórcze kształtowały zarysy naszego globu, pogłębiając morza, podnosząc wysokość gór i wprowadzając krańcowe różnice klimatu.

Po takich okresach następowały długie wieki względnego spokoju, podczas których mróz, deszcz i strumień znosiły góry i wlokły wielkie masy iłu i zapełniały nimi morza, te zaś stawały się coraz płytsze i szersze i zalewały coraz więcej lądu. Należy się pozbyć myśli, że powierzchnia ziemi z chwilą stwardnienia jej skorupy ulegała stałemu oziębianiu. Kiedy bowiem ziemia ostygła, jej temperatura wewnętrzna przestała oddziaływać na stosunki panujące na powierzchni. Widzimy  ślady okresów nader obfitych  śniegów i lodów, epok lodowych, sięgających nawet okresu azoicznego. Dopiero pod koniec Wieku Ryb, w okresie rozległych, płytkich mórz i lagun, życie w znacznej mierze przeszło na ląd stały.

Bez wątpienia wcześniejsze typy tych form, które teraz zaczynają się pojawiać w wielkiej obfitości, rozwijały się z wolna i niewidocznie przez całe dziesiątki milionów lat. Teraz zaś nadszedł ich czas. W tej wędrówce na ląd stały rośliny bez wątpienia wyprzedziły zwierzęta, ale zwierzęta prawdopodobnie dość rychło poszły w  ślad za migracją roślin. Pierwszym problemem, jaki roślina miała rozwiązać, było: zaopatrzyć się w twardą podporę, zdolną udźwignąć jej uliścienie ku słońcu, skoro zabrakło wody, która ją dotychczas podtrzymywała; drugim zaś — trudność wprowadzania wody do tkanek z moczarzystego gruntu, a nie, jak dotychczas, bezpośrednio z morza.

Obydwa te problemy rozstrzygnęło powstanie tkanki drzewnej, która jednocześnie podtrzymywała roślinę i doprowadzała wodę do liści. Księga Skał zapełniła się nagle olbrzymią rozmaitością zdrewniałych bagiennych roślin, niekiedy wielkich rozmiarów, jak olbrzymie mchy i paprocie drzewiaste, gigantyczne skrzypy  itp. Wraz z nimi wiek za wiekiem, wyłaziły z wody rozmaite formy zwierzęce. Były tam stonogi i wije; pojawiły się pierwsze owady; istniały stworzenia pokrewne dawnym krabom królewskim i skorpionom wodnym, z których powstały pierwsze pająki i skorpiony lądowe; nie brak było zwierząt kręgowych.

Niektóre z tych pierwotnych owadów były bardzo duże. Ważki miały w tym okresie skrzydła, ozciągające się na 29 cali. Te nowe rzędy i rodzaje w rozmaity sposób nauczyły się oddychać powietrzem.

Dotychczas owiem wszystkie zwierzęta oddychały powietrzem rozpuszczonym w wodzie i po prawdzie do ziś wszystkie zwierzęta to robią. Ale teraz  świat zwierzęcy zdobywał zdolność samodzielnego aopatrywania się w potrzebną mu wilgoć. Człowiek z zupełnie suchymi płucami udusiłby się zisiaj; powierzchnia jego płuc musi być wilgotna, aby powietrze' mogło przez nie przeniknąć do rwi. Przystosowanie się do oddychania powietrzem w każdym wypadku sprowadza się albo do ozwinięcia pokrywy osłaniającej staroświeckie skrzela, aby zapobiec parowaniu, albo do wytworzenia nowych organów oddechowych, położonych głęboko wewnątrz ciała i zwilżanych wodnistą wydzieliną. Dawne skrzela, którymi oddychała pierwotna ryba z rzędu kręgowców, nie adawały się do oddychania na lądzie i przy tym podziale królestwa zwierząt nowy, głęboko sadzony organ oddechowy, płuca, powstał z pęcherza pławnego ryby.

Ten rodzaj zwierząt, tóry nazywamy płazami, dzisiejsze  żaby i traszki, rozpoczyna swój  żywot w wodzie i oddycha krzelami; po czym płuca, rozwijające się w ten sam sposób jak pęcherz pławny u wielu ryb, mianowicie w postaci workowatego wyrostka w gardzieli, pełnią funkcje; oddychania, zwierzę wychodzi na ląd, skrzela obumierają i zanikają szpary skrzelowe (wszystkie z wyjątkiem jednej, tóra zamieniła się w kanał ucha). Zwierzę może odtąd żyć jedynie na powietrzu, ale musi wracać rzynajmniej na ”skraj wody, aby w niej złożyć jajka i zapewnić trwanie swego gatunku. Wszystkie oddychające powietrzem kręgowce z tego okresu bagien i roślin należały do romady płazów. Wszystkie one przedstawiały formy zbliżone do dzisiejszych traszek, a niektóre siągnęły nawet znaczne rozmiary. Były to co prawda zwierzęta lądowe, ale musiały  żyć w liskości miejsc wilgotnych i bagnistych, a wszystkie wielkie drzewa tego czasu były również w istocie swej ziemnowodne. 

Żadne z nich nie wydawało dotychczas owoców ani nasieni tego rodzaju, żeby mogły spaść na ziemię i rozwijać się jedynie z pomocą tej wilgoci, jaką daje deszcz lub rosa. Wszystkie, jak się zdaje, wrzucały swe zarodniki do wody, jeśli miały one się przyjąć. Jest to jedna z najpiękniejszych stron tej pięknej nauki, jaką jest anatomia porównawcza,  że stara się ona nakreślić zawiły i przedziwny proces przystosowania się stworzeń  żyjących do egzystencji na powietrzu. Wszystek świat żyjący, zarówno rośliny, jak zwierzęta, żył pierwotnie w wodzie. I tak np. wszystkie wyższe kręgowce od ryb począwszy, nie wyłączając człowieka, mają w swym rozwoju, w jaju lub przed urodzeniem, takie stadium, w którym posiadają skrzela; skrzela te, oczywiście, zanikają, nim płód przychodzi na  świat. Gołe oko ryby, stale wystawione na działanie wody, w wyższych formach zabezpiecza się przed wyschnięciem dzięki powiekom i gruczołom, wydzielającym wilgoć. Słabsze drgania głosu na powietrzu wymagają istnienia bębenka usznego.

W każdym nieomal organie ciała okazały się konieczne podobne zmiany i przystosowania, aby umożliwić egzystencję w warunkach powietrznych. Życie epoki węglowej, epoki płazów, rozwijało się na bagnach i lagunach i na niskich wybrzeżach lądu wciśniętego między te wody.  Życie nie sięgało dalej. Wzgórza i góry pozostawały wciąż jeszcze jałowe i bez  życia.  Życie nauczyło się oddychać powietrzem, lecz korzenie jego wciąż jeszcze tkwiły w rodzimej wodzie; musiało ono jeszcze wracać do wody, aby rodzić nowe pokolenia.

Podobne prace

Do góry