Ocena brak

W jaki sposób Ignacy Krasicki dopomógł swą "Monachomachią" w działalności Komisji Edukacji Narodowej? Określ rodowód i cechy gatunkowe poematu heroikomicznego

Autor /Olek555 Dodano /17.05.2011

Komisja Edukacji Narodowej została powołana w 1773 roku. Podjęła się realizacji ważnego, lecz trudnego zadania odnowy systemu oświaty. Dysponowała funduszami pochodzącymi z kasaty zakonu jezuitów. Powstało wiele szkół elementarnych dla dzieci chłopskich i mieszczańskich, zreformowano programy nauczania kładąc główny nacisk na przedmioty ścisłe, praktyczne, wychowanie fizyczne i obywatelskie. Językiem wykładowym w szkołach stał się język polski, dzieci uczyły się z nowych podręczników opracowanych przez sławnych i doświadczonych naukowców. Co na to wszystko szlachta? Rożnie: jedni posyłali swe dzieci do tych szkół zreformowanych i pozostających pod opieką państwa, inni - dość liczni niestety - woleli nadal oddawać swe dzieci na naukę do klasztorów. Ciemna i zacofana szlachta hołdowała złej tradycji, "rwała szaty" z powodu likwidacji kolegiów jezuickich, które sama niegdyś kończyła.

W tej sytuacji potrzebny był ktoś, kto pokazałby szlachcie, jakich to nauczycieli ma młodzież w wielu szkołach przyklasztornych. Zadania tego podjął się Ignacy Krasicki - wówczas już biskup warmiński. Któż lepiej od niego mógł znać życie klasztorne? Komu, jak komu, ale księdzu biskupowi należało uwierzyć, gdy pokazywał w swej "Monachomachii" codzienne życie "świętych próżniaków". Poemat "Monachomachia, czyli wojna mnichów" rozpoczyna się obrazem typowego XVIII wiecznego miasteczka polskiego, w którym "były trzy karczmy, bram cztery ułamki, klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki". Klasztory te utrzymywało całe społeczeństwo, zakonnikom żyło się dostatnio i beztrosko.

Na przekór regule zakonnej, w murach klasztoru zadomowiło się na dobre: nieróbstwo, nieuctwo, obżarstwo i opilstwo, a nawet skłonności do kłótni oraz bójek. Braci zakonnych określa Krasicki jako: "wielebne głupstwo", czy "świętych próżniaków". Byli to ludzie, którzy nie odmawiali sobie "rozkoszy podniebienia", o czym świadczył dobitnie ich wygląd: "siadł, ławy pod nim dubeltowe jękły" lub "ojciec Gandenty z rzędu się wytoczył". Żyjąc beztrosko zaniedbywali podstawowe obowiązki, jak na przykład uczestnictwo w mszach porannych, tzw. jutrzniach np. "ksiądz przeor, porwawszy się z puchu - pierwszy raz w życiu jutrzenkę obaczył". Nie dbali też zakonnicy o swoje wykształcenie, książki posłużyły im do bójek, ale z upodobaniem stwarzali pozory uczoności.

Ojciec Honorat przemówienie swoje rozpoczął słowami: "Wiem, bom to czytał w uczonym Tostacie - po ciemnej nocy, że jasny dzień wschodzi". Tak oczywistej prawdy musiał doszukać się w księgach! Gdy w klasztorze zaczął się jakiś "rozruch niesłychany", bracia zakonni pytali z głęboką troską: "czy do piwnicy wkradli się złodzieje? Czy wyschły kufle, gąsiory i dzbany?". Trudno wyobrazić sobie, aby coś gorszego mogło się stać. Skłóceni zakonnicy bili się zaciekle: "Lecą sandały i trepki, i pasy, wrzawa powszechna przeraża i głuszy. Wziął w łeb Kapistan obręczem od faski... Longin się z rożnem walecznie uwija. Już był wyciskał talerze i szklanki, pękły i kufle na łbach hartowanych... Rafał zmokłym kropidłem w poświęconej wodzie oczy mu zalał, trzonkiem w łeb uderzył..."

Takich to zakonników pokazał Krasicki w swej "Monachomachii". Poeta zdawał się mówić tym poematem do polskiej szlachty: spójrzcie, takich to nauczycieli mają wasi synowie, czego oczekujecie po takiej edukacji? Duchowieństwo zareagowało na ten utwór bezgranicznym oburzeniem i zgrozą. Posądzono Krasickiego o herezję, zbeszczeszczenie Kościoła, znieważenie religii, bluźnierstwo. Były to oskarżenia nieprawdziwe, bo przecież autor podkreślał: "szanujmy mądrych, przykładnych, chwalebnych, śmiejmy się z głupich, choć i przewielebnych!" Bronią utworu jest ironia, która "bez żółci łaje, przystojnie się dąsa". Krasicki nigdy nie występował przeciwko instytucji klasztorów, lecz uważał, że zakonnicy bardzo często wybierali stan duchowny mając na względzie perspektywę takiego próżniaczego życia. Odsądzony od czci i wiary Krasicki musiał się usprawiedliwić i uczynił to w kolejnym poemacie heroikomicznym -"Antymonachomachii". Odpowiedział, że ośmieszył nie religię i nie Kościół, tylko jego niegodnych, ciemnych służebników. Z nich zadrwił sobie znowu, i to daleko złośliwiej niż w "Monachomachii".

Te utwory Krasickiego znalazły uznanie wśród postępowej i myślącej części społeczeństwa. Wielu było takich, którzy się ucieszyli, że "klechom " się dostało i ci boki zrywali ze śmiechu. Jan Śniadecki zauważył, że ""Monachomachia" Krasickiego wyszła w najlepszej porze i najwięcej pomogła usiłowaniom Komisji Edukacji Narodowej". Tak było istotnie, bo utwór ośmieszając zakonników, ośmieszył starą szkołę, zaś ludzie najbardziej boją się szyderstwa i wstydu.

"Monachomachia" jest poematem heroikomicznym (jak "Myszeida" i "Antymonachomachia"). Tak nazywamy dłuższy utwór wierszowany o charakterze epickim, lirycznym lub mieszanym. Poemat heroikomiczny wywodzi się z eposu bohaterskiego i jest jego parodią (heros - bohater, komiczny - śmieszny). Znamienną cechą parodii literackiej jest karykaturalne i żartobliwe naśladownictwo innego utworu literackiego.

W eposie bohaterskim opiewane są czyny prawdziwego bohatera - często rycerza odznaczającego się niezwykłą siłą, odwagą, męstwem. O życiu i działalności takiego herosa autor mówi stylem podniosłym, patetycznym, bo też opiewa czyny niezwykłe. Wzorem eposów bohaterskich są dzieła Homera - "Iliada" i "Odyseja". Podniosłemu stylowi towarzyszą rozbudowane porównania (nazywane homeryckimi) i wyszukana wersyfikacja (heksametr - werset zbudowany z sześciu jednostek rytmicznych). Parodia eposu bohaterskiego, czyli poemat heroikomiczny, to gatunek znany już w starożytnej literaturze greckiej. Potem odrodzenie przypomniało go także, zaś w okresie oświecenia świetnie nadawał się do zadań satyrycznych i ośmieszania określonych postaw. Efekt komiczny w takim utworze zostaje osiągnięty przez celowe zastosowanie kontrastu: treść jest błaha, bohater mały i płaski, ale o wydarzeniach i czynach takiego bohatera autor mówi stylem podniosłym, jakby mowa była o prawdziwym herosie.

Krasicki w "Monachomachii" bohaterami uczynił ociężałych, leniwych, głupich i grubaśnych zakonników, lecz mówił o nich tak, jakby równi byli bohaterom Homera: Achillesowi, Hektorowi, Agamemnonowi. Wojnę między mnichami opisał tak, jakby była ona równa wojnie trojańskiej. Krasicki w swej parodii stosuje też porównania homeryckie odnoszące się do błahych i pospolitych sytuacji. "Monachomachia" napisana jest trudną zwrotką - oktawą i wierszem sylabicznym. Krasicki przestrzegał w obrębie całej strofy podobnego rozłożenia wszystkich akcentów, co przywodzi na myśl rytmiczne jednostki heksametru. Wszystkie te zabiegi służą pogłębieniu kontrastu między bohaterem i jego czynami a wyszukaną formą utworu.

Podobne prace

Do góry