Ocena brak

Uniwersalia kulturowe

Autor /John Dodano /29.07.2011

Kultury, ogromnie złożone wewnętrznie, różnią się zasadniczo między sobą. Powstaje pytanie, czy ta różnorodność jest absolutna, czy też występują wśród rozmaitych kultur pewne elementy wspólne. Antropologowie społeczni i socjologowie poszukiwali od dawna takich elementów kulturowych, które miałyby charakter powszechny, spotykany w każdej społeczności ludzkiej, czyli inaczej uniwersaliów kulturowych. Teoretycznie mogłyby one posiadać dwojakie źródła. Po pierwsze, mogłyby pojawiać się równolegle, wzajemnie niezależnie, w każdej społeczności jako wyraz jakichś uniwersalnych potrzeb lub imperatywów wynikających czy to z natury człowieka, czy z natury ludzkich zbiorowości. Po drugie, mogłyby pojawiać się w drodze zapożyczeń, przenikania albo rozprzestrzeniania się kultur partykularnych na szersze obszary. Mówimy w tym drugim przypadku o dyfuzji kulturowej, a jej rezultaty to w ścisłym słowa znaczeniu nie tyle uniwersalia kulturowe, co zuniwersalizowane partykularyzmy kulturowe, a więc rozpowszechnione treści zrodzone pierwotnie tylko w obrębie jednej, szczególnej kultury.

Kiedy pytamy o uniwersalia kulturowe w sensie ścisłym, to możemy ich poszukiwać w dwóch kierunkach. Najpierw szukać takich dziedzin życia społecznego (czy kontekstów społecznych, żeby użyć terminu, jaki wprowadziliśmy w rozdziale pierwszym), które poczynając od najwcześniejszych, pierwotnych społeczeństw, podlegają najbardziej bogatej i drobiazgowej regulacji kulturowej. Wskazuje się wtedy zazwyczaj, że takimi dziedzinami są rodzina, religia i komunikacja międzyludzka (język to wszak niezwykle złożony system reguł kulturowych dotyczących porozumiewania się ludzi ze sobą).

Ale oczywiście w tych rodzajowo tożsamych dziedzinach występują ogromne różnice szczegółowe. Jest wiele form rodziny i sposobów życia rodzinnego. Podobnie mnogość idei dotyczących świata nadprzyrodzonego, wizji boga, rytuałów religijnych, reguł współżycia wiernych jest ogromna. Spotykamy wreszcie niezwykłą różnorodność języków naturalnych, ową przysłowiową Wieżę Babel. Czy można więc liczyć na wykrycie jakichś uniwersaliów na tym konkretnym poziomie, czy są jakieś konkretne elementy kulturowe obecne zawsze i wszędzie? Amerykański etnolog George Murdock usiłował w okresie międzywojennym zgromadzić w archiwum na Uniwersytecie w Los Angeles wszystkie dostępne informacje na temat kultur historycznych i współczesnych, prymitywnych i nowoczesnych. To gigantyczne przedsięwzięcie doprowadziło go do konkluzji, że istnieją tylko dwa powszechniki kulturowe obecne we wszystkich zbadanych społecznościach: regułanie zabijaj" i zakaz kazirodztwa (incestu), a więc stosunków seksualnych z najbliższymi członkami rodziny. O ile ochrona życia jest oczywistym imperatywem biologicznego przetrwania społeczeństwa, o tyle mniej jasny był powód uniwersalnego potępienia kazirodztwa.

Napisano na ten temat wiele tomów. Niektórzy autorzy poszukiwali wyjaśnienia biologicznego, wskazując na niekorzystne komplikacje genetyczne. Inni, dla nas ciekawsi, dostrzegali powody społeczne. Kingsley Davis twierdził na przykład, że stosunki kazirodcze zaburzają naturalną i niezbędną hierarchię władzy i wpływów występujących w rodzinie. Intymność relacji seksualnej stoi bowiem w sprzeczności z podległością dzieci wobec rodziców, młodszych wobec starszych itp. Krzyżowanie się relacji intymnych i władczych prowadzi do dezorganizacji i chaosu. Pewnych argumentów na rzecz rozumowania Davisa dostarczają przykłady spoza życia rodzinnego, gdzie oczywiście nie można mówić o kazirodztwie, ale implikacje są podobne. Mam na myśli częsty w powieściach, filmach, serialach telewizyjnych czy sztukach teatralnych wątek dramatycznych konsekwencji, do jakich prowadzą związki intymne przełożonych i podwładnych: romans sekretarki z szefem, ucznia z nauczycielką, studentki z profesorem, pielęgniarki z lekarzem, policjantki z komendantem posterunku3.

Niezależnie od tego, czy niezwykle skromny katalog uniwersaliów wykrytych przez Murdocka można by nieco wzbogacić, pozostaje faktem, że naturalna, wynikająca z wewnątrzspołecznych powodów uniformizacja kultur występuje w zupełnie minimalnym zakresie. Natomiast ogromnie bogata jest kategoria podobieństw kulturowych wynikających z kontaktu kultur między sobą. W przypadku takiego kontaktu elementy kulturowe ulegają bowiem dyfuzji, przepływają z jednej kultury do drugiej, zapożyczane, naśladowane, narzucane, wymieszane ze sobą. Można wyróżnić kilka typowych sytuacji takiego kontaktu.

Pierwsza to podbój słabszego społeczeństwa przez silniejsze i, w konsekwencji, wprowadzanie przemocą lub perswazją kultury dominującej przy eliminacji kultur lokalnych. Wielu przykładów dostarcza tu kolonializm, a także procesy chrystianizacji, np. w Ameryce Łacińskiej czy Afryce. Z bliższego nam doświadczenia - taki charakter miała polityka germanizacji i rusyfikacji na ziemiach polskich, gdzie wprowadzenie języka uważano, i słusznie, za klucz do narzucenia kultury zaborców. Odmienna jest sytuacja mieszania się kultur w społeczeństwach wielonarodowych, gdzie liczne grupy emigrantów wnoszą własne treści kulturowe ulegające skomplikowanej, głównie żywiołowej amalgamacji. Klasycznym przykładem jest „tygiel amerykański", w którym wytwarza się swoisty kulturowy stop.

Trzeci wariant kontaktu kulturowego ma charakter bardziej pośredni, nie musi mu towarzyszyć ani podbój, ani fizyczny kontakt różnych społeczności. Dokonuje się on za pośrednictwem przepływu treści i produktów kulturowych, poprzez rynek i środki masowego przekazu. Proces ten bywa określany jako imperializm kulturowy, a jego szczególne nasilenie towarzyszy epoce globali-zacji. Globalizacja jest zjawiskiem bardzo złożonym, któremu poświęcimy osobny rozdział, ale antycypując tę analizę, można wskazać, że jednym z przejawów globalizacji jest ogólnoświatowa ekspansja tzw. kultury zachodniej, zwłaszcza w jej wydaniu amerykańskim. Niezależnie od tego, czy akceptacja tej kultury wynika z jej atrakcyjności czy ze stojącej za nią siły ekonomicznej pozwalającej na efektywny marketing, reklamę, perswazję - efektem jest postępująca uniformizacja i zarazem regres kultur lokalnych.

Te same produkty w takich samych supermarketach, takie same pokoje w takich samych hotelach, takie same samochody na równie zatłoczonych ulicach, takie same hamburgery w tak samo urządzonych McDonaldach, takie same filmy hollywoodzkie w takich samych kinowych multipleksach, te same przeboje na radiowych listach i w dyskotekach, te same adidasy, dżinsy i T-shirty, te same, choć „narodowe", edycje „Playboya" i „Penthousa", ten sam luz obyczajowy, coraz większa nieformalność manier i ubioru, te same obsesje na temat równowagi płci i „politycznej poprawności", i wreszcie ten sam język angielski, pełniący coraz pełniej rolę uniwersalnego środka porozumiewania się. Kiedyś chłopi polscy emigrujący do Ameryki doznawali szoku kulturowego, który tak wnikliwie opisywali W. Thomas i F. Zna-niecki. Dzisiaj czuliby się jak w domu. A poza tym w ogóle nie muszą emigrować, bo „Ameryka" wkroczyła do ich wiosek.

Podobne prace

Do góry