Ocena brak

USA i Wielka Brytania wobec sprawy polskiej w czasie II wojny światowej

Autor /Lewin Dodano /02.05.2012

 

Sprawa polska” to termin, którego treść w ciągu ponad 200 lat funkcjonowania kilkakrotnie ulegała zmianie. Dla Europy i świata zawsze jednak oznaczał sytuację kłopotliwą, niewygodną, zmuszającą do przypomnienia sobie o publicznie głoszonych ideałach i wcześniejszych deklaracjach, często pozostających w sprzeczności z aktualną własną racją stanu.

Obnażał cynizm i wiarołomstwo sojuszników oraz bezwzględną brutalność i zakłamanie przeciwników. Problem może być rozpatrywany z punktu widzenia (racji stanu) Polski i państw zainteresowanych (uwikłanych w sprawę polską).

Stany Zjednoczone po I wojnie światowej powróciły do polityki izolacjonizmu i nie mieszały się w sprawy europejskie. Anglia i Francja wobec ekspansji niemieckiej, narastającej pod koniec lat 30 (aneksja Austrii, Czech i Moraw, Kłajpedy, żądania pod adresem Polski), zdały sobie sprawę, że polityka appeasementu (łagodzenia, ugłaskiwania) nie zagwarantuje pokoju, obiecały więc pomoc Polsce w przypadku niemieckiej agresji.

Prawdopodobnie chodziło im o to, by wzmocnić wolę oporu Polski i przeciw niej skierować pierwsze uderzenie Hitlera, w sytuacji gdy wojna okazała się nieunikniona. W V 1939 odnowiono i uzupełniono polsko-francuski układ z 1921, a 25 VIII 1939 Anglia podpisała z Polską polityczno-wojskowy układ sojuszniczy.

Dwa dni po ataku na Polskę, tj. 3 IX 1939 państwa te wypowiedziały wojnę Niemcom, jednak obiecanej pomocy Polsce nie udzieliły. Zajęcie postawy wyczekującej (dziwna wojna) premierzy obu państw (Chamberlain i Daladier) uzgodnili 12 IX 1939 w Abbeville.

Nie powstrzymało to Hitlera, który wiosną 1940 uderzył na Zachód. Po klęsce Francji, polski rząd emigracyjny działający tam od 30 IX 1939, przeniósł się 18 VI do Londynu. Polska stała się cennym sojusznikiem (marynarze, lotnicy, rozbudowywane oddziały lądowe) Anglii samotnie walczącej z III Rzeszą.

Po ataku Niemiec na ZSRR (22 VI 1941), przyjętym w Anglii z wielka ulgą, Churchill natychmiast, bezmyślnie zaoferował ZSRR wszelką, bezwarunkową, pomoc. Ponieważ Anglia udzielała schronienia rządowi polskiemu, a ten prowadził „politykę dwóch wrogów” (Niemiec i ZSRR), Churchill zaczął zabiegać o jak najszybsze uregulowanie stosunków polsko-radzieckich.

Sytuacja dla Sikorskiego była trudna, gdyż Anglicy (podobnie jak Francja) uważali zajęcie przez ZSRR wsch. ziem II RP nie za zabór, lecz za realizację koncepcji tzw. linii Curzona i trwali przy tym stanowisku, choć w 1940 rząd Wlk. Brytanii publicznie stwierdził, że nie uznaje zmian terytorialnych z czasu wojny. Anglicy nie byli w tej sprawie konsekwentni, gdyż jesienią 1940 zaproponowali ZSRR, w zamian za życzliwą neutralność, uznanie jego granicy zachodniej.

Pod wpływem angielskich nacisków 30 VII 1941 Sikorski podpisał z Iwanem Majskim, ambasadorem ZSRR w Londynie układ polsko-radziecki, niekorzystny dla Polski, gdyż nie mówił o przywrócenia warunków traktatu ryskiego. Niedługo miało się okazać, że dla Stalina unieważnienie traktatów z Niemcami wcale nie oznaczało uznania przedwojennej granicy z Polską.

Od czerwca 1941 Polska, z cenionego alianta, zaczęła stawać się dla Anglików sojusznikiem dosyć kłopotliwym.

14 VIII 1941 prezydent USA F. D. Roosevelt i premier W. Brytanii W. S. Churchill podpisali Kartę Atlantycką - deklarację wojny przeciw faszyzmowi (Stany Zjednoczone nie brały jeszcze udziału w wojnie) z określeniem jej celów: odbudowy niepodległości państw okupowanych przez kraje osi, prawa wszystkich państw do wyboru odpowiadającej im formy rządów, nieprzeprowadzania zmian terytorialnych bez zgody państw zainteresowanych, pokojowej współpracy gospodarczej po wojnie.

Kartę podpisało wiele państw (do 1945 - 51), wśród nich ZSRR (z pewnymi zastrzeżeniami) i Polska, która przyjęła deklaracje Karty w dobrej wierze, nie biorąc pod uwagę (możliwych już do zauważenia) sprzeczności między słowami, a rzeczywistymi działaniami państw sygnatariuszy.

Oficjalne przystąpienie (wciągnięcie) USA do wojny (7 XII 1941) ostatecznie przechyliło szalę na rzecz koalicji antyhitlerowskiej. Jednak Rząd emigracyjny nie potrafił wykorzystać możliwości, wynikających z liczebności Polonii, wpływania na politykę amerykańską.

Sikorski podczas pobytu w USA i rozmów (24 III 1942) z prezydentem Rooseveltem nie zadbał o to by doprowadzić do zawarcia sojuszu polsko-amerykańskiego, podobnego do układu z Wlk. Brytanią, który dałby jakąś szansę naciskania na Waszyngton w okresie gdy Amerykanie zaczęli sprzedawać Moskwie polską niepodległość. Roosevelt zaś z ofertą takiego sojuszu nie kwapił się.

Anglicy kilkakrotnie przyczynili się do pogorszenia stosunków polsko-radzieckich i osłabienia w tych relacjach pozycji Polaków. Tak było np. w poł. 1942, gdyż odebrali rządowi emigracyjnemu możliwość posługiwania się argumentem posiadania armii w ZSRR.

Całkowita ewakuacja Armii Andersa, przeprowadzona w VIII 1942, została bowiem uzgodniona przez rządy angielski i radziecki, o czym strona polska została tylko zawiadomiona, gdyż gen. Sikorski był ewakuacji przeciwny. Podobnie wiosną 1943 gdy kryzys, wywołany sprawą Katynia, przybierał bardzo niepokojącą postać, obaj „sojusznicy” doskonale znając prawdę, nie poparli Sikorskiego.

Gdy nowy premier S. Mikołajczyk starał się naprawić stosunki z ZSRR, nie otrzymał wsparcia aliantów, którzy przez cały 1943 wykazywali dystans w stosunku do polskich oświadczeń dotyczących stosunków z ZSRR, a zastrzeżenia terytorialne rządu emigracyjnego otwarcie traktowali jako wyraz polskiego imperializmu.

Rząd polski zabiegał o możliwość udziału w konferencji teherańskiej (28 XI-1 XII 1943) zdając sobie sprawę z wagi planowanego spotkania. To przekonanie potwierdziły, na razie utajnione, decyzje konferencji, które okazały się najważniejszymi w sprawie polskiej.

Przywódcy koalicji uzgodnili, że „ognisko państwa i narodu polskiego powinno się znajdować między tzw. linią Curzona a linią rzeki Odry z włączeniem w skład Polski Prus Wschodnich (całych) i prowincji opolskiej. Jednakże ostateczne wytyczenie granic wymaga dokładnych studiów i w niektórych punktach ewentualnego przesiedlenia ludności”.

W ten sposób bez udziału, zgody i informowania władz polskich w zasadzie uzgodniono kształt terytorialny powojennej Polski. Gdy Mikołajczyk, nieświadomy teherańskich decyzji, przedstawił Brytyjczykom zimą 1994 elastyczną postawę rządu w sprawie granicy wsch. Churchill poparł w Izbie Gmin nieustępliwe stanowisko Związku Radzieckiego.

Po przesądzeniu sprawy granic przyszła kolej na dalsze rozwiązania w sprawie polskiej - ustalenia o składzie rządu. Odpowiednie decyzje zapadły podczas kolejnej konferencji Wielkiej Trójki w Jałcie (4-11 II 1945), na którą Zachód nie przygotował żadnych własnych propozycji w odniesieniu do licznych problemów wymagających rozstrzygnięcia.

Zdawał się na sugestie Stalina, akceptując bez sprzeciwu jego stanowisko i ograniczając się do „apeli”, które Stalin przyjmował z wewnętrznym rozbawieniem. Anglicy i Amerykanie, bez uzgodnień z rządem londyńskim, zgodzili się na to, by powszechnie uznawany rząd polski, utworzyć z przedstawicieli Rządu Tymczasowego oraz „przywódców demokratycznych z samej Polski i z zagranicy”. (Do ciekawych wniosków prowadzi analiza tego zapisu.).

Ten nowy rząd, którego nazwę ustalono także z pominięciem Polaków (TPRJN), miał możliwie szybko przeprowadzić wolne, nieskrępowane i tajne wybory, co bez kontroli międzynarodowej (przystali na to „mężowie stanu” Zachodu) było oczywistą iluzją, maskaradą i robieniem „dobrej miny do złej gry”.

Jałta oznaczała ostateczną zgodę USA i Anglii na podporządkowanie Stalinowi Polski (i całej Europy Środkowo -Wsch.). Roosevelt i Churchill już po Teheranie doskonale zdawali sobie sprawę, że rząd w Polsce będzie komunistyczny - niezależnie od nazwy i nawet z chwilowo dołączoną reprezentacją emigracji. Mimo to Churchill zmuszał Mikołajczyka do udziału w fikcji tworzenia rządu „koalicyjnego”.

W okresie Powstania Warszawskiego alianci nie udzielili Polsce odpowiedniego poparcia politycznego i możliwej pomocy materiałowej (w tej sprawie, a przynajmniej jeśli chodzi o zrzuty lotnicze, można bronić innego stanowiska). Za to, gdy w rozkazie wydanym 1 IX 1944 na 5 rocznicę wybuchu wojny, Naczelny Wódz wytknął Anglikom niezrozumiałą (wobec potęgi technicznej Sprzymierzonych) bezczynność - Anglicy zemścili się na nim za brak pokory.

Wywierając bezprzykładnie brutalny nacisk na prezydenta Raczkiewicza wymogli dymisję gen. Sosnkowskiego (30 IX 1944), któremu mieli jeszcze za złe sprzeciw wobec ich idiotycznej koncepcji powstania, jakie mieli w Niemczech wywołać wywiezieni tam Polacy. Z pewnością nie interesował ich późniejszy los uczestników tej dywersji.

W XI 1944, gdy (już po wyborach), prezydent Roosevelt oświadczył, że USA nie mogą zagwarantować polskich granic i niepodległości, a Wlk. Brytania zażądała przyjęcia propozycji moskiewskich pod groźbą cofnięcia swego uznania, rząd polski odrzucił szantaż.

Jednak premier Mikołajczyk, który brał za dobrą monetę cyniczne kłamstwa Churchilla o jego staraniach na rzecz zapewnienia Polsce suwerenności, podał się do dymisji i wrócił do kraju by podjąć działalność polityczną, czym legitymizował komunistów i odegrał wyznaczoną mu rolę „pożytecznego idioty”.

Podczas konferencji poczdamskiej (17 VII - 2 VIII 1945) zachodni alianci zgodzili się aby Polskę wyłączyć z bezpośredniego udziału w reparacjach wojennych, a w sprawie granicy zach. na przyjęcie klauzuli jej tymczasowości, co dawało im możliwość rozwiązania w przyszłości kwestii niemieckiej kosztem Polski.

Zachowali się tak jakby chcieli Polskę ukarać za to, że znalazła się w orbicie wpływów radzieckich, nie przyjmując do wiadomości, że to oni, a nie wolny wybór Polaków, był tego przyczyną.

Po cofnięciu uznania rządowi emigracyjnemu (5 VII USA, 6 VII W. Brytania) Anglicy bez zastrzeżeń wydali komunistycznym władzom polską flotę handlową, kilka mln $ w gotówce i na kontach bankowych - odebranych

rządowi emigracyjnemu i wywiezione z kraju w 1939 zapasy złota Banku Polskiego, które Bierut oddał Stalinowi jako zapłatę za „radzieckie dostawy” dla LWP.

O stosunku Anglików do polskiego sojusznika może świadczyć sposób w jaki potraktowali rodzinę gen. Bora-Komorowskiego i jego samego. Otóż po wywiezieniu z Polski żony Bora (poszukiwanej przez NKWD) z dwojgiem dzieci (młodszy syn z chorobą Dawna), Anglicy nie wyrazili zgody na ich przyjazd z Brukseli do Londynu i dopiero oferta Irlandii, przyjęcia Komorowskich, wpłynęła na zmianę stanowiska Brytyjczyków.

Sam gen. Komorowski, gdy przestał pełnić funkcję Naczelnego Wodza (XI 1946), zatrudniony był jako robotnik (specjalista od zawieszania firan) w zakładzie tapicerskim swej żony.

W czasie II wojny światowej nie poddawano już w wątpliwość samodzielnego bytu państwa polskiego, ale zwyciężający, zwani Wielką Trójką, przyznali sobie prawo decydowania o sposobie powojennego urządzenia świata, bez liczenia się z wolą zainteresowanych. Tymczasem Polacy mieli własne zdanie na temat przebiegu granic swojego państwa i swoją wizję jego urządzenia - stąd konflikt.

Dla zachodnich aliantów obrona przez rząd polski niezależności politycznej i nieuszczuplonego terytorium oznaczała zagrożenie jedności koalicji, więc dążyli do załatwienia sprawy polskiej niezależnie, a nawet wbrew woli legalnych władz RP.

Swoją drogą niepojęte jest, z jakich powodów Churchill i Roosevelt bez żadnego oporu przyjmowali żądania Stalina, w sytuacji, gdy już nie mogło być mowy o jakimś separatystycznym pokoju Niemiec z ZSRR, co więcej, gdy od kilku miesięcy Niemcy sondowali poufnie(o czym jednak wiedziano) możliwość skapitulowania tylko przed Zachodem. Nadal pompowano w ZSRR wielomiliardową pomoc nie próbując nawet warunkować jej jakimiś wymaganiami.

Można stwierdzić, że Polska była dla swych zachodnich aliantów uciążliwym sojusznikiem i przedmiotem, a nie równoprawnym podmiotem w ich polityce. Wyjątek stanowił okres ok. 1 roku, gdy po klęsce Francji stała się Polska dla Anglii, osamotnionej w walce z Hitlerem, cennym sprzymierzeńcem.

Podobne prace

Do góry