Ocena brak

W poszukiwaniu prawd i wartości

Autor /Albinos Dodano /05.06.2013

Jan Józef Szczepański (ur. 1919), prozaik, eseista, scenarzysta filmowy. Uczestnik kampanii 1939 r., w okresie okupacji oficer AK. Wiatach 1980 —1983 prezes ZG ZLP. Najważniejsze u wtóry: Polska jesień (1955), Ikar (1966), Wyspa (1968), Rafa (1974).

Wprowadzenie do obiegu szkolnego dwóch niewielkich rozmiarami książek Jana Józefa Szczepańskiego — Rafy i Przed nieznanym trybunałem (1975) jg- stwarza w końcowym okresie edukacji literackiej poważną szansę dla ewentualnego rozsmakowania w innej niż czysto fabularna odmianie prozy. Elementem wspólnym obu książek, scalającym bardzo różne tematycznie opowiadania, jest formułowanie i zadawanie pryncypialnych pytań. Rozterki i niepokoje, nie ukrywane pod pozorem fikcyjnego narratora czy wyimaginowanej postaci, mają szansę stać się pytaniami i niepokojami odbiorców. Bezpośredniość swoistego dialogu z czytelnikiem jest w stanie sprawić, że pozwoli on się wciągnąć w niełatwą problematykę o godnym i świadomie kształtowanym życiu własnym.

Tom prozy Przed nieznanym trybunałem mimo zróżnicowania tematycznego ma w gruncie rzeczy jednorodną problematykę, a jego klamrę kompozycyjną stanowią szkice: pierwszy — W służbie Wielkiego Armatora, i ostatni — List do Juliana Stryjkowskiego, zawierające pytania osobiste i profesjonalne o sens powołania pisarskiego i rolę literatury. W trzech pozostałych m Święty, Piąty Anioł i Maskarada na Oxford Street — autor rozważa sens naszego istnienia.

Uczciwość pisarska każe Szczepańskiemu odpowiedzieć na pytanie, po co tworzy i jak rozumie dzisiaj misję literatury. Funkcją literatury jest, według niego, świadczenie prawdzie, wymierzanie sprawiedliwości światu, co polega na „postrzeganiu go w dramatycznej perspektywie tych proporcji, które ujawniając nieskończoną naszą znikomość, nakazują człowiekowi pokorę i równocześnie dają mu prawo do dumy”.

„Kodeks Conradowski” towarzyszy stale pisarzowi w myśleniu o człowieku ocalającym własną godność w zagrażającym żywiole natury i pułapkach cywilizacji, o człowieku kierującym się zasadami honoru i wierności samemu sobie.

Decyzja zestawienia obok siebie dwóch szkiców o krańcowo różnej tematyce i wymowie Święty i Piąty Anioł — daje wyobrażenie prawdy o człowieku dzięki pokazaniu dwóch biegunów: dobra i zła, dzięki ukazaniu różnych możliwości spożytkowania sił duchowych człowieka: jego wyniesienia i klęski, przekroczenia granic ciała i oddania się w niewolę instynktom.

Wydaje się, że literacką siłą Świętego jest spełnienie oczekiwań myślącego, krytycznego czytelnika, który o niezwykłym czynie ojca Kolbego słyszał lub czytał wcześniej, a teraz autor rozmawia z nim o fenomenie tej świętości, równocześnie odbrązawiając postać. Sprzyja temu kompozycja szkicu, w którym na początku, z szacunku dla szczegółu, opisany został czyn o. Kolbego w Oświęcimiu i jego wymowa, po czym następuje rozważanie o niezwykłości tego poświęcenia w świetle biografii zakonnika podatnego na posłuszeństwo i dyscyplinę wobec autorytetów, aby na koniec poddać analizie ten akt afirmacji tak różny od dramatycznych aktów protestu lub rozpaczy (podpalenia się mnichów buddyjskich), jakie zna współczesna historia.

Szczepański zjednuje czytelnika ujawnieniem całej, również niepochlebnej wiedzy o człowieku, odsłonięciem własnych pytań, niepokojów i zastrzeżeń oporu, a nawet obcości, której nie umie przezwyciężyć. Wszystko to staje się wyzwaniem do prześledzenia drogi i czynu zakonnika, do odpowiedzi na pytania sobie i czytelnikowi, zanim „hagiografowie wymodelują ostatecznie wizerunek świętego”. Autor nie waha się przed ujawnieniem paradoksu: dziwnego połączenia ubóstwa i pokory z agresywnością, która kazała zakonnikowi dążyć do podboju świata, do nawracania „pogan” w Japonii, do objęcia całego globu siecią swojej organizacji. Zabiegiem myślowym i kompozycyjnym jest zderzenie tych faktów z zachowaniem w Oświęcimiu. Okaże się, że dopiero ostateczna próba w obozie wyzwoliła w nim „esencję chrześcijaństwa” (określenie A. Stoffa).

Wyjątkowość czynu o. Kolbego należy odczytywać w kontekście historycznym i wtedy tym więcej znaczy jako heroiczny gest miłości w obliczu zmasowanej nienawiści, jako zwycięstwo godności człowieka przeciwko gwałtowi. Pisarz na skali etyki wysoko umieszcza bohaterstwo indywidualne, samotne, a więc najtrudniejsze, będące wyzwaniem rzuconym okrucieństwu w chwilach najcięższych i bliskich utraty wiary. Ten rodzaj bohaterstwa ocalał sens człowieczeństwa, był i jest argumentem w rozległej dyskusji światopoglądowej.

Piąty Anioł zasadza się na podobnej konstrukcji: pisarz wychodzi od faktów ku poszukiwaniu ich przyczyn, a więc od tego, co czytelnik wie, ku temu, co nieznane. Wbrew tytułowi i głośnej postaci Mansona autor niejako odwraca stereotyp, czyniąc głównym bohaterem społeczeństwo amerykańskie. Mniej go interesuje jednostkowy przykład patologii, ucieleśnienie szataństwa w postaci Mansona, a bardziej go zaprząta kraj, sytuacja społeczna i obyczajowa, w której początkowo szlachetny bunt przeciwko społeczeństwu konsumpcyjnemu przerodził się w brutalność i agresję.

Sprawę Mansona traktuje Szczepański jako zdarzenie prowokujące do zadumy nad charakterem i istotą cywilizacji, która takiego człowieka ukształtowała. Dorosłe społeczeństwo amerykańskie utraciło wiarę w słuszność założeń tradycyjnej cywilizacji, a pokoleniową rewolucję, wspieraną moralnie protestem przeciw wojnie w Wietnamie, przyjmowało ze zrozumieniem i poczuciem własnej winy. Rozumowanie społeczeństwa sprowadza Szczepański do wymownej postaci: młodzi reprezentują zdrowy instynkt historii. Ten, kto ich potępia, opowiada się tym samym za starym skorumpowanym światem pieniądza, przemocy i hipokryzji. Kryzys wiar, moralności, rozpadanie się norm, wykruszanie światopoglądów nie upoważniły dorosłego i sytego społeczeństwa amerykańskiego do interwencji wychowawczej. „Przyszedł na gotowe -gaj konkluduje pisarz — i działał. A społeczeństwo odwracało oczy, niepewne, czy przysługuje mu jeszcze moralne prawo sądu”.

Sześć opowiadań ze zbioru Rafa to jakby egzemplifikacja Staffowskiego credo, aby język był prosty jak podanie ręki. Są to prozatorskie utwory refleksyjne, gdzie tradycyjny opis epicki bywa rugowany i zastępowany przez refleksję. Pisarz nie ukrywa się pod postacią narratora, ale z prostotą człowieka, który nie boi się osobistych wyznań, prowadzi z czytelnikiem coś na kształt gawędy--dialogu. W sposób bezpretensjonalny, unikając wszelkich niezwykłości, opowiada o ludziach i wydarzeniach rzeczowo i spokojnie, czasem z rozsmakowaniem w szczegółach, często z użyciem puenty czy stosownego uogólnienia. Podstawowe, metaforyczne pojęcie „rafy” daje się w pełni zinterpretować przy uwzględnieniu zabiegu kompozycyjnego, dzięki któremu autor pokazuje dwie krańcowe możliwości: uwięzienie w rafie (utwór pierwszy) i buntownicze, chociaż złudne, uniezależnienie się od rafy (utwór ostatni Łopata archeologa).

Upatrując analogii między ludźmi a koralowcami, pisarz ewokuje zamyślenie nad sensem i kształtem, jaki może człowiek nadać wszechobecnej „rafie” w swojej świadomości. Cechy trwałości i martwoty zawarte w jej obrazie oczekują stanowczej decyzji jednostki starającej się o względną swobodę poruszania w wydzielonym skąpo czasie i przestrzeni. Najgorsza z postaw to poddanie się „rafie”, a więc pójście w „niewolę u rzeczy”* zasklepienie w gotowych, nawarstwionych schematach i otaczanie się, a w zasadzie przytłaczanie przedmiotami. Tu rodzą się istotne pytania: czy młodzież odczuwa lęk przed tego rodzaju uwięzieniem, samozasklepieniem? Jeżeli nie są jej obce tego typu niepokoje, to w czym znajduje ratunek? Jaki jest jej stosunek do sposobów zapobiegania „rafie”: od fascynacji buddyzmem i jego doktryną unikania przy wiązań do przekonania, że „jedyną własnością człowieka jest to, co pozostaje w nim samym”?

W Łopacie archeologa ukazany został drugi biegun uwięzienia: przez paradoksalny przymus absolutnej swobody — dojście do niewoli groteskowej. Bohater tego opowiadania dąży do całkowitej wolności przez żarłoczność doznań i wrażeń, przez chęć zakosztowania przygody i niebezpieczeństwa, przez zachłanną pasję poznania wszelkich możliwych przeżyć i doświadczeń, przez konsumowanie różnorakich dóbr i mierzenie wszystkiego miarą egoistycznej szczęśliwości. Ale złudne jest mniemanie o takim pozbyciu się rafy. Uwięzieniu nie podlega jego przyjaciel, bo potrafi przekroczyć granicę kręgu spraw osobistych, i jego, a nie egocentryka Oliwiera, nawiedzają momenty szczęścia.

Do jakich uogólnień mogłyby prowadzić rozważania o „rafie” dziś? Uczniowskie obserwacje i doświadczenia podpowiedzą, że chodzi tu o bezkrytyczne przyjmowanie form życia zbiorowego, o masowe powielanie emocji, wyobrażeń i ideologii, o jednakowe skostniałe sądy, o zaspokajanie nienasyconego apetytu. Rafa jest groźna, ponieważ w równej mierze zagraża jednostce, co zbiorowości.

Lektura późniejszych utworów J. J. Szczepańskiego (Kipu, 1978; Autograf, 1980) utwierdza w przekonaniu, że pisarz nie przywiązuje większego znaczenia do formalnych rozstrzygnięć, ale w zależności od podejmowanego problemu i funkcji, jaką literaturze przeznacza, stosuje doraźne wynalazki, traktując formę usługowo. Jedna funkcja sprowadza się do „wymierzania sprawiedliwości widzialnemu światu”, a więc roli moralnego świadka swoich czasów, druga prowadzi poza świat widzialny i dostępny zmysłom ku temu, co najważniejsze i najtrudniejsze do nazwania, ku metafizyce. Jest ta misja, jak stwierdza sam pisarz, równie pożądana i oczekiwana, jak niemożliwa i niewykonalna. Im bardziej chce jej sprostać, tym częściej odchodzi od klasycznej prozy w esej. Książki powstałe w ostatnim czasie przyjmują formy niefabularne: eseju, przypowiastki, wspomnienia, reportażu.

Niezwykłe jest to, że pisarz mimo całej wiedzy o okrucieństwie i absurdzie życia stara się uzmysłowić, iż to, co najważniejsze i w życiu, i w człowieku, musi zostać ocalone. I to ocalone przez odrodzenie prostych cnót, takich jak wiara, nadzieja i przede wszystkim miłość. Właśnie z wiary i miłości płynie owa łagodność współobcowania z innym człowiekiem, rozumienie jego niedoskonałości. Postawa łagodności i ogromnej tolerancji towarzyszy odczuwaniu i osądzaniu ludzi, sytuacji, problemów. Zapytany w jednym z wywiadów, czy w każdej sytuacji mamy prawo kategorycznie wymagać, aby człowiek zachowywał się godnie, odpowiedział: „Myślę, że my w ogóle nie mamy prawa wymagać czegokolwiek kategorycznie od ludzi [...] nie każdy potrafi znieść to samo”.

Podobne prace

Do góry