Ocena brak

Typy stosunków społecznych

Autor /Ivan Dodano /28.07.2011

Wśród ogromnej różnorodności stosunków społecznych - na co wskazywały choćby przytaczane przykłady - trzeba wprowadzić pewien porządek, podjąć próbę ich klasyfikacji. Weźmiemy pod uwagę kilka kryteriów. Zacznijmy od pytania: w jaki sposób ludzie wchodzą w stosunki społeczne z innymi, albo inaczej - jak obejmują te pozycje społeczne i przypisane im role, które czynią ich partnerami innych. Jak zostaje się lekarzem, mężczyzną, profesorem, staruszkiem, dzieckiem, mężem, Warszawiakiem, ojcem, Polakiem, urzędnikiem, kosmonautą, więźniem, zamiataczem ulic? Od razu widać, że w bardzo różny sposób. Niektóre z tych pozycji są przypisane; nabywamy je niezależnie od naszej woli, bez możliwości wyboru, przez sam fakt urodzenia, z biologicznej konieczności lub przez odebranie nam podmiotowości, czyli prawa do decydowania o sobie.

W naszej przypadkowej liście, przez urodzenie nabywamy status mężczyzny, dziecka, Polaka (podobnie - kobiety, cherlaka, rudowłosego), z biologicznej konieczności - staruszka (podobnie - nastolatka, człowieka w sile wieku), a przez odebranie nam podmiotowości - więźnia (podobnie -niewolnika, zakładnika, ofiary czystki etnicznej, deportacji czy eksterminacji). Pozostałe pozycje z naszej listy są osiągane; nabywamy je przez własne decyzje i starania. Dotyczy to w szczególności pozycji zawodowych: zamiatacza, urzędnika, lekarza, profesora, kosmonauty. Oczywiście są one osiągane łatwiej lub trudniej, albo są otwarte niemal dla każdego i wymagają niewielkiego przygotowania, jak zamiatacz na jednym biegunie tej listy, albo są bardziej ekskluzywne, obwarowane trudnymi barierami i wymagają głębokiego i długotrwałego przygotowania, jak kosmonauta czy profesor - na drugim biegunie listy. Jak w każdej klasyfikacji, pojawiają się i tutaj kategorie pośrednie.

Na przykład: Warszawiak, ojciec, więzień. Można urodzić się w Warszawie, ale można także przeprowadzić się do Warszawy. Można zostać ojcem w wyniku świadomego pragnienia i decyzji, ale można i „przypadkiem", wbrew własnym chęciom, o czym świadczą liczne procesy o ustalenie ojcostwa. Można znaleźć się w więzieniu niesłusznie, w wyniku pomyłki sądowej, sfingowanego procesu, odpowiedzialności zbiorowej, a więc bez własnej winy. Natomiast kryminalista znajduje się w więzieniu przez własne „zasługi" i choć oczywiście nie ma na to ochoty, ale popełniając zbrodnię, musiał na taką ewentualność się godzić, a zatem wybierał. Także z przynależnością narodową, a jeszcze wyraźniej z obywatelstwem, pojawia się problem z uwagi na możliwość tzw. naturalizacji. Nawet płeć może w wyniku zdumiewających postępów chirurgii stawać się sprawą wyboru.

Ogólnie można zauważyć, że wraz z rozwojem społecznym zmienia się proporcja pozycji przypisanych i osiąganych. W społeczeństwie tradycyjnym przypisane było i miejsce na ziemi, bo mało kto zmieniał miejsce zamieszkania, i pozycja klasowa, bo mało kto w ciągu życia awansował, i pozycja zawodowa na ogół dziedziczona po ojcu, i status małżeński, bo często wynikał z uzgodnień czy kontraktów między rodzicami małżonków. W społeczeństwie nowoczesnym wszystkie te pozycje przechodzą na ogół do kategorii osiąganych. Akcent na indywidualizm, podmiotowość, autonomię jednostki otwiera przed każdym ogromne pole opcji życiowych, edukacyjnych, zawodowych, wariantów kariery, dróg awansu, miejsc zamieszkania, kandydatów do małżeństwa, form rodziny. Stajemy się w coraz pełniejszym stopniu prawdziwymi „kowalami naszych własnych losów".

Wśród tych dominujących dzisiaj w społeczeństwie pozycji osiąganych trzeba jeszcze wprowadzić bardziej subtelne rozróżnienie. Otóż osiągamy je czasami według kryteriów uniwersalistycznych, to znaczy dających równe szansę każdemu potencjalnemu kandydatowi, o ile tylko spełni pewne warunki bezpośrednio związane z wykonywaniem tej pozycji, czyli z realizowaniem związanej z nią roli. Sprawność fizyczna to jeden z warunków sine qua non zostania piłkarzem, dobra dykcja i aparycja są konieczne dla spikera telewizyjnego, pewien poziom wiedzy i umiejętności niezbędny jest dla studenta, a doskonała znajomość prawa dla adwokata.

Niektóre z tych cech mogą być wrodzone, niektóre wymagają długotrwałego kształcenia, edukacji, treningu. Wiadomo, że wielkim skrzypkiem nie zostanie każdy, kto długo uczy się grać na skrzypcach, a tylko ten, kto ma wrodzony talent. Aby zostać koszykarzem w NBA, nie wystarczy długo trenować, ale trzeba także być wysokiego wzrostu. Ważne jest jednak to, aby wszystkie te cechy, zdolności, talenty, umiejętności, wiedza itp. były istotnie związane z zajmowaniem określonej pozycjo-roli. Kiedy rekrutacja do danej pozycji bierze pod uwagę tylko takie cechy, mówimy, że ma charakter uniwersalistyczny. Przyszły student zdaje egzamin wstępny sprawdzający wiedzę, umiejętność myślenia, inteligencję. Przyszły piłkarz odbywa testy sprawnościowe. Spiker telewizyjny przechodzi serię zdjęć próbnych. Adwokatowi nie wystarczy dyplom prawa, musi jeszcze odbyć aplikację i przejść weryfikację przed Radą Adwokacką, a lekarz staje przed komisją specjalizacyjną.

Zdarza się jednak i tak, że przy rekrutacji bierze się pod uwagę kryteria partykularystyczne, to znaczy dające z góry większe szansę albo przeciwnie, eliminujące niektórych potencjalnych kandydatów ze względu na jakieś okoliczności bezpośrednio niezwiązane z pozycją i rolą, do których aspirują. Mierny absolwent prawa dostaje się do adwokatury, bo jest krewnym prezesa Rady Adwokackiej. Kierowca autobusu wchodzi do rady nadzorczej banku, bo jest członkiem wpływowej partii politycznej. Wybitny menadżer przegrywa konkurs na dyrektora firmy, bo jest kobietą. Bierze się więc pod uwagę sprawy, które nie mają nic wspólnego z byciem dobrym adwokatem, dobrym bankierem czy dyrektorem. To są przykłady oczywiście naganne, piętnujemy je mocno pejoratywnymi określeniami, jako nepotyzm, korupcję, frakcyjność, dyskryminację.

* Malarz pejzażysta w Roviij, Chorwacja

Ale są sytuacje bardziej problematyczne, gdy za stosowaniem kryteriów partykularystycznych przemawiają jakieś argumenty ideologiczne. Na przykład do niedawna u nas, a w dalszym ciągu w wielu uniwersytetach amerykańskich, stosowana była praktyka uprzywilejowania przy przyjmowaniu na studia tych kandydatów, których wcześniejsze szansę zdobycia dobrego wykształcenia czy tych kwalifikacji, które nazywamy szerzej „kapitałem kulturowym", były bez ich winy mniejsze. W Ameryce pod nazwą affirmative action chodzi o wyrównywanie szans mniejszości etnicznych, środowisk nędzy, biedy, upośledzenia, marginesowości społecznej. U nas chodziło o młodzież wiejską, robotniczą czy zamieszkałą w małych, odległych miejscowościach. Przydzielało się im u nas tzw. punkty preferencyjne, a w Ameryce stosuje się system kwotowy, tzn. zarezerwowana jest pewna pula miejsc na uczelniach dla Murzynów, Meksykanów, Porto-rykańczyków itp.

W rezultacie takiej polityki musi się zdarzać tak, że dostanie się na uniwersytet student gorszy, słabiej przygotowany, o mniejszych umiejętnościach, niższej inteligencji, a odpadnie znakomity i utalentowany kandydat. Przeciwnicy powołują się więc na zasadę merytokratycznej sprawiedliwości i domagają stosowania kryteriów wyłącznie uniwersalistycznych. Takie argumenty doprowadziły do zniesienia preferencji u nas, a także w niektórych stanach amerykańskich, np. w wyniku referendum obywateli w Kalifornii. Zwolennicy partykularystycznych preferencji powołują się na zasadę równości szans, wskazując na niesłuszne uprzywilejowanie młodzieży z bogatych rodzin, uczącej się w dobrych szkołach, wynoszącej i z domu, i z wielkich miast, w których mieszka, ogromny kapitał kulturowy. Spór jest zapewne nie do rozstrzygnięcia, jak każdy, w którym uwikłane są przeciwne wartości czy ideologie. Pewna próba zobiektywizowania sporu mogłaby polegać na prześledzeniu faktycznych konsekwencji i funkcji społecznej jednej i drugiej praktyki.

Otóż, po zniesieniu preferencji procent dzieci murzyńskich i meksykańskich w uniwersytetach kalifornijskich dramatycznie spadł. Podobnie u nas, proporcja młodzieży wiejskiej na studiach uniwersyteckich jest obecnie niezwykle niska, sięga najwyżej kilku procent, przy ok. 27 procentach ludności wiejskiej w kraju. I tu powstaje pytanie, czy dla integracji społecznej, mobilizacji całego społeczeństwa do działalności zawodowej, ekonomicznej, politycznej, zwiększenia tempa rozwoju społecznego, wykorzystania pełnego potencjału społecznego, nie jest istotne podniesienie poziomu edukacyjnego całej ludności, a nie tylko jej części. Czy nie jest głęboko szkodliwe społecznie pozostawienie dużych enklaw zacofania, prymitywizmu, braku kwalifikacji? To są pytania, które warto poważnie rozważyć, konfrontując je z różnymi opcjami ideologicznymi.

Drugie kryterium pozwalające wyróżnić rozmaite rodzaje stosunków społecznych odwołuje się do typowych motywacji kierujących jednostkami wchodzącymi w trwałe, regulowane normatywnie relacje między sobą. Po co nawiązujemy stosunki społeczne? Z jednej strony spotykamy, ogromnie dziś częste, stosunki instrumentalne, gdzie uczestnictwo jest traktowane jako sposób uzyskania jakichś korzyści czy dóbr, a samo w sobie nie posiada dla partnerów wartości. Najczęściej taki charakter mają wszelkie transakcje ekonomiczne, kupno-sprzedaż, najem, zatrudnienie itp. Jako klient wchodzę w stosunek kup-na-sprzedaży ze sprzedawcą tylko po to, aby uzyskać pożądany towar. Podpisując umowę najmu z właścicielem domu, robię to, aby wynająć mieszkanie. Zatrudniając się w firmie, traktuję stosunek pracy jako środek do uzyskania zarobków. Są jednak i odmienne motywacje. Zdarzają się stosunki, które nawiązujemy dla samej satysfakcji ich realizowania, nie myśląc o żadnych zyskach czy korzyściach. Miłość, przyjaźń, zabawa, gra, znajomości towarzyskie - to stosunki autoteliczne, mające cel (telos) same w sobie. Spotykam się z przyjaciółmi na piwie, idę do kawiarni poplotkować ze znajomym, umawiamy się na partię brydża, gramy po pracy w siatkówkę.

Robimy to bezinteresownie, tylko dlatego, że lubimy być razem. Wielu socjologów wskazywało, że takie autoteliczne stosunki społeczne są wyrazem pewnej głębokiej tendencji natury ludzkiej, samej istoty homo socius jako istoty stadnej, towarzyskiej, współistniejącej i współżyjącej z innymi ludźmi. Ich zdaniem, w takich właśnie stosunkach społeczeństwo ludzkie realizuje się w najczystszy, niezdeprawowany sposób. Klasyk XIX-wiecznej socjologii niemieckiej Ferdinand Toennies przeciwstawiał „wolę naturalną", wyrażającą się w spontanicznych wspólnotach (Gemeinschaft), „woli racjonalnej", typowej dla nowoczesnego, złożonego społeczeństwa (Gesellschaft), gdzie stosunki społeczne stają się przedmiotem celowej konstrukcji i manipulacji zmierzającej wyłącznie do odniesienia własnych korzyści. Swoistą perwersyjną formę tej drugiej sytuacji opisał prawie sto lat po Toenniesie amerykański socjolog Robert K. Merton, określając ją mianem „pseudo-Gemeinschaft". Chodzi tu o pozorowanie bezinteresowności i autote-licznego charakteru relacji, po to, aby przez zmylenie partnera maksymalnie go wykorzystać, a więc wejść w relację par excellence instrumentalną.

Dobry przykład to dealer samochodowy, który traktuje klienta jak przyjaciela, zaczyna mu mówić po imieniu, interesuje się jego sprawami osobistymi, udziela rad pozornie wbrew interesom firmy (np. odradza kupno tego samochodu, który ma ukryte wady, w odróżnieniu oczywiście od innego, który stanowi niebywałą okazję, choć jest trochę droższy). Na rolę stosunków rzeczywiście autote-licznych w życiu społecznym kładł wielki nacisk inny klasyczny autor niemiecki Georg Simmel, dla którego kwintesencją istoty człowieka jest towarzyskość (sociation), najlepiej manifestowana w spontanicznej zabawie. Można by określić tę koncepcję terminem wziętym od późniejszego filozofa holenderskiego Huizinga - homo ludens. Także współczesny myśliciel społeczny Erich Fromm dostrzega autoteliczne fundamenty społeczeństwa ludzkiego w stosunku miłości, którego cechą definicyjną jest kompletna bezinteresowność i czysta radość płynąca z obcowania z drugim człowiekiem.

Podobnie jak w przypadku poprzednich klasyfikacji, także i ta nie jest całkowicie ostra i rozłączna. Spotykamy przypadki mieszane, gdzie może występować i jedna, i druga motywacja. Gra w kasynie może być źródłem zarobku, ale także okazją towarzyską. Wyprawa na zakupy realizować może potrzebę jakichś produktów, ale także autoteliczną przyjemność kupowania i targowania się. Artysta może zatrudnić się w firmie graficznej, aby zarobić, ale także mieć możliwość samorealizacji twórczej. I odwrotnie, pisarz nawiązuje kontakt z wydawcą, aby upowszechnić książkę pisaną z potrzeby serca i natchnienia, ale przy okazji nie odrzuca honorarium. Kolacja z przyjaciółmi może być wykorzystana do zdobycia ważnych dla interesów informacji czy wpływów. A szpieg może fingować romantyczną miłość, by skłonić ukochaną do kopiowania tajnych dokumentów.

Kolejna klasyfikacja odwołuje się do charakteru normatywnej regulacji, obecnej w każdym stosunku społecznym. Jak wskazywaliśmy wcześniej, reguły wyznaczające właściwe w danej roli sposoby zachowania płyną z różnych porządków normatywnych, są ostrzejsze i słabsze, obwarowane rygorystycznymi lub bardziej luźnymi sankcjami. Najważniejsza różnica dzieli stosunki społeczne, w których działania partnerów są bardzo szczegółowo i precyzyjnie zdefiniowane oraz traktowane jako obligatoryjne, pod sankcją nieważności samego stosunku. Mówimy potocznie, że stosunki takie muszą przestrzegać odpowiedniej formy.

Nazwijmy je zatem formalnymi. Adwokat i sędzia muszą przestrzegać bardzo rygorystycznej i szczegółowej procedury, w której przepisane są nawet pewne słowa, zwroty, gesty, jakie stosują w toku procesu sądowego. Nieprawidłowości w tym zakresie mogą prowadzić do apelacji i unieważnienia całego postępowania. Kapłan udzielający ślubu i narzeczeni przed ołtarzem muszą dochować precyzyjnie przepisanych form obrzędowych, bo bez tego małżeństwo nie zostanie zawarte. Policjant przesłuchujący podejrzanego ma nawet z góry ustalony formularz, który tylko wypełnia, pouczając przed tym o prawie odmowy zeznań. Ogólniej mówiąc, najbardziej formalne typy stosunków społecznych występują wtedy, gdy istnieją kodyfikacje, procedury, regulaminy czy formularze określające dokładnie, jak zamknięte w ramach stosunku społecznego działania i interakcje muszą przebiegać.

Wiele stosunków społecznych ma jednak charakter nieformalny, realizują się w ich ramach działania i interakcje o różnym kształcie i różnym przebiegu, w znacznym stopniu spontanicznie. Przyjaźń czy miłość - jak mówi poeta -„niejedno mają imię". Władza rodzicielska jest realizowana w najrozmaitszy sposób. Wykłady uniwersyteckie prowadzone są wieloma metodami. Nazwiemy takie stosunki społeczne nieformalnymi. Oczywiście w wielu z nich mogą wystąpić jakieś elementy formalne, gdy pewne aspekty stosunku poddane są regulacji prawnej czy statutowej. Ojciec ma pewne prawne obowiązki i pewne granice dowolności w postępowaniu wobec syna. Zbyt brutalne metody wychowawcze mogą być zdefiniowane jako znęcanie się nad dzieckiem i prowadzić do ingerencji sądu. Profesor ma też granice statutowe, np. czas wykładu, w których mieści się pole jego autonomii dydaktycznej. Gdy odwołuje wykłady albo skraca je o połowę, może spotkać się z sankcjami dyscyplinarnymi.

Czwarte kryterium dotyczy zakresu działań i interakcji mieszczących się w ramach stosunku społecznego. Czy są one liczne i różnorodne, czy też nieliczne i wyspecjalizowane? Już kiedy wprowadzaliśmy pojęcie stosunku społecznego, mówiliśmy o jego większej lub mniejszej „pojemności", przeciwstawiając stosunki rodzinne relacjom z profesjonalnymi specjalistami. Przypominając tutaj to rozróżnienie, nazwijmy stosunki pojemne, wielotematyczne mianem rozproszonych, a ograniczone, jednotematyczne mianem zogniskowanych. Przykłady z pierwszej kategorii to stosunek męża i żony, ojca i dziecka, wzajemne relacje kolegów w szkole, przyjaciół między sobą. A przykłady z drugiej kategorii to stosunek lekarza i pacjenta, adwokata i klienta, policjanta i podejrzanego, kierowcy i montera samochodowego, sprzedawcy i kupującego.

Wspominaliśmy także kryterium czasu. Sama idea stosunku społecznego implikuje już pewną trwałość w porównaniu z pojedynczym działaniem czy nawet sekwencją interakcji. Ale także wśród różnych stosunków społecznych występuje pod tym względem ogromne zróżnicowanie. Nie chodzi tylko o to, że de facto przyjaźń czy miłość może być dozgonna albo przelotna, zatrudnienie krótkie lub wieloletnie, porada u lekarza jednorazowa lub związana z długą terapią.

To jest oczywiste. Natomiast mniej oczywiste i dla socjologa ciekawsze jest to, że pewne stosunki społeczne mają z samego swego charakteru założoną pewną większą lub mniejszą trwałość. Robert Merton mówi tu o „strukturalnie wbudowanych czasokresach" (structurally embedded dur-tions). Odmienne oczekiwania co do czasu trwania prowadzą do innego rytmu, tempa toczących się w obrębie tych stosunków społecznych działań czy interakcji. Przykładem już wcześniej wskazanym może być małżeństwo, z założeniem wielkiej trwałości, przeciwstawne przelotnemu z natury romansowi. Inny przykład to instytucja lekarza domowego, rodzinnego, w której założona jest długotrwałość stosunku z pacjentem i w związku z tym oczekiwana inna, bogatsza treść interakcji niż w przypadku jednorazowego konsultanta. Zatrudnienie profesora przez dożywotnią nominację różni się od okresowego kontraktu. Tylko to pierwsze zapewnia całkowitą autonomię akademicką, to znaczy niezależność działań naukowych, wolną od obaw o możliwość utraty pracy.

Odwrotnie, idea tzw. rotacji po pewnym czasie zajmowania pozycji akademickich - magistra czy doktora - ma stymulować do maksymalnego wysiłku badawczego w tych wczesnych stadiach terminowania naukowego. Podobne implikacje ma kadencyjność w zajmowaniu pozycji i ról politycznych, gdzie chodzi o stwarzanie poczucia odpowiedzialności wobec obywateli i mobilizowanie do aktywności w obliczu nadchodzącego kresu funkcji publicznej. Natomiast zupełnie przeciwne konsekwencje - arbitralność, brak odpowiedzialności, bezkarność, konserwatyzm działania - spotykamy w systemach dyktatorskich czy autorytarnych, gdzie „wódz", „generalissimus" czy caudillo rządzi dożywotnio. Stosunki społeczne o strukturalnie wbudowanym długim okresie trwania nazwiemy ciągłymi, a stosunki społeczne zakładające wyraźne ramy czasowe - terminowymi.

Szósty podział stosunków społecznych dotyczy tego, jak partnerzy sytuują się w porównaniu ze sobą na skali nierówności społecznej i innych społecznych zróżnicowań. Innymi słowy, czy z zajmowanymi przez nich pozycjami wiąże się równy czy też nierówny zasób społecznie cenionych dóbr, takich jak majątek, władza, prestiż, wiedza itp. Gdy z pozycjami społecznymi wiążą się takie same lub podobne prerogatywy i szansę dostępu do cenionych dóbr, mówić będziemy o stosunkach egalitarnych. Przykład to stosunki między przyjaciółmi, robotnikami w jednej brygadzie, szeregowcami w pododdziale.

Z zajmowania tych pozycji nie wynikają żadne przewagi czy przywileje. Oczywiście, może się zdarzyć, że jeden przyjaciel jest bogatszy, bardziej sławny, lepiej wykształcony od drugiego, ale te różnice wynikają z innych zajmowanych przez partnerów pozycjo-ról, a nie ze statusu przyjaciela. Jeden może być np. biznesmenem, a drugi nauczycielem, jeden może być sławnym muzykiem rockowym, a drugi technikiem od nagłośnienia. W ich konkretnych relacjach znajdą odbicie te wszystkie stosunki, które ich łączą i z których pewne są egalitarne (przyjaźń), a inne sytuują ich nierównorzędnie (nierówności majątkowe czy prestiżowe). Takie stosunki społeczne, które z samego swojego charakteru stawiają partnerów w nierównej pozycji, nazywamy nieegalitarnymi. Szef i pracownik, oficer i szeregowiec, lord i lokaj, ojciec i syn, to pierwsze z brzegu przykłady.

Interesującą kategorię tworzą wśród stosunków nieegalitarnych relacje z przedstawicielami profesji dysponujących specjalistyczną ekspertyzą, np. z lekarzem, adwokatem, doradcą inwestycyjnym, monterem samochodowym. Robert Mer-ton mówi tu o zawodach „niosących pomoc" (helpingprofessions). Zwracamy się do nich o pomoc, kiedy nie potrafimy sobie sami poradzić, przyznając się tym samym do niewiedzy, niekompetencji, niezdolności zadbania o własne sprawy. Rezygnujemy z części naszej samowystarczalności i autonomii, oddając się w cudze ręce. Sami stawiamy się na pozycji niższej od eksperta. To jest zawsze doświadczenie frustrujące i stąd, według Mertona, w takich stosunkach społecznych występuje zawsze pewna ambiwalencja emocjonalna: nadzieja i zaufanie, a z drugiej strony pewna niechęć i podejrzliwość; uległość, a z drugiej strony próby kontrolowania sytuacji.

Siódma istotna sprawa, gdy patrzymy na pozycje połączone stosunkiem społecznym, to podobieństwa lub przeciwnie, różnice pod względem innych społecznie istotnych cech, nienarzucających hierarchicznych przewag czy przywilejów, a mimo to odbijających się na charakterze toczących się w ramach stosunku społecznego interakcji. Mam na myśli takie np. cechy jak wiek partnerów, ich płeć, przynależność etniczna itp. Stosunek dwóch kolegów z klasy (stosunek rówieśniczy) różni się istotnie od stosunku dziadka i wnuczka. Pewne stosunki nakładają oczekiwania zbliżonego wieku parterów. Tak jest np. z małżeństwem, co poznać można po tym, że związek siedemdziesięcioletniego milionera z trzydziestoletnią aktorką stanowi sensację i budzi podejrzenia, że przynajmniej po jej stronie wchodzą tu w grę inne motywacje niż miłość romantyczna (a więc że w istocie pod tą samą nazwą kryje się inny stosunek społeczny). W normalnych warunkach stosunek męża i żony (stosunek małżeński) różni się od stosunku dwóch braci (stosunku braterstwa), zakłada bowiem związek osób odmiennej płci.

I znów, odmienna sytuacja w małżeństwach homoseksualnych stanowi ciągle marginalny wyjątek, który także każe się zastanawiać, czy pod tą samą nazwą nie mamy do czynienia z zupełnie odmienną relacją partnerów. Istotnie różnią się stosunki między osobami tej samej narodowości (mówimy o stosunkach z rodakami) w przeciwieństwie do stosunków z obcymi. W pierwszym przypadku możemy bowiem zakładać m.in. znajomość wspólnego języka narodowego, wspólny zasób wiedzy o historii, tradycji, kulturze zbiorowości, wspólne sposoby bycia, nawyki kulturowe, uznawane wartości. To pozwala na inny przebieg interakcji niż wtedy, gdy wszystko to może być problematyczne. Takie stosunki społeczne, w których z natury zajmowanych pozycji partnerzy nie różnią się pod względem społecznie istotnych cech, nazwiemy homogamicznymi, a takie, w których dzieli ich pod takimi względami istotna różnica - heterogamicznymi.

I jeszcze ostatnie, ósme kryterium odmienności stosunków społecznych. Chodzi o miejsce motywacji i ekspresji emocjonalnej we wzajemnych relacjach partnerów. W pewnych typach stosunków społecznych motywacja emocjonalna i wyrażanie uczuć jest nie tylko dopuszczalne, ale i oczekiwane. Nazwiemy je intymnymi albo „gorącymi". Miłość, przyjaźń, małżeństwo, stosunki rodzicielskie, braterstwo, to oczywiste przykłady. Ale są i takie stosunki, gdzie kierowanie się emocjami czy zdradzanie się z emocjami byłoby uznane za niewłaściwe. Nazwiemy je oficjalnymi albo „zimnymi". Przykład to przede wszystkim stosunki zawodowe: relacja przełożonego i podwładnego, urzędnika i petenta, także eksperta i klienta. W tym ostatnim typie relacji pojawia się jednak pewna ambiwalencja. Pacjent na przykład oczekuje od lekarza fachowości i znajomości najlepszej terapii, ale także współczucia i osobistego zainteresowania jego problemami.

Tę szczególną mieszankę zimnej, technicznej fachowości, wymagającej traktowania pacjenta jako anonimowego „przypadku", oraz ludzkiego współczucia, sympatii i życzliwości, wymagających traktowania go jako „osoby", Robert Merton określa jako „troskę z dystansu" (detached concern). Oczywiście, lekarz musi być przede wszystkim fachowcem pozostawiającym emocje na boku. Chirurg, który płakałby na widok krwi i cierpień pacjenta, nie mógłby przeprowadzić operacji. Ale z drugiej strony, to co wiadomo o tzw. efektach psychosomatycznych, czyli wpływie stanu psychicznego na procesy fizjologiczne, każe zauważyć, że zaspokojenie typowej dla pacjentów potrzeby osobistej troski, współczucia, życzliwości, może być nie tylko miłym dodatkiem do leczenia, ale mieć centralny wpływ na skuteczność samej terapii.

Jak wskazywaliśmy już wcześniej, kwestia emocjonalności w stosunkach społecznych należy do tych, na których szczególne piętno odciskają odrębności kultur. Są kultury „zimne", gdzie nawet w stosunkach intymnych, nie mówiąc już o oficjalnych, zalecana jest powściągliwość, a już z pewnością dotyczy to publicznego manifestowania emocji, co uważane jest za przejaw „złego wychowania". Przykład: kultura anglosaska. Ale są i kultury „gorące", w których dopuszczalność ekspresji emocjonalnej rozciąga się nie tylko na stosunki intymne, ale także w pewnym stopniu na stosunki oficjalne. Przykłady: kultura włoska, francuska, czy szerzej - tzw. kultury łacińskie, kultury arabskie.

Omówione osiem kryteriów różnicujących stosunki społeczne miało charakter analityczny: rozważaliśmy każdą cechę osobno, budowaliśmy więc klasyfikację. Ale spotykamy w socjologii także syntetyczne typologie, grupujące pewne cechy najczęściej współwystępujące. Charles H. Cooley dostrzegał zasadnicze różnice pomiędzy stosunkami społecznymi występującymi w trzech zbiorowościach „pierwotnych" - w rodzinie, grupie rówieśniczej i grupie sąsiedzkiej, w porównaniu z tymi, które napotykamy w grupach „wtórnych" -środowiskach zawodowych, dobrowolnych stowarzyszeniach, partiach politycznych, organizacjach gospodarczych itp. Stosunki pierwszego rodzaju przyjęto nazywać pierwotnymi. Cechuje je intymność, nieformalność, osobiste rozpoznawanie się przez partnerów, bezpośredniość interakcji (face-to-face), auto-teliczność motywacji, szeroki zakres i tematyczne rozproszenie podejmowanych działań i interakcji, spontaniczność i znaczna permisywność regulacji, silna identyfikacja z partnerami, dopuszczalność emocji. Stosunki drugiego rodzaju nazywamy wtórnymi.

Cechuje je oficjalność, formalność, anonimowość, instrumentalny charakter motywacji, wysoka specjalizacja i wąski zakres tematyczny działań i interakcji, rygorystyczna regulacja normatywna, słabsza identyfikacja z partnerami, powściągliwość emocjonalna. Inna terminologia stosowana na oznaczenie podobnego przeciwstawienia zaczerpnięta jest ze słynnego XIX-wiecznego dzieła Ferdinanda Toenniesa. Mówi się mianowicie o stosunkach typu Gemeinschaft, a więc wspólnotowych, i stosunkach typu Gesellschaft, a więc może najlepiej powiedzieć - stowarzyszeniowych czy organizacyjnych. Niektórzy autorzy traktują typologie Cooleya i Toenniesa także jako wskazanie kierunku, w jakim zmienia się dominująca cecha życia społecznego, od pierwotnych, wspólnotowych stosunków przenikających społeczności pierwotne czy tradycyjne, do wtórnych, organizacyjnych relacji charakterystycznych dla uprzemysłowionych, zurbanizowanych, kapitalistycznych społeczeństw nowoczesnych. Jak pamiętamy, podobną tezę historiozoficzną w odniesieniu do stale rosnącej dominacji działań społecznych typu racjonalnego, w odróżnieniu od afektywnych i tradycjonalnych, formułował Max Weber.

Podobne prace

Do góry